wtorek, 29 maja 2012

Czy wysoka inflacja wróci i co wtedy robić?

Inflacja to bardzo ważny czynnik. Sam Benjamin Graham poświęcił oddzielny rozdział "Inteligentnego Inwestora" temu zagadnieniu. Chociaż wieszczono śmierć inflacji, to ostatnie lata pokazują, że inflacja nie umrze i niestety będzie się trzymać całkiem dobrze.

Peter Schiff twierdzi, że przez dodruk pieniądza, Stany Zjednoczone w końcu zbankrutują. Dodruk pieniądza jest bardzo inflacjogenny, a pieniądze drukuje się niestety wszędzie. Mniejsza jednak o dywagacje związane z drukowaniem pieniędzy. Inwestora powinno interesować, jak inflacja wpływa na jego inwestycje.

Oprócz oczywistej straty, jaką powoduje inflacja, musimy też zastanowić się nad wpływem inflacji na biznesy, w które inwestujemy. Czy wzrost indeksów giełdowych zrównoważy straty poniesione w wyniku inflacji? Czy w warunkach wysokiej inflacji możemy liczyć na wyższe zyski z akcji?

Benjamin Graham w książce "Inteligentny Inwestor" wyjaśnia jednoznacznie:

Nie ma ścisłego związku między inflacją, a zmianami cen i rentownością akcji.
Tak więc to, że inwestujemy na giełdzie, nie chroni nas przed inflacją. Musimy uchronić się przed nią sami, inwestując w firmy, które przynoszą wysoki zwrot z zainwestowanych środków.

Wiemy już, że inflacja nie wpływa na ceny, jednak Warren Buffett nauczył mnie również, że cena ma się nijak do wartości. Inflacja bywa czasami bardzo wysoka. W warunkach wysokiej inflacji (za taką uznałbym inflację powyżej 6 procent) firmy mają trudności z przerzucaniem kosztów produkcji na klientów. Łatwiej jest podnieść cenę gazety o 3%, niż o 6%, nawet jeśli czytelnicy wiedzą, że tak naprawdę podwyżka jest konieczna. W warunkach wysokiej inflacji, przedsiębiorstwa są wystawiane na próbę. Jeśli oferowany produkt jest wartościowy, to jego sprzedaż nie spadnie, jeśli znacząco podniesiemy jego cenę. Dlatego w warunkach wysokiej inflacji należałoby kupić tylko przedsiębiorstwa oferujące produkty drogie i dobre. Reszta w końcu trafi na tańszą konkurencję z zagranicy, albo zbankrutuje w wyniku wysokich kosztów. Zapomniałem o tej zasadzie kupując PBG. Niech czytelnicy potraktują to jako przestrogę, przed kupowaniem firm, których siła polega na oferowaniu taniego produktu.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Czy mamy jakieś wskazówki, które pozwolą nam oddzielić wspaniały produkt od przeciętnego chłamu? Czy możemy jednoznacznie odpowiedzieć pozytywnie na pytanie: Czy ta firma może bez obaw podnosić ceny?

Warto w takiej sytuacji wejść na fora internetowe w poszukiwaniu uwag i opinii konsumentów na temat produktów danej firmy. Jeśli na forach internetowych widać opinie typu: "Kupiłem, bo było tanie. W tej cenie to dobry zakup", to mamy jednoznaczny sygnał, że po podwyżce cen, popyt spadnie. Jeśli natomiast przeważają opinie o dobrej jakości, to można wybaczyć firmie nawet wysoką cenę. IPhone'y, czy Coca-Cola są drogie, ale jakoś spadku popytu z tego powodu nie widać. Zdecydowanie gorzej jest w przypadku produktów, o których nie można znaleźć opinii. Takimi produktami są maszyny przemysłowe, urządzenia specjalistyczne itp. W takim przypadku po prostu musimy sami czytać specyfikacje, opisy i sami musimy odpowiedzieć na pytanie: Czy po podwyżce cen, popyt spadnie.

W kolejnym poście o inflacji, postaram się podać przykłady przedsiębiorstw, które nie tracą rynku, chociaż ich produkty są drogie. Mając kilka przykładów będziemy łatwiej identyfikować produkty wartościowe.

sobota, 26 maja 2012

Przepływy pieniężne w spółce: część druga - podmioty zagrożone bankructwem

Przepływy IV V VI
Operacyjne - - -
Inwestycyjne - + +
Finansowe - + -

Przypadek czwarty:

Spółka mająca wszystkie rodzaje przepływów na minusie jest ewidentnym bankrutem. Dlaczego? Do spółki nie wpływają pieniądze za podstawową działalność, tak więc z zyskami możemy się chociaż na krótki czas pożegnać. Ujemne przepływy inwestycyjne są dobrym zjawiskiem, ale jeśli łączą się z dodatnimi przepływami operacyjnymi. Wtedy za pieniądze zarobione w podstawowej działalności, spółka się rozwija. Spłata zadłużenia jest tylko iluzoryczna, bo szkodzi podstawowej działalności. To chyba najgorszy typ przepływów, jaki możemy spotkać w spółce.

Przypadek piąty:

Spółka posiadająca taki typ przepływów również ma poważne kłopoty, jednak w przeciwieństwie do przypadku czwartego, możliwe jest, że podniesie się z kolan. Ujemne przepływy operacyjne sugerują, że spółka nie zarabia na podstawowej działalności. Dodatnie przepływy inwestycyjne mówią, że spółka sprzedaje majątek. Jeśli uda się zatrzymać majątek pozwalający działać, spółka może w końcu zacząć przynosić dodatnie przepływy operacyjne. Dodatnie przepływy finansowe są związane z zaciąganiem kredytów. Taka sytuacja ma tylko tyle dobrego, że banki chcą nadal takiej spółce pożyczać pieniądze. Ogólnie takie przepływy nie muszą oznaczać bankructwa, ale praktyka mówi, że częściej spółka przechodzi do przypadku czwartego, a tego na pewno nie chcemy.

Przypadek szósty:

Spółka nie zarabia na podstawowej działalności, ale za to sprzedaje swój majątek w celu pokrycia zobowiązań, lub bieżącego funkcjonowania. Nie zaciąga kredytów, dlatego jeśli upadnie, nie będzie wielkiego huku. Jednak nie chcemy inwestować w podmiot, który sprzedaje majątek - trudny będzie powrót do dodatnich przepływów operacyjnych, gdy nie będzie majątku, żeby te przepływy wykreować.

W ostatniej części zajmiemy się spółkami o stabilnej kondycji finansowej i specyficznym przypadkiem przepływów, który nie jest dobry, ale nie grozi bankructwem. W czwartej części zaś zastanowimy się, czy selekcja spółek może być oparta tylko na znakach przepływów.


środa, 23 maja 2012

Literatura dobrego inwestora część szósta

Niemal dwa lata spekulowałem, inwestowałem w wartość, szukałem sposobu na ogromne pieniądze. Poznałem "Inteligentnego Inwestora" i kilka innych ważnych książek na temat inwestowania w wartość. To, co przeczytałem w "Zwykłych akcjach, niezwykłych zyskach" Philipa Fishera, przerosło moje oczekiwania, chociaż miałem wobec tej lektury naprawdę ogromne wymagania. Chciałem znaleźć sposoby badania spółek tak, żeby wiedzieć o nich wszystko. Już po lekturze pierwszy raportów wiedziałem, że to nie wszystko, co muszę wiedzieć. Fisher nie bez powodu został okrzyknięty najlepszym inwestorem wszech czasów i stał się mentorem Warrena Buffetta. Jego 15 punktów pozwala zbadać firmę tak dokładnie, że będziemy wiedzieć o niej znacznie więcej, niż rynek.

Ta książka jest po prostu niesamowita - Fisher nie użył w niej prawie żadnych wskaźników finansowych. Kilka razy wspomniał o stopie dywidendy, ROA, marży operacyjnej i Kw/A. Nie przedstawił jednak żadnych skomplikowanych obliczeń. Wszystko poparte konkretnymi przykładami, dodatkowo potwierdzającymi jego geniusz. Ta książka to właściwie trzy książki Fishera. Każda warta lektury. Fisher pokazuje, w jaki sposób zdobyć informacje na temat relacji pracowniczych, badań, wyjaśnia kiedy kupować akcje, dlaczego nie należy się ich pozbywać podczas bessy. Oprócz tego jako jedyny przedstawił przekonujące argumenty, dlaczego warto kupować akcje w czasach wojennej paniki. Fisher wiedział, co pisze: przeżył kryzys roku '29, drugą wojnę światową i zimną wojnę.

Szczególnie część "Konserwatywni inwestorzy śpią spokojnie" pokazuje, jak wybierać firmy doskonałe. Chociaż pisana ponad 40 lat temu, jest nadal niesamowicie aktualna - nie ma w tym cienia przesady. Najlepszym podsumowaniem tego, co czuję po przeczytaniu książki "Zwykłe akcje, niezwykłe zyski" jest oczywiście cytat z ostatnich stron książki:

Chciałbym dysponować takimi umiejętnościami językowymi, które pozwoliłyby mi należy opisać wewnętrzne emocjonalne i intelektualne podniecenie, ogarniające mnie na samą myśl o tym, co akcje Food Machinery Corporation mogły zdziałać dla moich skromnych finansów i raczkującego biznesu, który próbowałem rozkręcić.
Po przeczytaniu i zrozumieniu książki czułem faktyczną pewność tego, że metoda Fishera jest naprawdę doskonała. Nie jest to chwilowe - po pierwszym czytaniu zrobiłem sobie tygodniową przerwę i przeczytałem książkę jeszcze raz, by już bardziej krytycznie podejść do tego arcydzieła. Wybacz Tobiaszu, wybacz Albercie - Wasze książki są godne polecenia i wniosły wiele nowego do mojej strategii, ale Fisher był po prostu geniuszem. Jeśli chcecie inwestować w wartość, ta książka jest bardziej, niż obowiązkowa. Od teraz każdą analizę będę przeprowadzał dużo dokładniej. Rozumiem teraz bardzo dobrze błędy, które popełniałem w przeszłości i teraz już naprawdę wierzę, że zarobię dużo pieniędzy na inwestowaniu w wartość.

niedziela, 20 maja 2012

Przewidywanie bankructwa - część pierwsza

Czy chcieliście kiedyś zostać wróżbitami? Czy podobały Wam się wpisy z cyklu "Wróżka bessa"? NIE?! Dzisiaj mam dla Was coś znacznie lepszego. Praktycznie gotowe algorytmy pomagające sprawdzić, czy prawdopodobieństwo bankructwa jest duże. Jak to sprawdzić? Możecie być spokojni o skuteczność metod, bo nie ja je wymyśliłem:-)

Przeglądając internet oraz stare numery pism ekonomicznych znalazłem trzy metody określania prawdopodobieństwa bankructwa. Wszystkie oparte na prostych danych, które można "w locie" znaleźć w raportach finansowych spółek.
Dzisiaj metoda Altmana. Znalazłem ją w darmowym czasopiśmie Equity magazine. Dla własnych potrzeb po omówieniu innych modeli, opracuję własny. Dla przejrzystości, wkleję skan z excela, zamiast ręcznie tworzyć tabelę:


Do wzoru wstawiłem spółki CD RED i KGHM. Wskaźnik Altmana oblicza się w mgnieniu oka - znalezienie wszystkich potrzebnych informacji zajmuje mniej, niż 5 minut. Obliczone wskaźniki mnożymy razy wagę, która jest charakterystyczna dla tej metody, a potem dodajemy - nie ma w tym żadnej wyższej matematyki. Jakie wartości są pożądane? Altman twierdzi, że spółki mające wskaźnik powyżej 2,99 są w dobrej kondycji finansowej. Wskaźnik między 2,99 a 1,81 wskazuje brak określenia ryzyka upadłości. Wartości poniżej 1,81 zakładają, że spółka może zbankrutować w ciągu dwóch lat. Co by było, gdybym odkrył ten wskaźnik wcześniej? Odpowiedź na to pytanie jest zbędna. W ramach rekompensaty dodam, że dla PBG w 2010 roku wskaźnik ten wyniósł 1,45. Jak widać, zarówno CD RED-owi, jak i KGHM daleko do bankructwa.

Dlaczego to działa?
Przede wszystkim dlatego, że łączy w sobie wiele najważniejszych wskaźników: ja widzę tutaj połączenie ROA, Kw/a i coś na wzór poziomu dźwigni finansowej. Metoda jest prosta, szybka i niesamowicie przejrzysta.

Dlaczego metoda może nie działać?
Nie sprawdzi się w start-upach, bo brak zysku spółki praktycznie przekreśla szanse na wysoki wskaźnik. Tak więc widzę w tym wskaźniku magiczną kulę dla firm, które działają już na rynku od dłuższego czasu.

Potrzebujemy więc jeszcze innego modelu, który upewni nas w przekonaniu, czy spółka może zbankrutować. Jak zauważyliście, model nie do końca wie, co w sytuacji, gdy wskaźnik oscyluje pomiędzy 1,81 a 3. Jak jednak chcę wybierać tylko firmy, które przetrwają, dlatego zadowoli mnie wartość powyżej 3.

Model jednak nie uwzględnia przyszłych możliwości generowania zysków, ani sytuacji podatkowej. Potrzebny nam jest więc model, który posiada te cechy. O tym w drugiej części cyklu.




piątek, 18 maja 2012

Raport to nie tylko zysk netto - pierwszy kwartał w CD PROJEKT RED

Ukazał się niedawno raport CD PROJEKT RED za pierwszy kwartał. Z ciekawości spojrzałem na fora dyskusyjne, żeby zobaczyć, jakie emocje wzbudził raport. To był błąd. Nie jestem może specjalistą w dziedzinie badania raportów, ale czytanie opinii, które ograniczają się tylko do skomentowania zysku netto, przyprawiło mnie o wstręt. Zysk netto, który wyniósł w pierwszym kwartale "tylko" 469 tysięcy złotych, nie jest jedyną wartością, którą powinniśmy zbadać. Co mnie zaskoczyło pozytywnie?

Znaczny spadek zadłużenia względem roku 2011. Wskaźnik Kw/a obrazujący jaką część aktywów stanowi kapitał własny, wzrósł z 67 do 73 %.
Głównie spadły zobowiązania krótkoterminowe, bo długoterminowych jest zaledwie 7 milionów. Sytuacja finansowa jest więc bardzo korzystna. Oprócz tego zobaczyłem dodatnie przepływy operacyjne i ujemne przepływy finansowe. Przepływy z działalności inwestycyjnej były ujemne, głównie ze względu na sprzedaż aktywów finansowych za 2,5 mln złotych. Wygląda to trochę jak proces restrukturyzacji i po części jest to prawdą, chociaż nie do końca. Bardzo cieszy mnie fakt, że spółka wdraża nowe systemy obsługi klienta zarówno w gog.com, jak i w pozostałych segmentach. Spółka stara się więc kontrolować koszty na niemal każdym etapie. Mam nadzieję, że zarząd nie spocznie, kiedy już najważniejsze rzeczy zostaną zrobione. W kosztach sprzedaży ujęte są również koszty badań - tego, na co zwracał uwagę Philip Fisher, więc ja cieszę się z takiego obrotu spraw, chociaż koszty sprzedaży wzrosły znacząco względem poprzedniego roku. Raport za pół roku działalności zweryfikuje, czy te koszty są jednorazowe, czy być może kontrola kosztów staje się mniej efektywna.

Co mnie martwi? Wzrost kosztów sprzedaży może być podyktowany też kłopotami ze sprzedażą, chociaż ja nie obstawiam tego scenariusza. Poczekajmy więc do raportu za pół roku. W roku poprzednim spółka pokazała, że potrafi kontrolować koszty, więc chyba nie będzie tak źle.
Gorsze jednak wydaje mi się to, co dzieje się w segmencie dystrybucji gier i filmów. Podobnie, jak w poprzednim roku, firma odnotowała straty - 836 tysięcy złotych. Skoro firma spłaca zadłużenie, to właśnie ten segment jest kulą u nogi CD PROJEKTU. W pierwszym kwartale nie było żadnej większej premiery, więc straty w tym roku mogą być podyktowane brakiem hitów. W drugim kwartale miała jednak premierę oczekiwana 12 lat gra DIABLO III - przypuszczam, że w Polsce sprzeda się nieco ponad 50 tysięcy egzemplarzy. Są problemy z dostawami, ale jest tak niemal na całym świecie - przypuszczam, że jest to podyktowane strategią Blizzarda, który na newsach typu "Diablo wyprzedane we wszystkich sklepach w kraju" tworzy dodatkowy szum i niemal darmową reklamę. Mogę się mylić, jednak wiem po przykładzie mojej dziewczyny, że takie opóźnienia nie zniechęcą graczy ani trochę. Wracając jednak do CD PROJEKTU: z wyniku za 2012 rok będzie trzeba wyizolować sprzedaż DIABLO III, bo niewątpliwie sprzedaż będzie duża. Nowe produkty jednak pozwalają optymistycznie patrzeć w przyszłość. Firma stawia czoła problemom, nie zostawia ich "na później", więc jestem dobrej myśli.


Jeśli czytacie raport, zwróćcie uwagę na nieco więcej kwestii, niż sam zysk netto. Chociażby Tobiasz Maliński na swoim blogu prowadzi darmowy kurs analizy fundamentalnej, z którego sam dowiedziałem się mnóstwo ciekawych rzeczy. W połączeniu z "bezwskaźnikową" strategią Fishera, umiejętność czytania raportów może nam bardzo skrócić proces analizy firm.




czwartek, 17 maja 2012

Oczyszczająca katastrofa

Uwielbiam bessę. Jeszcze rok temu kazałbym się mocno puknąć w głowę osobie, która wyraziłaby taką opinię. Na szczęście przeczytałem o Buffecie, o Coca-Coli, o kredytach sub-prime i zobaczyłem wskaźnik C/Z dla giełdy w czasach kryzysu w 2009 roku.

Powtarzam to wielokrotnie, ale widocznie sam tego nie rozumiem doskonale: jeśli spółka ma bankrutować, to najprawdopodobniej zbankrutuje podczas bessy. Konserwatywni zarządzający, którzy nie posiłkują się kredytem i mają wysokie wskaźniki Kw/A są zwycięzcami trudnych czasów. Zlekceważyłem konserwatywne podejście do zewnętrznego finansowania PBG i natychmiast wymierzono mi sprawiedliwość. Teraz patrzę na ten wskaźnik zupełnie inaczej. Gotówka to nie wszystko. Za szeleszczącą gotówką w kasie (środki pieniężne i ich ekwiwalenty) musi iść duże wsparcie majątku trwałego. To dlatego słyszymy, że spółka odniosła wzrost sprzedaży i zysków w czasie, kiedy inni ledwo wiążą koniec z końcem. Tak jest w BUDIMEX'ie, tak było w Coca-Coli i tak będzie we wszystkich firmach, które nie przesadzają z finansowaniem kredytami swojej działalności.

Czy spółka inwestująca z pomocą kredytów może upaść, gdy nie ma złych przesłanek? Oczywiście. Wystarczy, że zaciągnie ona sporo kredytów w czasie hossy, potem wzrosną wymagania przyznawania i spłacania kredytów - katastrofa gotowa. Dlatego zmieniłem swoje podejście do spółek, które agresywny rozwój rozpoczynają w czasie hossy. Dobry moment to bessa. Jeśli spółka w takim okresie skupuje akcje własne, albo rozwija sieć sprzedaży, to upadnie jako ostatnia z branży. Aktywność zabija, jeśli nie jest inteligentna. Hossa daje szansę na aktywność. Inteligentni inwestorzy i zarządcy, odmówią sobie skorzystania z tej szansy - będą gromadzić pieniądze na bessę. Ona przyjdzie - możecie być tego pewni tak, jak jesteście pewni, że będziecie musieli zapłacić podatek.

Czy musimy biernie patrzeć na to, które firmy upadają? A może da się jakoś uprzedzić fakty? Okazuje się, że można określać prawdopodobieństwo bankructwa nawet w czasach, kiedy nikt o bessie nie myśli. O tym już w następnym wpisie.

poniedziałek, 14 maja 2012

Nowoczesne technologie w starych branżach

Branże umierają tak, jak zawody. Dzisiaj nie jest potrzebny kowal w każdej miejscowości. Coraz mniej sprzedaje się również gazet. Czy oznacza to, że inwestor musi odchodzić od branż, chociażby miał najlepszych managerów? Czy dobry zarząd może przedłużyć życie dinozaurom?

Niekoniecznie trzeba ratować dinozaury, ale można przecież trzymać słonie:-) Zarząd, który wie, że nadchodzi schyłek branży, może na lata przed upadkiem, planować ewolucję swojej firmy. Posłużę się przykładem wydawców gazet, bo to obrazowy przykład. Rozwijająca się elektronika odciąga ludzi od gazet i czasopism. Kiedyś moim jedynym źródłem wiedzy na temat informatyki było czasopismo o grach. Dzisiaj mam internet, a więc setki stron o podobnej tematyce, które wyprzedzają to, co można zobaczyć w pismach. Niestety powszechne staje się również piractwo. Chociaż pirat przeczyta czasopismo, wydawca nie dostanie z tego tytułu ani grosza - to zabija firmę. Czy wydawcy gazet mogą już zwijać interes? Otóż nie. Wystarczy spojrzeć na takie czasopisma, jak Newsweek, Polityka, CD ACTION, PC FORMAT i wiele czasopism zagranicznych. Dwa pierwsze czasopisma wydają również wersje elektroniczne swoich czasopism - są one tańsze, dostępne dla nowoczesnych użytkowników. Chociaż są łatwym sposobem na nieautoryzowany dostęp osób trzecich, to wersje elektroniczne czasopism przynoszą sowite zyski. Wydawcy Newsweeka i Polityki zauważyli zmieniający się świat i podążyli za nim - dlatego ich śmierć nie nadejdzie szybko. Dwa kolejne czasopisma natomiast zbudowały wokół swoich czasopism obszerne serwisy. To, co najbardziej aktualne można znaleźć na stronie, a bardziej czasochłonne i profesjonalne teksty można znaleźć w kolejnych numerach. Na stronach mogą promować się młodzi autorzy, dzięki czemu oba pisma trzymają wysoki poziom. Chociaż czytelnicy tych dwóch czasopism mogą łatwo je pobrać, kupują je - przez piractwo odsetek ten jest mniejszy, jednak zyski są nadal wysokie. Wydawcy tych pism pewnie kiedyś się przeniosą do internetu całkowicie, ale firma pozostanie - tak samo wspaniała i dochodowa.

Dobry producent samochodów, za sto lat będzie pionierem w branży cywilnych samolotów. Bystry zarząd spółki produkującej nawozy, szybko zaakceptuje pukające do drzwi GMO. Operator telefoniczny szybko zacznie oferować dostęp do internetu. Wszystko w rękach zarządu. Dlatego właśnie w przypadku dobrego zarządu, możemy ryzykować stwierdzenie, że wspaniała spółka będzie tak samo wspaniała za 30 lat. Jeśli Wasz manager widzi postęp, przeznacza duże pieniądze na badania i innowacje, to na pewno poradzi sobie lepiej, niż ci, którzy liczą na lepsze jutro - ono nie przyjdzie samo, trzeba się na "jutro" otworzyć poprzez nakłady na innowacje.

piątek, 11 maja 2012

Dywersyfikacja doskonała? Inwestowanie za granicą

Benjamin Graham w "Inteligentnym Inwestorze" uświadamia, że jeśli pracujemy w danym kraju, inwestujemy, oszczędzamy i kupujemy, to nieświadomie pokładamy w naszej gospodarce bardzo duże nadzieje. Generalizując, możemy dojść do wniosku, że mając polskie akcje, tak naprawdę nasz portfel nie jest zdywersyfikowany. Czy ta generalizacja jest słuszna?

Na pewno nie do końca - wiele firm notowanych na polskiej giełdzie, działa za granicą. Kłopoty polskiej gospodarki nie zabiją więc wszystkich firm - mówię tutaj o kryzysie naprawdę ciężkiego kalibru. Sporo firm jednak upadnie, jeśli Polska będzie zadłużać się dalej. Musimy się więc zastanowić co zrobić, aby w przypadku nadejścia ogromnego kryzysu w Polsce, mieć pieniądze ulokowane w innym, bezpiecznym miejscu.

Jeśli więc zdecydujemy, że pieniądze musimy inwestować za granicą, to który kraj wybrać? Nasza "kolonia" musi mieć kilka cech spełniających osobiste kryteria:
- musimy znać język urzędowy danego kraju - czytanie raportów nadal będzie konieczne,
- dany kraj musi być mało zależny od nas gospodarczo - w przypadku krajów UE należy więc wybrać tylko te, które mają najbezpieczniejsze gospodarki - obstawił bym tutaj na Niemcy, Francję i Wielką Brytanię. Spoza UE jeszcze Norwegię i Szwajcarię, ponieważ tamtejsze rządy bardzo dbają o interes obywateli,
- w danym kraju musi być obecna tzw. "polityka wypłacania dywidend" - tutaj wzorem jest USA,

Reszta kryteriów właściwie jest taka sama: bessa jest zawsze w tym samym czasie, inwestowanie skoncentrowane się sprawdza, ETF-a można kupić niemal wszędzie. Niektóre kraje mają większe wymogi w sprawie raportów, więc uzyskamy nawet więcej informacji na temat spółek

Który kraj wybrałbym sam? Zapewne byłoby to USA, bo spełnia ono wszystkie wymienione wymagania. Poza tym inwestuje tam też Warren Buffett, więc wszystkie książki o nim, wspominają o gospodarce USA, tak więc wiem o sytuacji gospodarczej tego kraju więcej, niż np. o Japonii. Tak więc jeślibym miał wybrać swoją "kolonię inwestycyjną", prawdopodobnie byłoby to USA. Na razie jednak nie wybieram się tam, bo muszę poznać wszystkie zasady doskonałego inwestowania. Dopiero kiedy będę w stu procentach pewny swojej wiedzy, będę mógł wynieść trochę swoich pieniędzy za granicę.

Właśnie - ile oznacza "trochę"? Szczerze mówiąc nie wiem. Na pewno na początku nie zdecydowałbym się inwestować więcej, niż połowę swoich pieniędzy za granicą. Na początek proponuję zainwestować za granicą 15% środków dostępnych na zakup akcji. Jeśli odnajdziecie się na obcym rynku, będzie mogli stopniowo zwiększać udział w czasie bessy.

Wiara we własny kraj jest dobra, ale inwestowanie wszystkiego we własną gospodarkę jest narażone na ryzyko. Zwłaszcza w kraju, gdzie dług publiczny już niedługo przekroczy 60% PKB.

wtorek, 8 maja 2012

Hasło inwestorze!

W naszej inwestycyjnej podróży spotkamy wielu złych ludzi - spekulantów, zarządców, którzy chcą zabrać nam pieniądze i złodziei. Również inflacja da nam w kość. Jednak nie o inflacji chciałem pisać. Dzisiaj w trosce o Wasze bezpieczeństwo, postaram się przybliżyć Wam podstawowe błędy, jakie popełniają internauci przy zabezpieczeniu swoich kont.

Przede wszystkim musicie się zastanowić, jakie zabezpieczenia zastosować do poszczególnych kont. O ile na serwisach społecznościowym i innych stronach sprawa jest prosta, o tyle na ważniejszych kontach, trzeba się namęczyć trochę więcej, niż wklepać hasło. Na stronach, gdzie nie macie ważnych informacji, możecie stosować łatwiejsze hasła. Co to znaczy łatwe hasło? Takie, które łatwo będzie wam zapamiętać, ale trudno będzie zgadnąć potencjalnemu złodziejowi, jakie są następne znaki w haśle. Może to być jakiś szyfr typu:Inicjały_kota_i_data_urodzenia_psa. Specjaliści od zabezpieczeń zalecają, żeby na każdym koncie mieć inne hasło - złamanie jednego może doprowadzić do kradzieży innych. Sam jednak używam jednego hasła do serwisów, które nie posiadają tajnych informacji o mnie. Oczywiście w moim przypadku hasło jest skomplikowane, ale takie samo do kilku serwisów.

Co jednak zrobić, gdy hasło chroni coś bardzo ważnego? Np. dostęp do naszego rachunku maklerskiego? Tutaj sprawa jest dużo trudniejsza - jeśli posiadamy kilka kont, absolutnie zabronione jest stosowanie tych samych haseł na kilku kontach. Podczas włamań na serwery, hakerzy pobierają dane, hasło i login - znając twoje dane, mogą znaleźć konto w innym banku i bez większych śladów zalogować się na Twoje drugie konto i je wyczyścić. Hasło więc nie może być takie samo. Hasło też musi być trudne - nie ma zmiłuj. Musisz nauczyć się minimum kilkunastu znaków. Bezpieczne hasło to nielogiczny ciąg znaków, wielkie i małe litery, cyfry. Znaków takich musi być około 20. Nie żartuję - dobre hasło ma właśnie tyle znaków. Przykład? Ku75FGN_956jkL1aQivDD2 Losowo wyklikane hasło pozbawione logiki. Jeśli złodziej zdobędzie pierwsze 10 znaków hasła, może tylko rzucić niepochlebnymi epitetami, bo nie potrafi odgadnąć dalszego ciągu. A co by było, gdyby dowiedział się, że hasło zaczyna się od "konstantynopo" i ma 33 znaki? Pewnie wpadłby na pomysł, że hasło to "konstantynopolitańczykiewiczówna" Ilość znaków nie gwarantuje więc bezpieczeństwa. Nie używaj hasła słownikowego.

Silne hasło to jednak nie wszystko. Hasło może zostać skradzione, dlatego zapisywanie go na byle kartce, albo jeszcze gorzej w telefonie, lub komputerze, nie jest ani trochę bezpieczne. HASŁO MUSISZ PAMIĘTAĆ. Do Twojego umysłu nie da się włamać, więc ktoś chcący wyłudzić hasło, musiałby grozić Ci bezpośrednio. Hakerzy tak jednak nie działają. Hasło możesz powieżyć też osobie, której bezgraczniecznie ufasz - żonie, mamie, dziecku... Musisz mieć pewność, że dana osoba nie wykorzysta hasła do złych celów. Możesz zapomnieć hasło, ale przecież bank może je odzyskać, lepiej się wysilić i nauczyć. Po kilku wejściach, pamiętam swoje hasło, chociaż nie logowałem się do systemu ponad pół roku.

Kolejnym słabym punktem jest Twoja przeglądarka. Dla wygody możemy ustawić zapamiętywanie hasła po to, żeby logowanie odbywało się automatycznie. Nie rób tego z kontem maklerskim, jeśli to możliwe. Niektóre banki uniemożliwiają zapamiętanie hasła i słusznie. Niewiele wysiłku potrzeba, żeby wykraść zapamiętane hasło. Nawet, jeśli spełnia poprzednie kryteria. Hasło wpisuj za każdym razem - wtedy też łatwiej je zapamiętasz.

Na strony banków loguj się WPISUJĄC ich adres do przeglądarki - nie korzystaj z linków mailowych - mail może prowadzić do podrobionej strony, która przechwyci hasło. Jest to tzw. Phishing. Fałszywe maile proszą o podanie hasła, zalogowanie się przez link itd. BANK NIGDY NIE POPROSI CIĘ O PODANIE HASŁA, BO JE POSIADA - w zaszyfrowanej formie, ale właśnie taka forma hasła jest mu potrzebna. Oryginalna strona powinna mieć adres zaczynający się od https, zamiast http. Jeśli certyfikat jest widoczny(zazwyczaj symbol kłódki obok adresu), to znaczy, że jesteśmy na prawdziwej stronie.

Na domiar złego, istnieją również keylogery, czyli programy przechwytujące znaki pisane na klawiaturze. Jeśli mamy w komputerze takiego wirusa (chociaż nie do końca keyloger nim jest), to możemy łatwo zostać okradzeni. Większość keylogerów jest jednak skierowana do masowych kradzieży, więc szybko powstają przeciw nim szczepionki - aktualne oprogramowanie zabezpieczające - antywirus, lub pakiet bezpieczeństwa, pozwolą uchronić komputer przed włamaniem. Wystarczy ze strony producenta pobrać antywirus, zainstalować i ustawić automatyczną aktualizację sygnatur. Dzięki temu będziesz mieć zawsze najnowsze szczepionki przeciw keylogerom.

Pamiętaj, że to Ty jesteś najsłabszym ogniwem - jeśli coś zawiedzie, to na 99% będziesz to Ty. Skutki mogą być opłakane, jednak podstawowe zasady bezpieczeństwa uchronią Twoje konto przed grabieżami.

sobota, 5 maja 2012

Raport roczny CD PROJEKT RED i konfrontacja z CITY INTERACTIVE

Nie będę podawał konkretnych wartości - wszystko jest w samym raporcie. Zajmę się tym, co zwróciło moją uwagę, oraz samymi finansami spółki CD PROJEKT RED. Dla potrzeb zbadania kilku wskaźników, porównałem wartości z CITY INTERACTIVE. Ostateczny obraz może być odrobinę zniekształcony ze względu na nieco odmienny profil działalności spółek, ale póki co, to produkcja gier jest jednym z najważniejszych zadań obu spółek, więc obecny raport jest jeszcze w miarę porównywalny z raportem CITY INTERACTIVE.

Kw/a w CD PROJEKCIE wynosi 67%, a w CITY INTERACTIVE 82% - pod tym względem autentycznie CITY INTERACTIVE jest lepsze, chociaż wartość CD PROJEKTu też jest bardzo zadowalająca. Z racji niwelowania zobowiązań CD PROJEKTU, uważam to za korzystną sytuację.

ROE w CD PROJEKT RED wynosi 19%, a w CITY INTERACTIVE 29%. Tak, jak pisałem wcześniej - wartość w CD RED jest zaniżona, ze względu na sposób wliczania kosztów gry Wiedźmin - w City Interactive nie było żadnej wielkiej premiery, a SNIPER pierwszy nadal przynosił zyski. Generalnie mogę więc uznać, że obie spółki mają zadowalające ROE, przy dobrych wskaźnikach Kw/A, więc już na wstępie mogą stanowić łakomy kąsek.

Przepływy:
W CD PROJEKCIE struktura +/-/+, a w CITY +/-/-

CD RED charakteryzuje się przepływami typowymi dla spółek silnie rozwijających się, zaś CITY prezentuje przykład przepływów stabilnego, dochodowego przedsiębiorstwa. CD PROJEKT nadal prowadzi intensywne inwestycje, więc nie ma razie co liczyć na dywidendę, czy skup akcji własnych. Do póki jednak utrzymywany jest wysoki zwrot z kapitału własnego, nie ma sensu wymagać dywidendy od żadnej z przedstawionych spółek.

Wskaźnik cyklu należności: W CD PROJEKCIE 84 dni, a CITY INTERACTIVE 79 dni. Wartości więc są dosyć wysokie, a różnica jest naprawdę minimalna. Głównym czynnikiem jest prawdopodobnie globalny charakter działalności obu spółek, więc nie szukałbym tutaj większych problemów. Niestety na tle światowych koncernów, nasze rodzime firmy wciąż muszą długo czekać na gotówkę.

Cykl konwersji gotówki: W CD PROJEKCIE 22 dni, a w CITY 25 dni. Znowu sytuacja podobna. Należy zauważyć, że spółki nie muszą na długo szukać finansowania, więc cykl konwersji gotówki, który jest podsumowaniem krótkoterminowej płynności, prezentuje się w obu spółkach bardzo dobrze. Te trzy dni różnicy wynikają po prostu z renomy podmiotów - to CD PROJEKT RED ma już większą rangę. Muszę jednak przyznać, że CITY prezentuje się pod tym względem również dobrze.

Cykl zobowiązań, który wynosi w CD PROJEKCIE 146 dni, a w CITY 56 dni (im mniej tym lepiej, bo spółka później musi zapłacić za kupione produkty, czy usługi) wynika również z wyrobionej już marki CD PROJEKTU. Duży może lepiej i dłużej - to powiedzenia jest tutaj bardzo na miejscu.

Marża operacyjna: W CD PROJEKT 20%, w CIA 25%. Obie spółki działają w bardzo wysokomarżowej branży. Wynik wyższy dla City wynika właśnie ze sprzedaży gier, które nie wymagały dużych kosztów. CD PROJEKT natomiast poniósł ogromne koszty Wiedźmina - gry najwyższej jakości. Dlatego sądzę, że szanse utrzymania wysokiej marży są większe w CD PROJEKT, niż w CIA. Jeśli SNIPER okaże się prawdziwym hitem, to marża może nadal oscylować powyżej 20%, ale nie wiem, czy to się uda. To, co widzimy teraz w CIA, jest jednak godne podziwu.

Podsumowując - CITY pod wieloma względami prezentuje się lepiej od CD PROJEKTU! Jednak analiza branżowa mówi mi, że to CD PROJEKTOWI będzie łatwiej utrzymać, lub ulepszyć obecne wskaźniki finansowe. Sytuacja obu spółek jest bardzo dobra, więc dobra cena zakupu może dać dobre zyski posiadaczom obu spółek. Spróbuje przyjrzeć się jeszcze dokładniej CITY - nie ukrywam, że dobra kondycja finansowa skłoniła mnie właśnie do głębszej analizy. Skupmy się jednak na tym, co przeczytałem w raporcie rocznym CD PROJEKT RED.

Tym, co zrobiło na mnie wrażenie, było dość spore sprawozdanie zarządu. Przeczytałem w nim znacznie więcej, niż bym chciał. Wszystkie informacje na temat produkcji gier, działań prowadzących do wzrostu biznesu i ogólne informacje. Było to doskonałe uzupełnienie strategii na lata 2012-2015, którą CD PROJEKT prezentował jesienią. Oprócz tego bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie zadłużenie spółki i jego struktura.




Bardzo niski wskaźnik dźwigni sugeruje, że spółka pozbywa się zadłużenia. Co więcej, spora część kredytów, to kredyty zaciągnięte od akcjonariuszy. Zarząd wierzy więc w przyszłość spółki. Czy to wystarczający dowód? Oczywiście, że nie. Dopiero skup akcji przed zarząd jest lepszym argumentem, co również miało miejsce.
Prywatne pieniądze wydawane na akcje spółki są najlepszym dowodem na niedowartościowanie spółki. Mam nadzieję, że kiedyś zarząd będzie posiadał większość akcji, dzięki czemu zagrożenie wrogiego przejęcia zniknie.

W poprzednim wpisie zaznaczyłem, że jestem zadowolony z dywidendy gog.com. Bardzo małe nakłady kapitałowe sugerują, że spółka ta jest istną żyłą złota. Ma jednak mniejszą marżę, niż produkcja gier: odpowiednio 17% i 40%. Dywidenda jednak robi niesamowite wrażenie. Dlatego właśnie sądzę, że sytuacja finansowa spółki będzie się polepszać szybciej, niż w CITY INTERACTIVE. Nie jestem jednak do końca pewny, czy wprowadzenie nowych segmentów cenowych na gog'a, nie będzie wymagać większych nakładów - pewnie tak, pytanie tylko, ile te nakłady będą wynosić. Zapytałem o to prezesa - czekam na odpowiedź, o ile będzie możliwe jej uzyskanie.

Poniżej struktura przychodów. Zauważcie, że działalność wydawnicza przyniosła straty - dobrze byłoby, gdyby spółka podjęła kroki, które zapewnią większe przychody.

Bardzo ważne jest odpowiednie motywowanie pracowników do działania - kluczowi pracownicy zostali objęci odpowiednim programem. Ewentualna emisja nie będzie wielka, więc w chwili obecnej nie jestem w stanie dokładnie określić, czy przyniesie to jakieś wymierne korzyści.


Jestem bardzo zadowolony z mojej flagowej inwestycji, chociaż zagłębiając się w dane, można odnieść wrażenie, że CITY INTERACTIVE ma lepszą sytuację. Ja jednak uważam, że utrzymanie takiego stanu rzeczy nie będzie możliwe. CD PROJEKT to firma z wyrobioną marką, dlatego kolejne produkcje przyniosą znacznie większe marże. Czy na to samo możemy liczyć z gog.com? Mam nadzieję, jednak nowe segmenty cenowe na pewno przyniosą ogromne zyski. Proszę o komentarze szczególnie tych, którzy zastanawiali się nad kupnem CD RED, lub CIA.






środa, 2 maja 2012

Dlaczego wybrałem CD Projekt Red zamiast City Interactive?

Po lekturze raportu finansowego CD RED zastanowiłem się, dlaczego patrzę niemal z czcią na zarząd i możliwości tej spółki. Dlaczego nie zdecydowałem się na CITY INTERACTIVE? Istnieje kilka ważnych argumentów "za" CIA:

  • Zwrot z kapitału własnego,
  • Wyższa marża,
  • Zysk w roku 2010 niemal tak duży, jak CD RED w roku 2011
  • Wyższa wartość wskaźnika Kw/A

Jak widzicie, argumenty są nazbyt przekonywujące. Zastanówmy się jednak, w jaki sposób zostały wypracowane zyski CITY INTERACTIVE, a w jaki CD RED. Rekordowy zysk roku 2010 i znaczna część zysku w 2011 została wypracowana dzięki zaskakująco dobrej sprzedaży gry SNIPER GHOST WARRIOR przy niskich kosztach produkcji. SNIPER okazał się niespodzianką, bo kosztował mało, a zarobił dużo. Czy to wynik niebywałej jakości, czy gra wstrzeliła się może w okres, kiedy nie było większych premier? Pewnie to drugie, bo oceny graczy nie prezentują się najlepiej. O tym za chwilę. W każdym razie, rentowność kapitału własnego okazała się duża, bo CITY działa w niszy - tania gra odniosła sukces, poza tym CITY nie ma nic większego do zaoferowania. Niektórzy zarzucają to CD RED, ale tak nie jest. CITY, chociaż ma plany wejścia na rynek smartfonów i sprzedaje inne gry, tak naprawdę nie jest to NIC nadzwyczajnego. Czytałem, że CIA planuje produkcję jakiegoś RPG o budżecie zbliżonym do pierwszego Wiedźmina, ale po przeczytaniu planów wydania, ogarnęło mnie odtrącenie. Tymiński chce wydać tę grę w ciągu mniej, niż dwóch lat! Czy da się zrobić dobrą grę RPG w dwa lata? Nie sądzę. Dlatego sądzę, że kroki CITY w tym kierunku nie będą odważne i nie przyniosą sporych zysków w przyszłości. Właściwie kwestia taniego SNIPER-a tłumaczy pierwsze trzy kwestie. Ostatnią kwestią, jest wskaźnik Kw/A. Pod tym względem CITY wypada naprawdę lepiej, niż CD RED. Branża gier w naszym kraju charakteryzuje się wysoką wartością udziału kapitału własnego w aktywach - w CITY ten wskaźnik wynosi pod 80%, w CD RED ponad 60%. Jeśli więc przyjdzie dla twórców gier armagedon, to teoretycznie pierwszy do odstrzału pójdzie CD RED. Ja jednak uważam inaczej. Dlaczego?

Branża gier charakteryzuje się niesamowitą konkurencyjnością, dlatego jakość produktów jest niesamowicie ważna. Najbardziej dochodowe gry to te, które mają bogatą przeszłość, czyli wiele tytułów w serii i dobre oceny wcześniejszych tytułów. Absolutnie wszystkie tytuły, które dzisiaj weszły do światowej czołówki zaczynały od świetnych pierwszych odsłon: GTA, CALL OF DUTY, WARCRAFT, BATTLEFIELD - one wszystkie miały świetne oceny już od pierwszych odsłon serii. Podobnie było z pierwszym Wiedźminem. SNIPER nie jest doskonały. Wystarczy spojrzeć na oceny graczy i recenzentów. Poniżej także oceny pierwszego Wiedźmina na PC.

Jak widać, SNIPER rozczarował pod względem jakości. O ile przekłamania ze strony graczy mają miejsce na przedstawionej stronie, o tyle oceny recenzentów są na ogół rzetelne i miarodajne. Z tego względu można wyciągnąć jasny wniosek: kolejne części SNIPER-a nie zdobędą masowo rynku, jeśli jakość się znacznie nie poprawi. Czy jest szansa, że się poprawi? JEST

Druga część SNIPER-a oparta jest na silniku CRYENGINE 3 - jednym z najbardziej zaawansowanych silników dla gier FPS. Silnik potrafi generować niesamowite przestrzenie, łatwo się go wykorzystuje - zdolni programiście potrafią technologicznie wykorzystać ten silnik do chwalenia się niemal magicznymi sztuczkami. Producenci tego silnika - studio CRYTEK, twierdzą, że na konsolach potrafią uzyskać efekt podobny, do stosowanej w PC teselacji. Silnik jest więc niesamowity. Silnik jednak to nie wszystko. Oglądając gameplay'e ze SNIPERA, można odnieść wrażenie, że gra jest po prostu...nudna.

Przez całe prezentacje praktycznie nic się nie dzieje. Dla porównania zachęcam do obejrzenia zapowiedzi gry SNIPER ELITE V2.

Jeśli CITY wyda następną część SNIPERA podczas premiery innego wielkiego PFS'a to będzie na straconej pozycji. Wystarczy jeden błąd, by nie przebić się z tytułem na top listy. Życzę spółce dobrze, ale jak widzę tutaj zdecydowanie większe ryzyko, niż w przypadku CD RED.

Wiedźmin 2 to gra naprawdę dobra. Zarówno oceny użytkowników, jak i recenzentów równają się, lub nawet przerastają wyniki najlepszych gier z gatunku: Skyrim, Mass Effect 3, czy DRAGON AGE.

Jak już wcześniej wspominałem, oceny użytkowników nie są tak wiarygodne, jak oceny recenzentów, gdyż te pierwsze można łatwo zmanipulować, zakładając nowe konto i dając ocenę zero jednej grze, a 10 drugiej. Patrzę więc raczej na opinie recenzentów. Jak widać, Wiedźmin jest minimalnie gorszy od Mass Effect, ale już większa różnica dzieli go od SKYRIMA. Za to Wiedźmin ma najlepsze opinie graczy. Czy należy im ufać? Na pewno nie ślepo, jednak trudno odmówić Wiedźminowi ciepłego przyjęcia.

Wyjątkowa polityka lojalnościowa CD RED czyni spółkę ewidentnym przykładem podmiotu, który opiera się owczemu pędowi instytucji. CD RED jako jedyna firma na świecie rozdaje graczom darmowe dodatki, oferuje darmowe kopie bezpieczeństwa, doskonali cały czas grę i daje bardzo bogate wydania produktów. W mojej osobistej opinii, Wiedźmin jest też królem jakości. Chociaż pisałem, że SKYRIM jest lepszy, to twórcy Wiedźmina dbają, bym wrócił do ich tytułu. Skyrim w tym samym czasie nie zaskoczył mnie niczym. CD RED ma więc wszystko, co potrzeba do zrobienia gry prawdziwie doskonałej. Gdyby nie kilka błędów, Wiedźmin mógłby zostać najlepszą grą od wielu lat. Wiedźmin się wyróżnia, ma fosę, SNIPER to FPS, jak każdy inny - nic specjalnego. Chociaż sprzedaż SNIPERA była wysoka, trudno będzie ją powtórzyć, a potem znacząco zwiększyć.

O wiele ważniejszym aspektem, czyniącym CD RED lepszą inwestycją, jest strona gog.com - platforma sprzedająca klasyczne, ale i od niedawna całkiem nowe gry wyłącznie cyfrowo. Co ciekawe, gog zarobił w zeszłym roku 4.8 mln złotych, z czego aż 4mln (milion euro) wypłacił spółce matce (czyli REDOWI) w dywidendzie. Mamy więc idealny przykład interesu, który przynosi spore zyski, wymagając jednocześnie małych nakładów kapitałowych. Ten interes rośnie ponad 100% od dłuższego czasu i nie ma podstaw, by wykluczyć, że przez najbliższe dwa lata, zacznie tracić rynek. Dlaczego? Oprócz wprowadzenia nowych tytułów w droższych cenach, gog oferuje WSZYSTKIE dostępne gry bez zabezpieczeń DRM - kłopotliwych programów mających powstrzymać piractwo, ale jednocześnie utrudniających życie uczciwym graczom - kolejny przykład na to, że CD RED opiera się owczemu pędowi instytucji. Dobry kontakt z graczami jest niesamowicie ważny. Oferowanie darmowej kopii Wiedźmina, oraz małe darmowe bonusy (darmowy Fallout przez 48 godzin) sprowadzają na stronę wielu potencjalnych klientów. Dlatego uważam, że gog będzie po 2015 roku przynosił większe zyski, niż cała reszta działalności CD PROJEKT. Chociaż konkurencja nie śpi - Valve szykuje podobno własną konsolę - szanse na ogromne zyski są raczej w CD PROJEKCIE, niż w CITY Interactive.

Nie nastawiam się jeszcze na ogromne zyski z nowej marki, ale takowa w CD PROJEKCIE powstaje. Będzie to zupełnie nowa seria gier, produkowana przy podobnym budżecie, jak Wiedźmin 2. CD RED idzie więc ewidentnie w jakość, a nie w ilość wydawanych gier. Muszę jednak uczciwie przyznać CITY INTERACTIVE, że spółka ta również przestaje być kojarzona z tanim chłamem. Wiedźmin ma jednak już wyrobioną markę i dobrą sprzedaż. Sniper nie ma pierwszej cechy, a bez niej trudno się wybić.

Wracając do silnika - CD RED ma własny silnik szyty na miarę. Silnik tworzony na potrzeby gry zdziała znacznie więcej, niż silnik licencjonowany. Pierwszy wiedźmin był licencjonowany i widać było ograniczenia. Wiedźmin pierwszy obronił się jednak całą resztą. Jeśli druga część SNIPER-a nie obroni się jakością, to znaczy, że spółka nie potrafi wykorzystać dobrze narzędzi, które licencjonuje za niemałe pieniądze. CD RED może też w przyszłości licencjonować silnik - gier RPG nie powstaje dużo, więc nie będą to pewnie spektakularne zyski, ale zawsze to jakiś grosz. Tymczasem CITY życzę własnego silnika - póki co, firma nie jest w stanie stworzyć programu, który będzie w stanie zrobić grę na najwyższym poziomie, jak potrafi to zrobić silnik RED ENGINE studia CD PROJEKT RED.

Akcjonariuszom CITY życzę wysokich zysków - nie wykluczam, że spółka odniesie globalny sukces, ale w mojej ocenie sukces CD RED jest bardziej prawdopodobny - ta spółka idzie pod prąd, dlatego budzi szacunek mój i graczy na całym świecie. Poza tym strategia na lata pozwala mi wycenić CD RED bardziej precyzyjnie, niż CITY INTERACTIVE.

PS: z powodów technicznych nie mogę na razie przeanalizować raportu rocznego CD RED. Postaram się to zrobić jak najszybciej - proszę o cierpliwość.