czwartek, 31 stycznia 2013

Błędy doskonałych firm, jako okazja

Warren Buffett wykorzystuje niepowtarzalne okazje inwestycyjne, kupując firmy, które są w chwilowych kłopotach. Jak dotąd w większości przypadków wyszedł na tym bardzo dobrze. Błędy to po prostu normalna rzecz i przydarzają się one każdemu. Przykład? Na pewno znacie człowieka z poniższego zdjęcia:

Bill Gates zbudował potęgę jednej z największych firm technologicznych na świecie. Zaczynał bardzo skromnie, a przez lata opiekowania się Microsoftem, odniósł wiele sukcesów. Do dzisiaj Microsoft posiada monopolistyczną pozycję w wielu dziedzinach. Jego talent jest trudny do przecenienia. Jednak Bill Gates popełniał również błędy, przez które kurs akcji Microsoftu spadała w krótkim okresie.

640kb is enough for everyone.
Dzisiaj przeciętny komputer posiada 4GB pamięci operacyjnej i nie widać sygnałów, by trend wzrostowy się zatrzymał. Komputery nadal będą zwiększać moc obliczeniową. Powyższy cytat jest niewątpliwie największym błędem Billa Gatesa, za który przeprosił, kiedy zdał sobie sprawę z tego jak bardzo się mylił. To jednak nie jedyny jego błąd.

The Internet? We are not interested in it.
Chyba nikt nie wyobraża sobie życia bez internetu. Bill Gates w 1993 roku nie docenił jednak tego ogromnego zjawiska. Oczywiście po kilku latach zdał sobie sprawę, że znowu popełnił ogromny błąd. Swój błąd naprawił tak zręcznie, że dzisiaj Microsoft zamiast być w tyle, musi bronić się przed oskarżeniami, jakoby wykorzystywał swoją monopolistyczną pozycję na rynku...przeglądarek internetowych!

Każdy menadżer popełnia błędy. Nie jest sztuką ich unikać - to niemożliwe. Sztuką jest przyznać się do nich i naprawić to, co zostało zepsute. Zwróćcie uwagę na fakt, że Gates sypał głowę popiołem po swoich pomyłkach. Może z grzeczności, może z konieczności. Na pewno jednak naprawił swoje błędy i dlatego Microsoft ma nadal bardzo silną pozycję na rynku.

czwartek, 24 stycznia 2013

Powolne przenikanie do świadomości konsumentów

Uwielbiam PR-owskie zabiegi. Mała firma może dzięki małym nakładom zrobić sobie praktycznie darmową reklamę. Prezydent USA dostanie grę, o której wspomną pewnie portale niekomputerowe nawet u niego w kraju. Koszt? Pewnie mniejszy, niż produkcja trailera. Public Relations to dobra maszyna i na dodatek bardzo tani sposób wkupienia się w łaski klientów. Po co więc zwyczajna reklama w TV, skoro można dać Pani kanclerz skrzynkę piwa, czy polskie pralinki?


Reklam takich, jak ja ta jest w telewizji ciągle pełno. Chociaż unikam telewizji maksymalnie, nawet podczas przyrządzania posiłku mimowolnie słyszę czasami reklamy, które oglądają rodzice czekający na wydanie wiadomości. W internecie można znaleźć reklamy firmy Wawel nawet sprzed 10 lat.

Kampania reklamowa to ogromny wydatek, który trudno ocenić ze względu na niemiarodajność wyników. Nie bez powodu mówi się jednak, że reklama jest dźwignią handlu. Wyobraźmy więc sobie sytuację, w której po sprawdzianie mam ochotę na wchłonięcie kilku cukierków. Wchodzę do sklepu, a tam 20 rodzajów pralinek, których nigdy nie jadłem. Polskie, niemieckie, chińskie, szwajcarskie itd. Które wybieram? Może te, które są najtańsze? Może te najbardziej kolorowe? A może te, które przewijały się w reklamach przez ostatnie 10 lat? Właśnie w takich sytuacjach sprawdza się długofalowa strategia marketingowa. Liczy się efekt rozpoznania. Podobne metody stosuje wiele "słoni" polskie gospodarki: Śnieżka, Kompania Piwowarska, PKO BP, TPSA.

Szczerze mówiąc, nie bardzo wiem, czy istnieje jakaś miara skuteczności takiej reklamy. Jeśli jednak reklamy danej marki przewijają się od wielu lat, świadczyć to może o długofalowym charakterze budowania wizerunku. Takie powolne przenikanie do świadomości konsumentów to bardzo potężna maszyna. W połączeniu z badaniem płynności i rentowności możemy ocenić, czy działania zarządu są racjonalne. Jeśli spółka mająca dużo długu, szarżuje z kampanią reklamową, może się pogubić i nie spełnić wymagania czwartego punktu Fishera.

Już wiele razy pisałem o długofalowych działaniach CD PROJEKT w zakresie promocji. Jest to wciąż mała firma, więc opłaca jej się stosować raczej chwyty PR-owskie, niż profesjonalne reklamy w TV. Przy promocji Wiedźmina 2, CD PROJEKT korzystał z PR w 70-ciu procentach, a zaledwie 30 procent budżetu było przeznaczone na "zwykłe reklamy" w pismach, czy radiu.

czwartek, 17 stycznia 2013

Marketing w wykonaniu CD PROJEKT RED

Chyba każdy, kto zagląda na portale poświęcone grom komputerowym, na pewno zobaczył poniższy trailer/teaser gry Cyberpunk 2077 spółki CD PROJEKT RED, którą posiadam w swoim portfelu:

Przez pierwsze 24 godziny trailer został wyświetlony ponad półtora miliona razy. Nie jest to dziełem przypadku. Sposób promocji tego trailera nie pozostaje bez znaczenia dla inwestorów.

Przyczyną jest na pewno fakt, że przy produkcji samej gry pomaga twórca systemu Cyberpunk - Mike Pondsmith - systemu, który w amerykańskiej kulturze odgrywał swego czasu ważną rolę. Niewiele jest gier tego typu, a już ze święcą szukać dobrego RPG-a w tej konwencji. Nie dziwi więc fakt, że nowa produkcja odbiła się szerokim echem, chociaż prawdopodobnie jest na etapie pisania scenariusza. CD PROJEKT po raz kolejny znalazł niszę, w którą może się wstrzelić, a która może okazać się dochodowa. Opieka Mike'a nad projektem może mieć znaczny wpływ na jakość samego produktu, a ta ma decydujący wpływ na sprzedaż gier RPG.

Druga przyczyna to marka Wiedźmin - CD PROJEKT ukrył w trailerze tajny przekaz, z którego wyczytać można, kiedy pojawi się więcej informacji na temat drugiego projektu. Nie trzeba tłumaczyć chyba, że chodzi o Wiedźmina - sam fakt uchylenia rąbka tajemnicy jest skutecznym sposobem na wzrost zainteresowania nie tylko Wiedźminem, ale i Cyberpunkiem. Przecież wielu fanów Wiedźmina włączy umieszczony wyżej trailer, żeby zobaczyć przekaz na własne oczy, albo z ciekawości, co też Ci ludzie od Wiedźmina tym razem wymyślili. Widzowie są więc nie tylko fanami Cyberpunka, ale i marki Wiedźmin. Oczywistą rzeczą jest, że dzięki ukrytemu przekazowi reklama Cyberpunka trafi tam, gdzie nie trafiłaby normalnie. Doskonałym przykładem jest Rosja - Cyberpunk nie jest tam dobrze znany, ale na pewno wielu fanów czeka na trzecią część Wiedźmina. Informacja o premierze trailera na pewno do nich dotrze - mamy więc skutek w postaci przysłowiowych "dwóch pieczeni na jednym ogniu".

Oczywiście można narzekać, że hucznie zapowiadany jest zwykły trailer - wielu graczy w Polsce narzekało na tak szeroko zakrojone akcje na portalach branżowych. Prawda jest jednak taka, że takie powolne przenikanie do ogólnej świadomości jest niesamowicie skuteczną maszynką promocyjną. Podobnie postępują dużo więksi gracze. CD PROJEKT na ich tle jest jednak dużo bardziej cwany - cała akcja kosztowała mało pieniędzy, jeśli wziąć pod uwagę skuteczność tej formy promocji. Jestem więc po raz kolejny bardzo zadowolony z tego, jak spółka którą posiadam, sprzedaje swoje produkty. Mam inną spółkę na oku, ale ta akcja spowodowała, że CDR odżył w mojej świadomości i będę musiał wziąć pod uwagę możliwość zwiększenia udziału w spółce, którą posiadam, zamiast kupowania akcji innej spółki, działającej w całkowicie innej branży.

Na koniec mały klasyk. Twórcy bardzo brutalnej serii gier GTA przyznali się po kilkunastu latach do celowego powodowania histerii przeciwników gry, którzy "grzecznie" reklamowali produkt w programach informacyjnych, wywiadach, artykułach - a to wszystko za darmo. Gry z serii GTA nadal sprzedają się doskonale. Mam nadzieję, że CD PROJEKT zaskoczy mnie kiedyś skutecznością reklamy w takim samym stopniu, jak zrobił to Rockstar.

czwartek, 10 stycznia 2013

Lista książek do przeczytania dla inwestora 1.0

Moi czytelnicy uświadomili mi, jak mało umiem. Telewizja ogłupia, a internet nie jest kompletnym źródłem informacji, muszę przeczytać wartościowe książki. Dzięki moim czytelnikom i własnym poszukiwaniom, opracowałem listę książek, które chcę przeczytać zaraz po maturze. Wklejam tę listę teraz, żebyście mogli dopisywać swoje pozycje, albo czytać wybrane przeze mnie pozycje. Proszę o dopisywanie w komentarzach książek, które są według was godne lektury. Oto lista - na razie jest mała, ale bardzo wyselekcjonowania. Pozycje uszeregowałem pod względem kolejności, w jakiej zamierzam je przeczytać:
- "Analiza sprawozdań finansowych" E. Nowak,
- "Analiza finansowa przedsiębiorstwa" B. Pomykalska, P.Pomykalski,
- "Wycena przedsiębiorstwa. Od teorii do praktyki" redakcja naukowa M. Panfil, A. Szablewski,
- "Psychologia inwestowania. Wydanie IV" John R. Nofsinger,
- "Oswoić bessę, czyli inwestowanie na rynku niedźwiedzia" Kenneth E. Little,
- "Analiza fundamentalna" John C. Ritchie.

W toku przygotowań do matury będę również zbierał inne książki - nie jest ich na razie dużo, ale wszystkie mogą się przydać. W linkach, które podałem możecie bezpośrednio zamówić książki po rozsądnych cenach.

sobota, 5 stycznia 2013

Inwestycje z życia wzięte

Widząc akcje, widzisz tylko numerek, kreski, trochę psychologii i bieżących problemów. Widząc firmę, widzisz o wiele więcej. Widząc zaś produkt, widzisz wszystko. Kupując nowy komputer, oparłem go na płycie głównej i karcie graficznej firmy ASUS, bo zauważyłem solidne wykonanie. Dzisiaj nie zamieniłbym tej platformy nawet na znacznie bardziej poważaną MSI. Znajomy twierdzi, że miał w życiu wiele samochodów, ale po kupnie AUDI, już nigdy nie kupi samochodu innej marki. Ja mam z kolei telefon ze zwykłą klawiaturą - kosztował mnie 200 złotych i będę go trzymał, dopóki nie padnie, bo bateria pozwala na działanie miesiąc bez ładowania. Presja rówieśnicza jest silna, bo wielu kolegów ma smartphone'y, przegląd internet w szkole, a ja nie mogę nawet ściągnąć na sprawdzianach z nielubianego przedmiotu, bo nie mam Wi-fi.

Czy tylko na podstawie produktów możemy ocenić, czy dana spółka jest warta inwestycji? Pewne badania (niestety nie znalazłem oryginalnego raportu) wykazały, że niewykształcone gosposie (nie chcę nikogo urażać - chodzi po prostu o kobiety zajmujące się domem) kupując tylko firmy, których produkty znały i lubiły, odnosiły większe sukcesy, niż ludzie z wyższym wykształceniem, którzy mieli teoretycznie większy krąg kompetencji. W świetle tego, co mówi Buffett i łącząc to ze strategią Grahama, można wyciągnąć prosty wniosek - dobrze zdywersyfikowany portfel złożony z akcji firm oferujących dobre produkty, ma duże szanse zarobić więcej, niż przeciętnie. Potwierdzają to również pytania Fishera. Jakości produktów dotyczy pierwsze i najważniejsze pytania Fishera. Pośrednio łączą się z tą kwestią również inne pytania. Osoba, która kupuje firmy dobrej jakości ma podane na tacy odpowiedzi na kilka pytań Fishera. To właśnie dlatego w ujęciu statystycznym firmy te odnoszą lepsze sukcesy.

Spółka, o której wspominałem w ostatnim poście również oczarowała mnie za sprawą wynalazku, z którego korzysta moja Ukochana. Podobno patrząc na niepozorne urządzenie miałem rzadko widzianego na mojej twarzy "rogala". To jakość produktu skłoniła mnie do głębszej analizy, na którą jednak musicie poczekać.

Inwestor skupiający swoją uwagę na produktach ma jednak nieco bardziej płytkie spojrzenie, ponieważ bierze pod uwagę tylko jedną kwestię. Pomija on finanse spółki, uczciwość zarządu i perspektywy rozwoju. Dlatego strategia kupowania "produktów" musi być oparta na dywersyfikacji, bo wiele firm, które kupimy, może przynieść straty ze względu na pominięcie kwestii istotnych. Jednak gosposie pobiły profesorów, więc inwestor defensywny, który wybiera produkt, ma szansę na pobicie rynku. Prostota działania daje olbrzymią przewagę - wystarczy pamiętać o Grahamie. W żadnym wypadku nie powinniśmy myśleć, że kupujemy akcje wzrostowe, bo tylko część wybranych przez nas firm okaże się zyskowna.