czwartek, 28 lutego 2013

Nie wynajduj czegoś, co zostało wynalezione

Nie lubię dziennikarzy. Wielu uważa, że sprzedaliby oni własną matkę, by zdobyć sensacyjny materiał. Słysząc, że pielęgniarka popełniła samobójstwo, bo dała się wykorzystać dziennikarzom, można odnieść wrażenie, że inwestor-socjotechnik, który postępuje etycznie, powinien nie korzystać z tego typu metod. Sam zastanawiając się nad metodami zdobycia cennych informacji doszedłem do wniosku, że granica etyki jest bardzo cienka, a czasami nawet umowna. Jedno jest pewne - dziennikarze są potencjalnie jednymi z najlepszych socjotechników - ich zawód wymaga szukania tego, czego nie można znaleźć. Są oczywiście ludzie, którzy łamią zasady etyki dziennikarskiej, by zdobyć informacje, które są w ocenie danego dziennikarza na tyle ważne, że wymagają odtajnienia za wszelką cenę. Chyba każdemu na myśl przychodzi Julian Assage, który opublikował wiele tajnych dokumentów, które teoretyczne powinny zostać na zawsze tajne. Oczywiście media oskarżały Assage'a o naruszenia bezpieczeństwa, ale w mojej ocenie raporty, które on zdobył, były tylko niewygodne. Wojny z tego nie będzie, chociaż media (również u nas) jednogłośnie przedstawiały Assage'a jako zdrajcę.

Uczciwi, czy też nie - osoby pracujące w Wikileaks to mistrzowie swojego fachu. A co, jeśli na liście ich metod pozyskiwania informacji są patenty, które są etyczne i przydatne dla inwestora? Taka wiedza jest warta uwagi, chociaż powoli zaczynam sobie uświadamiać, że nie ma zbyt wielu inwestorów, którzy tak dogłębnie szukają wiedzy w tym właśnie zakresie. Większości inwestorów wystarczają najzwyklejsze w świecie rozmowy, wywiady i telefony. Większość spekulantów pewnie nawet nie ogląda telewizyjnych wywiadów:-)

Szukając materiałów do tego posta natrafiłem na tę książkę:
Wikileaks od środka

Książka ukazuje biografię założyciela Wikileaks - nie czytałem tej książki, ale wydaje się ona być ciekawą pozycją. Dlatego rozważam dodanie jej do listy lektur dla inwestora. Jeśli ktoś czytał, proszę o opinię w komentarzach.

Warto korzystać z dorobku zawodowego dziennikarzy. Dzięki temu nie musimy odkrywać, jakie metody są szybkie i skuteczne. Informacje są bezcenne, a przeciętny inwestor nie ma tylu możliwości, co znany i dysponujący dużą ilością gotówki fundusz. Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby okazało się, że jakiś fundusz w Polsce korzysta z bardzo "niestandardowych" źródeł informacji.

Wspomniana książka nie jest droga, więc być może się skuszę. Jeśli moi czytelnicy mają jakieś inne książki, strony, czy artykuły na temat pozyskiwania informacji, proszę o dodawanie komentarzy.


czwartek, 21 lutego 2013

Dlaczego warto mieć własne zdanie przy wyborze akcji wzrostowych?

Podczas rozmów z wieloma bardziej doświadczonymi inwestorami bardzo rzadko pojawia się kwestia wyceny metodą zdyskontowanych przepływów pieniężnych. Chociaż cała sztuka inwestowania polega na kupnie wspaniałych spółek za dobrą cenę, wielu nawet najbardziej doświadczonych inwestorów nie wycenia firm, albo robi to tylko szczątkowo - uwzględniając tylko podstawowe wskaźniki analizy fundamentalnej. Czy to właściwe podejście? Moi czytelnicy wiedzą, że chociaż cenię Fishera, który stawiał cenę na drugim miejscu, zawsze robię wiele symulacji. Bardziej, lub mniej precyzyjne wyceny są mi potrzebne. Kto więc ma racje? Ci, którzy mają więcej doświadczenia i nie wyceniają firm, czy może Ci, którzy każdą analizę kończą na zamknięciu arkusza z DCF-em?

Dyplomatyczne "nikt" nie nauczy wiele moich czytelników. Musimy się zastanowić, dlaczego warto taką wycenę robić. Akcje wzrostowe mają zawsze silne podstawy do generowania wysokich zysków w przyszłości. Doskonałym przykładem jest spółka CD PROJEKT RED, która aby zmotywować swoich pracowników do lepszej pracy, opracowała program, którego celem jest zysk netto minimum 178 mln złotych w latach 2012-2015. W tym roku spółka zarobi mniej więcej tyle, ile w poprzednim roku - około 25 mln złotych. Oznacza to, że żeby program motywacyjny odniósł sukces, spółka musi zarobić w kolejnych trzech latach średnio 51 mln złotych, a więc utrzymać dwucyfrową dynamikę wzrostu. Bez wątpienia to dużo, ale zarówno z moich wyliczeń, jak i z samej istoty programu motywacyjnego (nie można kusić marchewką, której nie da się zdobyć), że jest w to w zasięgu możliwości. Czy rzeczywiście spółka tyle zarobi - nie wiem, ale mam pojęcie, w jaki pułap celuje spółka.

CD PROJEKT od wielu miesięcy ma wskaźnik C/Z powyżej 25, co jest uznawane raczej za wysoki wskaźnik. Jeśli jednak cena się utrzyma, a zyski rzeczywiście wzrosną wspomnianych 50 mln, wskaźnik C/Z spadnie do 10, co będzie teoretycznie dobrą okazją. Uświadamiając sobie tę oczywistą zależność inwestor lubujący się w akcjach wzrostowych staje przed najważniejszym dylematem. Kupić, czy nie kupić? Oto jest pytanie.

Jedno jest pewne. Bez względu na to, czy zyski powyżej 50mln przyjdą, czy nie, inwestor na pewno przeczyta, albo usłyszy, że jego akcje są za drogie i powinien je szybko zbyć. Jeśli zyski przyjdą, usłyszy z kolei, że akcje są tanie. Świadomość takiego obrotu spraw może dać nowe możliwości.

Trzymanie akcji wzrostowych wymaga sporej wiedzy na temat swoich akcji. Trzymanie "drogich" teoretycznie akcji nie jest łatwą sztuką, jeśli boimy się o perspektywy. Tylko pytania Fishera połączone z ogromną wiedzą na temat branży mogą dać nam chociaż ogólny zarys zysków. Niwelowanie ryzyka poprze coraz konkretniejsze wnioski jest najlepszą metodą zabezpieczania się przed stratami. Pytania Fishera dają wiele odpowiedzi, ale zawsze pozostaje niepewność. Ja pytania Fishera porównuje do rzutów monetą. Jeśli nie znasz spółki, rzucasz monetą raz w nadziei na orła. Jeśli odpowiedziałeś na pytania Fishera, rzucasz monetą 2 razy licząc, że raz wypadnie orzeł. Podobnie jest z wyceną. Jeśli nie robisz wyceny, pozostawiasz zyski, lub straty ślepemu losowi. Jeśli robisz wycenę, widzisz przez mgłę, ale nie jesteś ślepy.

Buffett unika mgły przez inwestowanie w przewidywalne branże o przewidywalnych zyskach. Ja robię podobnie, chociaż różnica polega na tym, że inaczej definiuje przewidywalną działalność. Dla mnie działalność przewidywalna jest oparta na technologii i wynalazkach, chociaż wielu specjalistów pobiłoby mnie za tę tezę.

Nikt nie jest zmuszany do kupowania akcji wzrostowych. Może kupować akcje, które generując mniejsze dynamiki zysków, więc wycena jest w mniejszym stopniu oparta o przyszłość. W razie niepowodzenia więc inwestor traci mniej. Fisher jednak lubił wzrost - taki już był. Ja również lubię wzrost, chociaż inwestuje zauważalnie inaczej, niż Fisher. Bo wycena jest dla mnie ważna.

Na celowniku mam nową spółkę o świetnych perspektywach - typowe akcje wzrostowe, którymi zajmę się po maturze - zrobimy wtedy analizę "od zera do Fishera", która będzie kompletnym kompendium analizowania pojedynczej spółki. Działalność tej firmy jest prosta i zrozumiała, ale nie jest regularna - chyba uwielbiam komplikować sobie wyceny takimi nieregularnie rozwijającymi się spółkami:-) Na razie nie zdradzam, co to za spółka, bo spodobał mi się tylko koncept jej działania i wywiad z prezesem. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech od ucha do ucha, gdy pojąłem, na czym polega genialność prostoty wynalazku tej firmy. Więcej nie zdradzam.

czwartek, 14 lutego 2013

A Ty nie zostaniesz Warrenem Buffettem..

Inwestowanie polega na rzeczach zgoła prostych. Fajnie, tylko dlaczego Warren Buffett jest tylko jeden? Jest wielu inwestorów skoncentrowanych, którzy dorobili się wielkich pieniędzy, ale jeśli spojrzeć na pierwsze miejsca list najbogatszych ludzi na świecie, tylko Buffett ma dochody ściśle związane z inwestowaniem w wartość. Pojawia się więc pytanie: Dlaczego nie doczekaliśmy się drugiego Warrena Buffetta?

Jak zwykle można przeczytać w internecie wiele artykułów obwieszczających śmierć akcji i inne rewelacje sugerujące, że nie doczekamy się drugiego Buffetta. Możliwości wzrostu wartości firm będą zawsze, więc tego typu artykuły można włożyć między bajki. Coś jednak jest na rzeczy, skoro Buffett otwarcie pisze, jak zarabiać, a jednak nie widać nikogo, kto by go doganiał, stosując filozofię inwestowania w wartość.

W mojej ocenie, przyczyna nie leży w niskim poziomie wiedzy innych inwestorów, tylko w aspekcie psychologicznym, któremu inwestorzy poświęcają bardzo mało czasu. Do niedawna sam myślałem, że jeśli wybiorę wspaniałą firmę, to nie potrzeba mi artykułów i książek na temat psychologii. Byłem w błędzie - zarówno hossa, jak i bessa oddziałują silnie na każdego inwestora. Nawet najbardziej doświadczeni inwestorzy błądzą, aż w końcu zaczynają dążyć za tłumem, przez co niweczą swoje szanse na zbicie olbrzymiego majątku.


Nie traktujcie mnie jednak jak zwykłego krytyka, bo sam przekonałem się o tym zanim "poznałem" Buffetta i jego filozofię. Zapewne będę też mieć problemy z usiedzeniem na czterech literach, kiedy moje akcje będą zyskiwać setki procent, o ile to nastąpi, chociaż jednocześnie będę przekonany, że akcje są nadal mocno niedowartościowane. To po prostu nieuniknione i cieszę się, że mam dzisiaj tego świadomość, bo mam chociaż znikomą szansę na to, że opamiętam się w sytuacji, w której nie powinienem robić nic.

Drugą i chyba ważniejszą przyczyną braku geniuszy inwestowania w wartość, jest czas, jakiego potrzeba do osiągnięcia sukcesu. Inwestor musi mieć pokłady cierpliwości wystarczające na 3-5, a nawet więcej lat. Większość z nas załamie się, gdy po wspomnianych pięciu latach okaże się, że ledwie wyszliśmy na zero. Jedynym rozwiązaniem jest pogodzenie się z faktem, że pierwsze kilka inwestycji będzie nietrafionych. Taka jest kolej rzeczy. Wielu zasad można nauczyć się TYLKO na własnej skórze. Ja zapomniałem o wielu w przypadku PBG, ale wiem, że seria błędów nauczyła mnie bardzo wiele. Całkiem możliwe, że będę skłonny zakończyć karierę inwestora, jeśli CD PROJEKT RED nie okaże się inwestycyjną żyłą złota. Każdy niemal inwestor przejdzie przez taką próbę i większość właśnie wtedy zakończy karierę. Być może znajdzie się jednak "jeden na miliard", który zaciśnie zęby i pójdzie dalej - aż na szczyt listy najbogatszych ludzi na świecie.

sobota, 2 lutego 2013

Jakość i cena - o relacjach dwóch najważniejszych czynników

Właśnie na stronie znanego blogera Alberta Rokickiego, ukazał się mój artykuł na temat wyceny. Okazuje się, że do wyceny musimy zebrać mnóstwo informacji, jednak wiele z nich posiadamy już w momencie, kiedy badamy kondycję finansową spółki. Miłej lektury:
Artykuł na stronie longterm.pl