niedziela, 29 kwietnia 2012

Metoda porównawcza spółek

Wielokrotnie powtarzam inwestorom, żeby przez zakupem wyceniali spółkę. Obojętnie jakim sposobem, ale żeby chociaż mieli minimalne rozeznanie w wartości spółki. Wielu z Was może więc iść po najmniejszej linii oporu i wybierać metodę porównawczą. Istnieje tutaj pewna spora pułapka, której musi unikać wyceniający. Dlaczego?

Wykorzystując najprostszą wycenę porównawczą, obliczamy średnie C/Z lub C/Wk dla danej branży i uśredniony wskaźnik, jest równy wartości spółki. Jeśli średnia w branży materiałów budowlanych wynosi 17, to Śnieżka powinna właśnie kosztować 17 swoich zysków. Tymczasem kosztuje "zaledwie" 12. Można więc odnieść wrażenie, że Śnieżka jest dobrą okazją. Do raportu za 2011 rok wstrzymam się z potwierdzaniem tego wniosku, jednak arcyważną wadę metody porównawczej muszę zaprezentować już teraz.

Wystarczy spojrzeć na historyczne wahania wskaźnika C/Z dla branży. We wspomnianym przemyśle materiałów budowlanych wahał się on przez ostatnie 3 lata od 7 do ponad 25(wskaźnik C/Z). Inna wartość będzie w hossie, inna w bessie. Tak więc wycena porównawcza podąża za rynkiem! To niedopuszczalne.

Zalecam przy analizie porównywać spółki z konkurencyjnymi podmiotami, jednak porównywanie ślepo spółek z branżą, jest po prostu głupie. Oprócz wspomnianego podążania za rynkiem, metoda porównawcza nie uwzględnia zróżnicowania konkretnych firm w branży? Co to znaczy? Weźmy branżę gier. CD PROJEKT to nie tylko producent, ale i dystrybutor, sprzedawca gier na platformie gog.com, CDP handluje również filmami. Chociaż jest w branży gier, to jego działalność jest zdywersyfikowana. Porównywanie go metodą porównawczą chociażby z City Interactive, czy z 11bit studio jest niedobre, bo tak naprawdę te firmy prowadzą bardzo różne działalności. Inne marże mamy w sprzedaży filmów, inne w dystrybucji dużych gier, jeszcze inne w sprzedaży gier na smartphone'y. Uśrednione C/Z w takiej branży jest więc bardzo niemiarodajne. W związku z tym, nawet, jeżeli branża charakteryzuje się stabilnym C/Z(pytanie tylko, czy taka branża istnieje), to metoda porównawcza się nie sprawdza. Jeśli już koniecznie chcecie porównać dwie spółki metodą porównawczą, szukajcie spółek o bliźniaczych profilach działalności. Warto rozejrzeć się na zagranicznych rynkach. Na świecie jest kilka firm o podobnym profilu do CD PROJEKTU, więc z takimi spółkami należy porównać rodzimego producenta.

Jaką metodę więc stosować? Oczywiście DCF - zdaje sobie sprawę, że inwestorzy niechętnie podchodzą do tej metody, bo kalkuluje przyszłość. Jednak jeśli mamy dobre rozeznanie w branży, to na pewno założenia "mniej więcej" rozwieją więcej wątpliwości, niż metoda porównawcza. Nadal rozdaję kalkulator DCF, których zresztą jest w internecie mnóstwo. Wyceniajcie firmy - szukajcie marży bezpieczeństwa, ale w miarę możliwości unikajcie metody porównawczej. Bardziej wnikliwi mogą zobaczyć wyceny Jastrzębskiej Spółki Węglowej pod adresem Wartość JSW na money.pl. Niech ten artykuł udowodni, jak metoda porównawcza może być zgubna.

czwartek, 26 kwietnia 2012

Wnioski z wywiadu na temat analizy technicznej

Po przeprowadzeniu wywiadu na temat analizy technicznej, który znajdziecie w poście Filozofia Buffetta, a stosowanie Analizy Technicznej - wywiad, zastanawiałem się długo, czy analizę techniczną można zastosować przy inwestowaniu skoncentrowanym. Podobnie, jak w naszym przypadku, stosowanie AT okazało się rzeczą trudniejszą, niż mogłoby się wydawać. Podobnie, jak inwestowanie skoncentrowane, analiza techniczna może być rozumiana na wiele sposobów. Chociaż jest nauką ścisłą, każdy na wykresie może widzieć coś innego. Dlatego uważam, że AT powinno w naszych inwestycjach grać tylko szczątkową rolę. Takie podejście powinno wpływać nieznacznie na moment kupna. To, czy kupić dzisiaj, czy za tydzień, możemy wywnioskować na podstawie wykresu. Nie zalecam jednak rezygnowanie z kupna akcji ze względu na AT, ale przede wszystkim odradzam KUPOWANIE ze względu na sprzyjającą sytuację techniczną. Taka sytuacja to nic innego, jak spekulacja, której przecież unikamy, jak ognia.

We własnych inwestycjach ograniczę stosowanie AT tylko do identyfikacji dołka bessy. Podając listę spółek polecanych, pośpieszyłem się nieco. Dołek bessy oglądaliśmy za półtora miesiąca. Podejrzewam, że w oparciu o niektóre formacje mógłbym określić fazę akumulacji. Ja polecałem spółki jeszcze w trendzie spadkowym. Nie wiem, czy następnym razem nie kupię czegoś w gorszej sytuacji, ale spróbować można. Sam Humanista, z którym przeprowadziłem wywiad uzmysłowił mi, że dołka nie złapie się nigdy, ale przy wykorzystaniu kilku formacji, możemy sobie odrobinę pomóc.

A więc? Podstawowe formacje, które pozwolą "mniej więcej" wskazać moment wejścia i wyjścia. Żadnego wpatrywania się w wykresy godzinami, czy tygodniami. To wszystko.

Trochę jestem rozczarowany, bo liczyłem, że dojdę do bardziej rozbudowanych i przełomowych wniosków. Z drugiej jednak strony utwierdza mnie to w przekonaniu, że analiza fundamentalna jest o wiele pewniejsza i może istnieć bez analizy technicznej. Jeśli kogoś nie interesuje zagadnienie analizy technicznej, może zupełnie odpuścić sobie wpisy na jej temat, jeśli takowe napiszę.

A może Wy wpadliście na genialny wniosek? Może macie jakiś dowód na to, że jednak nie opłaca się stosować żadnych formacji? Czekam na komentarze.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Polecane spółki - pół roku minęło.

Dokładnie pół roku temu podałem listę spółek, które powinny zwiększyć swoją wartość. Wybrałem 7 spółek: MCI, CD PROJEKT, KGHM, PBG, BUDIMEX, PEP i CCC. Chciałem w ten sposób niejako udowodnić niedowiarkom, że mam chociaż szczątkowe pojęcie o analizie fundamentalnej. Ogólnie ze strony czytelników nie spotkałem się z falą krytyki. Jednak rynek jest najlepszym sędzią. Wystarczyło pół roku, żeby cała prawda wyszła na jaw. Oto wyniki:

MCI: 3,04%
PBG: - 65,62%
BDX: 14,18%
KGH: - 2,39%
PEP: - 3,63%
CCC: 41,08%
CDR: 33,11%
Średnio: 2,82%
W tym samym czasie WIG: 0,22%, WIG20: -3,63%

Udało się pokonać rynek, ale co z tego? O ile spadki w przypadku KGH i PEP są kosmetyczne i po prostu przypadkowe, o tyle w przypadku PBG popełniłem niesamowity błąd. Poleciłem spółkę, której niewiele brakowało do bankructwa, lub ogromnego rozwodnienia akcji. Gdzie popełniłem błąd? Przede wszystkim zignorowałem wysoki wskaźnik cyklu należności. 250 dni ściągania należności zabiło finanse PBG. Ponad to wysokie zadłużenie miało się nijak do sporej ilości gotówki w kasie spółki. Pisałem o rosnącym Kw/A, jednak to zadłużenie długoterminowe i kupowanie na siłę RAFAKO, rozłożyło PBG. Wiedziałem o trudnościach PBG, jednak byłem zaślepiony absurdalnie niską ceną. Zignorowałem chyba najważniejszą zasadę Warrena Buffetta:

Lepiej jest kupić wspaniałą firmę za przeciętną cenę, niż przeciętną spółkę za wspaniałą cenę.
Niska cena mnie oślepiła. Wyceniałem zyski, których prawdopodobieństwo jest niskie. Pomyliłem się bardzo.

Co z innymi spółkami? w MCI wzrosły koszty zarządu, a zysk był niski, chociaż wtedy już o tych rzeczach wiedziałem. Na dobre wyszło spółce inwestowanie w warszawski e-grosser, czyli internetowy sklep spożywczy. Ogólnie uważam, że spółka nadal jest tania, chociaż nie jest doskonała. Budimex zaś zadowolił całkiem dobrym zyskiem, jednak znowu wzrosło zadłużenie. Nie jest tak wysokie, jak w PBG, ale kto wie, czy za kilka lat nie okaże się również gwoździem do trumny. Wzrost ceny to wynik prawdopodobnie zarobków na budowie dróg - Budimex jako jeden z nielicznych zarabiał na tej gałęzi działalności. Najwięcej działo się z w KGHM. Rekordowy zysk, podatek miedziowy, kupno kopalni w Ameryce i skoki cen. Marża bezpieczeństwa(wyceniałem KGHM na grubo ponad 500złotych) zagwarantowała, że nie straciłem nawet po uwzględnieniu podatku. Podatek uszczupli jednak kasę spółki, więc wycena idzie nieco w dół. Nadal jest to jednak dobra okazja inwestycyjna. Drugą sprawą jest chęć kupna kopalni w Ameryce: wywołało to strach wśród inwestorów, bo sądzili, że nie będzie w tym roku dywidendy. A ja się cieszyłem. Dlaczego? Bo spółka realizuje swoją strategię. Chcę zwiększać wydobycie i to się uda. Bardziej martwiło mnie dużo pieniędzy w kasie spółki. Martwiłem się, że spółka nie upłynnia gotówki. Jednak kupno kopalni za gotówkę to ogromny koszt. Bardzo pozytywnie zaskakuje fakt, że przejęcie odbywa się za szeleszczącą gotówkę, a nie kredyt. PEP miało spór z MONDI ŚWIECIE, jednak tutaj również zadziała marża bezpieczeństwa. Zrealizowane prognozy na ten rok dobrze rokują na przyszłość. Prognozy tej spółki są bardzo precyzyjne, więc łatwo jest ją wycenić. Mam nadzieję, że nie będzie więcej rozwodnienia kapitału. w CCC właściwie nic ciekawego. Trochę irytuje mnie, że spółka chwali się dobrymi przychodami, a w miesiącach, kiedy są one niższe - milczy. Jednak wyprowadzka na Słowację da dobre perspektywy, więc w zasadzie perspektywy są jak najbardziej pozytywne.

Oddzielny akapit poświęcę CD PROJEKT RED. Z tej właśnie spółki jestem najbardziej zadowolony. Konsekwentnie realizuje ona swoją strategię: na gog.com nowe gry, ciągły wzrost przychodów, miłe niespodzianki dla graczy, plany rozpoczęcia dystrybucji kinowej i niebywale dobry kontakt z akcjonariuszami. Pan Kiciński jest jednym z nielicznych zarządzających, który regularnie udziela się na firmowym forum. Chociaż niektórzy oskarżają spółkę o skąpstwo w udzielaniu informacji, dla mnie to czysta kpina. W branży gier udzielanie zbyt wielu informacji szkodzi reklamie. Poza tym bystry analityk wpadł na to, kiedy ma wyjść Wiedźmin 3.

Co więc dalej? Zaprzestanę polecania spółek na dłuższy czas - chociaż pobiłem rynek, poleciłem również spółkę, która miała poważne kłopoty - to niedopuszczalne. Oczywiście dalej piszę bloga i analizuję spółki, jednak bardziej skupię się na doskonaleniu metod analizy, a nie na chwaleniu się nimi. Chwalić się nie mam jeszcze czym, skoro polecane spółki mają problemy z zadłużeniem.

Coraz bardziej skłaniam się ku osobie Philipa Fishera. Niedługo zamówię jego książkę, w której mam nadzieję znaleźć informacje, jak zbadać spółkę, by kupić naprawdę doskonały walor. Być może takim okaże się jedna ze spółek, które już poleciłem? Kto wie.

piątek, 20 kwietnia 2012

Przepływy pieniężne w spółce - część pierwsza: przedsiębiorstwa w fazie zarodka

Przy zakupie PBG, boleśnie przekonałem się, jak ważne są przepływy pieniężne w spółce. Dlatego jestem zmuszony przybliżyć Wam zagadnienie to zagadnienie. Podzielę ten temat na trzy posty, w których opiszę przepływy charakterystyczne dla: firm rozwijający się, firm dużych i szacownych, oraz dla bankrutów. Dzisiaj spółki rozwijające się.

Przepływy I II III
Operacyjne + - +
Inwestycyjne + - -
Finansowe - + +

Przepływy pieniężne to odporna na oszustwa metoda badania, czy spółka działa tak, jak powinna. O ile rachunek zysków i strat pokazuje, jak spółka prowadzi sprzedaż, o tyle w rachunku przepływów widać wszystko, co robi spółka z pieniędzmi - możemy z tego rachunku wyczytać np. ile pieniędzy jest przeznaczone na badania, ile kosztuje obsługa długu itd. Omówmy pokazane wyżej przykłady, które są charakterystyczne dla spółek nie bankrutujących, ale nie będących firmami dużymi i szacownymi.

Przypadek I. Firma ta nie jest typowym start-upem, tylko spółką, która zmienia profil działalności, albo robi gruntowny "remont" swojej działalności. Zarabia na swojej podstawowej działalności (dodatnie przepływy operacyjne), sprzedaje majątek zbędny w działalności (dodatnie przepływy inwestycyjne) i spłaca zadłużenie (ujemne przepływy finansowe). Jeśli spotykamy taki rodzaj przepływów, powinniśmy sprawdzić, co działo się w spółce wcześniej. Jeśli miała ona problemy, albo następował wzrost kosztów produkcji, to znaczy, że zarząd nie wziął sobie do serca ciągłego cięcia kosztów. Jeśli po roku, w którym występuje taki przypadek przepływów, są kłopoty, to należy takie przedsiębiorstwa omijać. Jeśli natomiast restrukturyzacja się powiedzie, możemy liczyć na niskie koszty i większe zyski. Takie przepływy nie mogą trwać wiecznie. Ja odrzuciłbym spółkę, która wykazuje takie przepływy dłużej, niż 2 lata.

Przypadek II. Jest to typowa "firma dziecko", która nie prowadzi jeszcze produkcji, lub sprzedaży (ujemne przepływy operacyjne), kupuje maszyny, linie produkcyjne, tworzy film, czy pracuje nową technologią (ujemne przepływy inwestycyjne), jednak nie ma pieniędzy, żeby finansować swoją obecną działalność, dlatego zaciąga kredyty, lub emituje akcje (dodatnie przepływy finansowe). Mimo, że użyłem kilku słów ostrzegawczych, takie przepływy nie są złe - po prostu spółka się rozwija i jeśli pieniądze są dobrze wykorzystywane, to znaczy, że w końcu przepływy operacyjne staną się dodatnie. Uważać trzeba jednak na firmy, które opisują koszty, jako inwestycje. Wprawne oko zauważy, że coś jest nie tak, jednak w przypadku małych spółek, to dość częsta praktyka. Póki firma nie ma problemów z kredytami, taki typ przepływów może się utrzymywać. Jeśli spółka zacznie się chwytać brzytwy, to przepływy się zmienią i będziemy mieć sytuacje, jak w przypadkach, które opiszę w następnych poście w cyklu.

Przypadek III. Spółka prezentująca takie przepływy, prawdopodobnie intensywnie się rozwija. Nie jest to spółka raczkująca, bo zyskuje na swoich produktach (dodatnie przepływy operacyjne), ale kupuje ona majątek, który pozwoli tworzyć więcej, szybciej i być może taniej. Jednak firma nie ma pieniędzy na swój gwałtowny rozwój, więc zadłuża się (dodatnie przepływy finansowe). Taki typ przepływów jest dobry i nie należy w tym wypadku uciekać. Po prostu trzeba monitorować, czy spółka nie pakuje się w bagno. Jeśli tak jest, to na pewno przepływy operacyjne zmienią się w ujemne i wtedy spółka może się uwsteczniać.

W następnym wpisie z cyklu, omówię przepływy, które sugerują, że spółka będzie bankrutować. Jeśli ktoś czytał książki Petera Lyncha i uważa, że małe jest piękne, może spotkać w swojej karierze przepływy, które wymieniłem wyżej. Jednak same znaki to nie wszystko. Z rachunku przepływów pieniężnych musimy odczytać, jak pieniądze są wydawane. Szerzej napiszę o tym w ostatnim poście z tego cyklu, kiedy przedstawię wszystkie rodzaje przepływów.

wtorek, 17 kwietnia 2012

WIG 20 - okazja czy błąd w kalkulacjach?

Wskaźnik C/Z dla WIG20 pokazuje, że wspomniany indeks jest mocno niedowartościowany. Blue-chipy to w zdecydowanej większości firmy ogromne i szacowne o wysokiej renomie. Wskaźnik C/Z na poziomie około 8,91 jest więc wspaniałą okazją inwestycyjną. Wspominał o tym Albert Rokicki na swoim blogu. Od razu zainteresowałem się tym faktem, jednak zanim zainwestujemy, musimy wszystko sprawdzić sami.

Myśląc o WIG-u 20, pierwsze skojarzenia jakie przychodzą, dotyczą oczywiście KGHM - jednej z największych firm w tym indeksie. Należy zwrócić uwagę na fakt, że KGHM jest pod względem wskaźnika C/Z niesamowicie tanio wyceniany (pomijam świadomie całość sytuacji w KGHM, bo kupujący ETF-a musi pokrótce zbadać wszystkie firmy z indeksu). C/Z na poziomie 2,5 może wydawać się...śmieszne. Nie muszę dodawać, że taka wartość wskaźnika, skutecznie zaniża średnią dla całego indeksu.

Osobiście uważam KGHM za wspaniała firmę, jednak zysk, jak w 2011 roku, raczej nie zostanie osiągnięty w najbliższej przyszłości, więc C/Z na pewno wzrośnie. Nie jesteśmy jednak ani czarodziejami, ani zawodowymi analitykami, więc strzelanie liczbami jest tutaj nie w naszym interesie. Żeby jednak mieć w miarę wiarygodny obraz ceny WIG-u 20, zdecydowałem się... wyłączyć z indeksu KGHM. Policzyłem więc C/Z dla reszty 19 spółek. Jaki wynik? 9,25. Trochę mnie to zdziwiło - sądziłem, że KGHM będzie mieć większy wpływ, jednak są w indeksie jeszcze inne firmy z niskim C/Z- KGHM ma jednak najniższy.

Obliczając wskaźnik bez KGHM, chciałem określić czy reszta spółek z indeksu jest tania. Gdyby tak nie było, to moglibyśmy kupić sam KGHM, a nie cały indeks. Jeśli jednak czytają to ludzie lubiący bezpieczeństwo, ale i potencjalnie mniejszy zysk, mogą kupić ETF-a również na WIG20, bo reszta spółek również jest tanio wyceniana. Co ciekawe, dla całego WIG-u, wskaźnik C/Z jest o wiele wyższy - wynosi około 13. Więc można wysunąć wniosek, że WIG20 jest większą okazją, niż cały WIG - to się rzadko zdarza. Będę obserwował dalej oba indeksy. Pamiętajmy, że Warren Buffett poleca ETF-y ludziom lubiącym bezpieczeństwo.

sobota, 14 kwietnia 2012

Żyć z dywidendy?

Zwłaszcza po bessach pojawia się wiele opinii, które w oparciu o błędne, ale popularne myślenie, przenikają do świadomości opinii publicznej. To dlatego każdy początkujący inwestor wyobraża sobie giełdę jako miejsce zorganizowanego hazardu. Mam nadzieję, że moi czytelnicy odrzucili już ten stereotyp. Jeżeli ktoś jednak ma opory, to mogę podać takiej osobie kolejny dowód na to, że giełda może być źródłem stałego dochodu.

Przyjrzyjmy się rankingowi najlepszych lokat dostępnych obecnie na rynku. Lokaty to forma oszczędzania pozbawiona ryzyka, gdyż państwo gwarantuje zwrot pieniędzy w przypadku bankructwa banku. Ludzie o tym wiedzą, dlatego wpłacają swoje oszczędności na lokaty. Generalnie jest to podejście bardzo rozsądne. Jednak jest lepszy sposób na bezpieczny zysk. Na stronie Zarabiamy na lokatach znajdujemy kilka naprawdę dobrych lokat. Lokaty pozwalają zarabiać maksymalnie 7 procent rocznie. To całkiem sporo, jednak wątpię, aby taka passa się utrzymała, bo najlepsze lokaty oferują banki, które wkraczają na rynek - ich oddziały są na razie trudno dostępne, ale i same lokaty są dostępne np. "tylko dla nowych klientów". Nas interesuje jednak stały zysk. Nie jestem znawcą absolutnym tego tematu, jednak uważam, że zysk w okolicach 5-6 procent jest możliwy w nieco dłuższym terminie.

Okazuje się jednak, że istnieją spółki, które wypłacają co roku dywidendę, która jest większa nawet od najlepszych lokat. Żeby dywidenda była opłacalna, jej stopa powinna wynosić ponad 7 procent. Jednak wypłata dywidendy nie jest tak pewna, jak wypłata lokaty, więc musimy też znaleźć spółki, które wypłacają dywidendy przez dłuższy okres czasu. Okazuje się, że na polskim rynku papierów wartościowych, istnieje aż 7 spółek, które przez ostatnie dwa lata wypłacały dywidendę ponad 7 procent. Dodatkowo możemy zaostrzyć nieco kryteria, kupując spółki przy odpowiednim wskaźniku C/Z, mające solidną kondycję finansową. W takim przypadku, otrzymywać będziemy dywidendę, która będzie bardziej opłacalna, niż najlepsze lokaty. Trzeba jednak zwrócić uwagę na inne istotne fakty.

Cena akcji, może się wahać, dlatego należy spółki kupić w czasie bessy. Nie wymaga to specjalnych umiejętności - po prostu trzeba zwrócić uwagę na czynniki, które wymieniam chociażby w cyklu wpisów "Wróżka bessa". Ryzyko spadku cen jest w mojej ocenie na tyle duże, że trzeba kupić spółkę w odpowiednim momencie. Wtedy oprócz dywidendy, zyskamy również na wzroście ceny akcji. Tak więc przy dobrym wyborze możemy zarobić nawet około 10%. Zysk jest więc wysoki, a do tego całkiem bezpieczny, jeśli płacimy przyzwoitą cenę. O taką cenę łatwo w czasie bessy.

Drugim ważnym czynnikiem, jest konieczność sprawdzania informacji ze spółki. Nie zajmuje to dużo czasu, jednak minimum uwagi trzeba poświęcić. Przy lokatach nie musimy się niczym przejmować, dlatego pod tym względem, zarabianie na dywidendach wypada blado na tle lokat. Informacji nie jest jednak dużo. Nie sądzę, żeby inwestor musiał poświęcać więcej, niż kilka godzin rocznie, na analizę podstawowych newsów ze spółki, które warunkują wypłatę dywidendy. W przypadku podmiotów takich, jak np. Śnieżka, informacji jest naprawdę mało.

Inwestowanie w dywidendy może okazać się lepszym sposobem na oszczędzanie, niż lokata. Na rynkach zagranicznych z pewnością znajdziemy podmioty, które mają dłuższą historię wypłacanych dywidend, więc warto rozejrzeć się również poza granicami kraju. Oprócz tego trzeba być przygotowanym na chwilowe fluktuacje, a oprócz tego na możliwość braku dywidendy, lub spadku jej stopy. Przy kupnie stabilnego podmiotu za przystępną cenę, możemy jednak ryzyko ograniczyć do poziomu, który będzie w pełni akceptowalny.

środa, 11 kwietnia 2012

Samoulepszanie - wyniki ekspertymentu

Kilka miesięcy temu w poście Samoulepszanie - eksperyment postanowiłem sprawdzić, czy da się żyć bez sprawdzania notowań. Od tamtego czasu systematycznie unikałem częstego sprawdzania notowań. Najpierw sprawdzałem notowania raz na dwa dni, potem co trzeci dzień, aż w końcu dotarłem do takiej samokontroli, że nie muszę sprawdzać notowań nawet raz na tydzień.

Czy było łatwo? Na początku na pewno nie, jednak wyraźny brak nałogu zauważyłem, kiedy zacząłem sprawdzać notowania raz na cztery dni. Najgorszy był początek. Nie bałem się codziennych fluktuacji, po prostu sprawdzałem ceny z przyzwyczajenia. Od początku jednak nie przeżywałem chwilowych spadków cen, a było ich trochę przez ten czas.

Czy coś mnie ominęło? Niektóre wiadomości, czytałem nawet tydzień po ich ujawnieniu. W przypadku moich firm akurat, nie miało to większego wpływu na moją sytuację finansową. Ani razu nie okazało się, że nie zdążyłem uciec, albo za późno coś kupiłem, Może jest to wynikiem tego, że przez czas eksperymentu, nie przeprowadziłem żadnej transakcji.

Co dalej? Zamierzam teraz dojść do momentu, w którym będę sprawdzał notowania raz na tygodnie. Metoda małych kroczków pozwala mi oszukać mój umysł - teraz już właściwie nie będę czuł różnicy, że sprawdziłem notowania 8, a nie 7 dni temu. Tak więc myślę, że będzie o wiele łatwiej.

Czy to pomaga? TAK! Zdecydowanie. Myślę o rynku zdecydowanie mniej, nie muszę oglądać codziennie wiadomości, bo i tak ich skróty widzę w weekend, dlatego mam dużo czasu na naukę, sen, odpoczynek. Pozwala mi to zarabiać na czymś, czemu poświęcam mało czasu. Jestem z tego powodu bardzo zadowolony.

Czy może tak inwestor skoncentrowany? Zdecydowanie tak - czytając raporty bez wglądu na notowania, mamy bardzo czysty obraz sytuacji - rynek nie wpływa w ogóle na nasze decyzje. Czysty umysł jest bardzo ważny podczas analizy, dlatego polecam odłożenie notowań na bok. Oszczędza to czas i nerwy.

niedziela, 8 kwietnia 2012

Firma wspaniała i szacowna, a niskie C/Wk

Na początku swojej kariery, zaraz po przeczytaniu książki "Na sposób Warrena Buffetta", odrzuciłem wskaźnik C/Wk, ponieważ wydawał się on dla mnie zbędny. We wspomnianej książce znalazłem informacje, że Buffett kupił Coca-cole za pięciokrotność wartości księgowej. To duża wartość, a jednak Coca-Cola przyniosła ogromne zyski. To właśnie dlatego wydawało mi się, że C/Wk tylko odrzuca najlepsze okazje inwestycyjne. Miałem wtedy trochę racji, jednak nie o to tutaj chodzi.

Na wartość księgową nie składa się wiele bardzo ważnych rzeczy: renoma marki, patenty, rozpoznawalność, kontakty handlowe, duże nakłady na badania. Coca-Cola to wspaniała marka, dlatego C/Wk było w tym przypadku wysokie. Inwestor skoncentrowany, wybierając swoje firmy, może kierować się takimi wskazówkami, jak monopolistyczna pozycja branży, patenty itd. Problem polega na tym, że takich firm po prostu nie da się kupić poniżej wartości C/Wk na poziomie 1. Tak było z Coca-Cola, tak jest ze spółkami technologicznymi i spółką KGHM - ten ostatni tylko przez ułamek swojej historii kosztował mniej, niż jego wartość księgowa.

W przypadku takich spółek, sporo byśmy stracili, gdybyśmy nie inwestowali swoich pieniędzy w podmioty monopolistyczne. Dlatego w przypadku firm naprawdę wspaniałych, wartość księgowa nie może być wyznacznikiem wartości. bo tak naprawdę wartość księgowa różni się od wartości wewnętrznej.

Kiedy więc zwracać uwagę na C/Wk? Nie zrozumcie mnie źle, ale trzeba zwracać uwagę na ten wskaźnik w przypadku firm nie do końca doskonałych. Oczywiście nie możemy kupić bankruta, ale firma mająca zdrowe finanse, ale z "niewyrobioną" jeszcze marką, może okazać się dobrą inwestycją, jeśli ma niskie C/Wk - wartość poniżej 1, to już naprawdę tanio. Zdywersyfikowany portfel, zawierający spółki z niskim C/Wk odnosił sukcesy z czasach Grahama i odnosi teraz.

Samo niskie C/Wk nie gwarantuje sukcesu, zwłaszcza jeśli inwestor chce mieć w swoim portfelu firmy naprawdę doskonałe. Zdarzały się sytuacje, kiedy doskonałe firmy były sprzedawane poniżej wartości księgowej. Tak było z KGHM podczas poprzedniej bessy. Takie sytuacje się zdarzają, ale podobnie, jak na cuda - nie warto na nie liczyć. Należy je jednak wykorzystywać, jeśli się pojawią.

Warto zwracać uwagę na wartość księgową, jednak nie może to być podstawowy czynnik warunkujący kupno akcji. Niektóre firmy nie są warte nawet połowy wartości księgowej, a innych nie da się kupić tanio. Trzeba zapłacić wtedy przeciętną cenę za wspaniałą firmę.

piątek, 6 kwietnia 2012

Zdałem na prawko

Tak, zdałem egzamin na prawo jazdy. Nie chciałem wcześniej pisać, dlaczego nie mam czasu analizować raportów, notowań i w ogóle myśleć o giełdzie. Byłem strasznie przejęty moim egzaminem, no i nie chciałem myśleć, co będzie, jeśli nie uda mi się za pierwszym razem. A jednak udało się.

Więc teraz wracam już do "normalnego" trybu, więc na analizę raportów spółek znajdę już więcej czasu. Utrzymuje jednak częstotliwość wpisów na obecnym poziomie. Pozdrawiam.

czwartek, 5 kwietnia 2012

Dywersyfikacja: konieczność, czy wybór?

Benjamin Graham oraz Warren Buffett mieli różne zdania na temat dywersyfikacji. Pierwszy z nich uważał, że dobra dywersyfikacja zapewnia sukces. Buffett zaś twierdzi, że dywersyfikacja jest potrzebna, kiedy nie wiesz, co robisz? Czy nie lepiej przyznać się przed samym sobą i zdywersyfikować portfel?

Odpowiednie kryteria pozwalają zbudować w miarę odporny na fluktuacje portfel - cechuje się on stabilnością, ale mniejszym zyskiem. Jeśli inwestor nie ma odpowiednich predyspozycji psychicznych, albo nie ufa dostatecznie swojej wiedzy, może zdywersyfikować portfel - kupić wiele spółek, może nawet kilka walorów. Dobry przykład inwestowania przedstawia Ynwestor na swoim blogu ynwestor.blogspot.com/. Człowiek pracujący, który niekoniecznie ma czas na dogłębną analizę spółek, może dywersyfikować walory, dzięki czemu ma dobry, bezpieczny zysk. Idealnym sposobem dla chcących inwestować, jest kupno ETF'a na WIG. W ten sposób posiadamy niejako akcje wszystkich spółek, więc mamy najlepszą z możliwych dywersyfikacji akcji. W postach dotyczących wskaźnika C/Z wspominałem o tym, jak ważny jest ten wskaźnik przy kupnie ETF'a.

Dla kogo portfel skoncentrowany? Nie należy rozumieć słów Buffetta, jako szyderczą uwagę. Po prostu nie każdy posiada odpowiednie umiejętności i nastawienie, by wybierać najlepsze spółki. Jeśli kupimy jedną, wspaniałą spółkę, a jej kurs zacznie spadać, to możemy dostać białej gorączki. Generalnie takie sytuacje zdarzają się rzadziej, gdy mamy portfel z wieloma akcjami. Gorzej, jeśli nasza spółka okaże się spółką całkowicie przeciętną. Wtedy straty mogą być duże, dlatego tylko doświadczeni i pewni swojej wiedzy inwestorzy, mogą inwestować w sposób skoncentrowany.

Dywersyfikacja przedstawiona w książce "Inteligentny Inwestor" przetrwała próbę czasu, dlatego konkretne kryteria mogą znacznie przyśpieszyć proces budowania zdywersyfikowanego portfela. Niskie C/Z, historyczne zyski, dywidenda, wysokie ROE, niska wartość C/Wk: te proste do sprawdzenia kryteria pozwalają szybko wybrać spółki do portfela z wieloma akcjami. Nie każde akcje okażą się sukcesem, ale przecież po to dywersyfikujemy, żeby ograniczyć zły wpływ złych spółek. Nawet najnowsze badania wykazują, że kurczowe trzymanie się wytycznych Grahama może dać solidne zyski. Tak więc nawet średnio obeznani w temacie, mogą zarabiać na giełdzie.

Jeśli jednak zysk nieprzekraczający 10% nas nie satysfakcjonuje, możemy wybrać drogę Warrena Buffetta. Dogłębnie poznaje on przedsiębiorstwa, kupuje najlepsze i osiąga najlepsze zyski. Jeśli posiadamy talent do wybierania firm, to dywersyfikacja byłaby dla nas krzywdą. Kupione na siłę akcje słabej firmy, ciągnęłyby w dół wyniki całego portfela. Dlatego krzywdzimy swój portfel, trzymając się kurczowo dywersyfikacji. Wbrew powszechnym opiniom, brak dywersyfikacji nie zawsze prowadzi do strat. Jeśli ktoś powie Wam coś innego, zapytajcie go, dlaczego to Warren Buffett jest najbogatszym inwestorem na świecie, a nie człowiek X, który ma portfel zdywersyfikowany.

Inwestowanie wymaga czasu - im więcej go mamy, tym większe zyski możemy osiągnąć. Nie jest to prosta zależność, ale dobry inwestor skoncentrowany osiągnie lepsze wyniki, niż jego kolega, który dywersyfikuje swój portfel. Jeśli jednak nie czujemy się na siłach, nie musimy udowadniać całemu światu, że jesteśmy odważni. Lepiej przyznać się do strachu i zarobić mniej, niż spektakularnie stracić.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Udziały zarządu

Zarząd często nie dba o interesy akcjonariuszy. Szczególnie w małych spółkach nie mamy pewności, czy nasz interes będzie dobrze zarządzany. Prezes nie zawsze pokazuje się w telewizji, nie ma jeszcze sprecyzowanego planu na przyszłość, więc nie jesteśmy w stanie określić, czy jego intencje są czyste.

Jest jednak jeden mało dostrzegalny czynnik - udziały prezesa i zarządu w akcjach. Jeśli prezes ma większościowy udział w akcjach, a pozostałe osoby z zarządu również mają powyżej 5% udziałów, oznacza to, że firma jest ich majątkiem. Tak więc akcje są dla nich wartościowe. Nie należy się więc dziwić, że posiadający spore udziały prezesi, starają się podnosić wartość akcji. Jeśli firmą rządzi prezes, który nie ma dużego udziału, możemy przypuszczać, że niespecjalnie zależy mu na rozwoju firmy. Oczywiście nie musi tak być, ale sprzedaż akcji przez prezesa, powinna być jednoznacznym sygnałem, że nie wierzy on w perspektywy firmy.

Oczywiście prezes może szukać osobnych drzwi do skarbca - sowite wynagrodzenia mogą też być sygnałem ostrzegawczym. Jeśli prezes bierze 10% zysku netto do swojej kieszeni, oznacza to, że nie zależy mu na rozwoju firmy. Skoro jego firma jest wspaniała, to dlaczego pieniądze trafiają do kieszeni prezesa, a nie do "wspaniałej spółki"?

Kwestia wynagrodzeń i posiadania akcji jest bardzo ważna - jest bezlitosnym wskaźnikiem, który każdy inwestor powinien sprawdzić. W końcu kontrola jest podstawą zaufania. Im wcześniej znajdziemy oznaki kłopotów, tym wcześniej sprzedamy akcje przeciętnej spółki. Wynagrodzenia pozwalają z dużym wyprzedzeniem ostrzec o kłopotach. Nie mamy pewności, że takie kłopoty nastąpią, ale ostrożność jest przecież również domeną inwestorów skoncentrowanych.