piątek, 30 grudnia 2011

Obietnice czas złożyć - rok 2012

Sylwester już jutro, więc dobrze będzie, jeśli podsumuję rok mijający i napiszę o moich planach na rok następny. Bloga prowadzę już prawie 4 miesiące - co drugi dzień umieszczam nowym post, co jest bardzo dobrym wynikiem - pomysłów mam nadal sporo. Mam dość dużą popularność: Longterm umieścił mnie już w rankingu blogerów niezależnych, Tobiasz Maliński podlinkował mój wpis - niby nic specjalnego, ale mnie to jednak cieszy. Było kilka wpadek: błędy ortograficzne, nielogiczne ankiety, wdawanie się w kłótnie z ignorantami na forach, komentarze uznawane przez system jako spam i parę szczegółów, które na szczęście udawało mi się w porę wykryć:-)

Co w roku 2012? Nie przygotowuję się do końca świata, więc planuję utrzymać częstotliwość jednego wpisu na dwa dni - jest to możliwe i da mi to wiele korzyści - strategia budowana na doświadczeniu i własnych przemyśleniach będzie skuteczna, jeśli będę w niej skrupulatny. Fakt, że czytają tego bloga ludzie zmusza mnie do w miarę profesjonalnego podejścia. Postaram się zgłębić strategie Philipa Fishera i wcielić jej część do własnej. Blog jest już spory, więc zmienię wkrótce układ bloga - trzy kolumny będą bardziej czytelne, niż obecne dwie. Postaram się też mniej patrzeć na notowania, chociaż i tak sprawdzam je już tylko raz na tydzień. O mojej walce z samym sobą napiszę również wkrótce.

A co w moim prywatnym życiu? Niektóre moje plany świadomie chcę Wam pokazać - tak dla większej dyscypliny - świadomość, że czytają to setki ludzi skłoni mnie do wywiązywania się z noworocznych postanowień:-) a więc chcę w 2012:
- Oprócz nauki na bieżąco, rozwiązywać średnio 4 zadania z matematyki dziennie - mniej w tygodniu, więcej w weekendy,
- spróbować z pomocą komercyjnego programu z ulubionego czasopisma nauczyć się czytać trochę szybciej. Próby podejmowałem w tym roku, jednak oczywiście skończyło się na tym, że natłok sprawdzianów wybił mnie z rytmu - 10 minut dziennie,
- przygotować się do matury rozszerzonej z fizyki - średnio 15 minut dziennie oprócz nauki na bieżąco - więcej w weekendy podobnie, jak w przypadku matematyki,
- kontynuować naukę programowania i pisania stron - tutaj już w miarę możliwości, bez większych regulacji - w tym roku opanowałem HTML, CSS, trochę PHP i C++ - chciałbym nauczyć się zwłaszcza c++ i HTML w wersji 5.0;
- w wakacje wziąć się ostro za przygotowania do matury - chcę zdawać: polski - podstawa i rozszerzenie, jednak na drugą opcją jeszcze się waham; matematyka - podstawa i rozszerzenie - będzie trudno, ale to absolutny priorytet zwłaszcza, że ostatnio nie idzie mi rewelacyjnie; angielski - podstawa i rozszerzenie - tutaj problemów będzie mniej, ale to nie oznacza, że nie trzeba się przygotować; fizyka - nie wiem jaki poziom - decyzję podejmę po wakacjach;
- zdać na prawo jazdy - umiem już jeździć, jednak nie oznacza to, że sprawdzę się na drogach publicznych:-)

Plan bardzo ambitny i szczerze mówiąc szczerze wątpię w jego pełną realizację. Za priorytety uważam punkty związane z maturą, więc te właśnie punkty będą bardzo ważne. Reszta planów siedzi w mojej głowie, ale ich ujawnianie akurat mi nie pomoże:-) Mam nadzieję, że Wy - moi czytelnicy, będziecie wywierać na mnie taką presję, żebym przyłożył się do moich planów.

środa, 28 grudnia 2011

Literatura dobrego inwestora część trzecia

Dzisiaj odbiegająca od schematu książka - książka, której jeszcze nie czytałem - nowa książka Tobiasza Malińskiego pt. "Dlaczego Twój makler wolałby, żebyś tego nie wiedział"

Chociaż tytuł może sprawiać wrażenie, że nie jest to książka typowo inwestycyjna, trzeba dokładnie zobaczyć, o czym właściwie jest ta książka. Nie jest to bajka o złych maklerach i zagubionych inwestorach - to książka ukazująca cały obraz sytuacji. Przy okazji udało mi się przeprowadzić z Tobiaszem wywiad na temat jego nowej książki oraz na temat wpływu doradców, na współczesny obraz giełdy

1. Dlaczego Twoim zdaniem ludzie często nie badają tego, co mówią im maklerzy?
Instytucje finansowe oraz ich reprezentanci są podmiotami oraz osobami zaufania publicznego. Ludzie nie weryfikują tego co mówią im maklerzy czy ogólnie – finansiści, bo uważają, że ludzie Ci działają w interesie przeciętnego Kowalskiego. Po drugie, przeciętni ludzie nie byliby po prostu w stanie zweryfikować wypowiedzi ludzi z branży finansowej, bo nie mają wiedzy inwestycyjnej i nie potrafią odróżnić dobrej od złej porady finansowej oraz inwestycyjnej.
2. Czy sądzisz, że na starcie samodzielny inwestor przegrywa z ogromnymi korporacjami?
Wszystko zależy od pola starcia, na którym dochodzi do konfrontacji inwestora indywidualnego z instytucjami. Jeśli inwestor będzie chciał rywalizować z nimi w zakresie krótkoterminowych spekulacji – przegra, ponieważ instytucje finansowe mają w tym zakresie dużą przewagę, choćby informacyjną. Jeżeli jednak inwestor indywidualny wykorzysta swoje atuty jakimi są mobilność, cierpliwość oraz brak presji ze strony konkurentów (z taką presją stykają się instytucje finansowe), może osiągać śmiało lepsze wyniki inwestycyjne. Myślę, że inwestor indywidualny może bez większych przeszkód uzyskiwać dwucyfrowe stopy zwrotu w ujęciu rocznym ze swoich inwestycji.
3. Wiele badań potwierdza, że fundusze akcji często przegrywają z teoretycznie mniej rentownymi funduszami obligacji. Czy uważasz, że na naszych oczach sytuacja się zmienia, czy jest to może wynik nieinteligentnego zarządzania funduszami akcji?
Przyznam szczerze, że nie śledzę rentowności funduszy akcyjnych w porównaniu do funduszy obligacji, jednak jedno jest pewne – potężne kapitały jakimi muszą obracać ogólnie fundusze inwestycyjne powodują konieczność ich lokowania w duże spółki. Inne fundusze inwestycyjne lokują pieniądze w podobne podmioty przez co wyniki funduszy zbliżają się do wyników indeksów giełdowych. Słusznie zauważyłeś, że jeśli zarządzający podchodzą mało inteligentnie do swojej pracy – wyniki przez nich wypracowywane będą kiepskie lub co najwyżej przeciętne. Uważam, że nie ma znaczenia w jakie aktywa inwestuje dany fundusze – jeśli jest zarządzany przez osobę z głową na karku, będzie dawał zarabiać inwestorom.
4. Jaki jest najgorszy błąd, jaki możemy popełnić, jeśli zasięgamy porady maklera? To trudne pytanie, ponieważ nie każdy makler zachowuje się tak samo. W zależności o co pytamy i jakiemu maklerowi zadajemy pytanie, taką uzyskamy odpowiedź. Uważam, że nie powinno się słuchać rad maklerów, którzy nie orientują się w zakresie tematycznym objętym pytaniem. Zawsze należy pytać właściwych osób, o właściwe rzeczy.
5. Kontrola podstawą zaufania - czy również w świecie inwestowania?
Tym bardziej w świecie finansów. Wystarczy spojrzeć na zachowanie banków podczas rozpatrywania wniosku kredytowego – bank ogólnie ufa klientowi, ale i tak musi go sprawdzić w zakresie jego zdolności kredytowej. Niestety świat finansów jest jedyną rzeczywistością, w której występuje tak wielu oszustów, że czasami trudno znaleźć kogoś uczciwego. Kontrola nie jest w zasadzie podstawą zaufania, bo jeśli kontrolujemy to nie mamy zaufania. W branży finansowej jednak czasami lepiej go nie mieć i kontrolować. W końcu w grę wchodzą nasze pieniądze.
6. Jak zdefiniowałbyś pojęcie ryzyka? Co tak naprawdę je stwarza? Brak wiedzy? Czynniki losowe? Niewidzialna ręka rynku?
Powstało mnóstwo prac naukowych na temat ryzyka. Oficjalnie mianem ryzyka określa się niepewność, którą można zmierzyć, czyli policzyć prawdopodobieństwo jej wystąpienia. Ryzyko wynika w zasadzie z dwóch czynników – z niepewności co do wystąpienia zdarzenia oraz niepewności co do skutków, które ono spowoduje. Tyle teoria. Ryzyko jest nieodłącznym elementem naszego życia, bo nie wiemy przecież co przyniesie przyszłość. Człowiek przez swoje zachowanie może albo minimalizować nieodłączne życiu ryzyko lub je dodatkowo powiększać. Można więc powiedzieć, że ryzyko istnieje, ale to jak sobie z nim radzimy zależy od nas. Jeśli mówimy o kimś, że zachowuje się ryzykownie oznacza to, że niepotrzebnie wystawia się na ryzyko lub po prostu swoim zachowaniem je potęguje. Zarządzanie ryzykiem znajduje się więc w mocy człowieka, w przypadku inwestycji giełdowych – inwestora.
7. Gdybyś sam został maklerem giełdowym - czego byś nie lubił w swojej pracy?
Przede wszystkim nie lubiłbym presji na osiąganie krótkoterminowych wyników finansowych. To chyba jedyna rzecz, do której nigdy bym nie przywykł :).

Poprzednia książka Tobiasza jest bardzo popularna i po prostu dobra - jako inwestorzy skoncentrowani, mamy dużą pewność, że poziom nowej książki Tobiasza jest równie wysoki:-)

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Obroty, wykres i popularność, czyli o płynności w inwestowaniu długoterminowym

Dla początkujących inwestorów zaleca się, by inwestowali w spółki płynne, najczęściej te z WIG-u 20, bo ich płynność ograniczy ewentualne straty. Jest to metoda, która jest dobra w krótkim okresie czasu. Nie wiem jak wy, ale ja znów odnoszę wrażenie, że ktoś tu chce z nas zrobić spekulantów. Czy płynność ma wpływ na inwestycje powyżej roku? Spójrzmy na wykres roczny najmniej płynnej, wśród polecanych spółek, czyli PEP:

Widać ewidentnie, że małe obroty nie powodują w długim terminie niespodziewanych skoków cen. Nawet w przypadku PEP, cena nie zmieniała się drastycznie, więc w punktu widzenia "znawców" jest ona w długim terminie bezpieczna.

Kiedy mamy zamiar inwestować długoterminowo, płynność nie powinna mieć dla nas żadnego znaczenia - dobre obeznanie w firmie gwarantuje nam, że niepłynny walor będzie jednak rosnąć, a nie spadać. Niepłynne spółki ułatwiają nam również nasz eksperyment - nie musimy sprawdzać często ich cen. Idealne do takich inwestycji są spółki z NewConnect - nie inwestuję tam, bo są to spółki zwykle bez przeszłości, ale jeśli ktoś zna się na tym rynku, może spokojnie odpuścić sobie kwestie płynności w inwestowaniu długoterminowym.

czwartek, 22 grudnia 2011

Metoda wyceny Grahama

Znów wczytujemy się razem w "Inteligentnego inwestora". Tym razem omówimy metodę wyceny Grahama. Metoda ta dotyczy akcji wzrostowych. Jest bardzo prosta. Oto wzór: Normalne, zdrowe zyski roczne*(8,5 + 2*spodziewana roczna stopa zwrotu) Wskaźnik jest prosty, do póki nie zastanowimy się, jakiej stopy zwrotu oczekujemy. Nie potrafimy dokładnie określić, jakiej stopy zwrotu możemy się spodziewać, możemy podstawić 10 w przypadku CCC, więc 117856tys*(8,5+2*10)/ilość akcji wychodzi nam wartość 87 złotych. Wartość ta zbliżona jest do naszej wyliczanej wcześniej wartości. Jeśli jednak stopa zwrotu wyniesie 9 procent, wycena spada do 81 złotych. Jeden procent pomyłki, powoduje całkiem spory spadek wyliczonej wartości. To nie do przyjęcia.

Ja zdecydowałem więc wykorzystać ten wskaźnik, to obliczenia minimalnej wartości wewnętrznej spółki. Dobra firma zwiększa swoją wartość szybciej, niż jej majątek zjada inflacja, więc jeśli uważamy, że nasza firma wzrośnie szybciej, niż wskaźnik inflacji, możemy obliczyć minimalną wartość CCC: 117856 tys*(8,5+2*4)/38400000 akcji= 50,50 zł Za wartość inflacji przyjąłem okrągły wskaźnik 4 procent. Jest to nieco szaleńcza metoda, jednak w mojej opinii pozwala oszacować minimalną wartość akcji wzrostowych. Jest to metoda eksperymentalna, więc nie będę polegał tylko na niej - pozostałe dwie metody wycen uważam za ważne, podczas obliczania wartości wewnętrznej.

Nadal musimy jednak pamiętać, że samo wyliczenia wartości wewnętrznej, nie gwarantuje sukcesu

Następny wpis pojawi się 26 grudnia. Życzę Wszystkim Wesołych Świąt. Spędźcie je w gronie rodziny - nie zapominajcie, że pieniądze nie dadzą nam szczęścia, jeśli nie będziemy umieć dzielić się tym szczęściem. Te dni niech upłyną Wam pod znakiem zastanawiania się, co jest tak naprawdę dla Was ważne...

wtorek, 20 grudnia 2011

C/Wk czyli jak bardzo zlekceważyłem jeden z ważnych wskaźników

Podczas selekcji spółek na początek sprawdzałem wskaźnik C/Z, jednak odpuszczałem sobie chwilę przemyśleń nad wskaźnikiem C/Wk. Czytając w książce "Na sposób Warrena Buffetta" historię kupna udziałów w Coca-coli, doszedłem do wniosku, że nie ma po co patrzeć na wartość tego wskaźnika, bo niski wskaźnik nie gwarantuje nam, że zarobimy, a wysoki nie przekreśla szans na zysk, jak było w przypadku Coca-coli(wartość C/Wk podczas transakcji Buffetta, wynosiła około 5), w związku z tym po prostu omijałem ten wskaźnik.

Dopiero Benjamin Graham w swojej książce "Inteligentny Inwestor" otworzył mi oczy na ten w gruncie rzeczy ważny wskaźnik. Co on tak dokładnie oznacza? Odpuszczę sobie literacki bełkot, bo pewnie nikogo z Was to nie interesuje. Więc za przykład podamy Naszą budkę z hamburgerami:-) Budka razem z działką jest warta 5 tysięcy złotych, w środku mamy 2 mikrofalówki po 500 złotych, jakiś tam piecyk za tysiąc złotych i lodówkę za tysiąc złotych. Wartość księgowa, to wartość właśnie tych wszystkich rzeczy, czyli Wartość księgowa naszej budki to 8 tysięcy złotych. Jednak kiedy sprzedajemy budkę innym ludziom, uwzględniamy w cenie nasz rynek zbytu, markę, patenty na pyszne hamburgery - te wszystkie rzeczy nie są wartością księgową. Nie da się ich precyzyjnie określić. Wyjątkiem są właśnie patenty, które są bardzo często częścią majątku spółek. Nie wliczają się one do wartości księgowej, chociaż ich wartość jest teoretycznie możliwa do obliczenia. Dlatego nie należy się dziwić, że wartość księgowa firm z branży komputerowej, jest zazwyczaj duża.

Co mamy robić, w przypadku, gdy wartość księgowa wynosi poniżej 1? Przedstawiam Wam wartości wskaźników C/Wk dla polecanych spółek:

MCI 0.48
PBG 0.49
BUDIMEX 2.92
KGHM 1.30
PEP 1.33
CCC 3.97
CD PROJEKT RED 3.86
Jak widać w przypadku MCI i PBG, wartość akcji jest mniejsza, niż ich wartość księgowa - w przypadku zdrowych firm, jest to wspaniała okazja inwestycyjna - gdyby firma była martwa, byłaby warta ponad dwa razy więcej, niż kosztuje na giełdzie. W przypadku MCI sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, bo jest to fundusz, jednak jest to również dobry znak. W długim terminie, spółki o zdrowych finansach muszą wzrosnąć do wartości wskaźnika C/Wk powyżej 1. Takie okazje się zdarzają, chociaż jeśli bankrutująca firma ma wskaźnik 0.3 C/Wk nie znaczy to, że zarobimy na niej. Tylko w przypadku zdrowych firm, jest to możliwe.

Pozostałe firmy mają wyższe wskaźniki C/Wk, więc można wywnioskować, że akcjonariusze traktują je bardzo dobrze - doceniają ich wartość. CCC ze względu na stabilne zyski, nie będzie raczej kosztować dużo mniej, bo akcjonariusze nie chcą oddać wartości niematerialnych za bezcen - rynek zbytu, marka, szacunek - to wszystko jest w cenie. W przypadku Cd Projekt Red mamy również dobry stosunek akcjonariuszy do spółki. Oprócz tego mamy wiele rozpoznawalnych marek: Wiedźmin; gog.com; red engine. To wszystko buduje wartość, więc w przypadku tych spółek wysoki wskaźnik C/Wk jest według mnie uzasadniony.

Bez zwracania uwagi na wskaźnik C/Wk wybrałem te spółki, więc można wywnioskować, że inwestowanie bez tego wskaźnika jest możliwe. Pojawia się jednak pytanie, czy na podstawie innych danych, bylibyśmy w stanie, w każdym przypadku wywnioskować, czy cena jest wysoka, czy nie. Ten wskaźnik na pewno w inwestowaniu pomaga.
Chylę czoło przed Benjaminem Grahamem - był wspaniałym inwestorem i jego rady są naprawdę ponadczasowe.

niedziela, 18 grudnia 2011

Buffett i inwestycje technologiczne

Minęło już trochę czasu od inwestycji Buffetta w IBM. Dopiero teraz omówię tę transakcję ze względu na mniejszy szum, jaki panuje wokół tej spółki.
10mld dolarów przeznaczone na spółkę, która związana jest z nowymi technologiami - prawdziwy gigant branży, ogromne zyski, wspaniała marka no i ta branża... Czy coś tu nie pasuje?

Przecież Buffett mówił, że ma trudności z obsługą kalkulatora, przecież omijał spółki technologiczne podczas hossy, przecież nie używa często komputera, przecież w jego biurze nie ma telewizora. Dlaczego on wydał tyle pieniędzy na spółkę technologiczną?

Już Benjamin Graham w "Inteligentnym Inwestorze" mówił o spółce IBM z szacunkiem, podawał przykład tej spółki w wielu sytuacjach, a Buffett czytał jej raporty przez ponad 50 lat. Tyle czasu potrzebował, żeby poszerzyć swój krąg kompetencji o spółki technologiczne. Chociaż kiedyś bronił się przed nimi, teraz postawił naprawdę dużo...

Nie polecam Wam jednak tej, czy innej spółki technologicznej tylko dlatego, że Buffett ją kupił. Chcę bardziej namówić Was do ciągłego rozwijania się, do poznawania nowych branż, do czytania mnóstwa książek, czasopism, opinii, komentarzy - odpowiednia selekcja i odpowiednie wnioski pozwolą Wam poszerzać swój krąg kompetencji, dzięki czemu będziecie mogli zarobić 15 procent z nowej branży, zamiast 10 procent z branży, którą znacie równie dobrze, ale dłużej.

Życie inwestora to ciągła praca nad samym sobą, ciągłe rozwijanie się - poziom inwestowania ciągle się podnosi, jeżeli będziecie stać w miejscu - wszyscy Was wyprzedzą. Jeśli nie możecie się pogodzić z tą myślą, nie możecie zarabiać!

Trudno jest mi przekonać się do spółek ubezpieczeniowych typu TUEuropa, ale chętnie przeczytałem raporty roczne, coś tam wywnioskowałem - boję się tej branży, ale nie odrzucam jej. Kto wie, może za 10 lat kupię taką spółkę i zbiję na niej majątek? A może kupię coś zupełnie nowego? Może za kilkadziesiąt lat kupię spółkę specjalizującą się w transporcie międzyplanetarnym?

Większość zasad, o których piszę na blogu, jest ponadczasowa. Ponadczasowa jest również zasada, że musicie się rozwijać - tak było, jest i będzie. Jeśli będziecie się rozwijać, Wasz portfel "podąży" za Wami:-)

piątek, 16 grudnia 2011

Haracz od KGHM

Tobiasz Maliński uprzedził mnie i zrobił dokładną analizę podatku od miedzi i srebra. Blog Tobiasza Malińskiego
Jak widać na filmie, około 50 procent zysku będzie odprowadzane do budżetu państwa - jeśli taki podatek zostanie wprowadzony, to inwestowanie w tę spółkę, będzie zupełnie nielogiczne - nie dość, że dywidenda idzie na konto państwa, to jeszcze tak ogromne pieniądze mają iść na podatek?! Mam nadzieję, że jednak Pan Rostowski pójdzie po rozum do głowy i zmieni coś w tym podatku.

Boleśnie przekonałem się, że upolitycznienie spółek jest ogromnym ryzykiem zwłaszcza, kiedy krajem rządzą nieinteligentni ludzie. Popełniłem błąd, którego Philip Fisher nigdy by nie popełnił - zignorowałem zbyt dużą władzę państwa w KGHM. Poczekam ostatecznie na wprowadzenie takiego podatku, jednak przyznam, że bardzo mi się to nie podoba.

Literatura dobrego inwestora część druga

Kolejna obowiązkowa pozycja dla każdego inwestora długoterminowego, to "Inteligentny Inwestor" Benjamina Grahama - najlepszego doradcy finansowego XX wieku.

Dlaczego ta książka jest tak ważna? Jest to pierwsza książka, która tak szeroko przedstawia akcje, oraz obligacje. Benjamin Graham w długiej dość książce pokazuje punkt widzenia tak szeroki, że przytłacza swoim ogromem. Wszystko, co może mieć wpływ na nasze inwestycje, jest w tej książce omówione z niezwykłą dokładnością. Chociaż książka ostatni raz była uzupełniana w roku 1970, to jednak zawiera tyle ponadczasowych prawd, że każdy musi ją przeczytać. Po każdym rozdziale mamy dość obszerny komentarz, który obfituje w wiele przykładów, potwierdzających tezy Grahama.

Benjamin Graham oprócz genialnych rad, pokazuje mi również, jak być prawdziwie obiektywnym autorem - tak szerokiego spojrzenia na inwestycje, nie ma w żadnej innej książce. Na wszystkie pytania, które przyszły mi do głowy podczas lektury, znalazłem odpowiedzi - to jest właśnie najwyższy poziom profesjonalnego dziennikarstwa, do którego mi jeszcze bardzo daleko. Jeśli jeszcze nie przeczytaliście tej książki, to radzę ją zakupić. Kosztuje 69 złotych, jednak jest to prawdopodobnie najlepsza inwestycja, jakiej dokonacie w swojej inwestycyjnej karierze.

środa, 14 grudnia 2011

Samozwańczy inwestor długoterminowy

Inwestuję rok, nazywam siebie inwestorem długoterminowym. Nasuwa się pytanie, którego ze względu na niecenzuralny wydźwięk, nie przytoczę:-)

Dlaczego więc jestem inwestorem długoterminowym, chociaż nie mam na koncie żadnej inwestycji trwającej więcej, niż 16 miesięcy?

Anonymous twierdzą, że nie są grupą, tylko stanem umysłu

Przywołałem tutaj grupę hakerów, żeby pokazać wam, na czym właśnie polega istota sprawy. Inwestor długoterminowy, to niekoniecznie osoba, która trzyma akcje długo. To osoba, która rozważa swoje inwestycje w długiej perspektywie. Giełda płata różne figle i nie zawsze długoterminowa inwestycja, jest nią w wymiarze czasowym. Spekulant, który trzyma akcje dłużej niż rok, w obawie przed realizacją strat, nie staje się inwestorem długoterminowym. Inwestor długoterminowy nie myśli w kategoriach dni, czy miesięcy. Myśli w kategoriach lat i w oparciu o taki czas właśnie układa swoją strategię.

Dlatego właśnie uważam siebie za inwestora długoterminowego - chcę widzieć firmę za kilka lat, a nie następnego dnia. Czas pokaże, czy moje myślenie jest słuszne. Chcę być wolny finansowo, a tego nie zrobi się z dnia na dzień, dlatego mówię o sobie(może niesłusznie), jako o inwestorze długoterminowym.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Bessa - uciekać, czy nie?

Hossa, bessa, hossa, bessa. Chyba większość z was wie, że taka jest właśnie kolejność w cyklu koniunkturalnym. Inwestorzy z większym stażem na pewno mieli już dylemat z tym związany - czy wychodzić z inwestycji, gdy na horyzoncie pojawia się bessa?

Przyjrzyjmy się sytuacji polecanej spółki KGHM:

Widać, że bessa zepchnęła na początku 2008 roku KGHM do ceny około 20 złotych. Przed załamaniem spółka kosztowała ponad 100 złotych. Spadek jest więc znaczący. Długoterminowy inwestor kupujący KGHM na początku 2007 roku musiał czekać aż trzy lata, aby wyjść na zero - wielu pewnie straciło cierpliwość i sprzedało akcje. Tak więc bessa w roku 2008 powodowała znaczne ubytki w pieniądzach, chociaż ostatecznie każdy, kto kupił akcje wcześniej i trzyma je do dzisiaj - zarobił. A co by było, gdyby inwestor sprzedał akcje i czekał do końca bessy?

Nie oszukujmy się - nikt z nas nie jest w stanie kupić idealnie w dołku. W związku z tym wielu inwestorów było na minusie już na początku bessy, więc w obawie przed realizacją strat, czekali na lepsze czasy - ich cierpliwość została wystawiona na próbę. Co ja bym zrobił?

Jestem zwolennikiem kupowania w kryzysie, więc na początku bessy pewnie byłbym z KGHM na plusie - uważam, że wyjście z inwestycji z zyskiem w początkowym stadium bessy jest racjonalnym posunięciem. Sprzedając za około 80 złotych KGHM, mógłbym je odkupić taniej - nawet za 30 złotych - miałbym więc ponad 2 razy więcej akcji. Ale co, jeśli mamy straty? Podobnie, jak w przypadku zmiany waloru trzeba się zastanowić, czy sprzedaż akcji ze stratą pozwoli nam kupić firmę jeszcze taniej i czy ta transakcja zwróci nam obecną stratę - wszystko jest kwestią matematyki - trzeba przyjąć odpowiednie marże bezpieczeństwa, żeby być gotowym na gorszy scenariusz.

Sprzedaż firm jeszcze przed rozpoczęciem bessy może być racjonalnym posunięciem zwłaszcza, jeśli mamy do czynienia z bessą ostrą, która pewnie będzie następną, jaka nawiedzi GPW - warto już teraz się na nią przygotować, bo w warunkach obecnej bessy możemy przewidzieć nasze myśli, gdy rynek zwróci się przeciwko nam. Jeśli jednak jesteśmy gotowi czekać, lub nie jesteśmy w stanie wyliczyć, czy rotacja portfela nam pomoże, lepiej nie robić nic - aktywność wcale nie jest przejawem mądrości.

Postawcie się na miejscu akcjonariuszy spółek, które przechodzą trudne czasy - będziecie wiedzieć, co robić w trudnych czasach.

sobota, 10 grudnia 2011

Kiedy lubimy mieć rację

Z pewnością każdy z was był chociaż raz przekonany w zupełności, że ma rację, chociaż w rzeczywistości było inaczej. Co robimy, kiedy wszystkie sygnały mówią jednoznacznie o naszym błędzie? Odczytujemy je na swój sposób - każdą informację można przecież zrozumieć subiektywnie - obrócić "kota ogonem". Lubicie być nieomylni? Radzę zmienić podejście.

Popełniamy błędy i będziemy je popełniać - mają one nauczyć nas lepszego postępowania, ale co z tego, skoro upieramy się, że jednak mamy rację? Jest tak w przypadku spółki ATREM - chociaż emisje akcji nie mówią jednoznacznie o braku siły w spółce, to ja jestem wciąż przekonany, że spółka nie jest warta inwestycji. A może jestem w błędzie?

W tym właśnie momencie powinniśmy się zatrzymać. A co jeśli nie mamy racji? To proste pytanie pozwoli nam rozwiązać wiele problemów i często uniknąć strat. Ja sam jednak jestem przekonany co do swojej tezy i jeśli się mylę, zrozumiem to dopiero, gdy akcje zwyżkują o kilkaset procent. Tu jest właśnie klucz do lepszych decyzji - musimy zawsze brać pod uwagę scenariusz, w którym zakładana przez nas oczywistość się po prostu nie sprawdza. Zwykle o swoich błędach dowiadujemy się za późno. Warto więc badać, jak możliwe jest prawdopodobieństwo tego błędu. Szansa powtórzenia błędu jest duża, gdy nie wyciągamy odpowiednich wniosków.

czwartek, 8 grudnia 2011

Dywersyfikacja punktów widzenia - blog Tobiasza Malińskiego

Polecam Wam różne blogi o tematyce inwestowania nie po to, żeby sprezentować kolegom dodatkowe wyświetlenia, tylko dla Was, żebyście mogli opracować swój własny punkt widzenia. Chociaż Tobiasz i ja opieramy swoje strategie na radach Warrena Buffetta, to jednak się różnimy pod względem temperamentu - również wasz punkt widzenia będzie niepowtarzalny. Ważne jest, by odpowiadał waszej psychice.

Dlatego polecam Wam kolejny świetny blog o inwestowaniu wartościowym:
Tobiasz Maliński prowadzi blog pod adresem www.tobiaszmalinski.pl, jest też autorem świetnej książki "I Ty zostań Warrenem Buffettem, czyli inwestowanie skoncentrowane na GPW". Blog jest jedynie uzupełnieniem jego książek, jednak z materiałów tam zawartych można napisać następną. Tobiasz ocenia bardzo wiele spółek - na blogu możemy obejrzeć długie filmy omawiające poszczególne spółki - jest to wspaniały sposób wyrabiania w sobie dobrego nawyku dogłębnej analizy.

Tobiasz jest przykładem człowieka, który uwielbia to, co robi - widać to na każdym kroku. Tacy ludzie powinni być inspiracją dla innych inwestorów, którzy jeszcze nie do końca wiedzą, czego chcą. Punkt widzenia Tobiasza uważam za bardzo słuszny - profesjonalne podejście, którego mi nadal brakuje, pozwala mu uczyć innych ludzi naprawdę skutecznie.

wtorek, 6 grudnia 2011

Life and debt, freedom not yet!

W dawnych czasach ludzie z niższych warstw społecznych byli źle traktowani - przymusowo pracowali na majątki swoich panów, nie mogli uciec, bo nie mieli dokąd uciekać, całe życie byli niewolnikami!

Od zniesienia niewolnictwa minęły grubo ponad dwa wieki, jednak nowa definicja niewolnictwa istnieje do dzisiaj - niewolnicy naszych czasów, to ludzie zadłużeni. Jaka jest jednak podstawowa różnica między nami, a naszymi przodkami? Duża część współczesnych niewolników jest w sidłach długu z własnej woli - nasi praojcowie nie mieli takiego wyboru.

Oczywiście życie pisze różne scenariusze: tracimy pracę, mamy kredyt hipoteczny, coś się psuje, po prostu nie możemy znaleźć rozwiązania - takie sytuacje się zdarzają i szczerze współczuję ludziom, którym nie starcza do pierwszego, mimo ich wielkich starań. Ważnym pytaniem jest więc: Czy można zapobiec popadnięciu w długi?

"Nie ważne na co chcesz! Ważne, że Ci się chce!" - krzyczy do nas pewna reklama kredytu. "Kup nowy odtwarzacz blu-ray. Zobacz jutro już dziś" - przekonuje inna reklama.
Czy nie dajecie się czasem skusić na niepotrzebne wakacje, urządzenia, usługi, przekąski? Czy uważacie, że jesteście w pełni odporni na takie reklamy? Odpowiedź jest prosta: Nie jesteście! Każdy jest w jakimś stopniu podatny na reklamę. Tu właśnie tkwi sedno problemu niewolnictwa naszych czasów. Wydajemy więcej, niż zarabiamy, kupujemy nowy telefon, chociaż obecny może nam służyć jeszcze długi czas. To właśnie przez takie pozornie zwykłe decyzje popadamy w długi.

Czy nie byłoby lepiej, gdybyście jednak odpoczęli w domu? Czy naprawdę potrzebny jest wam nowy telewizor, komputer, telefon? Ile byście mieli pieniędzy, gdybyście z tych rzeczy zrezygnowali? Pewnie dużo - zróbcie sobie taki szczery bilans z ostatniego miesiąca. Co kupiliście niepotrzebnie? Sam często popełniam grzech niegospodarności - moich głównym błędem jest kupowanie jedzenia, które nie zaspokoi głodu - wolę kupić drogiego pączka, niż zjeść dużo tańszą, bardziej pożywną i równie smaczną bułkę. Wolę iść do biblioteki tydzień później i zapłacić karę za zwłokę, niż oddać książkę w terminie - co prawda kara nigdy nie wynosi więcej, niż złotówkę, ale przecież tego typu wydatku można bez poświęcenia uniknąć! Na dodatek zdarza mi się zostawić włączony dekoder na noc, chociaż nikt wtedy nie ogląda telewizji. Nie w każdym pomieszczeniu energooszczędna żarówka zastępuje zwykłą.

Przez takie właśnie drobne wydatki pozbywamy się pieniędzy, które moglibyśmy bez ŻADNEGO poświęcenia odłożyć. W skrajnych przypadkach takie zaniedbania mogą uczynić nas niewolnikami - kapitalizm bardzo ułatwia nam poszerzenie grona dłużników. Nie dajcie się zwieść - nowy telefon nie uczyni was lepszymi ludźmi! Dzięki pieniądzom odłożonym w ten sposób możemy stać się ludźmi prawdziwie wolnymi - mamy duże szanse na to, by dłużnicy zazdrościli nam majątku, na który tak ciężko pracowaliśmy.

niedziela, 4 grudnia 2011

Hiperbola ostrzeżeniem przed bańką spekulacyjną

Skąd się biorą bańki spekulacyjne? Z chciwości! Tłum chcący zarobić, robi nieracjonalne zakupy bo widzi, że inni w danym sektorze odnieśli sukcesy. Tacy inwestorzy chcą odnieść sukces i gardzą ryzykiem, które jest niewyobrażalnie wysokie. Uczestnictwo w takim hurraoptymizmie to igranie z ogniem - z dnia na dzień możemy stracić mnóstwo pieniędzy. Jak rozpoznać bańkę? Podobnie jak okazje, trzeba tylko stanąć na głowie:-)

Kiedy wzrost ceny akcji jest niewspółmierny do osiągniętych zysków, kiedy wskaźnik C/Z dochodzi do 60, kiedy firma zamiast wynikami, karmi nas planem na cudowne zyski...STOP! Właśnie w takim momencie powinniście się zatrzymać. Hiperbola na wykresie ceny akcji jasno sugeruje, że albo firma była wcześniej niedoceniana, albo teraz jest wyceniana za wysoko. Wyliczcie wartość wewnętrzną takiej firmy, przy jakim zysku zakup będzie racjonalny? Przy już osiągniętym, czy przy tym, który widać w prognozach samozwańczych analityków? Bardzo łatwo odróżnić bańkę spekulacyjną, od uciekającej okazji. Musicie jednak powstrzymać się przed chęcią dorównania innym. Wzniesiecie się ponad ich umiejętności, kiedy bańka pęknie. Pęka każda - to tylko kwestia czasu.

Warren Buffett spadał w liście najbogatszych ludzi świata, kiedy bańka internetowa była pompowana. Na swoje miejsce wrócił bardzo szybko, bo nie zna się na spółkach technologicznych. Nawet jeśliby znał się na nich, nie kupiłby żadnej z upadających potem firm, bo wiedziałby, że kupno bańki jest ryzykowne i po prostu głupie.

piątek, 2 grudnia 2011

Sytuacja branży, sytuacja spółki

Największą ilość kontrowersji wśród polecanych spółek wzbudził Budimex - szczerze mówiąc bardzo mnie to zdziwiło - sądziłem, że większą burzę wywoła CCC, lub CD RED. W komentarzach obawiacie się perspektyw rozwoju branży budowlanej - podobnie wasze odczucia mają się do PEP i pewnie też zadłużonego PBG. Dlaczego zaryzykowałem kupno aż trzech spółek związanych(mniej, lub bardziej) z budowaniem?

Warren Buffett mówi:

Najlepsze okazje inwestycyjne zdarzają się, gdy wskutek nadzwyczajnych zdarzeń dobre spółki są źle wyceniane.

To najlepszy cytat pokazujący dlaczego inwestuje w tej branży. Wielu inwestorów zauważa, że szum związany z Euro, wydatkami na infrastrukturę, odnawialne źródła energii się skończy, bo nie będzie na to pieniędzy. Trudno odmówić wam racji - za dwa lata nie będziemy mieć budowanych stadionów, nie będzie tak dużo nowych dróg, kolei, boisk, pewnie brak inwestycji dotknie też PEP.
Jeden z czytelników znalazł artykuł, w których prezes Budimexu martwi się o przyszłość sektora, jednak jednocześnie mówi, że najmniej stracą ci, którzy najwcześniej zdywersyfikują swój portfel - Budimex i pozostałem spółki, o których mowa - PEP i PBG, mają dość rozbudowany portfel zamówień. PBG ma na pewno mniejszy, niż Budimex, jednak PBG specjalizuje się w bardzo zaawansowanych projektach, na które rynek jest nawet wtedy, gdy nie ma dofinansowania. Tutaj właśnie przemawia do nas racjonalność zarządu - cecha dobrej firmy, której nie da się zmierzyć żadnymi materialnymi miarami, dlatego tak rzadko bierzemy czynnik zarządczy pod uwagę.

Uważam, że dobry szef we wszystkich trzech firmach potrafi dostosować się do rynku bez względu na jego kondycję. Trzeba jednak pamiętać, że rynek będzie się z nami bardzo mocno kłócił, musimy być gotowi na silne wahania cen, kiedy wielu inwestorów będzie uciekać z tych spółek dlatego, że branża jest nieciekawa. Wszystkie firmy są według mnie jednak źle wyceniane nawet jeśli uwzględnimy zyski tylko z poprzednich lat. Wartość wewnętrzna PBG liczona od zysków w ostatnim roku wynosi około 160 złotych! Tak duża marża bezpieczeństwa pozwala nam inwestować w tym trudnym sektorze.

Osobom mniej odpornym na takie ryzyko polecam jednak inne polecane przeze mnie firmy - myślę, że mój krąg kompetencji jest na tyle duży, że każdy z was może coś powiedzieć o jednej z wybranych przeze mnie spółek. Wiem, że inwestując w budownictwo, igram z ogniem, ale sądzę, że wszystko skończy się ogromnymi zyskami.