sobota, 29 września 2012

Akcje wzrostowe i skup akcji własnych

Firma może zwracać pieniądze akcjonariuszom na dwa sposoby. Przez dywidendę, oraz skup akcji własnych w celu umorzenia. Jako następcy Philipa Fishera (bardzo daleko nam do niego, ale przecież wszyscy się staramy:-) kupujemy akcje wzrostowe - zwiększające zyski w długim terminie i wspaniałe przez długie lata.

Dla akcji wzrostowych bezsprzecznie lepszym rozwiązaniem jest skup akcji własnych. Dlaczego nie dywidenda? Dywidendę dostajemy w gotówce - od naszych zysków zostanie odciągnięty podatek, ale również dla samej spółki korzystniejszy jest skup, niż dywidenda. Nawet, jeżeli więc kupimy za dywidendę akcje, to zarobimy mniej, niż gdyby spółka skupiła akcje sama. Bezpośrednio tego nie widać, ale z czystej matematycznej kalkulacji wynika, że skup jest korzystniejszy.

Jest jeszcze druga, bardzo ważna kwestia. Co dzieje się z akcjami wzrostowymi w ciągu 10 lat? Ich wartość rośnie podobnie, jak zyski. Zdarzają się wzrosty około 500% w ciągu dekady. Łatwo więc policzyć, że wydana dzisiaj złotówka na akcję, za 10 lat będzie warta 5 złotych. Tak więc spółka kupując swoje akcje, może zrobić dużo lepszy interes, niż wypłacając dywidendę. Prawda jest taka, że sami często przeznaczamy dywidendę na słabe interesy: lokaty, może jakieś inne spółki itd. Nigdy oczywiście nie mamy pewności, że skup rzeczywiście jest opłacalny, ale pojawia się pytanie: po co trzymać spółkę, której nie ufamy? Dobre akcje wzrostowe są sprzedawane poniżej wartości przez większość czasu. Dlatego skup akcji własnych jest w wielu takich przypadkach świetnym interesem.

Szkoda, że skup akcji własnych jest mniej u nas popularny, niż dywidenda. Głównie jest to spowodowane małą świadomością inwestorów na temat korzyści płynących ze skupu. Trudno jest przecież docenić coś, czego nie możemy precyzyjnie zmierzyć. A szkoda... wielka szkoda.

środa, 26 września 2012

Dobry program motywacyjny

Z doświadczenia wiadomo, że lepiej jest pracownika przekonać "po dobroci", że sumienna praca się opłaca. W długim terminie zawsze pracownik znajdzie chwilę na leniuchowanie, czy drobne kradzieże, jeśli zrozumie, że wkładanie większego wysiłku w pracę, nie daje mu odpowiednich efektów.

Bardzo często program motywacyjny dla czołowych zarządców w firmie polega na określeniu celu wynikowego wyrażonego w zyskach, dzięki czemu program opcji na akcję zostanie uruchomiony. W skrócie wygląda to tak: spółka ma zarobić X złotych w danym okresie czasu. Jeśli się uda, top management dostaje na własność pakiet akcji. Chyba wszyscy wiedzą, jaką spółkę mam na myśli:-)

Czy taki program jest dobry? Buffett podchodzi sceptycznie do takich programów z prostej przyczyny. Zespół zarządców może wpływać na wyniki spółki w znacznym stopniu. Ale czy ma wpływ na kurs Euro? Czy da się zapanować nad wszystkimi czynnikami losowymi? Wszystkie czynniki losowe razem mogą dać rozpiętość zysków na poziomie kilkunastu procent. Menadżerowie objęci programem opcji nie mają więc całkowitego wpływu na to, czy dostaną akcje, czy nie. Dlatego Buffett uważa, że taki program nie jest korzystny. Według mnie lepiej by było, gdyby program polegał na przyznawaniu akcji za cięcie kosztów, albo jakość pomysłów na ich cięcie. Każda optymalizacja kosztowa jest raczej mierzalna, więc w takim przypadku łatwiej byłoby wynagrodzić ludzi za faktyczne osiągnięcia. Oprócz tego przecież można ogłosić program typu: "10 tysięcy akcji za najlepszy projekt oszczędnej sieci serwerowej w firmie". Chodzi głównie o to, by na powodzenie wysiłków pracowników objętych programem, wpływało jak najmniej czynników losowych. To jest najwyższy poziom motywacji.

Spółka, która ma nieco gorszy program motywacyjny, może nadal być żyłą złota. Warunek jest taki, że program musi być KONIECZNIE długoterminowy. Cel na trzy, albo cztery lata jest bardziej motywujący, niż wymagania stawiane pracownikom na najbliższy kwartał. Podejrzewam, że krótkoterminowe programy motywacyjne są układane "po znajomości" i nie mają żadnej wartości motywacyjnej. W tak dennym programie motywacyjnym można znaleźć usprawiedliwienia dla rzeczy niesprawiedliwych. Badanie programu motywacyjnego może nam dać również odpowiedź na pytanie, czy zarząd działa uczciwie.

niedziela, 23 września 2012

Kup i zapomnij?

Praca inwestora skoncentrowanego jest bardzo ciężka. Musi on poznać branżę, poświęcając według moich zaleceń kwadrans dziennie. Musi w około 3 miesiące poznać spółkę i zdecydować, czy chce być z nią związany przez następne 10 lat. Jeśli praca inwestora została wykonana dobrze, to może on przez najbliższe lata nie interesować się spółką. Trudno jednak znaleźć osobę, która w pełni świadomie może powiedzieć, że na pewno nie popełniła błędu. Bez względu na trafność decyzji, spółkę trzeba po kupnie nadal analizować.

Największe udogodnienie polega na tym, że po analizie danej spółki, możemy radykalnie ograniczyć czas, jaki przeznaczamy na analizy. Przygotowuję się do matury, więc nie mogę poświęcać wielu godzin tygodniowo na analizę spółek. Przez najbliższe 8 miesięcy będę musiał mocno ograniczyć kontakt z giełdą (przygotowałem dla Was jednak dużo wpisów, żebyście się nie nudzili w tym czasie) do minimum. Większość inwestorów posiadających wspaniałą spółkę, ma mało wolnego czasu. Trzeba otwarcie powiedzieć, że kontynuowanie czasochłonnej analizy jest po prostu zbędne.

Na pewno inwestora czeka czytanie kolejnych raportów. Cztery raporty kwartalne i jeden roczny, inwestor musi przeczytać na pewno. Ile zajmie analiza tych materiałów? Myślę, że dogłębną analizę raportów i uaktualnienie odpowiedzi na 15 pytań Fishera, zajmie inwestorowi niewiele czasu - w granicach 15 godzin rocznie. Oprócz tego warto poświęcić 15 minut tygodniowo na branżowe newsy i wiadomości ze spółki. Tak więc około pół godziny tygodniowo wystarczy NA PEWNO na dokładną analizę posiadanej, dobrze znanej spółki. Sam poświęcałem do tej pory mniej więcej tyle czasu na analizę CD PROJEKT-u i jestem przekonany, że nie przegapiłem niczego ważnego. Nie oznacza to jednak, że nie popełniłem błędu. Te pół godziny tygodniowo nie eliminuje ryzyka, ale na pewno je zmniejsza.

Przeciętnemu inwestorowi może się wydawać, że to dużo czasu. Proponuję jednak eksperyment. Skrupulatnie liczcie, ile czasu poświęcacie na wszelkie czynności związane z giełdą: notowania, CNBC, blogi, książki, wykresy - wszystko. Jestem przekonany, że większość z moich czytelników może poświęcić pół godziny tygodniowo na analizę posiadanej spółki i 15 minut dziennie na poznanie nowej branży. Wystarczy wyłączyć TV i notowania. Wiem, co mówię:-)

To, że Warren Buffett kupuje spółkę i trzyma ją 10 lat nie znaczy, że zapomina on o posiadanym walorze. Po prostu Buffett jest doświadczonym inwestorem i jego spółki prawie nigdy nie kwalifikują się do sprzedaży. A to może być postrzegane jako "nic nie robienie" przez wielu ignorantów. Pamiętajmy, że brak działania, to też rozsądne działanie w wielu sytuacjach.

czwartek, 20 września 2012

Korzystaj z szaleństwa - zyski i planety

Zbigniew Sawicki na swoim blogu pokazuje, że astronomia może służyć jako narzędzie do zarabiania pieniędzy na giełdzie. Szczerze przyznam, że nie rozumiem zupełnie tego, co próbuje przekazać czytelnikom Zbigniew. Jedyny fakt astronomiczny, który przyda się według mnie inwestorowi skoncentrowanemu, to 365 i 1/4 dnia, w które nasza planeta obiega Słońce. Warren Buffett zwraca uwagę na bardzo ważny fakt - cykl działania niektórych firm, nie zawsze pokrywa się z tym cyklem. Najprostszym przykładem jest chociażby moja flagowa inwestycja - CD PROJEKT RED. Chociaż segmenty: wydawniczy i dystrybucyjny można rozliczać rok do roku, to porównanie wyników rocznych w przypadku produkcji gier, całkowicie mija się z celem. To bardzo poważnie wpływa na nasz sposób inwestowania.

Po pierwsze, produkcja dobrej gry trwa około 3-5 lat, więc inwestor liczący na krociowe zyski, musi uzbroić się w spore zapasy cierpliwości. Przez ponad 3 lata, segment może nie wykazywać zysków. To olbrzymie ryzyko, dlatego dobrze się stało, że CD PROJEKT tworzy nową markę, która skróci czas oczekiwania na nową grę. Mając dwie franczyzy i wydając je naprzemiennie, możemy czekać na nową grę półtora-dwa i pół roku. Gdyby CD PROJEKT miał jedną markę, nowa gra pojawiłaby się aż 3 lata po premierze Wiedźmina na Xbox360. Ilu inwestorów chciałoby tyle czekać? Czy inwestor, który nie zna branży, zdecydowałby się na trzymanie akcji, gdyby ich zniżka byłaby znaczna?

Po drugie, świadomość, że wyników nie można zawsze porównać rok do roku, pomaga zrozumieć lepiej, czy raport jest rzeczywiście dobry. Dlatego obawiałem się o raport CD PROJEKT RED. Wiedziałem, że to, co spółka uzyska po drugim kwartale, będzie głównym źródłem finansowania jej działalności aż do premiery kolejnej gry, czyli do roku 2014. Dwa pozostałe segmenty mogą przynosić pieniądze, ale nikt nie może zagwarantować, że pieniędzy wystarczy.

Po trzecie i najważniejsze, świadomość nieregularnych zysków, wymusza na nas rozbicie wartości wewnętrznej na poszczególne segmenty. Według mnie, rozbicie przewidywanych zysków na segmenty jest w takim firmach niezbędne. Wycenę CD PROJEKT rozbiłem wiec sobie na trzy segmenty. Zamiast więc prognozować roczny wzrost, w segmencie gier prognozowałem wzrost zysków o X procent, ale w okresach dwuletnich, a nie co roku. Pozwala to bardziej precyzyjnie określić dzisiejszą wartość tego, co spółka zarobi w przyszłości.

Miłym dodatkiem na koniec, może być świadomość, że większość inwestorów nie rozumie, że zyski nie zawsze powstają w ten sam sposób. Dlatego cwany inwestor może wykorzystać zniżki ceny akcji, kiedy spółka będzie wykazywać słabe zyski w okresach przejściowych. Takim rokiem dla CD PROJEKT będzie na pewno rok 2013. W tym roku spółka nie przewiduje żadnej premiery gry o najwyższych budżecie. Mam jednak nadzieję, że zaskoczy mnie segment dystrybucji cyfrowej, na który bardzo liczę.

poniedziałek, 17 września 2012

Wysokie przepływy szansą na zwrot pieniędzy

Dzisiaj krótko. Rozpatrywałem bardzo często rodzaje przepływów, ich znaki, ale nie wspominałem nigdy o łącznych przepływach pieniężnych. Co z tego, że firma ma stabilną pozycję i przepływy razem są od jakiegoś czasu dodatnie? Oczywistym jest, że w takiej sytuacji zwiększa się ilość pieniędzy w kasie, więc spółka ma więcej pieniędzy na swoją działalność. To bardzo pozytywny sygnał.

Trzeba jedynie zwrócić uwagę na fakt, że dodatnie przepływy pieniężne mogą wynikać z dodatnich przepływów finansowych, lub inwestycyjnych, co niekoniecznie musi być pożądanym zjawiskiem. Najlepiej jest oczywiście, gdy dodatnie przepływy są wykazane dzięki wysokim przepływom w działalności operacyjnej. Tutaj właśnie leży kolejna informacja. Jeśli spółka gromadzi od dłuższego czasu gotówkę, to stan kasy się powiększa. Są możliwe trzy scenariusze:
- spółka nieracjonalnie gospodaruje pieniędzmi,
- szykuje się duża inwestycja,
- należy oczekiwać dywidendy, lub skupu akcji w celu umorzenia.

Inwestor, który dobrze zna szefów i ekonomię firmy, zapewne zdobędzie informacje, które pozwolą mu ocenić, czy spółka gromadzi gotówkę w sposób racjonalny. Zwraca na to uwagę Buffett, który taką sytuację opisuje jako najważniejszy test kadry zarządzającej. Czy spółka jest gotowa podzielić się owocami swojej pracy? A może woli trzymać pieniądze na koncie i utrzymywać niski zwrot? A może spółka szykuje się do dużej inwestycji? Jeśli tak, to co spółka może zrobić? Może pojawić się pokusa kupna spółki zewnętrznej, a przecież taki ruch nie musi okazać się dobrym posunięciem. Generalnie rzecz ujmując, rozwój organiczny jest lepszy od przejęć, bo spółka unika kosztownej restrukturyzacji i ma spółkę "szytą na miarę".

Tak więc przepływy dają nam kolejne wartościowe informacje. Oprócz wspomnianych wcześniej sytuacji, przepływy ostrzegą w porę przed zwiększeniem długu, lub emisją akcji.

czwartek, 13 września 2012

Punkty Fishera to rzemiosło. Twoje własne punkty to sztuka

Jeśli się z czymś/kimś całkowicie zgadzamy, często oznacza to, że tak naprawdę nie myślimy, lub zostaliśmy zmanipulowani. Różni mistrzowie sztuki inwestycyjnej dzielili się (lub nadal robią) swoich doświadczeniem z ogromną pasją . Ich własne metody, czy też filozofie inwestycyjne mogą dać wskazówki milionom inwestorów. Wielu będzie naśladować swoich mistrzów, nie rozumiejąc do końca różnicy między filozofią inwestycyjną, a strategią ukierunkowaną na konkretną osobowość.

Po ponad dwóch latach naśladowania moich mistrzów, powoli zaczynam dostrzegać, że nie wszystko odpowiada mi w ich postępowaniu. Dopiero po dwóch latach zaczynam tworzyć, a nie naśladować. To sztuka, o której wspomina Ken Fisher we wstępnie do dzieła swego ojca. Dlaczego sztuka inwestowania przynosi lepsze owoce, niż rzemiosło?

Pierwszym poważnym dylematem, z którym się zetknąłem, było siódme pytanie Fishera. Na początku miałem trudności ze znalezieniem informacji na temat stosunków w pracy, a po opublikowaniu posta Dobre traktowanie pracowników - osiągać za wszelką cenę? zadałem sobie najważniejsze pytanie w ostatnim czasie. Czy spółka w ogóle potrzebuje rozpieszczać swoich pracowników? Jeden z moich czytelników wspomniał, że pracownicy TESCO i WALMART-u nie są rozpieszczani (tak - są to firmy, które posiada Buffett), a mimo to spółki odnoszą sukcesy. Po kilku tygodniach rozmyślań (mam niestety ważniejsze sprawy na głowie, więc zajęło to tak dużo czasu) doszedłem do wniosku, że siódme pytanie Fishera muszę zastąpić swoim. "Czy dobre traktowanie pracowników ma wpływ na wyniki?". Jeśli tak, należy dopiero wtedy zadać siódme pytanie Fishera. Jeżeli smutna mina kasjerki w TESCO nie odstrasza klientów, ani nie przynosi strat, zadawanie siódmego pytania Fishera nie ma sensu - wtedy ta kwestia pozostaje neutralna i możemy skupić się na pozostałych 14 pytaniach.

Drugim bardzo ważnym aspektem, który pominął Fisher, jest PR (a może to pojęcie nie było wtedy znane?), który ja uważam za bardzo ważny punkt. Rozwój GOG.a tylko przez PR nie pozostaje bez znaczenia, chociaż zaliczenie tego aspektu do czwartego punktu Fishera, może wydawać się rozsądne. Reklamy w TV, czy w internecie są dobre, ale dobry PR sugeruje, że spółka myśli naprawdę perspektywicznie - PR nie zdaje egzaminu na krótką metę. Żarty o dresiarzach w BMW mogą wydawać się błahe, ale przez tego typu "pantoflową reklamę" marka w długim terminie przenika do świadomości ludzi. Dobry PR powoduje, że sami klienci reklamują produkty firmy. Wspomniany wyżej przykład, czy też różnorodne komentarze zachwalające CD PROJEKT RED nie pozostają bez znaczenia w wielu innych spółkach. Jeszcze nie sprecyzowałem, w jakich spółkach PR jest potrzebny, więc na razie nie włączam tego punktu do mojej strategii. Wymaga to po prostu badań i minie sporo czasu, zanim usystematyzuję tę kwestię.

Najważniejszy w tworzenie strategii jest czas. Moich czytelników nie zadowoli pewnie dyplomatyczna wzmianka, że dobry system tworzymy całe życie. Ujmując rzecz bardziej konkretnie, należy przyjąć, że kompletny system inwestycyjny nie pozwoli popełnić inwestorowi błędu przez około 10 lat - w tym czasie firma, która według naszego systemu jest wspaniała, powinna odnieść sukces.

Brak kompletnego systemu nie oznacza, że nie powinniśmy inwestować - wręcz przeciwnie! Tylko jako inwestorzy, a nie bierni obserwatorzy, możemy opracować własny system. Tylko system sprawdzony w praktyce (również pod względem psychologicznym) ma szansę dać inwestorowi krociowe zyski.

wtorek, 11 września 2012

Rekrutacja pracowników - tu też są informacje!

Rozwijająca się firma potrzebuje pracowników. Pracownikami musi ktoś rządzić, a to wymaga awansowania ludzi i zatrudniania nowych managerów. Okazuje się, że umiejętność planowania w firmie i racjonalność jej polityki rekrutacyjnej można sprawdzić w ofertach pracy w danej firmie. Tradycyjnie przyjrzyjmy się ofertom pracy w CD PROJEKT RED.
Słowo klucz to w naszym przypadku "senior". Dlaczego? Dobra spółka potrafi rekrutować ludzi na wyższe stanowiska ze swoich szeregów. Dobrze wyszkolony pracownik jest gotowy podjąć pracę wymagającą większego zaangażowania i wiedzy. Nie jest to kwestia osobista - więcej zależy od tego, jak spółka szkoli swoich pracowników. Im mniej ofert pracy na wysokie stanowiska, tym lepiej. Ja znalazłem cztery oferty pracy na dość wysokie stanowiska: grafika koncepcyjnego, doświadczonego programisty i dwóch innych programistów związanych z drugim, "nieogłoszonym" jeszcze tytułem.

Jak oceniać więc 4 oferty na wysokie stanowiska spośród 23 dostępnych? CD PROJEKT rozwija się bardzo szybko, więc naturalnym następstwem tego rozwoju, jest zatrudnianie nowych ludzi. Cieszy fakt, że CD PROJEKT nie szuka głównych producentów, szefów działów i innych ludzi na stanowiska z "boss" w nazwie. Oferty pracy, o których wspomniałem mogą świadczyć zarówno o średnio rozwiązanej kwestii szkoleń, jak i o gwałtownym rozwoju. Mogę się mylić, jednak sądzę, że w przypadku CD PROJEKT RED obie kwestie odgrywają ważną rolę. Tak więc już wiecie, że najbardziej obawiam się odpowiedzi na siódme pytanie Fishera. Szkolenia i wewnętrzne awanse pozwalają pracownikom dawać z siebie więcej i dostawać za to nagrody.

Jeśli spółka szuka szefów, a nie rozwija się bardzo szybko, to możecie być pewni, że takowa firma może również nie posiadać długoterminowych prognoz zysków. Umiejętność długofalowego planowania pozwoli firmie w porę wyszkolić pracownika, który w razie potrzeby będzie gotowy usiąść za sterami firmy. Okazyjne oferty pracy są normalną rzeczą w każdej branży, jednak nawet to źródło daje sporo informacji, chociaż na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to tylko oferty pracy.

sobota, 8 września 2012

Nie wysokość, a trwałość marży

Zacząłem przyglądać się uwarunkowaniom branżowym spółki I3d, która zajmuje się realizacją projektów z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości. Bardzo nowoczesna technologia i szkolenia pracowników pozwalają spółce wypracowywać bardzo wysoką marżę. Na niektórych projektach spółka osiąga marżę nawet 50%. Chociaż akceptuje marżę netto powyżej 10%, to jednak marża I3d nie satysfakcjonuje mnie tak, jak powinna. Dlaczego? Co może nie pasować w spółce, która osiąga tak niebotyczną marżę?

Philip Fisher w swojej drugiej książce "Konserwatywni inwestorzy śpią spokojnie" porównuje atrakcyjny rynek do słoika miodu. Marża to słoik, a I3d pilnuje słoika z marżą, szkoląc lepszych pracowników, którzy mają pilnować słoika. I3d to jednak firma bardzo mała, dlatego armia jest bardzo mała - poniżej stu osób. Zapach wysokiej marży prędzej, czy później zbawi konkurencję, która niemal na pewno zabierze mniej, lub więcej marży.

Nie bez znaczenia jest fakt, że do zabrania jest dużo. Nawet, jeśli I3d zachowa chociaż 20% procent marży dla siebie, będzie mieć sporą przewagę nad innymi młodymi firmami, które również poczują zapach marży. Nie zapominajmy, że posiadany przeze mnie CD PROJEKT ma marżę netto na poziomie właśnie 20% (chociaż sądzę, że marża będzie w tym roku nieco wyższa). Tak więc wielkość słoika jest na pewno plusem sektora wirtualnej rzeczywistości. Obawiam się jednak innego faktu. Spółka I3d współpracowała już z amerykańskim gigantem - IBM - który również zainteresował się wspomnianą technologią. IBM to ogromna firma w porównaniu z I3d. Jeśli tylko zechce wejść na rynek Europy, na pewno się to IBM-owi uda. Przewaga skali pozwoli IBM zachować wyższą marżę, przy podobnych kosztach, co I3d. Jestem więc pełen obaw o wysoką z pozoru marżę I3d.

Jest jednak jeden bardzo ważny aspekt, który daje I3d przewagę. Po pierwsze jest to doświadczenie - spółka ma już dobrze rozwiniętą sieć kontaktów i sporo stałych klientów. Na pewno więc znajdzie się kilka firm, które po prostu będą zadowolone z usług I3d i nie będą chciały angażować się we współpracę z nowym graczem, jeśli takowy wejdzie na rynek. Oprócz tego spółka intensywnie szkoli nowo przyjętych pracowników. Jest więc spora szansa na to, że spółka doskonale rozumie, w jakim jest położeniu i usiłuje na nowo chronić swój słoik. Milowym krokiem może okazać się silnik Quazar 3d, który na pewno usprawni obsługę i dzięki temu spółka będzie mieć wyższą fosę - czyli marża pewnie wzrośnie. Osobom zainteresowanym technologiami, lub grami nie trzeba tłumaczyć, jak wspaniałym wynalazkiem jest szyty na miarę silnik.

Być może za mało wiem, być może moje obawy są słuszne. Na razie nie ma to znaczenia - nie jestem gotowy odpowiedzieć na pytanie, czy I3d jest dobrą inwestycją. Jak widać argumentów "za" I3d jest sporo, jednak w mojej ocenie, argumenty "przeciw" są znaczące.

środa, 5 września 2012

Wiedza za wszelką cenę

Wiadome jest, że im więcej wiemy, tym więcej zarabiamy. Zaraz po lekturze książki Fishera zdałem sobie sprawę z faktu, że zdobycie odpowiednich informacji nie będzie łatwe i trzeba będzie znaleźć sposób na zdobycie ich w sposób bardzo niestandardowy.

Przypomniała mi lekcja informatyki, na której nauczyciel wspominał o genialnym szpiegu, który w śmieciach wynajdywał informacje o firmach. Szybko więc uciąłem sobie pogawędkę z obeznanym w temacie nauczycielem. Jak się okazało, posiadał on książkę wspomnianego "szpiega" i chętnie się nią podzielił. Książka nosiła tytuł Sztuka Podstępu i opowiadała o sposobach zdobywania informacji z bardzo niestandardowych źródeł. Pozycja ta koncentruje się na ochronie firmy przed socjotechnicznymi atakami, jednak przedstawione w niej historie dały mi sporo ciekawych pomysłów na to, jak zdobyć informacje naprawdę cenne. Książka jest bardzo pomocna, ponieważ nie traktuje o skomplikowanych wirusach - autor żerował na ludzkiej dobroci, głupocie, niedbalstwie i nieszczelnościach w systemach bezpieczeństwa. Chociaż mam spore umiejętności z zakresu informatyki, hacking nigdy mnie nie interesował.

Czy to moralne zachowanie? Hakerzy dzielą się na trzy grupy:
- White Hat - wynajdują luki i zarabiają na tym,
- Grey Hat - wykorzystują nielegalne metody, ale nie czerpią z tego tytułu korzyści,
- Red Hat - działają nielegalnie i czerpią z tego korzyści.
Nie będę ukrywał, że działania inwestora muszą oscylować gdzie pomiędzy białymi, a szarymi "kapeluszami". Zarządy spółek dbają o równy dostęp do informacji, jednak w większości przypadków, to po prostu za mało. Dlaczego członek zarządu opuścił firmę? Czy szykuje się nowa emisja akcji? Jaka jest atmosfera pracy? Czy nowy produkt zostanie wprowadzony na czas?

Zwykły inwestor może nie odnaleźć odpowiedzi na te pytania. Inwestor-socjotechnik, już tak. Chociaż nie skorzystałem jeszcze z metod proponowanych przez Mitnicka uważam, że każdy, kto zdobędzie poufne informacje, powinien z szacunku dla firmy, zatrzymać informacje dla siebie. Dlatego nigdy nie podzielę się wami informacji, które zdobędę, a które nie będą dostępne dla ogółu inwestorów. Chcę znać firmę i wiem, że nie jest to zachowanie do końca moralne. Sądzę jednak, że "niestandardowe źródła informacji" ostrzegą inwestora przed kłopotami bardzo wcześnie.

Dlaczego wspomniana książka nie trafi do "Literatury dobrego Inwestora"? Bo to nie jest książka o inwestowaniu, tylko o zwykłym, trochę zbójeckim szpiegostwie przemysłowym. Jedyna różnica polega na tym, że informacje są wartościowe tylko dla nas i zarobimy na nich tylko w przypadku, gdy znajdziemy wartościową informację. Poza tym zdaję sobie sprawę z faktu, że 90% moich czytelników nie ma tyle umiejętności, czasu i determinacji, by zdobyć informację, która da odpowiedzi na najważniejsze pytania. Jeśli jednak macie poczucie, że wiecie o swojej spółce za mało, koniecznie przeczytajcie tę książkę. Czekam na historie waszych "ataków socjotechnicznych". Każdy pomysł może otworzyć drogę do szybszego i bardziej skutecznego zdobywania informacji. A wiedza jest kluczem do sukcesu w inwestowaniu.

niedziela, 2 września 2012

Dobre traktowanie pracowników - osiągać za wszelką cenę?

Pracownicy linii lotniczych Lufthansa ogłosili strajk, w wyniku czego pasażerowie na jakiś czas muszą pogodzić się z opóźnieniami i sporą liczbą niedogodności. Kierownictwo twierdzi, że nie ustąpi i ma sposoby na przywrócenie dyscypliny. Sytuacja jest dość ostra, więc Lufthansa nie spełnia siódmego punktu Fishera. Czy w związku z takimi informacjami, inwestor powinien od razu odrzucić Lufthansę jako potencjalną inwestycję?

Polski KGHM daje sowite wynagrodzenia swoim pracownikom (tak wynika z informacji, które czytałem), jednak mimo to pozycja związków zawodowych jest silna, a pracownicy dość często wychodzą z nowymi żądaniami, pod groźbą strajków włoskich. Mimo to, KGHM osiąga dobre wyniki finansowe i wciąż się rozwija. Tak więc niespełniony siódmy punkt Fishera nie przeszkadza miedziowemu gigantowi w zdobywaniu nowych szczytów. Dlaczego więc Fisher uważa, że dobre traktowanie pracowników jest ważne? Niestety znów nie mamy zwykłych wskaźników, by odpowiedzieć na to pytanie.

Czytając książki o inwestycjach Buffetta, możemy przeczytać o wielu strajkach w firmach, które nasz mistrz nabywał. Prezesi takich firm starali się walczyć z problemami na dwa skuteczne sposoby. Pierwszym są twarde negocjacje, jak robi to Lufthansa. Takie podejście w mojej ocenie jest dobre w firmach, w których od pracownika wymaga się konkretnych, mierzalnych efektów: wydobytych 100 wagonów węgla, rozwiezionego chleba, wysprzątanej firmy. Wyniki takich pracowników łatwo jest sprawdzić, ponieważ praca została wykonana dobrze, lub źle, a na miejsce zatrudnionych leniuchów, czeka kilka osób bardziej solidnych.

Drugim sposobem jest po prostu unikanie tym problemom, co może okazać się lepsze, ale nie do końca jest to możliwe, jeżeli weźmiemy pod uwagę tylko pomysłowość zarządu. Prawda jest niestety brutalna. Nie od zarządu zależy, czy pracownicy będą wysuwać nierealne żądania i sądzę, że pomysłowość prezesów do motywacji nie jest w stanie zapobiec problemom, bo złośliwy i chamski pracownik i tak znajdzie sposób, by znaleźć coś, co mu nie odpowiada. Unikanie problemów jest ważne w spółkach, które prowadzą prace artystyczne i trudno jest egzekwować najlepszą wydajność. Nie sprawdzimy, czy projektant poziomów w grze dołożył wszelkich starań by projekt był lepszy. Nie sprawdzimy też, czy naukowcy nie opóźniają oddania wyników badań. Kontrolowanie takich ludzi jest możliwe, ale ich specjalistyczna wiedza pozwoli im oszukać mniej doświadczonego w badaniach szefa na setki sposobów.

Pracownik fizyczny, którego można w każdej chwili zastąpić innym, nie będzie wysuwać nierealnych żądań i pracodawca powinien to wykorzystać. Nie chodzi o głodowe pensje, ale bardziej o niedopuszczenie to sytuacji, w której pracodawca dokłada do pracownika. Jeżeli pracownik zajmuje stanowisko, które trudno jest zmienić, pracodawca powinien z własnej inicjatywy określić dobrą pensję, by unikać tarć.

Sami widzicie, że post jest trochę mało konkretny. Czekam na komentarze, które pomogą określić, czy warto zwracać uwagę na traktowanie pracowników. Ciekawostką może być, że doceniana przez rynek spółka Wawel, ma niepochlebne opinie ze strony niektórych pracowników. Są to jednak niepotwierdzone informacje - równie dobrze może to być zwykłe wylewanie żalów przez zwolnionych z własnej winy pracowników.