piątek, 31 maja 2013

Wróżka bessa - część trzecia

Jeszcze przed rozpoczęciem na poważnie edukacji z zakresu rachunkowości przeczytałem bardzo ciekawą pozycję Cykle giełdowe (klikając w ten link i kupując książkę wspomożecie mnie finansowo). Nie umieszczam jej w "Literaturze dobrego inwestora", gdyż znaczna część tej książki traktuje o analizie technicznej, a więc oddanym fanom mojego bloga tylko niektóre rozdziały mogą okazać się pomocne.

Ciekawy jest w tej książce fakt, że cykle giełdowe zostały od czasów Fishera nieco okiełznane, przez co możemy "z grubsza" (przy wycenie często używam również tego kolokwializmu) ocenić, kiedy przyjdzie bessa, a kiedy możemy spodziewać się nieracjonalnych wzrostów. Zanim jednak spróbujemy przewidzieć kiedy będzie lać się krew, nakreślmy podstawowe cechy cyklu:
- powtarzalność - jeśli mamy solidne podstawy świadczące o istnieniu danego cyklu, to możemy założyć, że cykl ten nie zniknie i będziemy mogli na nim polegać,
- regularność - cykl trwa w danym przedziale czasowym i odchyla się od tychże ram czasowych w stopniu pozwalającym zastosować dobry margines bezpieczeństwa,
- względna przewidywalność - możemy z pewną dozą pewności określić w jakiej fazie cyklu się znajdujemy,
- harmonia - na większe cykle składa się kilka mniejszych,
- niezależność od sytuacji fundamentalnej - dobrym dowodem są kursy spółek KGHM i Wawel podczas bessy w 2008 roku,

Powyższe cechy cyklu pozwalają nam utrzymać strategię w ryzach. Jednak musimy poznać najważniejsze cykle, które rządzą giełdą. Według mnie najciekawszymi są:
- cykl giełdowy trwający 8,5-9 lat,
- cykl 3,5-letni.

Wykres WIG-u 20 od początku jego istnienia daje już pewne wskazówki dla pierwszego cyklu, który chciałem omówić - cyklu dziewięcioletniego. Jako że jestem fundamentalistą (podobnie jak zapewne większość moich czytelników) nie jestem specjalistą od wykresów, dlatego analiza obejmie najprostsze "formacje" na wykresach, czyli szczyty i dołki. Szczyt hossy 2007 przypada na listopad. Zgodnie z cyklem dziewięcioletnim, poprzedniego szczytu powinniśmy szukać od 102 do 108 miesięcy wcześniej. Ja poprzedni szczyt znalazłem w lutym 2000 roku. Jaka jest różnica? 93 miesiące. i tutaj mamy już problem, bo pomyliliśmy się o 8-13%. Należy się jednak zastanowić, czy jest to błąd niewybaczalny. Mamy różnicę zaledwie jednego roku, więc inwestor, który czeka na bessę, poczekałby nieco krócej - pozwala to (w mojej ocenie) w dość dużym stopniu zaplanować inwestycje. Inwestor mający świadomość istnienia cyklu 9-letniego nie wypatrywał większego szczytu w roku 2005, więc mógł spokojnie gromadzić kapitał w oczekiwaniu na bessę. Sprawdźmy jednak jeszcze wcześniejszy dołek. Okazuje się... że go nie ma! Indeks Wig20 nie działał od 1991 roku, a to w tym roku należałoby szukać istotnego szczytu.

Musimy więc szukać szczytu za oceanem. Spójrzmy na S&P 500. Szczyt 2007 roku pokrywa się z tym, który obserwowaliśmy na polskiej giełdzie. Cofamy się więc do roku 2000. Okazuje się, że szczyt ten przypada nie na luty, ale na sierpień. Jaki jest margines bezpieczeństwa? 14-19%. Nadal jest to akceptowalna wartość. Szukamy więc istotnego szczytu wcześniej. Hossa lat 90-tych bardzo utrudnia nam zadanie. Ja dostrzegam szczyt w maju 1990 roku. Czy to się zgadza? Do sierpnia 2000 roku minęło więc 117 miesięcy. Jaki jest margines? 8-14% jest akceptowalną wartością. Poprzedni szczyt przypada na grudzień 1980 roku, czyli różnica wynosi 113 miesięcy. Przyzwoicie. Dalej już nie sprawdzam, ponieważ chyba udowodniłem istnienie tego cyklu. Chciałem jednak zwrócić uwagę na pewną anomalię, którą postaram się wyjaśnić. Istotny szczyt dostrzegam też we wrześniu 1987 roku, co w ogóle nie ma związku z cyklem 9-letnim.

Tutaj jesteśmy zmuszeni przejść do drugiego cyklu, który działa w ramach cyklu 9-letniego, czyli cykl 3,5-letni. Bernstein twierdzi, że na cykl 9-letni składają się dwa-trzy cykle 3,5-letnie. Oznacza to, że cykl dziewięcioletni może składać się z dwóch cykli trwających na przykład 48 miesięcy (założyłem, że cykle te mogą być dłuższe o 14%, czyli mogą trwać w istocie 48 miesięcy), albo z trzech krótszych cykli o różnych długościach mieszczących się w przedziale od 37 do 48 miesięcy. Zacznijmy więc naszą podróż od września 1987 roku, jednak tym razem idźmy w przyszłość. Szukamy szczytu w ramach cyklu 3,5-letniego. Znajdujemy go... w maju 1990 roku. Szczyt ten pokrywa się z wytycznymi cyklu trwającego 9 lat i margines od średniej mniejszego cyklu wynosi niestety 30% - to już zbyt dużo, by ufać cyklowi. Szukamy dalej.

Kolejny szczyt znajdujemy w kwietniu 1994 roku, czyli 47 miesięcy później, co jest książkowym przykładem cyklu 3,5-letniego, bo margines wynosi ledwie 11%. Następny szczyt? Czerwiec 1998, czyli 50 miesięcy później. Margines wynosi znowu 20%, co jest raczej średnim wynikiem. Kolejny szczyt to sierpień 2000, czyli ledwie 26 miesięcy później. 40% to już stanowczo za dużo. Co gorsza potem już ciężko szukać istotnego szczytu, więc 3,5-letni cykl można wsadzić... między bajki.

Czy na pewno? Od szczytu w 2007 roku do czerwca 2011 mija 45 miesięcy. Ciekawym faktem jest, że szczyt z roku 2011 jest trudno dostrzegalny na wykresie! O kryzysie strefy Euro i związanej z nią bessie pamiętamy jeszcze dobrze. Do czego zmierzam? Cykl 3,5 letni nie jest tak bardzo widoczny na wykresie, bo w ramach niego nie mamy do czynienia zawsze z ostrą bessą, dlatego może on zostać niezauważony. Cykl 9-letni jest bardziej widoczny i po szczycie należy oczekiwać ostrego zjazdu w dół.

Kiedy więc spodziewać się górki? Od szczytu w listopadzie do kryzysu strefy Euro mija (jak już wspomniałem) 45 miesięcy. Cykl ten jest książkowy, więc wydaje mi się trudnym zadaniem określenie, czy czeka nas jeszcze jeden "mniejszy szczyt", czy po upływie około 57 miesięcy będziemy mieć szczyt wynikający z obu cykli. A może czekają nas dwa małe cykle po 31 miesięcy? Nie wiem.

Według cyklu 9-letniego (który ja uważam za najbardziej widoczny i mniej więcej wiarygodny) należy szukać szczytu w okolicach stycznia 2015 - marca 2016. Czy taka "informacja" jest użyteczna? Z pewnością mogła być użyteczna dla osób, które w 2011 roku nasłuchały się, że katastrofalne spadki na giełdzie czekają nas w najbliższej przyszłości. Również dzisiaj możemy dość precyzyjnie założyć, że w tym, ani w następnym roku nie należy wypatrywać istotnego szczytu.

Ta w miarę precyzyjna informacja pozwala inwestorowi lepiej rozważyć zakup konkretnych walorów - jak połączyć te informacje z analizą konkretnej spółki? O tym już w następnym wpisie.

Przyszłość zaskakuje. ZAWSZE. Choćbyśmy zdobyli całą wiedzę świata, nigdy nie będziemy w stanie całkowicie przewidzieć przyszłości. Zawsze jest czynnik, który zmienia zasady. To motto będę umieszczał pod każdym wpisem z cyklu "Wróżka bessa", żebyśmy nie zapomnieli, że jesteśmy tylko ludźmi, a nie prorokami.

sobota, 25 maja 2013

Długoterminowe cele i krótkoterminowe działania - co na to Brian Tracy?

Dzięki książce Briana Tracy Zjedz tę żabę nauczyłem się planować swoje życie i od kilku miesięcy przynosi mi to znakomite rezultaty. Przez ostatnie kilka tygodni spędziłem też sporo czasu na opracowaniu szczegółowego planu na najbliższe 5 lat. Dzięki tak jasnej wizji jestem w stanie szybciej i pewniej zmierzać do celu, który teraz wisi na drzwiach i przypomina o sobie za każdym wejściem do pokoju. Długoterminowy cel pozwolił mi nie zajmować się rzeczami, których ukończenie nie zmieni wiele w moim życiu. Fajnie byłoby opanować grę na FOREX-ie, tylko po co to robić, skoro to właśnie akcje dają zarobić od dziesięcioleci...

Książka Tracy'ego nie jest jednak wielką rewolucją - jest zbiorem usystematyzowanych rzeczy, o których wie zapewne większość członków zarządów polskich firm. Każdy przecież wie, że trzeba zajmować się rzeczami istotnymi, ale nie każdy potrafi się nimi właśnie zajmować. Okazuje się, że brak wiedzy prezesów rzutuje na obecne poczynania ich firm.

Wspaniałe firmy mają jednak długoterminowe plany działania, a wiedział o tym... Philip Fisher! Ten najlepszy inwestor w historii (w mojej skromnej opinii) miał świadomość wagi długoterminowych planów wtedy, gdy Brian Tracy jeszcze nie wiedział, jak osiągnąć w życiu sukces. Krótki rzut okiem na strategie firm daje nie tylko dane do wyceny, ale również pozwala stwierdzić, czy firma zmierza do jasno określonego celu, czy błądzi po omacku, aż dobry los ześle niepowtarzalną okazję.

Nie jestem specjalistą od spółek wydobywczych (chociaż kiedyś miałem takie wrażenie), ale rzut okiem na strategię spółki KGHM pozwala wysunąć wniosek, że spółka ta ma jasno wyznaczony, ambitny cel. Jeśli strategię można streścić w myślnikach z użyciem liczb, to znaczy że strategia jest szczegółowa i przemyślana. Napisany grubym fontem cel - "Efektywne przetwarzanie zasobów naturalnych
drogą do wzrostu wartości firmy" - wydaje się mało precyzyjny, jednak to, co możemy przeczytać niżej, jest już strategią najwyższych lotów:
- cięcie kosztów (które w momencie tworzenie strategii rosły),
- zwiększenie produkcji do konkretnego poziomu 700 tys. ton rocznie,
- dywersyfikacja działalności polegająca na uzyskiwaniu 30% przychodów poza działalnością podstawową,
- 750 nowych miejsc pracy.
A jak wyglądałaby ta strategia, gdyby pisała ją przeciętna firma, która chce wcisnąć akcjonariuszom kit? Zapewne cięcie kosztów oznaczałoby emisję akcji, bo przecież emisja obligacji, czy kredyt, albo wymiana maszyn generują koszty. Zwiększona w 10 lat o 5% produkcja zapewne zostałaby przedstawiona jako "sukces, który spółka zaplanowała lata temu". Dywersyfikacja przychodów polegałaby natomiast na kupnie udziałów w słabej spółce, niezwiązanej z działalnością podstawowego biznesu. Pracownicy zaś na pewno dostaliby obietnicę poprawy warunków pracy i wzrostu wynagrodzeń.

Drugą spółką, która przykuła moją uwagę swoją strategię jest Integer. Strategia ta obejmuje tylko lata 2013-2016, ale plan ten jest dużo bardziej szczegółowy, niż w przypadku KGHM. Wynika to zapewne ze specyfiki branży i ogromnych ambicji zarządu. Mamy jednak jasne, konkretne cele:
- 1700 nowych placówek w roku 2013,
- zwiększenie zasięgu usług do konkretnej liczby klientów,
- koncentracja na wysokomarżowych produktach,
- start terminali pocztowych jeszcze w tym roku,
- tysiąc nowych paczkomatów w Polsce,
- uruchomienie 16 tysięcy paczkomatów do końca 2016 roku (są też podane dokładne liczby na konkretne lata, co pozwoli kontrolować strategię),
- rozwój spółki Inpost finanse polegający na wzroście sprzedaży.
Z wyjątkiem ostatniego punktu mamy więc do czynienia z doskonałą strategią - mgliste cele związane z usługami ubezpieczeniowymi są zapewne związane z raczkowaniem tego biznesu w porównaniu z resztą grupy. Rdzeniem biznesu jest poczta i tutaj cele są jasne i konkretne. Rafał Brzoska nie bez powodu dostał nagrodę im. Jana Wejcherta w kategorii "Wizja i Innowacje".
Jak wyglądałaby strategia marnej podróby Integera? 50 nowych placówek okazałoby się światowym sukcesem, a wzrost marży związany ze sprzedażą części segmentów byłby dowodem ciągłej analizy kosztów. Rozlokowanie stu paczkomatów w Europie na pewno oznaczałby niemalże zmonopolizowanie tego rynku. Wymieniony po ataku wandali paczkomat na pewno zostałby umieszczony na liście nowych urządzeń.

Ciągle niemal pisze o spółce CDR, więc teraz tylko wspomnę o jej celach - bardzo konkretnych celach:
- sprzedanie 10 mln gier własnej produkcji do końca 2015 roku,
- 235 milinów złotych zysków netto w latach 2012-2015,
- podwojenie biznesu w gog.com w latach 2013-2014,
- dwie superprodukcje,
- uruchomienie nowego sklepu (co już zostało zrobione),
- koncentracja na wysokomarżowych produktach.
CDR jako jedyny pokusił się o wyliczenie potencjalnych zysków. Nawet, jeśli założenia okażą się konserwatywne, trzeba przyznać, że podanie takiego celu jest wystawieniem się na ostrzał. Przecież byle dzieciak będzie mógł dodać zyski i ocenić, czy Adam Kiciński dołożył wszelkich starań, by osiągnąć sukces. Jak wygląda zła strategia twórców gier? Podstawowym filarem takiego planu jest łapania wszystkich srok za ogon: strzelanka, RPG, gra na komórkę, dystrybucja, sprzęt, ubezpieczenia, hamburgery, cola i skarpetki (oczywiści przesadzam, ale mam nadzieję, że zrozumieliście istotę sytuacji). Znam kilka takich firm - jedna ostatnio zbankrutowała, a silna konkurencja (w tym jedna z moich ulubionych firm w branży - Crytek) wykupiła cenne aktywa po okazyjnych cenach.

Jasny cel, przemyślana droga do niego, oraz umiejętne wykorzystanie zasobów to gwarancja sukcesu. Czy któraś z trzech przedstawionych przeze mnie spółek była zagrożona bankructwem? Nie? Cóż za przypadek - dobry los zadbał o te firmy:-)

sobota, 18 maja 2013

Literatura dobrego inwestora. Nowe podejście - część pierwsza

Na początku roku przedstawiłem Wam listę książek, które zamierzam przeczytać po maturze - w ramach celu, którym jest osiągnięcie biegłości w analizie sprawozdań finansowych wybrałem kilka książek, które mogą pomóc zrozumieć mechanizmy sprawozdawczości - wcześniej uczyłem się z darmowych kursów, ewentualnie szukałem informacji w samych raportach - niestety moi czytelnicy uświadomili mi, że zdobyta przeze mnie wiedza jest daleka od ideału, dlatego czas najwyższy to zmienić.

Jaki jest plan?

Plan jest taki, że raz na trzy miesiące wybieram sobie jedną książkę o inwestowaniu, którą razem z moimi czytelnikami czytamy, a potem dzielimy się spostrzeżeniami. Oprócz tego wybieram również osobiści drugą książkę, która nie jest związana z tematem inwestowania, ale może w znacznym stopniu przyczynić się do wzrostu wydajności, czy też nieomylności. Trzy miesiące to mnóstwo czasu, więc każdy, kto zechce, może kupić jedną książkę o inwestowaniu i ją przeczytać. Oczywiście czekam na Wasze propozycje książek, które w jakiś sposób ulepszyły Wasze metody inwestycyjne. Na pierwszy ogień idzie sprawozdawczość, bo ta idzie mi najsłabiej.

Książka związana z tematem inwestowania

"Analiza sprawozdań finansowych" Edwarda Nowaka to teoretyczny wstęp do analizy sprawozdań finansowych. Poznamy dzięki niej podstawowe pojęcia związane z raportem rocznym spółki, która nas interesuje. Oprócz teoretycznego przedstawienia pojęć, znajdziemy w tej książce również wskaźniki, które pomagają odfiltrować sprawozdawczy bełkot od naprawdę ważnych informacji. Książka kosztuje 55 złotych, więc odkładając przez miesiąc dwa złote, a potem poświęcając książce 15 minut dziennie, po trzech miesiącach od kupna książki będzie mogli napisać mi jej recenzję;-)

Książka niezwiązana z tematyką inwestowania

Podręcznik szybkiego czytania Tony'ego Buzana pozwala czytać kilkakrotnie szybciej, niż przeciętny człowiek. Kiedy przeczytałem artykuł o ludziach, którzy pochłaniają kilkusetstronicowe książki w jeden wieczór, zapragnąłem posiąść tę wspaniałą umiejętność. Kupiłem program za kilkanaście złotych, ale wyniki były mizerne. Jeden z bardziej utalentowanych inwestorów skoncentrowanych wśród znanych mi blogerów - Bartłomiej Zieliński - polecał tę książkę, więc mam nadzieję, że mając w ręku solidne narzędzie (Tony Buzan jest twórcą mapy myśli) i wiedząc, że patrzycie mi przez ramię, będę bardziej zmotywowany do nauczenia się szybkiego czytania. Trzy "dyszki" to naprawdę niewiele za umiejętność czytania kilka razy szybciej. Wystarczy odkładać na tę książkę wspomniane wcześniej dwa złote przez dwa tygodnie, a potem poświęcać 15 minut dziennie na ćwiczenia.

Jeśli doceniacie moją pracę i chcecie kupić przedstawione książki, zróbcie to przez linki w z tym wpisie, lub przez linki po lewej stronie, które właśnie umieściłem na miejscu trzech najważniejszych książek o inwestowaniu wartościowym. Będę wdzięczny - zadowolony natomiast będę, jeśli chociaż jeden czytelnik razem ze mną zaciśnie zęby i weźmie sprawy w swoje ręce.

sobota, 11 maja 2013

Czytnik ebooków - spory krok dla technologii, wielki krok dla inwestora

Jakiś czas temu sprawiłem sobie czytnik ebooków PocketBook basic 612 za 350 złotych. Chciałem w ten sposób ograniczyć ilość czasu spędzanego przed komputerem na czytaniu raportów rocznych spółek. Oczekiwałem wygody czytania raportów, jednak to, co dostałem kupując ten czytnik przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

Zacznijmy od tego, czym jest ebook. Jest to urządzenie, które pozwala odtwarzać elektroniczne wersję książek przede wszystkich w formacie pdf, ale większość czytników odtwarza też mobi, txt, doc itd. Najciekawsze jest jednak to, że ekran nie męczy oczu, gdyż nie świeci - cząsteczki odwracają się jedynie zależnie od wyświetlanego tekstu - zawsze w kolorach czerni i bieli, więc oglądanie kolorowych czasopism mija się z celem. Jednak do czytania książek nadaje się znakomicie. Co więcej, ebook waży tyle, co szkolny zeszyt, a może pomieścić o wiele więcej książek, niż bylibyście w stanie unieść. Ceny samych książek również są dość przyzwoite. Miłym zaskoczeniem było dla mnie, że księgarnia internetowa helion.pl oferuje niemal wszystkie swoje książki również w wersjach elektronicznych w cenach około 20% niższych, niż wydania papierowe. Jest jednak duży problem z czytaniem książek programistycznych - jeśli w książce przywołany jest kod programu i chciałbym szybko wrócić np. dwie strony, muszę się trochę nadenerwować, bo przełączanie strony trwa jakieś 2 sekundy. Do czytania powieści, czy książek bez skomplikowanych rysunków, w których kolory mają znaczenie, nie mogę się doczepić, bo wypada to po prostu dobrze. Każdą stronę można ustawić w odpowiednim ułożeniu, podzielić na kolumny (przydatne przy czytaniu czasopism) oraz ustawić rozpływ.

Wady? Jest ich trochę i musicie być ich świadomi:
- brak koloru - nie zobaczycie, czy Doda ma na sobie różową, czy czerwoną sukienkę w najnowszym wydaniu brukowca,
- w moim czytniku jest problem z nawigacją - jeśli macie zeskanowaną ręcznie książkę, numery stron w pdfie nie pokrywają się z numerami stron książki, co bardzo utrudnia szukanie fragmentów, które nas interesują. Jest za to aplikacja do wycinania fragmentów tekstów i zapisywania ich w szybko dostępnej pamięci, a problem ten nie występuje w przypadku raportów spółek,
- problem z obsługą dużych plików - wrzucone na czytnik czasopismo mające powyżej 80-90 mb działa potwornie wolno - strona potrafi przełączać się nawet 10 sekund. Można temu zaradzić, dzieląc dokument na kilka części - u mnie zadziałało,
- książka, kiedy upadnie - pobrudzi się - nie wiem, co się stanie, jeśli czytnik upadnie z dużej wysokości:-),
- niekiedy drobny druczek. Wpadłem na ciekawy pomysł drukowania do pdf newsów z portalu forsal.pl. Niestety po przeniesieniu ich na czytnik okazało się, że litery są tak małe, że odczytanie newsa jest niemożliwe. Można każdego newsa powiększać, ale zajmuje to dużo czasu i lepiej jest jednak odpuścić sobie podłączanie urządzenia i przenoszenie tekstów, które będziemy czytać kilkanaście minut,

Rynek ebooków wciąż kuleje, ale pojawiają się już pierwsze duże księgarnie. Poważnym problemem jest brak starych, uniwersyteckich książek, które potrzebne są przede wszystkim uczniom i studentom. Sądzę jednak, że już za 3-5 lat, będziemy mogli wypożyczać ebooki i zaoszczędzimy bieganiny. Oprócz tego, ebooki są po prostu... drogie. Tania dostawa, brak kosztów druku, brak konieczności utrzymywania zapasów magazynowych powinny obniżyć cenę o połowę. Tak jednak nie jest. Wysoka cena jest spowodowana vatem - ebook to wciąż usługa, a nie książka, a przy krwiożerczej polityce naszego rządu pewnie długo poczekamy na niższe stawki podatków obowiązujące na ebooki.

W ogólnym rozrachunku, jestem zszokowany czytnikiem książek elektronicznych tak samo, jak byłem wtedy, gdy dostałem pierwszy telefon komórkowy. Ważne jest jednak, że czytnik ma służyć DO CZYTANIA, więc warto odpuścić sobie rozpraszające dodatki typu wifi.

czwartek, 2 maja 2013

Rozwój firmy tam, gdzie wzrok nie sięga

Wielokrotnie w książkach, jak i również na moich blogu poruszany jest temat wyceny przedsiębiorstw metodą zdyskontowanych przepływów pieniężnych. Aby obliczyć rzeczywistą wartość spółki musimy "mniej więcej" oszacować zyski naszej spółki na przestrzeni najbliższych 10 lat (założenia ściśle związane ze spółką) oraz ustalić stopę dyskonta (10% to rozsądne założenie). Jednak pewien szkopuł pojawia się z drugiej części wyceny, która zakłada wzrost zysków spółki po 10 latach, do nieskończoności. Czym jest dokładnie ta "wieczność" wyjaśniałem już wcześniej na blogu. Jeśli wybraliśmy naprawdę wspaniałą firmę, to raczej pozostanie ona wspaniała przez te wspomniane w innym wpisie 25 lat, więc nie musimy stawiać na zdarzenie polegające na wzroście zysków przez czas dłuższy, niż możemy sobie wyobrazić.

Nawet w książce, która wywarła duży wpływ na moje postrzeganie inwestycji - "Na sposób Warrena Buffetta" - nie znalazłem dogłębnego wyjaśnienia problemu zysków po dziesięciu latach. Była tam tylko wzmianka o "spadku dynamiki zysków do średniego poziomu 5%".
Dość długo szukałem jakiegoś wytłumaczenia, dlaczego 5%, a nie np. 3? Wystarczy podstawić eksperymentalnie liczby by zauważyć, że te dwa punkty procentowe mogą mieć znaczący wpływ na końcową wycenę. Warto więc poszukać jakiegoś benchmarka, który pozwoli nam określić, jakie założenie jest sensowne.

Zyski branży

Nasza spółka jest z pewnością liderem branży, jednak może kiedyś zostać zdeklasowana, więc jej zyski spadną do poziomu przeciętnego dla danej branży. Czy jest to założenie rozsądne? Według mnie nie, ponieważ trudno znaleźć firmy o dokładnie tych samych parametrach. Trudno porównać CDR do innych spółek z branży gier chociażby ze względu na fakt, że spółka ta oprócz robienia gier, zajmuje się ich dystrybucją pudełkową i cyfrową. Ostatnio sprzedaje nawet puzzle. Oprócz tego branża może być nowa, więc poszukiwanie informacji może okazać się trudne, bo przecież nie wyciągniemy sensownych wniosków na podstawie danych z trzech lat.

Zyski polskich firm

Próbowałem też określić dynamikę na podstawie ogólnych zysków polskich firm - nasza spółka przecież działa i zarabia w gospodarce takiej samej, jak inne firmy. Analiza zysków polskich firm przyniosła pewne odpowiedzi. Okazuje się, że na przestrzeni ostatnich 9 lat firmy zwiększały zyski o około 5% rocznie!
Założenie to wydaje się być rozsądne, bo obrazuje ile zarobiła przeciętna polska firma. Nie uwzględniamy tutaj żadnych uwarunkowań branżowych, jednak uśrednianie tego wyniku jest według mnie dobrym posunięciem, bo przecież nie można zakładać, że branża, w której działa nasza spółka będzie się rozwijać szybciej, niż krajowa gospodarka. Jeśli ktoś badając kilka lat temu branżę budowlaną założył, że zyski tychże firm urosną szybciej, niż reszcie firm, srogo się rozczarował. Pomijam tutaj fakt istnienia jasnych sygnałów nadchodzących kłopotów, jak chociażby niskie marże, na które sam nie zwracałem swego czasu uwagi.

Produkt krajowy brutto

Najrozsądniejsze według mnie założenie to podstawienie do wzoru średniego wzrostu PKB naszego kraju. W latach 2001-2012 rosło ono o 3,77% rok do roku. Wcześniejszego okresu nie brałem pod uwagę, gdyż Polska przechodziła zmiany ustrojowe, które w latach dziewięćdziesiątych miały bardzo pozytywny wpływ na nasze PKB - takie zmiany raczej nie czekają nas w przyszłości. Podobnie jest z wejściem do UE w 2004 roku. PKB wzrosło wtedy bardzo mocno, co również mogło zniekształcić ogólny obraz rozwoju naszej gospodarki.

Uwzględniając "przesadzone" 3,77% wzrostu PKB i 5% dynamiki wzrostu zysków firm doszedłem do wniosku, że rozsądnym założeniem rozwoju naszej spółki po 10 latach jest 3%. Taką właśnie wartość podstawiam do moich wyliczeń - na podstawie takich właśnie danych obliczyłem wartość mojej jedynej spółki z portfela.

Jeśli macie jakiś ciekawy patent na uszczelnienie wyceny, chętnie o nim przeczytam. Bardzo proszę o zostawianie na moim blogu przemyśleń, gdyż to dla nich, a nie dla marginalnych zysków wypisuję swoje myśli i błędy:-)