czwartek, 28 marca 2013

Konkursy i konkursiki

Czytanie o inwestowaniu mnie odpręża. W wolnych chwilach lubię przeczytać to, co znam - nierzadko wpadam na nowe, wspaniałe pomysły podczas kolejnej lektury tego samego tekstu. Dzisiejszy uderzył do mnie podczas kolejnej lektury rozdziału "Kiedy kupować" w znakomitych "Zwykłych akcjach, niezwykłych zyskach".
Fisher opisywał w tym rozdziale spółkę Food Machinery jako okazję inwestycyjną, którą wprawne oko mogło dostrzec w chwili, gdy zdecydowana większość analityków z Wall Street uważała zarząd tej spółki za mało kompetentny. Innego zdania było Jury konkursu, które wyłoniło najlepiej zarządzaną firmę w branży chemicznej. Nagroda trafiła do Food Machinery, a ówcześni giganci musieli obejść się smakiem. Słowem-kluczem nie jest tutaj "nagroda" - jest nim "jury".

W skład Jury wspomnianego konkursu wchodziło "wiele wybitnych postaci", w tym naukowcy i najlepsi przedstawiciele branży, których obiektywność i profesjonalizm był odpowiedni. Taki właśnie konkurs daje inwestorowi istotną wskazówkę. Naukowcy związani z branżą na pewno wydadzą lepszy osąd, niż związani z inną branżą ludzie, którzy mogą mieć duże osiągnięcia, ale rzadko można oczekiwać od nich rzeczowego werdyktu.

Pierwszy konkurs, który przyszedł mi do głowy to "Przedsiębiorca Roku" Ernst & Young.
Warto przyjrzeć się składowi jury. Nie będę podawał nazwisk - nie są one tutaj istotne. Ważniejsze jest to, kim oni są z zawodu i jakie są ich osiągnięcia:
- były prezes dużego banku i przewodniczący Rady Gospodarczej przy premierze RP,
- autor 20 inwestycji bezpośrednich w znanym funduszu,
- właściciel polskiego koncernu spożywczego - jeden ze zwycięzców konkursu,
- szef dużej spółki obuwniczej - również zwycięzca jednej z edycji konkursu,
- prezes firmy produkującej farby na szeroką skalę - również laureat,
- bliski współpracownik jednego z poważanych ekonomistów w kraju, ambasador w USA,
- założyciele spółki, w której mam sporo oszczędności:-),
- prezes znanej na całym świecie firmy produkującej okna,
- inwestor, który przeprowadził pierwsze w Polsce przejęcie spółki publicznej,
- laureat nagrody dla jednego z najlepszych menadżerów w Europie Środkowej.

Trudno odmówić ludziom wymienionym wyżej kompetencji. Jednak warto zauważyć, że nie sprawdzili by się oni jako jury w konkursie na najlepszą piosenkę roku. Ich kompetencje są inne. Konkurs "Przedsiębiorca Roku" ma dość proste, a zarazem wymagające kryteria. Pozwolę sobie zacytować stronę:
"Już od 10 lat niezależne Jury, dokonuje wyboru najlepszego przedsiębiorcy nie tylko na podstawie kryteriów ekonomicznych, ale także pozaekonomicznych takich jak: determinacja, pasja, wizja, etyka, zaangażowanie w przedsięwzięcia na rzecz społeczności lokalnych, dbałość o środowisko naturalne."
w skrócie:
- przedsiębiorczość,
- strategia,
- wyniki finansowe,
- działalność międzynarodowa,
- innowacyjność,
- relacje z pracownikami i otoczeniem.

Kryteria i ludzie wchodzący w skład jury pozwalają wysunąć wniosek, że laureat takiego konkursu prowadzi dobrze prosperującą firmę, która ma duże szanse na zwiększenie swojej wartości w ciągu najbliższych lat. Interesujący jest fakt, że sędziowie podpisują umowę, w której zobowiązują się do zachowania dla siebie wszelkich informacji, które pozyskają w badanych spółkach. Często ich wiedza nie jest dostępna dla zwykłego śmiertelnika. Podejrzewam, że inwestor, który chciałby posiąść podobną wiedzę, musiałby w sposób nie do końca legalny szukać informacji, czego na pewno zdecydowana większość wolałaby uniknąć. Otrzymujemy tylko werdykt i wnioski. Niemal na pewno przedstawione informacje nie zadowolą dobrego inwestora, ale przecież wnioski, które wyciągnęli sędziowie, są z dużym prawdopodobieństwem miarodajne. Lepszy ryc, niż nic. Strona konkursu "Przedsiębiorca roku" zawiera również wiele odnośników do artykułów, które ciężko znaleźć, gdy wpisujemy w wyszukiwarkę nazwę interesującej nas firmy. Prezes spółki, której właśnie się przyglądam, również był finalistą tego konkursu. Na razie nie zdradzam, o jaką spółkę chodzi.

Jak wystrzegać się błędów? Przede wszystkim unikać sędziów-amatorów. Dotyczy to w szczególności WSZYSTKICH konkursów, w których decydują głosy internautów. Prawda jest zazwyczaj naciągana: albo głosują sami właściciele firm, albo amatorzy i ignoranci, których werdykt jest tak samo przydatny, jak sondaże przeprowadzane w "reprezentatywnej grupie osób".

Mała dygresja: jedna ze szkół, do której uczęszczałem brała udział w konkursie, w którym nagrodą były jakieś dotacje. Polegał on na tym, że rejestrując się na stronie z pomocą adresu e-mail, użytkownik oddawał głos na szkołę. Co wymyślono w mojej szkole? Każdy uczeń musiał przynajmniej kilka razy założyć nowy adres e-mail i zagłosować. Sprzeciw co prawda nie był karany, ale sam fakt "grożenia palcem" był według mnie śmieszny. Tym bardziej, że podczas dawania reprymend, przewijały się wyrażenia takie, jak "obniżone sprawowanie", czy "jedynka z informatyki".

Jeśli znacie jakieś ciekawe konkursy, chętnie zobaczę ich kryteria. Niestety nie znalazłem żadnego konkursu dotyczącego ściśle giełdy, który wyłonił zwycięzców w sposób nieracjonalny. Dobrze byłoby jednak "potrenować" na takim konkursie, by wiedzieć w przyszłości, czego unikać.

czwartek, 21 marca 2013

Aby zostać ekspertem

Znalazłem ostatnio ciekawy, chociaż dość stary artykuł traktujący o rozwoju zawodowym. Według badań specjalistów od HR-u potrzeba 10 tysięcy godzin, aby zostać mistrzem w danej dziedzinie. Liczba ta oczywiście jest zaokrąglona, nie do końca prawdziwa i miarodajna, jednak przyjrzenie się tym zaskakująco zgodnym seriom badań może dostarczyć nam ciekawych wniosków na temat naszych umiejętności inwestycyjnych.

Ile to jest 10 tysięcy godzin? Kiedy nie znałem jeszcze Tracy'ego i nie przygotowywałem się do matury, znajdywałem na moje zainteresowania około godziny dziennie. Po maturze dzięki optymalizacji mojego czasu pewnie będę w stanie znaleźć około 2 godzin dziennie (ewentualne braki w ciągu tygodnia uwielbiam uzupełniać w niedzielę) na moje zainteresowania. Kiedy więc teoretycznie zostanę specjalistą od inwestowania skoncentrowanego? Za 12 lat! To stanowczo za długo, by opłacało się zajmować inwestowaniem "obok" głównych zajęć, czyli pracy, czy szkoły.
Czy musicie więc czekać aż 12 lat, abym mógł powiedzieć o sobie "ekspert do spraw inwestowania"?
Pomijając kwestię talentu (według mnie nie ma sensu zastanawiać się nad tym, czy taki talent posiadamy) musimy przyjrzeć się, na co tak właściwie potrzeba tych 10 tysięcy godzin.

Z pomocą przychodzi do nas Brian Tracy, który w swojej książce "Zjedz tę żabę" rozbija każdy zawód na dziedziny kluczowe. Najprościej będzie to wytłumaczyć na przykładzie: dobry kierowca powinien:
- sprawnie przełączać biegi, by spalać mniej paliwa,
- orientować się w nazwach ulic, miast i sprawnie używać nawigacji,
- szukać alternatywnych, lub bezpłatnych dróg,
- unikać korków,
- umieć wyprowadzać samochód z poślizgu,
- znać budowę samochodu, by identyfikować potencjalne usterki itd.
Kluczowa rada Briana Tracy polega na udoskonalaniu swoich umiejętności w każdej z kluczowych dziedzin. Łatwo zauważyć, że brak umiejętności w jednej dziedzinie może wypaczyć doskonałe osiągnięcia w każdej innej. Co z tego, że kierowca potrafi spalić mniej paliwa, niż 6 litrów, skoro nie potrafi szukać krótszej drogi, albo nie wie, że otwarte szyby zwiększają opór powietrza.

Z połączenia dziedzin kluczowych i wyników badań z pierwszego linka wyłania się jasny wniosek: Im lepiej identyfikujemy nasze dziedziny kluczowe i równomiernie nad nimi pracujemy, czas potrzebny do osiągnięcia mistrzostwa, skraca się nawet o kilkadziesiąt procent.
Jakie są dziedziny kluczowe dla inwestora skoncentrowanego?
- sprawna wycena przedsiębiorstw,
- budowanie cierpliwości i umiejętność "usiedzenia na czterech literach",
- kontrolowanie swojego strachu i chciwości,
- sprawne poruszanie się w kręgu kompetencji,
- znajomość terminów i pojęć związanych z raportami,
- budowanie umiejętności samodzielnego myślenia,
- sprawne pozyskiwanie informacji (zwłaszcza w przypadku niestandardowych źródeł),
- umiejętność rozpoznania intencji zarządzających firmą,
- umiejętność odróżniania dobrych książek od złych.
Nie wiem, czy wypisałem wszystkie - proszę moich czytelników o dopisywanie swoich pomysłów, bo patent na spisanie dziedzin kluczowych dla inwestora bardzo mi się spodobał w trakcie pisanie tego posta.

Mamy więc listę dziedzin kluczowych. Podczas jej analizowania zauważyłem, że wiele umiejętności mam już w znacznym stopniu rozwiniętych. Wpadłem na genialny wniosek: niektóre dziedziny kluczowe możemy mieć rozwinięte jeszcze zanim w ogóle zaczniemy się daną dziedziną interesować. Cierpliwości uczyłem się przez całe gimnazjum, kiedy to koledzy ciągle chcieli spisywać pracę domową. Również rozmowy z nachalnymi akwizytorami, czy chociażby czekanie na odpowiedni moment do ataku w grze strategicznej pozwalały mi budować cierpliwość. Dziedziny kluczowe rozwijałem nie wiedząc nawet, że za 3 lata będę pisał bloga o jakimś tam inwestowaniu. Również samodzielne myślenie kreowałem od momentu, kiedy uświadomiłem sobie, że telewizja mną manipuluje i muszę nauczyć się odróżniać informację od reklamy. Być może dlatego nigdy nie kupiłem książki typu "Jak zostać zawodowym inwestorem w tydzień".

Która dziedzina kluczowa u mnie leży? Jak zauważył jeden z czytelników, jest to znajomość sprawozdawczości. Uważam, że to ta dziedzina kluczowa, która może wypaczyć umiejętności w innych dziedzinach. Proszę nie zrozumieć mnie źle, ale na pewno czytelnicy zauważyli, że nie znam wielu terminów, ale nie zwrócili uwagi na fakt, że dzięki unikaniu telewizji, myślę nieco inaczej. Skupianie uwagi na tym, co we mnie złe nie jest niczym złym, ale udowadnia, że brak jednej umiejętności znosi wszelkie zyski z pozostałych dziedzin. Zauważył to również Tracy.

Skoro spędziłem kilka tysięcy godzin na dyktowaniu kolegom zadań, przez co moja cierpliwość jest dzisiaj całkiem niezła, ile potrzeba mi czasu? Na pewno jest jakiś czytelnik, który wpadł na myśl, że nie ma sensu tego obliczać, bo i po co? Nie zainwestuję, bo nie jestem specjalistą? A jeśli nie kupię (pozbawię się możliwości kontrolowania emocji), to czy taka "wirtualna transakcja" będzie się liczyć w moim doświadczeniu? Mając listę dziedzin kluczowych nie należy się zastanawiać, jak nazwać mój poziom doświadczenia, tylko ulepszać tę dziedzinę, która kuleje - u mnie jest to sprawozdawczość.

Zamiast więc po maturze szukać kolejnej książki o cwanych socjotechnikach, powinienem kupić książkę o podstawach sprawozdawczości. Dopiero potem mogę się zając kolejnym, najsłabszym ogniwem.

czwartek, 14 marca 2013

Telepraca - wymagać jej od wspaniałej spółki?

Czym jest telepraca zapewne wie większość czytelników tego bloga. Pracownik zamiast dojeżdżać codziennie do firmy, może wykonać całą pracę w domu i wysłać wyniki przez internet. Matka może opiekować się dzieckiem będąc w pracy, ojciec nie musi tracić czasu na stanie w korkach. Nie bez znaczenia jest też fakt, że szef "nie może stać nad nami" i pilnować, czy aby na pewno się nie obijamy.

Wbrew ogólnym przekonaniom telepraca jest dodatkowym środkiem motywacji. Więź i konieczne zaufanie, którym musi obdarzyć nas szef sprawia, że czujemy się bardziej potrzebni, przez co pracujemy efektywniej. Łatwo więc dostrzec zaletę telepracy: Nie obniża ona wydajności, ale obniża koszty zarówno po stronie pracodawcy, jak i pracownika.

Najważniejszym (według mnie) zagrożeniem związanym z telepracą jest izolacja. O ile "domolub" będzie czuł się w domu-biurze swobodnie, o tyle ludzie bardziej potrzebujący kontaktu z ludźmi, mogą czuć się samotni, co może źle wpływać na motywację.

Nie bez znaczenia jest też kwestia bezpieczeństwa. Pracownik, który przesyła dokumenty pocztą, może paść ofiarą kradzieży danych, co jest na ogół znacznie łatwiejsze, niż w przypadku zabezpieczonych sieci firmowych. Na korzyść telepracy działa jednak fakt decentralizacji. Łatwiej jest pobrać dane z jednego dysku sieciowego, niż kilku różnych komputerów rozproszonych po różnych zakątkach miasta. Po lekturze książki "Sztuka Podstępu" wiem, że w obu przypadkach dane nie są bezpieczne, więc kwestia bezpieczeństwa nie powinna być generalizowana - wszystko jest kwestią dobrego szkolenia pracowników.

W przypadku pracy na odległość trudniejsza jest również kontrola - nie da się zmierzyć motywacji, a ogólne oszczędności z tego tytułu są trudno porównywalne, lub widoczne z perspektywy czasu. Nie każda firma może pozwolić sobie na eksperyment, którym telepraca nadal jest w wielu przypadkach. Zarządzanie grupą telepracowników jest najnormalniej w świecie trudne.

Teoria teorią, ale czy inwestor musi brać pod uwagę telepracę w kontekście cięcia kosztów w danej firmie? Oczywistą rzeczą jest, że nie w każdej branży da się zastosować telepracę. Również w spółkach technologicznych raczej trudno byłoby całkowicie przejść na telepracę, chociaż pozornie może wydawać się to możliwe. Chociażby CD PROJEKT, który do pracy swoich ludzi potrzebuje specjalistycznego oprogramowania, czy sprzętu, raczej nie mógłby wysłać pracowników do domu. Koszt kupna dodatkowej licencji na 3dmaxa, czy chociażby wydajnego komputera jest nie bez znaczenia, a korzyści wynikające z większej motywacji mogą okazać się mierne.

Według mnie jest wciąż za wcześnie, by telepraca stała się powietrzem, bez którego spółka nie może żyć. Ograniczenia technologiczne są wciąż duże, więc przejście na telepracę w przypadku większej części pracowników wymaga gruntownej restrukturyzacji. Telepraca daje spore oszczędności, ale nie są one warte eksperymentowania, bo koszty są wysokie, a wyniki ściśle zależne od konkretnej spółki. Pewnie za 10 lat telepraca będzie już sztuką, w której będziemy mieć mistrzów nawet w naszym kraju. Jedno jest pewne - pionierzy w tej dziedzinie będą na pewno spełniać wymagania punktu Fishera dotyczącego cięcia kosztów. Zjawisko to należy więc według mnie uwzględniać, ale jego braku nie należy odczytywać jako kroku wstecz.

czwartek, 7 marca 2013

Cechy wspólne mistrzów i sens czytania o inwestowaniu

Niezbyt odkrywczy będzie ten post, ale jest to "mały krok dla ludzkości, wielki krok dla mojej kariery". Uświadomiłem sobie, jaka cecha łączy absolutnie wszystkich zwycięzców giełdy. Od Grahama, przez Fishera, po Buffetta, a nawet Schiffa. Wszyscy oni myśleli niezależnie. Szli pod prąd i dzięki temu nie robili rzeczy tak głupich, jak reszta inwestujących. Dzięki samodzielnym poszukiwaniom odnieśli sukces, który przecież nie jest łatwo osiągnąć zwykłemu człowiekowi. W podobny sposób można chociażby podważyć zasadność demokracji:-)

Kim byłbym dzisiaj, gdybym nie zadał sobie pytania, ile są tak naprawdę warte zwyżkujące akcje CD PROJEKT? Dlaczego bessa wybucha zawsze ku wielkiemu zaskoczeniu inwestorów? Zadałem sobie te pytania, bo moje myśli ciągle krążyły wokół tego, co posiadam. Byłem ciekawy, co jest w środku. Ciekawość miałem zapisaną w genach. Gdybym jej nie miał, pewnie teraz byłbym niemyślącą ofiarą mainstreamowych mediów. Chociaż nie osiągnąłem (być może tylko "jeszcze") sukcesu, cieszę się z niezależnego myślenia. Nie musicie być inwestorami, ale samodzielne myślenia odkryje przed wami nowe tajemnice. Jeśli kariera inwestora nie jest wam pisana, na pewno odnajdziecie się w innej dziedzinie. Może być to taniec, moda, śpiew, czy cokolwiek innego. Nie uda wam się, jeśli waszą pasję wskaże wam telewizja, która przecież faworyzuje wymienione wcześniej zainteresowania, a zaniedbuje troskę o samodzielne myślenie.

Myśl samodzielnie, nie słuchaj innych ludzi. Czy to aby na pewno dobre? Można by iść dalej i zdać się w zupełności na własne doświadczenie i nie czytać książek. "O tak, żadnej literatury" - myśli sobie leniuszek.< /br>
Sam jednak jestem żywym przykładem na to, że książki nie odbierają samodzielnego myślenia - wręcz przeciwnie. Książki pozwalają odseparować pomysły idiotyczne od tych lepszych. Gdybym wcześniej przeczytał książkę Fishera, od razu kupowałbym to, co rozumiem. Gdybym kupił wcześniej książkę Grahama, nie zostałbym u szczytu hossy z akcjami kupionymi za wysoką cenę. Gdybym wcześniej zaczął czytać, wcześniej zacząłbym zarabiać.

Telewizja wbrew pozorom nie jest wolna. Literatura i internet są pod silnym wpływem telewizji, chociaż sieć ze względu na interaktywność, pozostaje jedynym miejscem całkowicie wolnego przepływu informacji. Korzystajmy z tego, do póki możemy. Ktoś, kto nie będzie zadawać pytania "dlaczego", nigdy nie odniesie sukcesu. Zniewolone media nie pozwolą przeciętnemu odbiorcy zadać pytania "dlaczego". Doceńmy okazję do samodzielnego myślenia.