środa, 29 lutego 2012

Potrzebuję szybko pieniędzy! Muszę zainwestować.

Nikt nie poda Wam przepisu na pierwszy milion. Ten pierwszy musicie zarobić sami. Często jednak nie potraficie odłożyć nawet małej kwoty, bo szalejąca inflacja i ogólny spadek poziomu życia zmusza Was do wydawania większych pieniędzy na bieżące potrzeby. Mając małą kwotę, chcecie ją szybko pomnożyć. Myślicie, że szybko zdobędziecie następne pieniądze i uwolnicie się od problemów finansowych. Gdzie można szybko zarobić według ulotek bankowych i serwisów informacyjnych? Oczywiście, że na giełdzie.

Bez pojęcia więc można kupić pierwszą spółkę po przeczytaniu rekomendacji, by za parę dni mieć więcej pieniędzy. A dlaczego nie mniej? Skoro to takie proste, to dlaczego nie robi tego mama, ciocia, majster i Włodek spod sklepu? Bo się nie znają? Być może, ale dlaczego Ty sądzisz, że znasz się lepiej? Bo jesteś młody, bo masz tytuł mgr? Nic z tych rzeczy. Wysokie IQ, szlachetny cel, czy "papierek" nie zrobią z Ciebie bogacza w kilka dni - tak się po prostu nie da, chociaż zdecydowana większość graczy giełdowych tak właśnie myśli.

Rozumiem, że człowiek sfrustrowany swoją niedolą, biedą, czy niskim standardem życia, chce szybko zarobić - każdy chciałby zarobić szybko i łatwo.

Pewnie większość z Was z bólem czyta to, co napisałem - przecież o tym wiecie - dlatego czytacie właśnie blog o inwestowaniu w wartość. Czy jednak moje ostrzeżenia są puste i głupie? Być może, nie zmienia to jednak faktu, że każdy z nas może wpaść w trudną sytuację finansową i w chęci odegrania się, kupi byle co, za byle jaką cenę i straci. Myślimy na skróty, chociaż czytaliśmy o tym wiele razy, kupujemy bezmyślnie, chociaż mama uczyła, żeby nie marnować pieniędzy:-)

Chęć szybkiego wzbogacenia się może z nas zrobić małe nieporadne dziecko uderzające głową w monitor. Inwestowania to sztuka! Inwestowanie to droga, kręta i niebezpieczna - jeśli pomyślicie, że jedziecie autostradą, to w końcu się zdziwicie.

Jeśli chcecie zarobić szybko, nauczcie się szybko czytać - bez raportów i tak nie kupicie dobrej spółki. A jeśli nawet, to uciekniecie przy pierwszych kłopotach. Inwestujcie pieniądze, których strata nie doprowadzi Was do trudnej sytuacji. Ani Buffett, ani Fisher, czy Graham, nie urodzili się bogaczami, a jednak wszyscy dorobili się majątku - Wy też możecie, ale nie na skróty. Pamiętajmy o tym, bo chociaż każdy o tym wie, tak naprawdę rzadko jesteśmy pod tym względem idealni.

poniedziałek, 27 lutego 2012

Niech żyje prezes!

Nie jesteśmy spekulantami, dlatego nie interesują nas zmiany cen w ciągu dnia - interesuje nas realny biznes, jaki stoi za daną spółką. Nie zawsze wiemy do końca, na czym polega to, w co zainwestowaliśmy. Te właśnie szczegóły mogą spowodować, że przeoczymy ważny czynnik i stracimy. Nie wystarczy lupa - informacje, których nie rozumiemy mogą okazać się gwoździem do naszej finansowej trumny.

Nie bez powodu umieściłem prezentację CDP w tym wpisie. Zauważcie, że prezesi CD PROJEKT wiedzą, o czym mówią, nie noszą garniturów - nie dbają o swój wygląd, ale z pasją mówią o tym, co robią. Samo podanie strategii na lata świadczy o tym, że zarząd nie boi się akcjonariuszy - nie chce przekonać do siebie przez garnitur, klasyczny wizerunek biznesmena z włosami na żel. To jest właśnie w zarządzie CDP wspaniałe. Lubią to, co robią i jeszcze na tym zarabiają.

Zmierzam do tego, że nigdy nie wiemy, czy tak naprawdę spółka warta jest zainteresowania - zawsze znajdzie się drobny szczegół, którego nie rozumiemy. Jeśli nie rozumiemy dużo, musimy zarządowi po prostu zaufać. Wolicie zaufać komuś, kto przychodzi do CNBC tylko po to, żeby pokazać wykresy? Czy może chcecie powierzyć pieniądze człowiekowi, który potrafi mówić godzinami o swoim interesie, który ma przewidziane kolejnych 10 ruchów? Oczywiście, że chcielibyście powierzyć pieniądze człowiekowi z pasją(i jajami:-). Warren Buffet zaleca poznać jubilera, jeśli nie znamy się na brylantach. Marża bezpieczeństwa połączona z dobrym zarządem dam nam względny spokój.

Mając dobrego menedżera, możecie spać spokojnie nawet, jeśli nie wiecie, jak może wyglądać przyszłość Waszej spółki. Jeśli chcecie postawić wszystko na jedną kartę, to postawcie na prezesa. Nie na wykres, nie na nazwę "Nowe technologie", ale na człowieka. Hakerzy twierdzą, ze to człowiek jest najsłabszym ogniwem w zabezpieczeniach. Widzicie analogię? My też musimy uważać, komu powierzamy swoje pieniądze - to tak, jakbyśmy podali zarządowi kluczyk to naszego sejfu.

sobota, 25 lutego 2012

Twarzą w twarz z własnymi błędami - analiza fundamentalna spółki Cormay

Jakiś czas temu w poście Im wyższe zyski, tym wyższe C/Z - Cormay bez analizowania spółki stwierdziłem, że jest ona przewartościowana. Popatrzyłem na proste wskaźniki, nie zgłębiając wiedzy zawartej w raportach rocznych spółki - spojrzałem tylko na rachunek zysków i strat, na emisje akcji i miałem dość - to był karygodny błąd, za który dostałem kilka maili. Nie było to miłe, ale z perspektywy czasu przyznaję, że dobrze się stało, że wykazałem się taką ignorancją przy spółce, której nie kupiłem - błąd nie kosztował mnie żadnych pieniędzy. Żeby nie popełnić drugi raz tego samego błędu, chciałem jakoś dać sobie samemu nauczkę - dokonałem więc dużo dokładniejszej analizy spółki Cormay.

Wstęp

Cormay jest spółką z branży farmaceutycznej. "Zajmuje się produkcją odczynników do diagnostyki medycznej in vitro: - odczynniki do testów dla chemii klinicznej, - odczynniki hematologiczne, - odczynniki kaugologiczne, - żele do rozdziału elektroforetycznego, - próżniowy system do pobierania krwi, - odczynniki monoklonalne do oznaczania grup krwi. Oprócz tego firma zajmuje się sprzedażą aparatury medycznej do laboratoriów: - biochemicznych, - hematologicznych, - cytologicznych, - automatyczny system do analizy parazytologicznej"
Swoje produkty spółka sprzedaje w ponad stu krajach na całym świecie. Do niedawna sprzedaż była skoncentrowana na rynku polskim i rosyjskim, jednak firma agresywnie sprzedaje swoje produkty do innych krajów, przez co ryzyko kłopotów, w przypadku załamania rynku np. w Rosji, maleje. Spółka realizowała również wiele kontraktów w Chinach, Indiach, ostatnio interesuje się również rynkiem amerykańskim. Pod tym względem spółka wypada bardzo dobrze - eksport do wielu krajów jest rozsądnym posunięciem, gdyż w przypadku załamania rynku rosyjskiego, spółka miałaby poważne kłopoty - procentowy spadek udziałów rynku rosyjskiego w całej sprzedaży spółki, należy więc traktować jako sygnał pozytywny.

Uwarunkowania branżowe

Rynek usług medycznych cały czas się rozwija - działa prężnie w krajach wysoko rozwiniętych, a dynamicznie rozwija się w krajach rozwijających się. Branża jest jak najbardziej przyszłościowa, o czym świadczy poniższy wykres:
Ryzyko leży w innym miejscu. Na rynku tym działa kilka ogromnych podmiotów, o globalnym zasięgu(np. firma Roche), przy których Cormay jest raczkującym podmiotem. Te wielkie podmioty mogą w istotny sposób zagrozić pozycji Cormay'a w następnych latach. Możliwe jest też wrogie przejęcie spółki, gdyż spółka właśnie w roku 2011 stała się na tyle duża, by międzynarodowe koncerny mogły się nią zainteresować. Na razie jednak to spółka zajmuje się przejęciami, o czym za chwilę

Marże i strategia rozwoju

Spółka od wielu lat systematycznie zwiększa marże, jednak na tle zagranicznych gigantów wypada nieco gorzej - wszystko jednak zmierza w dobrym kierunku, gdyż firma dokonała wielu przejęć, by minimalizować koszty. Prezes Tuora nie jest więc człowiekiem, który wstaje rano mówiąc "Dzisiaj będę ciął koszty". On tnie koszty cały czas. Z przejęciami związane jest jednak absolutnie największe ryzyko związane z inwestowaniem w firmę Cormay. Spółka przejęła kilka podmiotów zagranicznych, między innymi szwajcarskie Orphee. Z pomocą przejęcia wchodzi również na rynek amerykański, który według mojej wiedzy jest rynkiem bardzo szerokim, a do tego niezbyt skonsolidowanym. Dla produktów Cormay'a na pewno znajdzie się więc miejsce. Tym, co mnie jednak martwiło, to finansowanie przejęć i sam rozwój. Spółka pozyskiwała pieniądze na przejęcia z emisji akcji. Od debiutu ilość akcji wzrosła niemal czterokrotnie. Oczywiście wszystkie emisje były jasno wyjaśniane(osobiście nie byłem zadowolony z objaśnień do pierwszej emisji po debiucie ) i nie znalazłem oznak sugerujących, że pieniądze znikają w tajemniczy sposób. Nie napawa optymizmem fakt, że spółka rozwija się przez przejęcia, a nie przez wzrost organiczny. Jednak gdyby nie przejęcia, spółka byłaby na pewno mniej rozwinięta, niż teraz. Kwestię przejęć każdy musi rozpatrzeć indywidualnie. W jednym z wywiadów prezes Tuora zapewnił, że chce w 2012 roku skupić akcje własne. Wygląda więc na to, że spółka zaprzestanie już emisji akcji na polskim rynku. Jeśliby jednocześnie miały miejsce emisji i skup, to stanowczo odradzam inwestowanie w taką spółkę. W tym komunikacie, spółka jednak zapewnia, że na rozwój spółki amerykańskiej będzie szukać pieniędzy w innych miejscach. Osobiście przyjąłbym tutaj taktykę "niewiernego Tomasza" - kiedy zobaczę skup, uwierzę, że prezes ma dobre intencje. Wykres obrazujący marże operacyjną, macie niżej:
Nie jest może idealnie, ale wszystko zmierza w dobrym kierunku. Nie prezentuję marży z roku 2011, gdyż brak jest raportu za ten rok, a prezentując dane za 3 kwartały, moglibyśmy uzyskać nieprawidłowe zależności.

Rentowność, płynność i zadłużenie.

Spółka z związku z emisjami akcji, nie posiada znacznego zadłużenia. Kw/A, które obrazuje udział kapitału własnego w aktywach oscyluje w granicach 80%, co jest świetnym wynikiem. Jeśliby wskaźnik był niski, mógłbym w tym momencie przestać pisać. Jednak spółka przez emisje akcji ograniczyła ryzyko drogich kredytów, więc w przypadku głębokiego kryzysu na globalnym rynku, będzie w lepszej sytuacji, niż inne podmioty. Wysoki udział kapitałów własnych jest raczej rzeczą normalną w tej branży, jednak spółka okazuje się odrobinę lepsza od średnich firm z branży. Rentowność kapitału własnego jest niska, ani razu spółka nie przekroczyła progu 20%, jednak jestem w stanie zrozumieć działania spółki, która ciągle przejmuje nowe podmioty - restrukturyzacja takich podmiotów jest czasochłonna i pożera sporo pieniędzy. Z oceną ROE pod kątem ewentualnego wskaźnika wiodącego wstrzymałbym się do stabilizacji podmiotu. Na razie ROE nie mówi nam tak dużo, jak w przypadku firm z długą historią wyników. Poniżej wykres obrazujący rentowność kapitału własnego:

Wskaźnik płynności bieżącej jest bardzo wysoki - Graham zalecał, żeby inwestować w podmioty mające ten wskaźnik na poziomie minimum 1,5-2. Cormay ma płynność na poziomie 4. W branży tej nie jest to jednak nic osobliwego. Jeszcze wyższą płynność dla tych samych lat miała np. spółka Teresa Medica, którą opisywał dokładnie Tobiasz Maliński w swojej książce. Wskaźnik cyklu należności systematycznie spada, więc spółka pod tym względem radzi sobie coraz lepiej, bo szybciej ściąga swoje należności. Wskaźnik cyklu zapasów jest wyższy, niż wskaźnik cyklu zobowiązań, co jest dobrym znakiem. W wyniku dodania WCN, oraz różnicy wskaźnika cyklu zapasów i wskaźnika cyklu zobowiązań(WCN-WCZa-WCZo) otrzymujemy wskaźnik CKG, czyli Cykl Konwersji Gotówki. Systematyczny wzrost tego wskaźnika mówi, że spółka może mieć w przyszłości problemy z bieżącą spłatą zobowiązań. Bardziej, niż poprzednio wspomniane wskaźniki, ważny jest ten właśnie wskaźnik, gdyż jest on po prostu wskaźnikiem łączącym. Spółka musi radzić sobie 100 dni bez pieniędzy, a więc musi zaciągać krótkoterminowe kredyty. Dalszy wzrost tego wskaźnika może doprowadzić do problemów z płynnością i w efekcie do problemów. To bardzo ważne zwłaszcza, jeśli chcemy zapłacić stosunkowo duże pieniądze za akcje spółki.

Przepływy w spółce

Przepływy 2004 2005 2006 2007 2008 2009 2010
Operacyjne + + + + + - -
Inwestycyjne - - - - - - -
Finansowe - - - + + + +
Pierwsze trzy lata to przepływy typowo restrukturyzacyjne. Spółka po wejściu na parkiet regulowała swoją działalność, więc nie ma tutaj większych obaw. Lata 2007 i 2008 to przepływy typowe dla spółek, które wyrosły już z początkowego stadium rozwoju, ale nadal intensywnie się rozwijają. Ostatnie dwa lata to przepływy typowe dla spółki start-up. Trochę dziwna wydaje się kolejność, ale zauważmy, że spółka nadal agresywnie inwestuje, więc nieco dziwna sytuacja w przepływach, nie jest niczym niepokojącym. Przynajmniej dla mnie - każdy powinien sam interpretować te przepływy. Ostatnie dwa lata sugerują, że spółka jeszcze będzie potrzebować zewnętrznego finansowania. Mam nadzieję, że nie będą to kolejne emisje na GPW.

Zarządzanie

Zarząd spółki interesuje się losem biznesu, jednak dbanie o interes akcjonariuszy jest sprawą dyskusyjną. Czytając raporty miałem wrażenie, jakby spółka z wiekiem uczyła się, że najważniejsi są akcjonariusze. W miarę upływu lat, przeczytać można w raportach coraz więcej rzeczowych informacji, not objaśniających itd. Prezes to bardzo rozsądny człowiek - zna się na biznesie, potrafi dobrze przemawiać i wie, co mówi - nie rzuca słów na wiatr. Wszystko, co do tej pory mówił, było potwierdzone działaniami - prognozy zysków się sprawdzają. Czekam niecierpliwie na wspomniany skup akcji własnych. Wiele wywiadów z prezesem możecie znaleźć na tej stronie internetowej. Zaciekawił mnie jednak fakt wynagrodzeń zarządu. Proszę rzucić okiem na poniższy skan:

Spora część zysku netto idzie do kieszeni prezesa. Każdy musi sobie indywidualnie odpowiedzieć na pytanie, czy to dużo, jednak ja osobiście nabrałem dystansu po przeczytaniu, jak wydatki są pensje Tuory wzrosły od debiutu. Nie było jednak chwytów typu: "wchodzimy na giełdę i płacimy prezesowi premię."

Zyski i wartość spółki

Wartość wewnętrzną obliczam na poniższym filmiku. Jeśli ktoś ma ochotę, mogę wysłać plik excela, którego używam, żeby każdy mógł podstawić własne wartości.

Jak widać wartość wewnętrzna nie jest ani precyzyjna, ani idealna. Tak naprawdę nikt nie wie, czy zyski będą takie, a nie inne. Jeśli wierzyć dobrym scenariuszom (które założyłem w filmiku), to Cormay może okazać się dobrą decyzją. Jeśli więc wierzycie zarządowi, pokładacie w nim nadzieję, to możecie trzymać akcje - perspektywy są na pewno wspaniałe. Pytanie tylko, czy pewnego dnia nie obudzimy się w szarej rzeczywistości, w której Cormay nie spełnił pokładanych w nim nadziei.

Czy i kiedy kupować akcje Cormay?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, pozwolę sobie przytoczyć fragment wywiadu, którego udzielił Buffett po kupnie akcji Coca-Coli. Nie przetłumaczę wszystkiego co do słowa, jednak ogólny sens zostanie zachowany:
- Dlaczego nie kupił Pan Coca-Coli wcześniej?
- Załóżmy, że wyjeżdżasz na dziesięć lat i chcesz zainwestować w jedną spółkę. Wiesz o niej tyle, że w przyszłości nie dowiesz się niczego nowego. Kiedy wyjedziesz, nie będziesz mógł w żaden sposób zmienić podjętej decyzji. Jakie kryteria musiałaby spełniać ta spółka? Oczywiście musiałaby prowadzić działalność prostą i zrozumiałą. Oczywiście musiałaby mieć wieloletnią historię dobrych wyników jednorodnej działalności. I - rzecz jasna - musiałaby mieć dobre perspektywy długookresowe. Gdybym chciał mieć pewność, że rynek zbytu tej firmy będzie się powiększać, że utrzyma ona pozycję lidera na rynku międzynarodowym i że ilościowy wzrost sprzedaży będzie duży, mógłbym wybrać tylko Coca-Colę.
Prawda jest taka, że Cormay albo odniesie spektakularny sukces, albo zostanie wrogo przejęty przez giganta z branży. Sukcesu po przejęciu nikt nie może zagwarantować, dlatego kupno akcji polecam tylko w przypadku, gdy macie przekonanie, że spółka odniesie sukces. Ja nie skuszę się na Cormay'a ze względu na słabe ROE i wysoką jak na obecne osiągnięcia cenę. Być może za 5 lat kupię Cormay'a za 31 złotych za akcję, a czytelnicy będą się śmiać, że jestem frajerem, że przepuściłem koło nosa taką okazję. Jednak ja będę wtedy pewny, że kupuję działalność z długoletnią historią wspaniałych wyników finansowych.

Rewolucyjny wynalazek i skokowy wzrost zysków

Spółka Cormay podała również komunikat, że opracowała wynalazek, który w znacznym stopniu może zrewolucjonizować postęp medyczny. Inwestorom bardzo spodobała się ta informacja. Zarząd, jak już wcześniej wspominałem, jest uczciwy, więc spodziewałbym się sukcesu tego wynalazku. Pytanie tylko, jak w skali globalnej ten wynalazek może zmienić przyszłość spółki Cormay - jeśli wynalazek okazałby się niełatwy do podrobienia, Cormay mógłby się wspiąć na Olimp firm medycznych i wtedy zyskałby trwałą przewagę konkurencyjną, o której wspomina Buffett. Ja jednak nie kupuje kota w worku, więc nie wierzę na razie tym rewelacjom. Jeśli ktoś jest przekonany, że nastąpi skokowy wzrost zysków (jeszcze większy, niż teraz prognozuje zarząd), to może kupić akcje Cormay'a. Zalecam jednak szczególną ostrożność

Słowo ode mnie

Jak widać, bardzo się pomyliłem, odrzucając Cormay - jest szansa, że Cormay przyniesie wspaniałe zyski. Tym, którzy w kwestii Cormay'a wykazali się większymi pokładami rozumu, życzę setek procent zysku. Jeśli spółka odniesie sukces, to na pewno bardziej zasługujecie na udział w zyskach, niż ja:-)

czwartek, 23 lutego 2012

Filozofia Buffetta, a stosowanie Analizy Technicznej - wywiad

Żaden inwestor nie chce szukać informacji po omacku. Skoro chcemy sprawdzić, czy analiza techniczna może pomóc inwestującym w wartość, musimy najpierw zapytać kogoś, kto się na tym dobrze zna. Przeprowadziłem więc mailowy wywiad z Radosławem Chodkowskim - autorem bloga Humanista na giełdzie. Dlaczego akurat Pan Radek? Przeglądałem wiele blogów na temat analizy technicznej i to właśnie On pisał najbardziej prostym językiem, a przecież inwestorzy skoncentrowani również lubią prostotę, prawda? Oprócz tego Pan Radek był skłonny poświęcić swój cenny czas. Oto wywiad:

1. Na początek pytanie, na które nie chciałby Pan odpowiadać. Jakie są najczęstsze przyczyny strat związanych ze stosowaniem analizy technicznej?

Trudno jest odpowiedzieć na tak postawione pytanie, gdyż za część strat ponoszonych podczas inwestycji, nie wynika z samej analizy technicznej. Mam tu na myśli nieprawidłowe zarządzanie kapitałem, czy pochopne działania wynikające z emocjonalnego podchodzenia do gry na giełdzie. Dlatego też błędy te mają zastosowanie nie tylko do analityków technicznych, lecz również do inwestorów stosujących inne podejścia.

Przechodząc do samych zwolenników AT, sądzę że jednym z podstawowych błędów jest niezrozumienie analizy technicznej. Błędne oczekiwania co do tego podejścia, niezrozumienie jego istoty oraz ograniczeń sprawiają, że niektórzy próbują zarabiać w sposób, który wcale nie musi dawać przewagi na rynku. Za przykład można to chociażby podać inwestowanie w oparciu o formacje, które po prostu nie działają. Inwestor, znając tylko ogólny zarys inwestowania w oparciu np. o formację głowy i ramion, nie stosuje swego podejścia w sposób konsekwentny, przez co traci pieniądze.

Wiedząc, że analiza techniczna jest wykorzystywaniem przeszłych zależności w zachowaniach cen do uzyskania przewagi na rynku, dopiero statystyczne przebadanie rynku może doprowadzić do w pełni obiektywnego wykrycia pewnych prawidłowości. Pracę taką przeprowadził Thomas Bulkowski i jego publikacje pokazują właśnie takie podejście do analizy technicznej. Co więcej, fakt że przeszedł on na "emeryturę" przed 40 rokiem życia pokazuje, że podejście to broni się w zderzeniu z rzeczywistością rynkową. Na naszym podwórku do naukowego podejścia do analizy technicznej nakłania Tomasz Symonowicz.

2. Inwestowanie skoncentrowanie polega na leniwym podejściu do zleceń. Niektórzy inwestorzy składają mniej, niż jedno zlecenie rocznie. Czy takie sytuacje zdarzają się przy stosowaniu AT i czy ma to sens?

Pytanie o sens różnego typu inwestycji można rozpatrywać pod kątem zwrotu, jaki się z nich otrzymuje. Z tej perspektywy, jeśli inwestor stosujący analizę techniczną osiąga zadowalające zyski (oraz ich rozkłady, obsunięcia kapitału i wszystko inne, co determinuje sukces na giełdzie), można przyjąć, że owszem, takie działanie ma sens.

Z drugiej strony, większość strategii inwestowania w oparciu o analizę techniczną koncentruje się raczej na krótszych perspektywach czasowych. Może kilkumiesięcznych, może kilkuletnich, ale raczej nie zdarza się składanie jednego zlecenia rocznie bądź mniej. Jedynym podejściem mającym swoje źródła w analizie technicznej, które mogłoby operować tak niewielką ilością zleceń jest inwestowanie w oparciu o cztery fazy rynku (akumulacja, trend wzrostowy, dystrybucja, trend spadkowy). Wtedy też, jeśli uda się trafnie kupić akcje w fazie akumulacji, możliwe jest trzymanie ich przez kilka lat, dopóki nie nastąpi faza dystrybucji. Zyski z takich transakcji mogą sięgać kilkuset procent.

Zdecydowana jednak większość zastosowań analizy technicznej operuje w znacznie krótszym horyzoncie czasowym.

3.Inwestujący w wartość kupują, gdy na giełdzie panuje bessa. Czy totalny brak logiki ze strony rynku podczas bessy pozwala w jakimkolwiek stopniu zastosować w takich momentach analizę techniczną?

Analiza techniczna wychodzi z założenia, że cena dyskontuje wszystkie dostępne informacje na temat danej spółki, czy też szerzej, danego aktywa. Dlatego też brak jest zewnętrznego punktu odniesienia do szacowania poziomu logiki aktualnych poziomów cen, a konsekwencją tego nie jest możliwe określanie poziomów cenowych, jako nielogicznych. Stąd też inwestowanie w ten sposób przy wykorzystaniu analizy technicznej możliwe nie jest.

Analiza techniczna pozwala określać pewne sytuacje na rynku, w których w oparciu o przeszłe zachowania ceny, możliwe jest zakładanie, że prawdopodobieństwo zaistnienia jednego scenariusza jest nieco większe niż 50%. Przykładem takich metod analizy technicznej jest chociażby wykorzystywanie oscylatora do określania poziomów wykupienia i wyprzedania. W założeniu, jeśli rynek znajduje się w fazie wykupienia, nieco większe są szanse na spadki niż na dalsze wzrosty, co może być interpretowane, jako pewien rodzaj braku logiki ze strony rynku. Natomiast cały czas trzeba pamiętać, że opiera się to wszystko na przeszłych zachowaniach ceny, a nie w odniesieniu do jakiejś zewnętrznej logiki, czy "prawdziwej" wartości danego aktywa.

4.Dobry inwestor trzyma akcje firm nawet, jeśli spadają o 50%, a brak jest fundamentalnie złych sygnałów. Czy da się pogodzić takie podejście z analizą techniczną, w której zlecenie stop-loss jest praktycznie konieczne?

Czy jest to podejście dobrego inwestora, czy też inwestora, który kiedyś budzi się z bezwartościowymi akcjami, to już pokazują takiemu inwestorowi jego wyniki finansowe :)

W każdym razie, nie da się pogodzić analizy technicznej z takim przetrzymywaniem spadających akcji i również wynika to z fundamentalnych różnic między omawianymi podejściami inwestycyjnymi. Analityk techniczny, widząc spadającą cenę danego aktywa, zakłada, że rynek wie coś, co powoduje spadki. Dlatego też ucina straty (zleceniem stop loss) i ewentualnie obserwuje spółkę, jeśli miałaby zacząć przejawiać oznaki siły w przyszłości.

Z kolei inwestor działający zgodnie z zasadami analizy fundamentalnej i trzymający akcje mimo 50% spadku, swoim działaniem pokazuje, że w swojej opinii jest mądrzejszy niż cała reszta uczestników rynku (lub znaczna ich część, bo w końcu ktoś jeszcze akcje posiada). W efekcie, jeśli przekonanie takiego inwestora jest odpowiednio silne, może trzymać akcje nawet przy 70% spadku. Tylko że wtedy, okazuje się, że albo miał rację i czeka (nieraz lata), aż cena wróci do poziomu wyjścia, albo wychodzi na jaw fakt, którego inwestor nie ujął w swojej analizie i wtedy ma miejsce sytuacja, którą opisałem dwa akapity wyżej.

5. Głównym celem zastosowania AT w inwestowaniu skoncentrowanym jest znalezienie cenowego dołka, by nie było potrzeby oglądania wspomnianych 50%-owych spadków. Czy w Pana ocenie jest to możliwe? Czy zawsze istnieje ryzyko "pół na pół", czy jednak możemy przez jakieś konkretne formacje ograniczyć ryzyko dalszego spadku?

Odszukanie dokładnego dołka jest raczej kwestią szczęścia niż przeprowadzonej analizy technicznej czy fundamentalnej. Pojawiające się jednak niekiedy układy i formacje techniczne z pewnością mogą pomóc w zidentyfikowaniu końca spadków i początku wzrostów. Nie prowadzi to do wstrzelenia się idealnie w dołek, natomiast z pewnością wspomaga zawarcie transakcji z większymi szansami na zysk.

Warto wspomnieć o formacjach głowy i ramion oraz 1-2-3, które to swoje źródła czerpią w podstawach analizy technicznej, jakimi są trendy rozumiane jako układy szczytów i dołków. Ich prostota (po zrozumieniu istoty analizy technicznej) z pewnością może pomóc w zidentyfikowaniu momentu, w którym rynek zmienia swój kierunek.

6. Każdy inwestor powinien mieć swojego mentora. Czy ma Pan mentora, który prowadził Pana na początku kariery?

Swoją przygodę z giełdami zacząłem indywidualnie i w najbliższym otoczeniu nie znalazłem osoby, która mogłaby wspierać mnie swoimi radami. Oczywiście były osoby, z którymi rozmawiałem przez Internet, czy też chodziłem na szkolenia (tu szczególna rola Grzegorza Zalewskiego, którego zdroworozsądkowe podejście bardzo cenię), ale nigdy nie przyjęło to formy jakiegoś zorganizowanego mentoringu.

Z drugiej strony, brak takiego mentora poskutkował zapewne większą samodzielnością w prezentowanym przeze mnie podejściu do rynku. Nie licząc książek i blogów, wszelką wiedzę przyswajałem w oparciu o własne doświadczenia i przemyślenia, a nie otrzymywałem jej wraz z opiniami osoby trzeciej. Trudno jest powiedzieć, czy jest to większą wadą, czy zaletą.

7. Z jakich źródeł korzystał przy nauce Analizy technicznej? Czy może Pan polecić konkretne strony internetowe, czy książki, by szanujący swój czas inwestor, mógł od razu uczyć się od najlepszych?

Trudno jest połączyć naukę z szanowaniem czasu, gdyż w kwestii analizy technicznej, nie ma jednego, uniwersalnego podejścia. Trzeba poświęcić dużo uwagi na zapoznanie się z różnymi strategiami, różnymi sposobami patrzenia na rynek, aby wybrać gałąź, która będzie nam najbardziej pasowała, a następnie się w niej rozwijać.

Podkreślenia wymaga również fakt, że nauka gry na giełdzie jest ciągłym kształceniem się, dlatego też ciężko jest mówić o jakimś podstawowym zestawie literatury, która pozwoli na naukę od najlepszych. Jest to o tyle istotne, że pozornie mało istotny fakt lub przeczytane gdzieś spostrzeżenie może znacząco zmienić sposób patrzenia na wykresy.

Dlatego też nie ma tu drogi na skróty i czegoś w rodzaju studenckiego skryptu. Trzeba łączyć książki, blogi i szkolenia z własnym doświadczeniem na parkiecie. Wtedy można dojść do zadowalających wyników, choć gwarancji na to nikt dać nie może.

Proszę o komentarze - co sądzicie o stosowaniu Analizy Technicznej w Inwestowaniu w wartość. Czy macie doświadczenie? Czy warto iść tą drogą? Za dwa dni sam się wypowiem na łamach bloga. Nie ukrywam, że Wasze komentarze mogą okazać się pomocne. Oczywiści za żaden merytoryczny komentarz się nie obrażę.

wtorek, 21 lutego 2012

Analiza techniczna uzupełnieniem fundamentalnej?

Zdecydowana większość rynku używa do badania analizy technicznej. Analiza fundamentalna jest cały czas w odwrocie. W mojej ocenie i pewnie w ocenie większości czytelników tego bloga, ignorowanie analizy fundamentalnej jest kompletnym nieporozumieniem.

Warren Buffett nie używa analizy technicznej w ogóle - na długą metę jest ona dla niego zupełnie niepotrzebna. Jako inwestorzy skoncentrowani możemy sobie również odpuścić analizę techniczną - to wielu ludziom pozwala zarabiać. Ale czy jest szansa zarobić jeszcze więcej, jeśli użyjemy Analizy technicznej, jako uzupełnienia naszych analiz?

W przypadku Buffetta AT nie ma najmniejszego sensu, bo inwestuje on ogromne pieniądze w firmy. Całkowite zakończenie kupna akcji trwa często nawet ponad pół roku. W związku z tym formacje świecowe, trendy, sygnały kupna itd. są dla niego bezużyteczne. Przypuszczam jednak, że większość moich czytelników nie ma problemu z kupowaniem akcji - większość transakcji to kwestia maksymalnie kilku dni w przypadku GPW i kilku tygodni na NewConnect. Analitycy techniczni sądzą więc, że można kupić w odpowiednim momencie.

Inwestor skoncentrowany nie powinien jednak przedkładać analizy technicznej nad fundamentalną. To fundamenty są pierwsze, więc AT powinna wkraczać do gry dopiero później. Jeden z uważnych czytelników zauważył, że poleciłem spółkę MCI akurat w dniu, kiedy wygenerowany został sygnał objęcia bessy. Faktycznie MCI straciło w najbliższym czasie dość dużo. Teraz jednak wszystko wróciło do normy. Gdybym więc odczytał sygnał, mógłbym polecić spółkę taniej i dzisiaj statystyka wyglądałaby lepiej. A co, jeślibym się pomylił? Pewnie kupiłbym za drogo i zarobił mniej. To jest właśnie ryzyko związane ze stosowaniem AT.

Analizy fundamentalnej uczymy się od niewątpliwie jednego z najlepszych ludzi na świecie w tej dziedzinie - od Warrena Buffetta. Tak więc analizy technicznej powinniśmy również uczyć się od najlepszych. Postaram się zdobyć ogólne informacje od znanych blogerów, by zastanowić się, czy Analiza techniczna może być stosowana jako uzupełnienie Analizy fundamentalnej. Czy to ma sens? Czy warto poświęcić czas i pieniądze na naukę? Jeśli tak, to skąd brać wiedzę, co czytać i ile na tym można zyskać?

Jeśli AT mnie przekona, to zamierzam jej używać tylko po to, żeby w odpowiednim momencie kupić wspaniałą spółkę i w odpowiednim momencie sprzedać, kiedy będzie przewartościowana. Nie zamierzam spekulować. Czy to możliwe? Sprawdźmy to! Liczę na komentarze czytelników stosujących Analizę techniczną - każda opinia się liczy. Nawet, jeśli macie na mnie krzyczeć:-)

niedziela, 19 lutego 2012

Ja nie spekuluję

Ogromnym błędem jest myślenie, że inwestujemy, chociaż tak naprawdę spekulujemy. Generalnie łatwo jest odróżnić transakcje dobrą, od tej zrobionej "po łebkach". Ale czy na pewno nie odpowiadamy na to pytanie zbyt wcześnie? Czy nie myślimy o odpowiedzi, zanim jeszcze pytanie dotrze do nas? Maszyny są pożytecznymi urządzeniami, więc nie ma się co dziwić, że podczas inwestowania chcemy je naśladować. Czasami działamy szybko i niestety bezmyślnie. Musimy mieć więc system zabezpieczający nas, przed spekulowaniem. Proponuję, aby na poniższe pytania odpowiedzieć przed każdą transakcją. Jeśli nie potrafimy udzielić dobrej odpowiedzi na każde z poniższych pytań, nie powinniśmy kupować akcji. Proste i automatyczne, a zarazem bezpieczne.

1. Przeczytałeś więcej, niż 3 raporty roczne spółki?
2. Czy strategia firmy obejmująca ostatnie lata, została spełniona?
3. Czy potrafisz mówić o cechach prezesa i jego planach przez 3 minuty bez przerwy?
4. Czy potrafisz z pamięci podać obliczoną wartość wewnętrzną?
5. Czy marża bezpieczeństwa oscyluje w granicach 50%?
6. Czy potrafisz podać 2 wady i dwie zalety branży, z której pochodzi firma?(niski zwrot, rosnący rynek, mała konkurencja itd)
7. Czy czas planowanej inwestycji wynosi powyżej roku?(odpowiedź "Tak" jest tą prawidłową:-)
8. Jakie jest średnie ROE z analizowanych lat?(nie chodzi o konkretną wartość - dopuszczalny błąd to 5 punktów procentowych)
9. Czy wiesz, w jaki sposób spółka chce zwiększyć zyski w następnych latach?
10. Jutro wyjeżdżasz na 5 lat. Kupisz tę spółkę?

Jeśli na chociaż jedno pytanie udzielicie negatywnej odpowiedzi, nie kupujcie akcji - wiedzy, która umożliwi na udzielenie odpowiedzi na te pytania, nie da się zgromadzić podczas spekulacji. Jeśli więc potraficie odpowiedzieć na pytania, to znaczy, że nie spekulujecie, a dokonujecie świadomego wyboru. Pamiętajcie o tym. Najsłabszym ogniwem jesteście Wy. Te pytania są bardzo ważnym zabezpieczeniem.

sobota, 18 lutego 2012

Nie jestem sam

Na stronie Newsweeka można przeczytać artykuł na temat oferty publicznej Facebooka. Autor podejrzewa nawet, że może z tego urosnąć kolejna bańka spekulacyjna. Indeks nowych technologii stoi wysoko i szczerze mówiąc zdumiewa mnie, jak krótką pamięć mają niektórzy kupujący spółki technologiczne. Od pęknięcia bańki na spółkach hi-tech minęło dopiero 10 lat! Nie zapominajmy o wycenie przedsiębiorstw. Facebook to świetny portal, sam chętnie używam go np. do kontaktu z kolegami z klasy, czy do szybkiego rozsyłania kserówek, zadań, czasami nawet umawiamy się na przełożenie sprawdzianu, czy na jakiś krótki wypad. Brzmi to wszystko świetnie, ale na pewno nie jest warte 100 mld dolarów.

piątek, 17 lutego 2012

Literatura dobrego inwestora część czwarta

Jeżeli blog ten czytają również początkujący inwestorzy, mogą czuć się oni zagubieni w natłoku informacji, terminów niejednozacznych tez. Początki po prostu bywają trudne - tak już jest i zawsze będzie. Co jakiś czas pojawiają się jednak ludzie, którzy ułatwiają początkującym inwestorom start. Niewątpliwie takim człowiekiem jest Tobiasz Maliński - autor książki "I Ty możesz zostać Warrenem Buffettem, czyli inwestowanie skoncetrowane na GPW". O ile sam czytałem tę pozycję raczej z ciekawości i przyjaznego nastawienia do autora, to dla początkujących inwestorów jest to pozycja idealna. W żadnej innej książce nie spotkałem się z tak prostym przekazem. Inwestowanie lubi prostotę, dlatego wszystkie wskaźniki wyjaśnione są rzeczowo i krótko, bez zbędnego bełkotu. Ciekawe jest czytanie o ludziach, którzy nakierowani głosem Buffetta, opracawali własną strategię opartą na wartości.

W odpowiedniej kolejności Tobiasz wyjaśnia, co powienien sprawdzać inwestor, aby szybko oddzielić wspaniałe spółki od rynkowych śmieci. Z pomocą tej książki, można znacznie skrócić czas selekcji spółek. Sam byłem zdziwiony, że płynność bieżąca może być tak łatwo zbadana. Po wyjaśnieniu poszczególnych aspektów doboru spółek, Tobiasz omawia dwie wspaniałe firmy z polskiej giełdy. Jakie? Po to już odsyłam do książki. Dostosowanie pozycji do rodzimego rynku jest niewątpliwie jej największą zaletą. Na dodatek Tobiasz udowadnia, że strategia oparta na wartości, może być stosowana na rynku NewConnect - rynku, na którym pozornie niemożliwe jest inwestowanie we właściwą wartość biznesu.

To niesamowite, że wydając niecałe 50 złotych, można kupić książkę, która tak szybko wskaże drogę zagubionym inwestorom. Sam Tobiasz przyznaje, że wiele by dał, by móc przeczytać takową pozycję na początku swojej kariery inwestycyjnej. Każdy dzień gry na giełdzie jest dniem straconym. To wspaniałe, że jedna książka może nauczyć początkującego inwestora wybierać najlepsze spółki, wybierać je na sposób Warrena Buffetta.

środa, 15 lutego 2012

Zmiany w indeksach

WIG 20 niedługo opuści polecana przeze mnie spółka PBG a dwie inne spółki: MCI i PEP zostaną "wyrzucone" z sWIG'u 40 do mWIG'u 80.

Dla niektórych inwestorów (nie wiem jaki jest to odsetek) jest to zła informacja, bo spółki wypadające z indeksów, rzekomo zachowują się gorzej. Czy jednak zmiana indeksu ma wpływ na notowania w długim terminie? NIE! Dlaczego? Z prostej przyczyny - zmiana indeksu nie powoduje zmian w biznesie, jaki prowadzą spółki. Krytycy mogą powiedzieć, że fundusze mogą sprzedać akcje takiej firmy, bo nie będzie ona już w kręgu kompetencji danych zarządzających. Osobiście uważam, że jest to tylko krótkotrwały proces - ktoś inny kupi akcje i po jakimś czasie wszystko wróci do normy. Zmiana indeksu nie ma wpływu na realny biznes, którym zajmuje się spółka, więc jeśli mówimy o sobie, jako o inwestujących w wartość, zmiana indeksu nie powinna budzić w nas negatywnych emocji tak samo, jak okresowa zniżka notowań. Prawdziwym powodem do zmartwień są negatywne zmiany w biznesie. Tych właśnie zmian trzeba się wystrzegać.

poniedziałek, 13 lutego 2012

Facebook idzie na giełdę - kolejne "widzimisie"

Dostałem od czytelników "baty" za stwierdzenie, że Cormay jest przewartościowany. Nie miałem okazji jeszcze sprawdzić, kto ma rzeczywiście rację, jednak mam obecnie ferie, więc przy odrobinie samozaparcia(oprócz analiz, mam do przeczytania trzy książki), spróbuję z pomocą jednoznacznych dowodów stwierdzić, czy Cormay jest rzeczywiście przewartościowany.

Jednak moje pragnienie bycia mądrzejszym od rynku mnie nie opuszcza. Dzisiaj więc wysuwam wniosek, że wkraczający na giełdę Facebook będzie już w ofercie publicznej skrajnie przewartościowany. Dlaczego? Wszystkie informacje znajdziecie w Wywiadzie w TVN CNBC. O ile rozmówca wypowiada się ciepło o Facebook'u, dla mnie jest w tym wywiadzie kilka informacji, które dyskwalifikują go jako firmę w dobrej cenie. Dynamika i ROE są dobre, ale zyski są stanowczo za małe, żeby Facebook był wart swojej ceny. W stosunku do ostatniego roku Facebook zarobił ok. 30% więcej, czyli na czysto 1mld dolarów. Zakładając więc 30% wzrostu dla następnych 10 lat, otrzymałem wycenę Facebook'a sięgającą...40mld! Dwa razy mniej, niż w ofercie publicznej. Co więcej, Facebook ma 750 mln użytkowników. Górna granica oscyluje wokół 2 mld, czyli tylu, ilu mamy internautów. Przy wzroście 30%, Facebook osiągnie szczyt już za 4 lata! Więc utrzymanie dynamiki 30% jest niemożliwe. Przekucie rzeszy użytkowników w sponsorów też jest mało prawdopodobne, bo już teraz Facebook stał się bardzo uciążliwy pod względem reklam. Nawet nie wspominam, co się stanie, jeśli Facebook nagle zacznie tracić użytkowników. Przykład firmy Blizzard i ich gry World of Warcraft dowodzi, że nic nie trwa wiecznie. Z wspomnianych 2 mld użytkowników nie będzie można wyciągać zysków w tempie 30% rocznie - żadna firma nie jest w stanie się tak rozwijać, zwłaszcza kolos, który wyceniany jest na 80 mld dolarów.

Podsumowując - Facebook jest za drogi i z wielkiej oferty publicznej może stać się wielkim głazem, który prędzej, czy później zacznie spadać. Za firmą stoją potężne zyski, ale nie usprawiedliwia to tak kosmicznej wyceny tego serwisu społecznościowego.

sobota, 11 lutego 2012

Dobry zarząd - autopilot, gdy nie chce Ci się niczego sprawdzać

Pracujesz po 14 godzin dziennie? Nie masz czasu na dogłębne analizowanie każdej wiadomości ze spółki? Nie wiesz, kiedy dokupić akcji? I tak możesz zarobić na giełdzie - to kwestia zaufanie do zarządu.

Dobry zarząd dba o interes swoich akcjonariuszy.
Warren Buffett:

Jeśli nie masz pojęcia o diamentach, poznaj jubilera.
Jeśli zarządzający jest wspaniałym człowiekiem, ufasz mu, to zostaw mu pieniądze w posiadanie - on wie, jak zrobić z nich pożytek. Tobie pozostaje tylko cierpliwie czekać - to rozsądna droga.

Nigdy nie wiemy wszystkiego o firmie, dlatego zaufanie do zarządu jest bardzo ważne. Jeśli zarząd nie ukrywa swoich błędów, to Ty nie musisz się martwić. Ktoś, kto przyznaje się do błędów, naprawia je szybciej. Gdy masz dobrych zarządzający, nie musisz snuć domysłów, czy firma idzie w dobrym kierunku - szef wie to lepiej, bo zaskarbił sobie Twoje zaufanie. Jeśli mu naprawdę ufasz, to nie będziesz się bać.

Osobiście nie lubię zarządzających, którzy mówią o suchych danych - lubię, gdy mówią oni o biznesie, który prowadzą. Udzielony z pasją wywiad jest dla mnie ważniejszy, niż rekomendacja uznanego "analityka finansowego". Lubię też ludzi z pasją. Bracia Kicińscy z CD PROJEKTU na prezentacje i konferencje przychodzą często w koszulkach - nie przywiązują uwagi do tego, jak są postrzegani - chcą powiedzieć, jak wygląda ich biznes - nie chcą przede mną niczego ukryć. Tacy zarządzający zrobią wszystko za Ciebie. Szukaj ich - W Polsce mamy takich wielu - trzeba ich tylko znaleźć i im zaufać. Jest to aspekt niemal tak ważny, jak obliczona wartość wewnętrzna.

Światem rządzi pieniądz, ale człowiek uczciwy będzie bardziej doceniał to, co ma - nie będzie kombinował, jak nie dać się złapać. Z czystym umysłem, zarządzający będzie mógł skupić się na kreowaniu wartości. Chociaż tego nie widać, zarząd odgrywa niesamowicie ważną rolę - przekonajcie się - to nie jest trudne.

czwartek, 9 lutego 2012

Nieścisłości w danych na portalach finansowych

Człowiek to zła maszyna - często się myli, popełnia głupie błędy, nie zawsze je naprawia. Inwestor powinien jednak nie popełniać nowych błędów na podstawie błędów innych ludzi. Na sporo nieścisłości można trafić podczas przeglądania portali finansowych. Roi się tam od nieścisłości, nieprawidłowych danych, czy nawet o złej liczbie akcji w obiegu. Ta ostatnia sytuacja jest tak niebezpieczna, że pozwolę ją sobie opisać.

Podczas analizy JSW obliczałem wartość wewnętrzną - prognozowane zyski, dynamika, wszystko trzeba podzielić przez liczbę akcji. Wartość całej firmy wychodziła przyzwoita - dzieliłem więc przez ilość akcji i "bęc" - mam wspaniałą wartość firmy - 70% marży bezpieczeństwa. Niby wszystko ok, jednak od razu coś mi nie grało - dlaczego obecna cena JSW oscyluje wokół miliarda złotych? Przecież firma powinna kosztować jakieś 10 razy więcej? Podstawiam wszystko jeszcze raz do wzoru: wartość firmy dzielę przez 10 884 960 akcji. Zaglądam do raportu, a tam? Akcji w obiegu jest ile? 119 207 920 - ponad 10 razy więcej! A co, gdybym był spekulantem i kupił akcje od razu? Pewnie bym teraz płakał z rozżalenia, bo zaufałem serwisowi giełdowemu. Mogłem popełnić katastrofalny błąd przez pomyłkę osoby, która wpisała złą ilość akcji w obiegu. Błąd został oczywiście naprawiony dopiero po publikacji następnego raportu, czyli dwa miesiące później.

Do obliczeń podstawiajcie dane WPROST Z RAPORTÓW. Macie pewność, że nie płacicie za błąd innego człowieka. Robiąc własne wykresy i bazy danych podczas czytania raportów, bardzo szybko znajdziecie błędy, które popełniliście wcześniej. Dane podstawione potem do wzorów będą poprawne, a Wy otrzymacie rzetelny obraz spółki.

Nie życzę Wam takich przykrych niespodzianek, dlatego pilnujcie się - błędów popełniamy podczas inwestowania całe mnóstwo. Nie pozwólcie, żeby straty dotykały Was, przez tak głupie pomyłki.

wtorek, 7 lutego 2012

Fosa - silna marka gwarancją sukcesu

Lubicie markowe rzeczy? Marzyliście kiedyś o Ferrari? A może nie wyobrażacie sobie kupno telefonu innej marki, niż Nokia?

Wszystko, co wymieniłem wyżej, jest drogie, często bez większego sensu. Po co kupić ferrari, skoro fiat, czy inna toyota będzie tańsza i tak samo praktyczna? Czy nie lepiej kupić smartfona, zamiast Nokii? Niektórzy z Was, pewnie odpowiadają na te pytania negatywnie. Macie zaufanie do konkretnej marki, bo nie zawiodła Was ona w przeszłości, bo byliście zadowoleni, bo nie żałujecie wydanych pieniędzy. Jeśli znacie taką markę, to firma, która jest w posiadaniu takiej marki, ma silną fosę.

Na pewno słyszeliście o Gillette, Coca-Coli, czy komputerach firmy Apple, czy IBM. Wszystkie te firmy mają produkty, które różnią się zasadniczo o konkurencyjnych - są lepsze, bardziej wytrzymałe, często jednak droższe. Właśnie - droższe! Tutaj jest sedno i fundament fosy.

Firma, która ma znaną markę w ofercie, może podnosić ceny bez obaw o rynek - klienci i tak zapłacą więcej za coś, co się wyróżnia. Kiedy Producenci aut niższego szczebla biją się o rynek obniżając koszty, samochody BMW, czy Ferrari sprzedają się znakomicie, chociaż nie należą do tanich. Takie właśnie firmy są wartościowe. Inne, oferujące coś tańszego, są takie same - żadna więc nie jest warta więcej. Wśród spółek, które polecałem, jest jedna, która wpisuje się w ten obraz znakomicie - to CD PROJEKT. Chociaż nie widziałem trailera, mało wiedziałem o grze, wiedziałem, że drugi wiedźmin będzie dobry - moje zaufanie nie zostało wystawione na próbę - w ciemno więc kupię następną część. To jest właśnie marka, która zarabia nawet, kiedy ma na rynku masę podróbek.

Inne wybrane przeze mnie firmy nie posiadają raczej produktów jedynych w swoich rodzaju - ich wyjątkowość polega na jakości zarządzania i utrzymywania wysokiego zwrotu z kapitału własnego. Nie buduje to fosy, jednak wsparcie obrony firmy - chociaż konkurencja widzi brak fosy, to jednak nie zaatakuje firmy, bo wie, że sprawna "armia" zarządzających i tak odeprze atak.

Jeśli nie macie pewności, czy firmę opłaca się kupić, zastanówcie się, co będzie, jeśli jej ceny wzrosną dwukrotnie. Czy znajdzie się ktoś, kto będzie gotowy tyle zapłacić? Jeśli obecni klienci kupują produkt firmy, bo jest on tani, to na pewno podwyżka nie wyjdzie spółce na dobre. Jeśli ktoś nie wyobraża sobie, żeby nie kupić Ipada, czy nowego Wiedźmina, to taka właśnie firma może podnosić ceny - ma wysoką fosę, której nie zniszczy tani kicz.

niedziela, 5 lutego 2012

Nie wiesz co kupić? Kup wszystko

Dla inwestora pasywnego, który boi się inwestować w konkretne walory, też istnieje dobry sposób na zysk. Oprócz lokat i obligacji, może on też kupić ETF. Co to takiego? Najprościej opisać to można jako fundusz, który inwestuje we wszystko, co się da. ETF surowcowy kupi wszystkie rodzaje akcji spółek surowcowych, a ETF WIG stworzy portfel, który będzie naśladować ruchy indeksu WIG. Dla początkującego inwestora może się to wydawać dziwne, jednak to faktycznie działa. ETF - jednostka funduszu indeksowego zachowuje się identycznie, jak indeks. Dzięki temu, możemy zarabiać na giełdzie, tak naprawdę w nią nie inwestując:-)

Benjamin Graham w swojej książce "Inteligentny Inwestor" pokazuje wyniki różnych funduszy: indeksowych, technologicznych, wzrostu itd. Okazuje się, że tylko 15 procent funduszy wyprzedziło fundusze indeksowe w ciągu 20 lat! Ponad połowie innych funduszy nie udało się pobić funduszu indeksowego nawet jeden raz. Skąd mamy więc mieć pewność, że akurat ten fundusz będzie lepszy od funduszu indeksowego? Lepiej jest po prostu kupić jednostkę funduszu indeksowego i czekać.

Jest to jednak inwestycja - zawsze możemy się wkopać! Trzeba zachować niezbędne minimum ostrożności przy zakupie ETF. Przecież osoby, które kupiły taką jednostkę w 2007 roku, do dzisiaj są na minusie(chociaż w Polsce wtedy nie było jeszcze tego instrumentu). Pora więc ponownie spojrzeć na dwa wykresy:

Pierwszy przedstawia indeks WIG od początku naszej giełdy, a drugi porównanie wskaźnika C/Z dla WIG(czerwona linia) i KGHM(żółta) od 2005 roku. Na linię żółtą nie musicie zwracać uwagi. W poście Interpretacja wskaźnika C/Z dla całej giełdy podałem racjonalną wysokość wskaźnika C/Z dla całej giełdy, przy której opłaca się kupić akcje. O ile dla kupujących konkretne akcje, jest to tylko wskazówka, to dla inwestujących w fundusze indeksowe, jest to po prostu najważniejszy wykres! Zauważyć można, że wysokość wskaźnika C/Z poniżej 12 jest już okazją - wtedy właśnie należy kupić jednostkę funduszu indeksowego - podczas kryzysu. Nie dajcie się zwieść złym prognozom dla gospodarki - dziennikarze próbują nas omotać, ale kupowanie tanio jest jedynym sposobem na zysk. Wskaźnik C/Z pokazuje nam, czy jest tanio, a nie analitycy. Odradzam kupowanie ETF przy C/Z powyżej 17. Jeżeli będziecie chcieli kupić taką jednostkę, należy po prostu poczekać na niższe ceny - do tego czasu można wpłacić pieniądze na lokatę.

A co jeśli chcemy trzymać pieniądze do emerytury? Z wyjątkiem giełdy japońskiej, każda giełda na świecie urosła przez ostatnie 30 lat. Ale kto da nam pewność, że nie będziemy mieli w Polsce drugiej Japonii? Była Irlandia, Egipt, niedługo pewnie będzie też Budapeszt:-) Na dłuższą metę, inwestowanie w taki fundusz jest więc niepewne - na emeryturę doradzałbym więc lokaty - pewny zysk nieco powyżej inflacji jest chyba lepszym rozwiązaniem. Inwestowanie w fundusze indeksowe jest dobre okazyjnie. Kiedy trwa kryzys, wskaźnik C/Z wynosi poniżej 12, możemy kupić tanio akcje i zarobić więcej, niż na lokacie. Jeżeli nie chcecie trzymać ETF'a do emerytury, radzę się z nim rozstać przy wartości C/Z 17(oczywiście dla całego WIG'u).

Bez czytania raportów można przegonić połowę funduszy "specjalistycznych", wystarczy w odpowiednim momencie kupić ETF, najlepiej dla całego indeksu WIG. Obecna sytuacja na giełdzie jest jak najbardziej korzystna - wskaźnik C/Z oscylujący wokół wartości 10, jest bardzo bezpieczny. Jeśli więc macie trochę gotówki i zastanawiacie się nad kupnem jednostki funduszu indeksu WIG, to mogę Wam ten instrument polecić. Musicie jednak pamiętać, że pewności nie macie nigdy - ponosicie pełną odpowiedzialność za swoje decyzje.

piątek, 3 lutego 2012

Dlaczego nie istnieje strategia idealna?

Pytanie zawarte w tytule nie jest jednym z pytań, na które nie ma odpowiedzi - odpowiedź wbrew pozorom jest bardzo prosta, a właściwie jest ich kilka. Więc?

W "Inteligentnym Inwestorze" Graham podaje wiele przykładów spekulacyjnych "strategii", które w podręcznikach przynosiły zyski, a potem doprowadzały do ruiny tych, którzy bezmyślnie wprowadzali je w życie - te strategie nie działały w większości dlatego, bo były po prostu idiotyczne, ale tak samo ważnym powodem była ich popularność. Po nagłośnieniu danej strategii, wielu inwestorów naśladuje strategię inwestycyjną, która jest rzekomo skuteczna - takie strategie są zazwyczaj łatwe - kupujesz po cenie takiej i takiej, sprzedajesz za trzy dni, kupujesz w oczekiwaniu na rajd św. Mikołaja, albo łapiesz fundusze na sprzedawaniu przed końcem okresu rozliczeniowego na sprzedaży akcji i kupujesz je tanio. Proste, prawda? Tyle tylko, że takie proste strategie zazwyczaj dotyczą kilku akcji i rzucający się na okazję inwestorzy niszczą strategię, według której działają - strategia upada pod ciężarem własnej głupoty.

Strategie bardziej rozsądne są bardziej skuteczne, ale nie dają właściwie konkretnych rad: Czy Buffett, Graham, czy Fisher, podawali nam konkretne spółki, które trzeba kupić? NIE! Tysiące spółek na całym świecie spełnia ich wymagania, więc każdy, kto stosuje ich strategie, tak na prawdę buduje własną - bardzo wyjątkową.

W okresach hossy lepsze są strategie spekulacyjne, jednak kiedy nadchodzi bessa, wszystkie przynoszą straty, a Buffett wtedy cieszy się, że nie dał się przeciągnąć na ciemną stronę mocy - zarabia mniej, niż obiecują nam spekulanci, ale nie jest idealny. Zawsze jest jakiś sposób, by zarobić więcej i nigdy nie wynajdziemy strategii idealnej. Po prostu.

Budowanie strategii jest jednak niezbędne do osiągania solidnych zysków - przez lata będziecie budować swoją własną, idealną dla WAS strategię - dla ludzi z innym temperamentem, w innym miejscu i czasie, Wasza strategia będzie bezużyteczna. Strategia Buffetta jest ogólna, więc każdy może zmieniać w niej szczegóły - ja wykorzystam ją w spółkach technologicznych, ktoś inny w bankowości, jeszcze inna osoba kupi akcje firmy budowlanej i wszyscy na tym możemy zarobić. Wspaniałe, prawda? Dlatego cały ten blog poświęciłem inwestowaniu na sposób Warrena Buffetta.

środa, 1 lutego 2012

Spekulacja - czy na pewno możemy jej całkowicie uniknąć?

Co to właściwie jest spekulacja? Niby każdy to wie, jednak definicja Grahama różni się od tej stosowanej współcześnie. Według Grahama wszystkie transakcje, które nie zostały dogłębne przeanalizowane, są spekulacyjne. Idąc dalej można wywnioskować, że spekulujemy za każdym razem, kiedy na analizę poświęcamy mało czasu - kupiona po godzinie analizy spółka, nie jest inwestycją! Z drugiej jednak strony, spekulacja polega na wykorzystywaniu wahań cen w celu osiągnięcia zysku. I tutaj właśnie pojawia się pewien paradoks. Otóż w każdej inwestycji, musi być odrobina spekulacji - przecież w oparciu o wzrost wartości, również chcemy wykorzystać wahania cen - co prawda długoterminowe, ale jednak wahania. Oprócz tego przecież chcemy kupić akcje po niskich cenach - kupując przykładowo teraz akcje, zakładamy, że w przyszłości ceny wzrosną - to jest spekulacja, według współczesnej definicji:-)

Graham jednak nie nazwałby spekulacją transakcji, która analizowaliśmy miesiącami. Już w "Inteligentnym Inwestorze" zauważył, że nie da się całkowicie ustrzec przed odrobiną spekulacji. Tak, jak Graham, ja również muszę Was przestrzec przed bardzo grubym błędem. Powyższe rozważania mają udowodnić Wam, że spekulacja sięga znacznie dalej, niż mogłoby się wydawać - w takiej sytuacji możemy łatwo "udowodnić" sobie, że nie spekulujemy. I tutaj właśnie popełniamy największy błąd, jaki możemy w tej kwestii popełnić. Spekulujemy, chociaż tak naprawdę sądzimy, że inwestujemy. Gdy kupujemy spółkę bez analizy, z branży przez nas znanej, jesteśmy przekonani, że wiemy wszystko, chociaż nie wiemy nic. Chociaż dobrze interpretujemy sygnały, tak naprawdę nie wiemy jakie mogą one być.

Uważajcie na spekulacje - nie uciekniecie przed nią całkowicie, ale możecie ją bardzo znacząco ograniczyć - wszystko jest kwestią wyboru i temperamentu. Gdy liczymy się ze spekulacją, nie będziemy wpadać w jej sidła i będziemy bardziej zdani na nasze decyzje, niż na decyzje rynku.