piątek, 31 sierpnia 2012

Stuknął rok

Dokładnie rok temu ukazał się pierwszy post na blogu. Decyzja o jego powstaniu była niemalże spontaniczna i nie do końca przemyślana. Dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego zdecydowałem, że moja pasja wymaga spisania.

Efekty przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Przez ten rok nauczyłem się wiele, poznałem strategię Fishera, skoncentrowałem wysiłki na najważniejszym - analizie fundamentalnej. Gdyby nie blog, moje przemyślenia byłyby o wiele bardziej płytkie, a wiele z nich nie uświadomiłbym sobie, gdybym wszystkiego nie opisywał. Nadal mogę powiedzieć, że bloga traktuję jako swoisty śmietnik z pomysłami - tak, jak cały internet.

Gdyby nie blog, nie poznałbym wielu wspaniałych inwestorów, którzy wiele mnie nauczyli. Przekonałem się, że nie jestem pionierem w tej dziedzinie i mogę się uczyć nie tylko na swoich błędach. Doceniłem książki, gdyż rok temu uważałem, że przeczytanie kilkunastu da mi wystarczającą wiedzę do końca życia. Dzisiaj uważam, że bez książek każdy inwestor zostanie w tyle, chociaż najważniejsze książki przeczyta w pierwszych latach kariery. Prawda jest taka, że większość "inwestycyjnej Ameryki" już odkryto, a najlepsi spisali swoje pomysły.

Jakie plany związane z blogiem? Do końca roku jeden wpis na trzy dni, od nowego roku do maja jeden na cztery dni. Niestety do tego czasu będę musiał ograniczyć kontakt z giełdą, ponieważ będę mieć ważniejsze sprawy na głowie, o czym za chwilę. Jeśli więc będziecie odczuwać, że jakość bloga spadła, napiszcie mi o tym, ale wykażcie się odrobiną zrozumienia. W przyszłą "rocznicę" na pewno coś przygotuję lepszego, niż ta pusta pisanina:-)

W prywatnym życiu przewija się ciągle jedno słowo: MATURA. To właśnie jej podporządkuje cały rok szkolny. Poświęciłem też odrobinę wakacji. Z niezapomnianej książki Briana Tracy "Zjedż tę żabę" wywnioskowałem, że muszę się skoncentrować na jednej, najważniejszej rzeczy, więc odpuściłem zarówno programowanie, jak i analizę techniczną, a skupiłem się na tym, co najważniejsze w moim życiu.

Podjąłem męską decyzję i zdaję trzy przedmioty na poziomie rozszerzonym: matematykę, fizykę i angielski. Czeka mnie więc sporo nauki. Nie trzymajcie kciuków, bo to nic nie da, jeśli sam nie wezmę się do pracy:-)

Jeśli jednak macie jakieś pomysły na rozwój bloga, chętnie je poznam nawet, jeśli nie znajdę czasu na ich realizację.

czwartek, 30 sierpnia 2012

Informacje z niestandardowych źródeł - część czwarta

Dzisiaj możemy w zupełnie inny sposób podejść do analizy przedsiębiorstw, ponieważ zyskaliśmy jedno bardzo pomocne narzędzie - internet. Oprócz oczywistej dostępności raportów, jest coś jeszcze. Philip Fisher musiał być również bardzo dobrym dziennikarzem. Chociaż czytał dużo książek i biuletynów, na pewno nie mógł przeczytać, czy zobaczyć w telewizji wszystkich wywiadów z pracownikami i władzami. Dzisiaj sytuacja zmieniła się diametralnie. Internet pozwala nam przejrzeć wywiady przygotowane przez prawdziwych profesjonalistów. Nie zawsze są one nastawione bezpośrednio na działanie biznesu, ale sam na podstawie wywiadów, mogłem z odpowiednią dozą pewności odpowiedzieć na aż 3 pytania Fishera. Ograniczyło to mój kontakt z pracownikami, a wnioski wyciągnąłem te same. W przypadku firm niedużych, jaką na razie jest CD PROJEKT, jest to ważne, ponieważ po firmie może roznieść się informacja o "krecie" szukającym informacji. Nawet, jeśli nasze zamiary nie są złe, pracownicy mogą czuć się zagrożeni i nie odpowiadać na pytania. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy zadajemy pytania drogą telefoniczną, lub e-mailową.

Oglądając wywiady znalazłem najwięcej odpowiedzi na pytania, które chciałem zadać prezesowi. Jestem z tego bardzo zadowolony. Nikt nie da wam gwarancji, że prezes innej spółki będzie skłonny odpowiadać na kilkanaście pytań nawet, jeśli znalezienie odpowiedzi na te pytania rzeczywiście jest trudne. Optymalizacja pytań jest bardzo ważna, ponieważ na resztę zapytań, możemy uzyskać lepsze odpowiedzi - to prosta zależność.

Jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Nie jestem na razie kompetentną osobą, by wygłaszać jakiekolwiek tezy na ten temat, ale jeden z moich znajomych zainteresowany psychologią (nie zna się on na inwestycjach ani trochę) stwierdził, że mógłbym wykorzystać wiedzę na temat ludzkich odruchów w odkryciu, czy dana osoba mówi prawdę, czy też wymyśla, albo czuje się zagrożona. Oglądając wywiad za drugim, czy trzecim razem, możemy skupić się tylko na odruchach rozmówcy, by dowiedzieć się z "mowy ciała", czy dana kwestia trapi naszego rozmówcę, czy też czuje się on pewnie. Wątpię, abym został dobrym psychologiem, ale podstawy ludzkich reakcji mogłyby być bardzo przydatne.

Mnożyć można korzyści, które płyną z oglądania wywiadów: przede wszystkim jest to czas. Dzięki wywiadom, możemy zidentyfikować kiepską spółkę na długo przed zadawaniem pytań osobiście. To bardzo pomocne. Być może uda się mi zejść do poziomu "jednej dokonanej transakcji, na każde dwie analizowane firmy". Technologia daje mi przewagę nad Fisherem, ale moje nikłe doświadczenie skutecznie sprowadza mnie na ziemię. Jestem ciekawy koncepcji moich czytelników. Mam mnóstwo pomysłów związanych ze zdobywaniem informacji. Sukcesywnie będę się nimi dzielił.

Doskonalenie metod zdobywania informacji będzie prawdopodobnie nauką na całe życie. Kiedy technologia będzie się zmieniać, prawdopodobnie będę też mieć łatwiejszy dostęp do informacji. Na temat niektórych spółek można uzyskać informacje, nie wychodząc z domu. Kwestią pomysłowości jest, jak szybko znajdziemy informacje i jakie wnioski z nich wyciągniemy.

środa, 29 sierpnia 2012

Raport za pierwsze półrocze CD PROJEKT RED.

Przeglądając raport skonsolidowany CD PROJEKT RED na samym początku odniosłem wrażenie, że jest on średniej jakości, co raczej nie było dla mnie miłe. Jednak po czterech godzinach analiz mogę (wyłączając niestety dwa mankamenty) powiedzieć, że raport dobrze rokuje na przyszłość. Na początek wypunktowane zalety i wady tego, co zrobił CD PROJEKT RED w pierwszym półroczu.

Co dobrego wyczytałem z raportu?
- ściągnięte należności za okres świąteczny zeszłego roku wygenerowały wysokie przepływy operacyjne, chociaż rezerwy stanowiące ponad 10 milinów, skutecznie je obniżyły,
- nabyto aktywa trwałe i niematerialne za 2,5 mln złotych, jednocześnie pozbywając się jednostek funduszu Skarbowego za 2,5 mln złotych,
- szczątkowe zadłużenie: 2,9 mln wpływu z tytułu kredytów, a wydatki 9,89 mln, z czego tylko 341 tysięcy złotych odsetek,
- nabyto głównie maszyny i urządzenia, bo te są mocno umorzone (czyli po prostu stare),
- tylko 113 tysięcy z tytułu "ścigania" nielegalnych kopii Wiedźmina - dobrze, że się z tego pomysłu wycofali,
- spadek kosztów z tytuły odsetek o połowę (z 886 tysięcy w analogicznym okresie rok temu, do 440 tysięcy obecnie),
- sprzedano 145 tysięcy sztuk gry Diablo 3,
- segment dystrybucji wdrożył nowy system ERP i zmienił operatora logistycznego,
- GOG nie miał premiery porównywalnej z Wiedźminem (który generował niemal czysty zysk), ale utrzymał rentowność, dzięki wdrożeniu nowego systemu jeszcze w zeszłym roku,
- Toolset dla Wiedźmina 2 istotnie wpłynie na wartość marki,
- GOG sprzedał ponad dwukrotnie więcej gier, niż w porównywalnym okresie ubiegłego roku, oraz odnotował trzykrotny przyrost liczby użytkowników,
- model dystrybucyjny rozkłada nieco przychody w czasie i dodatkowo zwiększa zysk z każdej sprzedanej sztuki. Spółka zamierza wydawać kolejne gry w tym modelu,
- wzrósł poziom rezerw, czyli spółka otrzyma w trzecim kwartale sporo pieniędzy, a oprócz tego wpłynie do spółki dodatkowo około 6 mln złotych właśnie dzięki modelowi dystrybucyjnemu,
- koszty ogólnego zarządu uwzględniały (według mojej opinii) racjonalne premie za zakończone prace nad Wiedźminem 2,
- 8260 tysięcy złotych przeznaczono na wyprodukowanie adaptacji Wiedźmina na Xboxa 360 i edycję rozszerzoną. Zysk z tego tytułu wynosił grubo ponad 10 mln,
- ogólna poprawa przepływów pieniężnych, o które bałem się najbardziej,
- ujemne przepływy z działalności finansowej potwierdzają, że spółka z łatwością sfinansuje bieżącą działalność bez emisji akcji. Jak widać, zalet jest bardzo dużo.

Jednak jest kilka mankamentów:
- spadło zaangażowanie w akcje spółki przez kilku akcjonariuszy z zarządu,
- znów strata w segmencie dystrybucyjnym, mimo premiery Diablo 3,
- tylko 40% wzrostu przychodów w cyfrowej dystrybucji, chociaż nadal możliwe jest podwojenie przychodów z roku ubiegłego, o czym za chwilę,
- aktywa trwałe są nadal mocno przestarzałe (ich umorzenie wynosi nadal ponad 40%), chociaż najważniejsze - maszyny i urządzenia - zostały unowocześnione,
- trudno jest porównać marże, ponieważ żaden z segmentów nie prowadził we wspomnianym okresie jednolitej działalności w porównaniu z poprzednim rokiem. W produkcji gier, obraz zaburzyła premiera Wiedźmina na różne platformy, w wydawniczym premiera Diablo 3, a w zeszłym roku Wiedźmina 2. W cyfrowej dystrybucji zaś sprzedaż Wiedźmina 2 bez DRM. Złych sygnałów jest mniej, a tylko dwa z nich uważam za groźne i warte odnotowania. Są to strata segmencie dystrybucji i spadek (chociaż nieduży) zaangażowania zarządu w akcje.

Warto też przyjrzeć się ciekawostkom, które mogą mieć istotny wpływ na wycenę, a o których nie wiedziałem:
- 4 mln pożyczek z 7 milionów zanotował segment produkcji gier, więc szykuje się coś grubszego: może to być tytuł AA wydawany w 2013 roku, albo właściwe prace nad jednym tytułem o najwyższym budżecie,
- GOG ma jeszcze w tym roku wprowadzić "segment dla nowych odbiorców". Podejrzewam, że będą to gry na system Linux, albo MAC, ponieważ lista życzeń na stronie GOG.com sugeruje, że spora liczba graczy chętnie nabyłaby gry z GOG.com właśnie na te systemy,
- podczas promocji Wiedźmina 2 na platformie STEAM, sprzedano ponad 100 tysięcy egzemplarzy gry, więc GOG.com ma jeszcze przed sobą baaaardzo długą drogę, jeśli na poważnie chce rywalizować z obecnym monopolistą,
- raport sugeruje, że produkcja gier nie polega głównie na inwestycja w środki trwałe. Tłumaczyć to może stan maszyn i urządzeń, które w mojej ocenie wydawały się ważne - temat do omówienia,
- nowy pomysł typu "gra lub film z książką" może podnieść marże segmentu wydawniczego,
- dwie konferencje jesienne pomogą zrozumieć, co robi spółka - wtedy też spółka zaprezentuje nowy projekt biznesowy. Spekuluję, że będzie to tytuł AA, albo coś zupełnie nowego,
- Wiedźmin 2 w wersji na MAC, będzie sprzedawany przez GOG.com. Dlatego sądzę, że dynamika przychodów 100% w tym segmencie jest do utrzymania,
- spłacono wiele pożyczek od akcjonariuszy, a pozostał kredyt obrotowy. Pamiętajmy, że kapitał obcy jest tańszy w utrzymaniu, więc jeśli nie ma przesłanek ku podwyższonemu oprocentowaniu takich pożyczek (ja takich nie znalazłem, co nie musi oznaczać, że taki proceder nie ma miejsca), nie jest to nic osobliwego.

Spadek zadłużenia długoterminowego względem kapitału własnego stawia spółkę w komfortowej sytuacji finansowej. Bałem się trochę, że spółka nie będzie w stanie sfinansować produkcji dwóch wysokobudżetowych gier, jednak zarząd po raz kolejny wykazał się olbrzymim wyczuciem kosztów, więc już nie mam się czego bać w tej kwestii. Sprawę zbytych akcji muszę jednak wyjaśnić, ponieważ akcjonariuszy mogły po prostu czekać spore wydatki. Okazuje się więc, że wskaźnik Kw/a nie jest dla tej spółki mocno potrzebny, gdyż obecne 72% i tak stawiają spółkę w lepszej sytuacji, niż np. CIA, które może mieć problem z poręczeniem większego kredytu. Nie obrażę się jednak, jeśli zobowiązania będą dalej spadać. Podstawowych wskaźników nie omawiam, bo nie ma to w tej chwili najmniejszego sensu. Nawet raport sugeruje, że porównanie konkretnych danych będzie możliwe po raporcie za cały rok. Już teraz jednak jestem o to spokojny. Wskaźnik cyklu należności nieznacznie wzrósł, ale jest to spowodowanie niemiarodajnością wyników, a 3 dni to żadna różnica. Należności handlowe spółka ściąga po 61 dniach, co jest wartością w miarę dobrą. Cykl zapasów wzrósł, przez rozliczanie przychodów w nowej metodzie, przez co wzrost z 54 do 79 dni, nie jest miarodajną informacją. Sprawa zostaje otwarta, chociaż może być faktycznie możliwe, że spółka ma nieco problemów z zalegającymi zapasami. Zobowiązania spółka reguluje po 108 dniach, czyli o 4 dni szybciej, niż w pierwszym półroczu roku 2011, co może być uznawane za kłopot, jednak wytłumaczenie dla tego faktu jest identyczne, jak w przypadku zapasów. Sprawa zostaje więc otwarta. Zbiorczy wskaźnik - cykl konwersji gotówki - obrazujący ile spółka musi "wytrzymać" bez pieniędzy, wyniósł 32 dni, co jest wartością dobrą z uwagi na fakt, że spółka z łatwością pozyska kredyt, lub w ramach otwartego rachunku w BRE BANKU, pokryje bieżące wydatki. Zarząd staje na głowie, by przywrócić zyskowność segmentowi wydawniczemu, jednak wysiłki na razie idą na marne. Po internecie krążą spekulacje na temat odejścia CD PROJEKT-u z tego trudnego rynku, co według mnie wyszłoby spółce na dobre, ale jeszcze nie teraz, ponieważ z tą działalnością CD PROJEKT nadal jest kojarzony, co dostarcza spółce know-how, który przyda się przy wydawaniu kolejnych gier. Uważam, że nadal najmocniejszą stroną spółki jest GOG.com. Mam cichą nadzieję na skuteczną walkę z platformą STEAM za 3-5 lat. Podoba mi się raportowanie zysków w sposób obniżający zysk dzisiaj, by wykazać lepszy zysk jutro. Model dystrybucyjny jest typowym przykładem tego, że dla CD PROJEKT-u ważne są wysokie zyski jutro i tym właśnie zyskom, CD PROJEKT potrafi podporządkować obecne zyski. Kilka nowych pomysłów na rozwinięcie biznesu utwierdza mnie w przekonaniu, że ten biznes za 10 lat będzie duuuużo wyżej - pomysłowość zarządu jest bardzo dobra, co jest niewątpliwie warte odnotowania.

Proszę o komentarze. Raport jest dla mnie wspaniałym źródłem informacji, a dzięki takim informacjom, moi czytelnicy mogą lepiej analizować inne spółki i branże. Wkrótce omówię, czego się nauczyłem podczas czytania tego raportu.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

W oczekiwaniu na raport

Dzisiaj off topic - jutro pojawi się raport CD PROJEKT RED za pierwsze półrocze, z którym wiążę ogromne nadzieje. Jeśli okaże się on dobry, wycenię ponownie cały biznes i określę, czy warto trzymać akcje. Najbardziej boję się o przepływy pieniężne. Omówienie raportu pojutrze, gdyż jutro mogę nie zdążyć go przeczytać dokładnie.

piątek, 24 sierpnia 2012

Energetyka odnawialna - czy warto zainteresować się tą branżą?

W końcu zabrałem się za podsumowanie tego, czego się dowiedziałem na temat energetyki odnawialnej. Moje wnioski nadal nie są rozbudowane, ale powoli brnę do przodu. Jestem przekonany, że do następnej bessy zdobędę dostateczną wiedzę na temat energetyki, by wycenić precyzyjnie wspaniałą spółkę. Chyba, że dojdę do wniosku, że energetyka nie jest tym, czego szukam.

Swoje poszukiwania zacząłem od książki "Energetyka wiatrowa - obecne możliwości wykorzystania" Tomasza Boczara. Z książki dowiedziałem się sporo na temat działania, finansowania i perspektyw rozwoju energetyki wiatrowej, która obecnie jest bardzo medialna i to właśnie ten typ energii odnawialnej kreowany jest na ten, który ma systematycznie zastępować węgiel. Książka jest dość stara, więc wiele informacji jest już nieaktualnych, jednak zarówno książka, jak i raport na temat perspektyw energii wiatrowej zakładają, że energia wiatrowa będzie się bardzo dynamicznie rozwijać. Niektóre źródła podają prognozy rzędu kilkunastu procent r/r, ale większość raportów podaje przedział 4-6 procent. Ja sądzę, jednak, że perspektywy nie są tak dobre, a wszystko dzięki czytelnikowi, który zaznaczył, że energia wiatrowa przegrywa w starciu z atomem, czy nawet pospolitym węglem. Jest jeszcze jednak kwestia. Nakłady na badania i rozwój tego sektora mają być finansowane w 57% z budżetu! Podmioty gospodarcze miałyby zapewniać tylko 25% finansowania. Przy obecnym stanie długu publicznego i polityki rządu wątpię, aby finansowanie z budżetu było dostępne za x lat. Dlatego rozwój energetyki wiatrowej stawiam pod dużym znakiem zapytania. Małe elektrownie, lub kolektory słoneczne mogą być ciekawym rozwiązaniem dla gospodarstw domowych. Ciekawym może wydawać się fakt, że prawdopodobnie każdy nowo wybudowany dom po 2015 roku będzie musiał mieć kolektor słoneczny. Firmy produkujące kolektory mogą więc mieć zbyt na tego typu produkty. Kolektory nie są specjalnie efektywne, ale inwestycja w ogrzewanie wody takim kolektorem zwraca się po kilku latach.

O wiele bardziej podoba mi się biomasa. W zależności od struktury, tona biomasy da tyle energii, ile 400-580 kg węgla. W dodatku biomasa jest lepsza dla środowiska i nie trzeba po nią sięgać głęboko do ziemi. Węgiel będzie coraz droższy, dlatego sądzę, że doczekamy dnia, w którym lepiej będzie przerobić drewno na biomasę, niż kupić resztki węgla wydobywanego na śląsku, lub załadowanego koparką na statek i przywiezionego do portu.

Polish Energy Partners ma bardzo wysoką marżę, co jest po części efektem "niszowości" energetyki odnawialnej. Pamiętajmy, że odnawialne źródła energii stanowią dopiero około 10% zasobów energetycznych Polski. Rynek dla wiatru, biomasy, słońca itd, jest więc spory. Na razie więc sądzę, że warto dowiedzieć się czegoś nowego na temat branży. Postaram się znaleźć ciekawą pozycje książkową na temat biomasy, chociaż matura już w maju, więc czas na pasje będzie mocno ograniczony.

Przy okazji chciałem podziękować czytelnikom za komentarze na bloga. Chociaż nie jest tych komentarzy wiele, każdy wnosi wiele nowego. To czytelnik właśnie zaznaczył, że finansowanie rozwoju energetyki odnawialnej jest wątpliwej jakości. Dziękuję i proszę o więcej.

wtorek, 21 sierpnia 2012

Czy i kiedy zbankrutuje potężne państwo

Zainteresowany postacią Petera Schiffa przeczytałem kilka artykułów na temat bankructwa państw, które wiodą prym w świecie i ich ewentualne bankructwo mogłoby bardzo mocno poruszyć świat finansów. Nie muszę dodawać, w którym kierunku poszybowałyby ceny akcji. Kto bankrutuje?

Peter Schiff znany jest z proroczych ostrzeżeń przed kryzysem z 2007 roku, więc nie powinno dziwić was, że jego opinia na temat USA elektryzuje opinię publiczną. Schiff twierdzi, że USA będzie mogło spłacić już swojego długu i w końcu zbankrutuje. Są podstawy, by tak sądzić. Chociaż nie jestem specjalistą od finansów publicznych, to jednak oczywiste jest, że państwo mające zadłużenie sięgające 70% PKB, rzeczywiście może mieć kłopoty. Przypomnijmy, że firma, którą chcę posiadać, musi mieć maksymalnie 40% długu w aktywach. Na dodatek Warren Buffett przyznaje, że przeszacował szanse USA na rozwój.Dopuszczam więc ewentualne bankructwo USA. Kłopoty ma również Japonia zadłużona na wielokrotność swojego PKB. Japonia również jest poważnym graczem na świecie - Grecja, a nawet Hiszpania, czy Włochy nie mogą się równać ze wspomnianymi wcześniej mocarstwami. Ich upadek spowodowałby spore kłopoty i pewnie bardzo głęboką bessę.

Mamy więc potencjalny powód głębokiej bessy. Nie wiem kiedy - za dwa, pięć, może dwadzieścia lat... Nie mam pojęcia i nie zamierzam tego zgadywać. Jedno jest pewne - od kiedy istnieje giełda, inwestorzy zawsze wynajdywali powód, by w panice uciekać z rynku akcji. Powyższe akapity pokazują, że tak też będzie w przyszłości - bankructwo USA może okazać się mocnym ciosem. Będzie to niepowtarzalna szansa na kupno akcji. Może akcji w Chinach, może w Polsce, a może nawet w USA - pamiętajmy, że niemal połowa rynku zbytu amerykańskich firm, to rynki zagraniczne. W związku z tym, za bankructwem państwa niekoniecznie muszą iść bankructwa firm. Jestem przekonany, że cena akcji amerykańskich spółek obniży się bardziej, niż ich wartość. Dlaczego? Bo tak było zawsze i tak będzie zawsze. Dzięki temu przecież zarabiają inwestorzy skoncentrowani.

Nie ukrywam, że boję się kilkunastoletniej stagnacji, jeśli USA rzeczywiście zbankrutuje. Jeśli jednak uda mi się zachować pieniądze, to indeksy giełdowe będą stwarzać niesamowite okazje do kupna wspaniałych akcji po rozsądnej cenie. Ryzyko może być tak niskie, że nawet inwestorzy wybierający średnie spółki, będą mogli zarobić olbrzymie pieniądze. Nie wiem, czy nie będę odczuwał strachu, dlatego chcę wiedzieć więcej, na temat psychologii. Ostatnio zrozumiałem, że sam jestem moim największym wrogiem, więc dowolna książka o psychologii inwestowania, bardzo się przyda.

sobota, 18 sierpnia 2012

Czy warto kupować akcje?

Coraz częściej przebąkuje się w telewizji i mediach o możliwym powrocie hossy. Nie jestem specjalistą od analizy technicznej, ani magii, więc nie mogę Wam doradzić, czy hossa zacznie się jutro, czy za miesiąc. Jak się również ostatnio przekonałem, nie zawsze dołek bessy pokrywa się z dołkiem na konkretnych akcjach. Inwestorzy, którzy szukają więc akcji wzrostowych, mogą obejść się bez patrzenia na szeroki rynek - wycena konkretnego przedsiębiorstwa wystarczy takim inwestorom w zupełności.

Są jednak wśród czytelników mojego bloga inwestorzy, którzy nie znaleźli jeszcze swojej "jedynej na lata" spółki. Rozsądnym rozwiązaniem dla takich osób będzie kupno ETF-a. Szkoda, że w Polsce dostępne są tylko trzy fundusze indeksowe: na WIG 20 i dwa zagraniczne indeksy. Niezależnie od tego, który wybieramy, warto spojrzeć na ogólną sytuację na polskiej giełdzie.
Wcześniej na blogu omawiałem, jak analizować wskaźnik C/Z dla całej giełdy. Okazuje się, że wskaźnik ten dla całej giełdy znajduje się nadal na niskich poziomach - wynosi zaledwie 10,67. C/Wk wynosi zaś 0,86. Oznacza to, że polskie akcje są nadal tanie w stosunku do zysków obecnych.

Przeczytałem ostatnio, że polskie firmy mają olbrzymie problemy ze ściąganiem należności - indeks obrazujący zdolność ściągania należności spadł do niewidzianego od 3 lat poziomu. Z tego względu uważam, że najgorsze czasy dla polskich firm są właśnie teraz. Kiedy ściągalność należności się poprawi, wzrosną zyski. A skoro teraz są niskie, a do tego wskaźnik C/Z nadal znajduje się poniżej 12, oznacza to, że akcje mogą być kuszącą propozycją, szczególnie dla kupujących ETF-y.

Hossa przychodzi zawsze po bessie, a w bessie należy kupować tanie akcje. Nie ma łatwiejszego sposobu na całkiem dobry zysk. Warto skorzystać z wiedzy na temat tego, jak zachowywała się giełda w przeszłości. Wszystkim, którzy czują głód wiedzy na temat wahań cen giełdowych, polecam po raz kolejny książkę "Inteligentny Inwestor" Benjamina Grahama, w której cały rozdział poświęcony jest historycznym wahaniom cen akcji.

Pamiętajcie, że nie ponoszę odpowiedzialności za podjęte decyzje inwestycyjne, a post ten jest wyrazem moich osobistych przemyśleń.

środa, 15 sierpnia 2012

Marża determinuje zysk - nigdy nie odwrót

Większość inwestorów inwestujących w wartość (a raczej łudzących się, że są inwestorami) kupuje w hossie akcje firm, które przynoszą od niedawna solidne zyski. Być może jest to wynikiem rzeczywistej poprawy gospodarowania środkami i kosztami w firmie. Jeśli tak właśnie się dzieje, to mamy do czynienia z dobrą firmą. Dobre fundamenty mogą jednak okazać się kruche, gdy przyjdzie pierwsza bessa. Dlaczego więc trzeba zwracać uwagę na marże?

Philip Fisher przestrzega w swoich książkach przed firmami, które w dobrych czasach odnoszą większe sukcesy niż te, które radzą sobie dobrze (ale nie tak rewelacyjnie, jak wspomniane wcześniej) cały czas. Dlaczego? Głównych przyczyn, należy szukać w marży. Wyobraźmy sobie dwie firmy: obie firmy sprzedają milion sztuk tego samego produktu w cenie 110 złotych. Pierwsza firma zarabia na produkcie 10 złotych, druga tylko 2 złote. Bystry inwestor w takiej sytuacji wybrałby oczywiście pierwszą firmę, bo przecież za tę samą pracę, firma bierze do kieszenie więcej pieniędzy. Hossa jednak przynosi nowe szanse, popyt na towar rośnie - produkt drożeje do 120 złotych, a koszty pozostają takie same. Ile zarabiają wspomniane firmy? Pierwsza firma odnotowuje 100% większe zyski - inwestycja w taką firmę to dobry krok. Ale co się dzieje z drugą firmą? Jej zysk rośnie aż o 500% - nie muszę mówić, co się dzieje z ceną akcji drugiej firmy. Pierwsza zaś pozostaje w cieniu nowego lidera hossy. Między innymi dlatego inwestujący w wartość powinni odpuścić sobie notowania również podczas hossy - odjeżdżający pociąg to fikcja, na który sam nabierałem się na początku swojej kariery - niewykluczone, że złapię się raz jeszcze.

Należy jednak dokończyć naszą historyjkę.
Przychodzi bessa, okazało się, że obie firmy przeszacowały popyt na swoje towary. Cena spada do 105 złotych za sztukę. Która firma tryumfuje? Oczywiście pierwsza, która miała wyższą marżę i nie została liderem hossy. Druga zaś zostaje z ujemną marżą i dużymi zapasami. To ona właśnie upadnie jako pierwsza, bo cięcie kosztów będzie bardzo bolesne. Nikt nie może wam obiecać, że zyski z hossy nie zostaną przeznaczone w całości na konieczną restrukturyzację.

Nie sposób nie przytoczyć kilku przykładów i dowodów na to, że ja również dałem się naciąć na "wysokie zyski" na rynku byka. PBG i niemal cała branża budowlana - z wyjątkiem bodajże Budimex-u - pracowała na bardzo niskiej marży i właściwie była skazana na porażkę. Moi czytelnicy wiedzą, że wiele bym dał za taką wiedzę pół roku temu. Oprócz PBG, ostro po marżach dostały np. firmy oferujące tanie wakacje. Wystarczył drobny zgrzyt w kosztach i mamy gotowy boom.


Oprócz same wartości marży, trzeba zwrócić uwagę na jej strukturę i determinanty konkretnego wyniku. Najbardziej obrazowym, a jeszcze niespełnionym proroctwem jest sytuacja w mojej ulubionej branży - w grach komputerowych. City Interactive ma wyższą marżę, niż mój ulubiony CD PROJEKT, bo ich tania gra odniosła duży sukces. Produkt jednak nie jest pod żadnym względem oryginalny, więc jeśli kolejna część flagowej gry CIA - Sniper Ghost Warrior - nie odniesie sukcesu, marża zostanie ścięta, jak z pomocą gilotyny. CD PROJEKT zachowa natomiast marżę, jeśli Cyberpunk, lub Wiedźmin nie spełnią oczekiwań. Sam serwis gog.com wykręcił w 2011 roku marżę netto na poziomie 19%. Prawie 90% zysku zostało wypłaconych w dywidendzie do spółki matki.


Na zachowanie marży wpływa więc dywersyfikacja działalności. Jeśli spółka wymaga ogromnej koncentracji produkcji, co w przypadku producentów gier jest oczywiste, firma musi posiadać duże zaplecze gotówkowe. Szczerze wątpię, by inwestor mógł z czystym sumieniem przypuszczać, że spółka oparta na jednej franczyzie, jest bezpieczna. Branża gier to nie spożywka, gdzie koncentracja na Coca-Coli przyniosła krociowe zyski. Największe firmy w branży - Bethesda, czy EA, wydają dwie duże gry naprzemiennie - między innymi dlatego nadal istnieją i mają się całkiem dobrze. Gdyby EA nie miało drugiej franczyzy, to po kiepskich wynikach sprzedaży Dragon Age 2, mogliby się śmiało wynosić z rynku gier RPG. Bethesda nie ma na swoim koncie porównywalnego potknięcia - CD PROJEKT również.

niedziela, 12 sierpnia 2012

Literatura dobrego inwestora - część siódma

Długo zastanawiałem się, czy E-book "Bóg, pieniądze, giełda" Bartłomieja Zielińskiego, jest warty polecenia. Właściwie była to pierwsza książka o inwestowaniu w wartość, jaką przeczytałem w życiu - poprzednie były zwykłymi chłamami. To od bloga Akcje przy kawie zaczęło się moje poznawanie Buffetta i Grahama.

Dlaczego tak długo zwlekałem z poleceniem? Po pierwsze dlatego, że głównym celem tej książki, jest wprowadzenie inwestora w inwestowanie w aspekcie bardziej duchowym - Bartłomiej chce obudzić "sens życia", by czytelnik myślał o czymś więcej, niż zarabianie pieniędzy. Po drugie, książka jest przeznaczona raczej dla początkujących inwestorów, chociaż i po dwóch latach inwestowania, znajduję pewne szczególiki, z którymi nie spotkałem się w mojej karierze.

Dopiero na początku liceum zrozumiałem, że nie chcę być bogaty dla samych pieniędzy. Bardziej chcę stabilności i wolności - to dlatego największe marzenie ewoluowało od prywatnego śmigłowca do domku w środku lasu:-). Zrozumiałem, że ta książka ma sens, gdy spojrzy się na pewne rzeczy inaczej - wtedy widzimy coś więcej, niż cyfry - możemy odnowić się duchowo. Jestem raczej sceptykiem duchowym, chociaż dużo myślę - dlatego ten post może wydawać się pokraczny. Tak naprawdę ta książka nie jest o inwestowaniu, tylko... o życiu, o odnajdywaniu celu i dążeniu ku niemu. Książka jest darmowa i możecie o nią poprosić samego autora na blogu Akcje przy kawie. Jeśli nie odnajdziecie sensu życia po przeczytaniu tej książki, to pewnie wyłuskacie jakieś szczegóły z trzeciej części traktującej o inwestowaniu w wartość. Chociaż moja strategia różni się od strategii Bartłomieja, to przecież obaj zaczynaliśmy od czytania artykułów i książek o Buffecie. Gorąco polecam.

Zachęcam do lektury wcześniej polecanych książek:
Zwykłe akcje, niezwykłe zyski
Inwestuj Longterm
I Ty możesz zostać Warrenem Buffettem, czyli inwestowanie skoncentrowane na GPW
Dlaczego Twój makler wolałby, żebyś tego nie wiedział?
Inteligentny Inwestor
Na sposób Warrena Buffetta

czwartek, 9 sierpnia 2012

Informacje z niestandardowych źródeł - część trzecia

W poprzednim wpisie z cyklu stwierdziłem, że najgorszą częścią analizy spółki, jest poszukiwanie informacji na temat stosunków i atmosfery w pracy. Fisher zadaje kilka pytań dotyczących zarówno szeregowego pracownika, jak i tych postawionych nieco wyżej. Zadaniem inwestora jest zbadanie, czy praca w firmie odbywa się w duchu współpracy, czy też być może po pracy fruwają przekleństwa, szef boi się pracowników, albo na odwrót. Od szeregowego pracownika zaczynają się kłopoty całej firmy.

Już tradycyjnie przedstawię sytuację na przykładzie branży gier i spółki CD PROJEKT RED. Nie mogłem tak po prostu zapytać pracowników, czy dobrze się czują w pracy - zarząd pewnie również nie dostarczyłby mi rewolucyjnych wniosków. Internet daje jednak ogromne możliwości i wielu ludzi czuje się w nim anonimowo. Jest to korzystna sytuacja dla inwestora, który może dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. Oto przykłady opinii pracowników CD PROJEKT RED:
www.goldenline.pl/firma/cd-projekt-red. Podana strona jest według mnie najlepsza, ponieważ system niejako wymusza obiektywną opinię, w związku z czym mało jest ludzi zwanych "hejterami", czy też szefów, próbujących sztucznie stworzyć dobry obraz spółki. Podobna firma w branży prawdopodobnie stosuje takie praktyki - nie jestem tego pewny na sto procent, więc odpuszczę sobie podawanie nazwy tej firmy:-).

Generalnie odrzucamy więc opinie skrajnie "za" i skrajnie "przeciw" spółce. O zaletach nie będę wspominał, bo nie taki jest cel tego posta - wspomnę tylko, że niemal wszystkie cechy pozytywne mają miejsce w spółce, z wyjątkiem płacy, której nie jestem do końca pewny. W wadach spółki pojawiają się: niskie płace, rotacja pracowników i stres.

Znając dobrze branżę, możemy zweryfikować, na ile minusy są wyolbrzymione, a na ile są realnym problemem. Niskie płace są kwestią dyskusyjną - ja na miejscu pracowników studia deweloperskiego bym się cieszył - prawdopodobnie niższe płace są w segmencie dystrybucji. Jest jednak więc coś na rzeczy, ale sądzę, że nie jest to problem na tyle rażący - kto przecież nie narzeka na swoją płacę - podobna sytuacja jest w pozostałych spółkach w branży. Drugi i największy minus to rotacja pracowników. Potwierdza to raport roczny spółki. Przez dużą liczbę zwolnień, pracownicy mogą czuć się zagrożeni i mogą nie unifikować się z grupą tak, jak byłoby to korzystne. Podobna sytuacja jest też w innych firmach, ale tylko CD PROJEKT podaje w swoich raportach informacje o rotacji pracowników. Niemniej uważam jednak, że jest to największy argument przeciw spółce CD PROJEKT RED. Stres jest oczywistą rzeczą i każdy, kto chce pracować w tej branży musi być na niego przygotowany - nawet tester gier. Uważam więc, że nie jest to zagrożenie. Pojawiająca się "grupa trzymająca władzę" rzeczywiście może w spółce istnieć, jednak podobnie jest w Cryteku, gdzie właścicielami są trzej bracia. W CD PROJEKT na wyższych szczeblach firmy raczej nie nastały wielkie zmiany przez ostatnie lata - Ci sami programiści i designerzy udzielali wywiadów na temat Wiedźmina pierwszego, jak i drugiego.

Z anonimowych opinii pracowników wyciągnąłem więcej wniosków, niż z samego wypytywania pracowników o ich pracę. Dobre traktowanie pracownika może być trudne zwłaszcza w ogromnych firmach, jak np. IBM (Warren Buffet posiada tę spółkę, a pracownicy jej polskich oddziałów raczej narzekają), ale w mniejszych i wymagających twórczego myślenia firmach, musi panować atmosfera współpracy. Dlatego właśnie punkt siódmy (15 pytań Fishera), uważam za spełniony przeciętnie w CD PROJEKT. Dobra atmosfera, ping-pong i darmowe książki to nie wszystko - pracownik potrzebuje stabilności, bo dzięki temu może myśleć o pomysłach, które będzie w stanie zrealizować za rok/dwa/pięć. Jeśli czyta to ktoś z CDR - wyjaśnijcie mi taką rotację, albo zróbcie coś z tym.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Przewartościowania w bessie też się zdarzają

Dzisiaj chciałem zaprezentować Wam spółkę Wawel. Kilku znajomych posiada w portfelu tę spółkę, zajmującą się sprzedażą słodyczy. Uważają oni, że spółka od lat jest dobrze zarządzana i ma dobre perspektywy długookresowe. Od lat sprzedaż rośnie. Sam nie badałem spółki i jej perspektyw, dlatego nie mogę Wam z odpowiednią dozą pewności powiedzieć, czy spółka rzeczywiście spełnia 15 punktów Fishera i czy jest wspaniała. Chciałem jednak zwrócić uwagę na bardzo ważną rzecz - na wartość spółki.

Obliczmy więc trochę na sucho wartość spółki Wawel. Nie chodzi mi o konkretne wartości, bo nie potrafię ocenić dobrze perspektyw tej spółki. Zdam się więc na dane historyczne. Spółka od 2004 roku zwiększa sprzedaż o wysoką wartość - aż 13,5%. Do wyceny więc podstawię tę właśnie wartość. Wykorzystam oczywiście metodę zdyskontowanych przepływów pieniężnych. Dla ułatwienia podstawiam do wzoru zysk netto i zmniejszam zawsze dynamikę. Załóżmy więc, że Wawel będzie zwiększać zysk o 12% rocznie przez następne 10 lat, a potem zysk ustabilizuje się na konkretnym poziomie. Dociekliwi czytelnicy mogą mnie poprosić w mailu o schemat obliczeń. Wartość spółki Wawel wynosi więc 777 złotych. Cena na dzień pisania posta to 625,50 za akcję. Okazuje się więc, że spółka kosztuje teraz około 75% swojej wartości. Mamy bessę, spółki są tanie, a Wawel znajduje się na potencjalnie niebezpiecznych poziomach cenowych. Można oczywiście zakładać, że spółka będzie rozwijać się dalej 3% rocznie, ale i tak daje to wartość 950 złotych, więc i tak nie mamy marży bezpieczeństwa wysokości 50%.

Jeżeli wierzyć moim informatorom, Wawel jest dobrą spółką i moje założenia mogą się okazać konserwatywne. Jeżeli jednak się "mniej więcej" nie mylę, to Wawel i tak jest tani - kupujemy więc wspaniałą firmę za przeciętną cenę. Powtarzam, że nie badałem tej spółki i wyceniam ją czysto teoretycznie. Nie powinniście kierować się moimi obliczeniami.

Mamy bessę, wskaźnik C/Z dla całej giełdy oscyluje wokół 11, więc może się wydawać, że nie ma niebezpieczeństwa przewartościowania. Okazuje się jednak, że jest. Dlatego wiecznie złe prognozy, niski wskaźnik C/Z dla całej giełdy i dobre perspektywy firmy, nie zawsze gwarantują, że płacimy niską cenę. Wartość wewnętrzną warto więc obliczyć. Ja jednak w tym teoretycznym przykładzie nie potrafię ocenić, czy spółka da radę rozwijać się 12% rocznie - może też się ona rozwijać szybciej. Wartość wewnętrzna nie jest konieczna do odniesienia sukcesu, ale jej obliczenie jest na tyle proste, jeśli znamy perspektywy firmy, że warto podstawić dane do wzoru i sprawdzić, ile dostajemy.

Warto się czasami wstrzymać z zakupem akcji - Wawel przecież w 2011 roku kosztował poniżej 500 złotych, więc w jednym z wariantów mamy więc margines 50%. Nikt nie może nam zagwarantować, że nie będzie tyle kosztować znowu.

piątek, 3 sierpnia 2012

Public relations - sposób na darmową reklamę

Odświeżyłem sobie niedawno artykuł na temat PR-u (Public relations) gry Wiedźmin 2.
Człowiek zajmujący się PR Wiedźmina 2 opowiada o tym, jak wspaniałe jest to narzędzie. Jest to rodzaj darmowej reklamy, która często może dać bardzo wymierne korzyści - czasami większe, niż zwykłe reklamy. W ten sposób powstała też potęga serwisu gog.com, który jest własnością CD PROJEKT RED. Promocja tego serwisu od początku opiera się niemal w całości na PR. Serwis stał się popularny bez reklam. Wyobrażacie sobie proszek do prania, którego reklam nie ma w telewizji, w który dobrze się sprzedaje? W przypadku nowych technologii jest to możliwe.




Na dobrym PR swoją potęgę buduje wiele gier, a także innych produktów. Widzieliście kiedyś reklamę Ferrari? Ja nie widziałem, ale wiem, że to wspaniałe samochody, bo klienci sami o tym mówią - to jest właśnie najwyższy poziom PR, który na pewno przynosi krociowe zyski. Szkoda, że tak hucznie nie można reklamować maszyn przemysłowych:-)

Coca-Cola podobnie stała się potęgą również dzięki PR - jako symbol globalizacji przebiła się do krajów Europy. Do dzisiaj uśmiecham się na widok polskiego filmu, w którym kobieta na emigracji w Ameryce udaje, że pracuje "w biurze Coca-coli". Darmowa reklama, kiedy widz się tego nie spodziewa. Wspaniałe, prawda?

W przypadku produktów komercyjnych, PR to szansa dla mniejszych firm, które nie mają dużo pieniędzy na reklamę. Często przecież reklama przewyższa koszty samej produkcji danego produktu - budżet małej firmy tego nie wytrzyma, więc trzeba sięgnąć po profesjonalny PR.