piątek, 30 września 2011

Inwestowanie skoncentrowane jest dla leniów

Tytuł wpisu nie jest żartem - inwestowanie skoncentrowanie wcale nie jest tak czasochłonne, jak się Wam wydaje. Więc skoro jest skuteczne i proste, to dlaczego ma tak niewielu zwolenników, dlaczego armia spekulantów oddaje swoje pieniądze inwestorom skoncentrowanym, zamiast do nich dołączyć?

Zacznijmy od tego dlaczego inwestowanie w wartość jest dla leniów. Otóż wasza rola polega na tym, by powoli analizować firmę, wszystko powoli, ale za to dokładnie sprawdzać, podejmować decyzje wolno i kupować powoli, a kiedy już kupimy - bez pośpiechu czekać i czekać...i czekać. To jest "wadą" tego stylu inwestowania - bez pracy nie ma efektów - większość spekulantów ma takie przekonanie, dlatego chce działać szybko, bardzo szybko, pod presją, dużo. Właśnie dlatego inwestowanie w wartość nie jest popularne, jak analiza techniczka - jest to po trosze wina stereotypów utartych w Naszych umysłach - inwestor to nie ktoś, kto czyta raporty, tylko starszy pan mający przed oczami minimum 4 monitory.

Inwestowanie w wartość jest bardzo dużym wyzwaniem i wymaga wbrew pozorom więcej pracy, niż spekulacja. Praca, jaką wykonujemy, to jednak głównie praca nad Nami samymi, nad Naszymi słabościami, chciwością. Trzymanie akcji, gdy zaczynają spadać, jest o wiele trudniejsze, niż działanie na rzecz "zmniejszenia strat".

Trzeci problem to interesy ludzi, którzy pracują w branży finansowej. Na pewno słyszeliście, że przez najbliższe lata trudno będzie zarabiać długoterminowo. BZDURA! Dlaczego miliarderem jest Warren Buffett, a nie Ci, którzy głoszą wyższość spekulacji nad inwestowaniem długoterminowym? Bo oni z tego żyją - wasze transakcje to dla nich chleb powszedni - im więcej zawieracie transakcji, tym więcej dla nich. To jest w interesie tych specjalistów. Nie przejmujcie się koniunkturą i tym, co mówią media. Na inwestowaniu długoterminowym zarabiał Graham, zarabia Buffett, będziecie zarabiać Wy i wasze dzieci - to nigdy się nie zmieni, jednak będzie to trudne, ze względu na globalizację.

niedziela, 25 września 2011

Zarobki zarządu - o czym tak właściwie świadczą

Każda firma ma swój zarząd, ewentualnie jest to jeden szef. W zależności od wielkości firmy potrzeba więcej, lub mniej kierownictwa. Ale co ma to do inwestowania? Już wyjaśniam

Firmy wchodzące w skład WIG20 potrzebują minimum kilku ludzi na stanowiskach kierowniczych, muszą być też oni odpowiednio wynagradzani. Ale czy zawsze zarobki odzwierciedlają odpowiedzialność, lub działania ludzi, którzy zarządzają firmą?

Kiedyś oglądałem program o pewnej restauracji, w której pracowało 4 pracowników niższego szczebla(kelner, kucharze, sprzedawca), oraz 3 osoby na stanowiskach kierowniczych(prezes, zastępca i menadżer). Oczywiście w kuchni brudno, klienci odchodzą, restauracja biednieje. Czy na pewno na jednego pracownika musiał przypadać niemal jeden pracownik na stanowisku kierowniczym? W takich właśnie firmach spore pieniądze idą w próżnię, bo tracimy pieniądze na trzy pensje, a moglibyśmy spokojnie zatrudnić tylko dwie osoby. Na pewno byście wiedzieli gdzie spożytkować zaoszczędzone pieniądze.
Druga sprawa to kwota wynagrodzenia. Czy naprawdę prezes firmy musi zarabiać tyle, ile zarabia, czy stara się odpowiednio o taką pensję? W firmach państwowych to bardzo powszechna praktyka. W publicznej stacji telewizyjnej pewien redaktor(nie powiem który) zarabia 100 tysięcy miesięcznie, a prowadzi jeden program, umie biegle tylko jeden język obcy. Owszem dostał kilka nagród, jest uznanym dziennikarzem, ale za jeden program tygodniowo płacić 100 tysięcy miesięcznej pensji?! Nie dziwi mnie, że ludzie nie chcą płacić abonamentu.

Przypatrzcie się firmom, które chcecie kupić - jeśli zarząd podnosi pensje tylko sobie, a nie pracownikom, jeśli firma jest obsadzona zbyt dużą ilością stanowisk kierowniczych, jeśli praca jest nieadekwatna do pensji, zastanówcie się - czy taki zarząd potrafi tak wydawać pieniądze, żeby dać WAM duży zwrot z inwestycji?

piątek, 23 września 2011

Opaski na oczy - lekceważenie złych znaków

Kiedy już jesteśmy tak rygorystyczni w wybieraniu spółek tak, jak Warren Buffett, możemy dojść do wniosku, że nawet w kryzysie nie mamy idealnej okazji inwestycyjnej. Każda firma ma jakieś złe znaki, coś tam nie gra, nie jest na swoim miejscu. Jeśli uda Nam się znaleźć chociaż jedną spółkę, to nie ma problemu: inwestujemy w nią większość kapitału i czekamy:-)

Co jednak, kiedy nie wszystkie warunki są spełnione? Czy można przymknąć oko na niektóre sygnały?
To zależy jaki czynnik bierzemy pod uwagę: niskie i spadające ROE absolutnie wyklucza możliwość inwestowania, podobnie jest z zyskiem netto.
Rosnące zadłużenie - tutaj musimy wiedzieć na co jest ono przeznaczane, jeżeli jest to rentowne, to można zlekceważyć, ale oczywiście w granicach rozsądku.
Malejąca rentowność operacyjna - jeśli drastycznie spada, to nie ma po co pchać się w biznes, który walczy ceną. Jeśli jest na stałym poziomie, to można sobie spokojnie odpuścić obawy.
Malejące aktywa - chyba najprostszy sygnał, że dzieje się coś złego - jeśli spadają systematycznie od lat, to znaczy, że coś w końcu spadnie z nieba i nie będą to pieniądze.
Niska marża bezpieczeństwa - NIE, NIE i jeszcze raz NIE - marża ta jest absolutnie najważniejsza- solidne minimum to 40 procent poniżej wartości wewnętrznej.
Słaba branża - jeśli przekłada się na cenę akcji, a nie na zyski spółki, to można to zlekceważyć.

Żaden z tych sygnałów nie jest uniwersalny, wszystko trzeba rozpatrywać jako konkretne przypadki- po dogłębnej analizie będziecie wiedzieć lepiej, czy dany niesprzyjający czynnik ma duże znaczenie. Radzę jednak unikać takich problemów, spółki idealne na GPW istnieją i nie należy kupować innych tylko po to, żeby mieć zdywersyfikowany portfel.

czwartek, 22 września 2011

Chwilowe kłopoty - uciekać?

Każda firma miewa kłopoty, każda dostaje przy okazji solidną lekcję na przyszłość i generalnie oprócz strachu i małych strat nie dzieje się nic poważnego.

Dlaczego więc tylu inwestorów ucieka na widok spadających cen miedzi? Dobre pytanie: po pierwsze ogólna panika na świecie, a po drugie pierwsza zła informacja od dawna. Takie wydarzenie wywołuje większą, lub mniejszą burzę.

Jak więc odnosić się do kłopotów firm? Tutaj znowu ogromną rolę odgrywa Nasza znajomość branży, firmy i głębokie przemyślenia. Jeśli problemy są chwilowe - trzeba na nie patrzeć podobnie, jak na kryzys - to ogromna szansa, by kupić firmę, która potrafi z łatwością przeskoczyć mniejsze przeszkody. Najbardziej spektakularna inwestycja Warrena Buffetta polegała właśnie na kupnie GEICO, którego akcje zniżkowały z 60 do aż dwóch dolarów. Buffett wiedział, że firma da radę przeskoczyć przeszkody, chociaż wielu w to nie wierzyło. Koszt inwestycji wyniósł 45,7 mln dolarów - już w 1995 roku inwestycja była warta ponad 2,3 mld dolarów.

Nie jestem Warrenem Buffettem i nigdy nim nie będę, więc pewnie nie kupiłbym GEICO, ale szczątkowa nawet wiedza na ten temat pozwoli Wam kupić firmy, które są w małych kłopotach - rynek natychmiast panikuje, gdy widzi gorsze dane i to WY musicie umieć je wykorzystać

poniedziałek, 19 września 2011

Przebłyski intelektu - powrót do tematu kupowania w kryzysie

Jakiś czas temu pisałem o dobrym momencie na wchodzenie w akcje. Moja rada była jednak wydana nieco niezbyt klarownie - po macoszemu zalecałem, żeby kupować akcje, kiedy juz Grecja upadnie

Jednak dzisiaj przeczytałem ciekawy numer pewnego biznesowego czasopisma, w którym były dwa wykresy - na jednym wykres WIG-u od 1991 roku z zaznaczonymi bessami, oraz drugi z ogólnie uznawanymi wykresami dwóch rodzajów bessy - Ostrej, która trwa ponad 70 tygodni, a indeksy spadają ze stu do 40 punktów. Drugi typ był łagodniejszy - 50 tygodni spadków i tylko o 20 punktów. Co z tego wynika? Jak odnieść mogą się do tego Ci z Was, którzy jednak nie do końca wierzą w inwestowanie w wartość? Obecna bessa nie trwa jeszcze 50 tygodni, więc teoretycznie nie jesteśmy podczas jej dołków. Chociaż nic nie jest przesądzone, tutaj właśnie dużą rolę trwa kwestia wyczucia, czy to jest bessa krótka, czy ostra. Wywnioskować można, że wchodzenie wcześniej, niż po 40 tygodniach bessy nastawia Nas na większe turbulencje, chociaż nie do końca Nas na nie skazuje.

W każdym razie wykres pokazywał, że bessy przychodzą zawsze na przemian - teraz podobno trwa bessa łagodna, więc właściwie można by przypuszczać, że już nie zostało Nam dużo czasu.

To wszystko jednak technika - nie może Ona grać ponad zdrowym rozsądkiem - to inwestowanie w wartość da Wam absolutną pewność. Jeśli dobrze przeanalizujecie ten post, będziecie po prostu nieco lepiej rozumieć zasady, na jakich działają bessy. Pamiętajcie jednak, że zawarte tutaj informacje nie mogą mieć pierwszorzędnego wpływu na Wasze decyzje - to tylko statystyka. A pewnie wielu z Was wie, że są trzy rodzaje kłamstwa: małe, większe i statystyka:-)

piątek, 16 września 2011

Podróż w przyszłość, czyli o gospodarowaniu pieniędzmi

Od początku daję Wam rady, które pozwolą Wam zarobić na giełdzie. Na pewno coś ciekawego u mnie znaleźliście i jeśli będziecie dążyć do zdobycia milionów z dużą konsekwencją, to pewnie je zdobędziecie. Ale co dalej?

Ostatnio przeglądając fora w poszukiwaniu informacji o spółkach, natrafiłem na temat akcjonariuszy PKOBP. Co mnie przeraziło, że aż piszę o tym tutaj? Tego dnia miała być wypłacona dywidenda, akcjonariusze Ci strasznie się niecierpliwili, że jeden dostał pieniądze wtedy, a drugi wtedy, nie zabrakło też pomysłów na to, jak pozbyć się świeżo zarobionych pieniędzy:-) Czy takie podejście do swoich pieniędzy uczyni Was szczęśliwymi? Czy będziecie bogatsi, kiedy będziecie mieli już milion na koncie? Jeżeli każdy zysk będziecie marnować, to skończycie na minusie. Nawet, jeśli w istocie zarobicie, bo Wasz poziom życia podniesie się bardziej, niż dochody. Skoro więc dostajecie dywidendę, lub zarabiacie dodatkowe pieniądze - zastanówcie się, czy wydajecie je rozsądnie. Nie namawiam do chowania każdego grosza do skarpety, ale mądre gospodarowanie pieniędzmi pozwoli Wam być wolnymi. Chcecie mieszkać w dużym domu - pokażcie, że potraficie nie marnować małych kwot.

Jak więc pożytkować zarobione pieniądze? Wspomniani akcjonariusze PKO BP mogliby kupić tanio akcje, by w hossie zarobić z dywidendy kolejne 10 procent. Ja pierwszą dywidendę w życiu dostanę za kilka dni i na pewno przeznaczę ją na zakup taniej akcji:) Ale co, jeśli nie mamy okazji na oku? To proste- można zarobione pieniądze trzymać w obligacjach, lokatach i czekać na okazje. Na razie uczę się, ale kiedy już będę doświadczony, chcę odkładać na przyszłą emeryturę - nie muszą być to wielkie kwoty, procent składany przez całe moje życie zrobi swoje, więc nawet trzymając pieniądze na lokatach można sporo zaoszczędzić.

Pieniądze są potrzebne każdemu i każdy może mieć radość z nimi związaną - celem Naszym powinno być to, abyśmy jak najdłużej cieszyli się ze skutków Naszego sukcesu!

czwartek, 15 września 2011

Giełda to ogromne ryzyko - obalamy mit

Inwestowanie to bardzo ryzykowna sprawa - wielu z Nas trwało przez lata w tym przekonaniu i być może dlatego właśnie tylu z Nas nie zarabiało przez długi czas. Jeśli boicie się inwestować na giełdzie, to koniecznie weźcie sobie do serca ten wpis

Giełda to ryzyko o wiele większe, niż obligacje, lokaty i inne bezpieczne formy oszczędzania, ryzyko giełdy polega na zmienności cen. Ci, którzy głoszą teorie o ryzyku, na pewno opierają je właśnie o ten model zmienności. Warren Buffett jednak tłumaczy, że ryzyko bierze się z niewiedzy. Trudno odmówić mu racji - dlaczego boimy się nowej pracy, szkoły, dlaczego ostrożnie jedziemy naszym nowym samochodem, dlaczego wobec ludzi nowo poznanych jesteśmy bardziej ostrożni w słowach? Bo nie wiemy co Nas czeka - ryzyko, że coś pójdzie nie tak, jest duże. Dlatego inwestowanie jest ryzykowne w początkowej fazie, kiedy jeszcze nie mamy opracowanej skutecznej strategii.

Jak więc to ryzyko ograniczyć? Filozofia inwestowania skoncentrowanego daje Nam mnóstwo rad, które pozwolą Nam zmniejszyć ryzyko inwestycji w długim terminie. UWAGA: w długim terminie - ceny się wahają w krótkich okresach, dlatego właśnie 90 procent grających uważa to za ryzykowną zabawę, bo to oni właśnie uciekają, gdy ceny się wahają z byle powodu. Inwestowanie skoncetrowane daje Nam kilka złotych rad, które dadzą Nam praktyczną pewność zarabiania na giełdzie - kilka czynników dołożę od siebie, żebyście mieli pełny obraz tego, jak ryzyko zmiejszyć.

  • Wysoki wskaźnik ROE - wysoki zwrot z kapitału własnego utrzymujący się przez lata - 4 i więcej, daje Nam duże prawdopodobieństwo, że firma będzie zwiększać swoje dochody, więc będzie warta więcej.
  • Niski wskaźnik C/Z - Warren Buffett nazywa ten wskaźnik stawem, w którym są złote ryby, jest więc on nieskuteczny, kiedy jest jedynym wskaźnikiem, jakiego używamy. Dobry wskaźnik C/Z jest oczywiście zależny od branży, jednak wartość powyżej 20 to już ryzykowna gra.
  • Rosnące zyski netto - nieco powiązane są ze wskaźnikiem ROE, jednak napisałem je oddzielnie, żebyście zwrócili uwagę na to, czy zyski systematycznie wzrastają, żeby wiedzieć kiedy firma miała słabszy rok i dlaczego.
  • Zobowiązania długoterminowe- jeśli rosną systematycznie, a ich stosunek do kapitału własnego jest duży, to jest to dla Nas sygnał, że firma rzuca w Nas granatami dymnnymi - chce ukryć przed Nami, że rosnący zysk nie jest wynikiem polepszenia sytuacji finansowej, tylko dźwigni. Malejące, lub nikłe zobowiązania dają bardzo dużego kopniaka firmie.
  • Lubiana branża -jeśli znamy branże, to nie zaskoczą Nas one, będziemy wiedzieć dlaczego ceny się wahają i dlaczego przyglądamy się okazji inwestycyjnej.
  • Nowe umowy, obiecujące perspektywy - tutaj również zależne jest to od tego, czy lubimy branże - często przedstawianie w mediach "dobre" transakcje i umowy, wcale takie nie są.
  • Stosunek zarządu do akcjonariuszy - jeśli raporty są zawiłe, widać nieścisłości, albo pachnie kreatywną księgowością - uciekaj. Samo oglądanie wywiadów z zarządem dużo Nam mówi o spółce.
  • Marża operacyjna - kiedy rośnie, to możemy być spokojni, bo Naszej firmy nie zjada konkurencja, więc może Ona utrzymywać, lub też podnosić ceny bez obawy o rynek. Oczywiście w granicach rozsądku. Jeśli marża spada, to znaczy, że Nasza firma musi walczyć ceną - z pewnością przełoży się to na wyniki finansowe.
  • Wartość wewnętrzna - umieściłem to na końcu nie bez przyczyny - jeśli doczytaliście do tego momentu, to jesteście zainteresowani niwelowaniem ryzyka, a ten wskaźnik jest ABSOLUTNIE najważniejszy. Jeśli cena rynkowa akcji wynosi 95 złotych, a wyliczona wartość wewnętrzna wynosi 100 złotych, to mamy duże prawdopodobieństwo, że stracimy, bo mamy małą marże bezpieczeństwa - wartości nie da się określi precyzyjnie co do złotówki, więc marża bezpieczeństwa jest bardzo ważna. Jeśli wspomniane akcje kosztują 50 złotych, to mamy 50 procent marży bezpieczeństwa - nie ma siły, żeby przy precyzyjnych obliczeniach pomylić się o 50 procent, oczywiście jeśli bierzemy pod uwagę w miarę przewidywalne firmy, czyli spełniające umieszczone wyżej warunki. Warren Buffett chce niemal zawsze takiej właśnie marży bezpieczeństwa. Jest to czynnik, który najbardziej zmiejsza ryzyko inwestycji.

Stosując te zasady ograniczymy do minimum ryzyko inwestycji i po prostu będziemy zarabiać w długim okresie. W krótkim trudno przewidzieć ceny akcji, dlatego spekulacja jest ryzykowna.


Benjamin Graham:

Inwestowanie jest najbardziej inteligentne wtedy, gdy przypomina kierowanie firmą.
Jest to dziewięć najważniejszych słów, jakie napisano o inwestowaniu - kiedy podejdziemy do inwestowania, jak do kierowania firmą, będziemy inwestorami najlepszymi z najlepszych. Jest to jednak droga długa i trudna, jak kierowanie prawdziwą firmą.

wtorek, 13 września 2011

Kiedy koniec, czyli sposób na dobre wejście

Trwa bessa i wielu inwestorów długoterminowych już ostrzy sobie zęby na jakieś ciekawie wyglądające akcje. Warren Buffett już jakiś czas temu dokonał kolejnej gigantycznej inwestycji - kupił udziały w Bank of America za ponad 5 mld dolarów. My mamy raczej mniejszy kapitał, jednak podobnie, jak Buffett, chcemy mieć zyski.

Kiedy bessa się skończy? Dobre pytanie - psychologia mówi Nam tylko tyle, że potrwa dłużej, niż sądzimy:-)
Więc kiedy będzie dobra okazja do wejścia na lata? Jest to moje osobiste zdanie: Grecja nie wzdraża reform, nie tnie budżetu, rząd milczy, a Niemiecki minister gospodarki mówi otwarcie - Grecję czeka upadek. To bardzo prawdopodobne, a może nawet pewne. Giełdy lecą w dół, bo boją się tego bankructwa, więc dobry moment na wejście w inwestycje będzie, kiedy już Grecja ostatecznie ogłosi upadłość. Mogę się mylić, ale nawet jeśli, to wysoka marża bezpieczeństwa i tak da mi bezpieczny zysk na akcjach spółek, które już prawie mam skompletowane. Chcę jednak dać Wam ogląd na sytuację, żebyście Wy mogli wejść przy jeszcze niższych poziomach - pamiętajcie jednak, że NIGDY nie kupicie w absolutnym dołku, więc wytrzymałość psychiczna i tak będzie Wam potrzebna

niedziela, 11 września 2011

Zadłużenie jako smycz dla firmy

Każda firma potrzebuje czasami kredytu, pożyczki, czy odroczenia terminu zapłaty za fakturę. Każda firma ma jakieś mniejsze, lub większe zobowiązania, więc ich obecność nie jest wcale złym sygnałem. Złym sygnałem jest wysoki stosunek zobowiązań do kapitału, zwłaszcza tych długoterminowych. Jak więc podchodzić do analizy spółek wysoce zadłużonych? Warren Buffett podpowiada Nam, że firma, która systematycznie zwiększa zadłużenie, produkuje po prostu zawyżony zwrot z kapitału własnego, więc w długim terminie będzie mieć problemy. Nie mówi On jednak jaki stosunek długu do kapitału jest dobry. Dlaczego? Z prostej przyczyny - każda branża ma inną specyfikę, więc nie da się tutaj znaleźć złotego środka.

Kiedy powinna pojawić Nam się czerwona lampka? Jako przykład spółka PBG:
Doskonała wartość wewnętrzna, całkiem dobry, poprawiający się zwrot z kapitału własnego, rosnąca marża operacyjna, systematyczny wzrost zysków od ponad 8 lat, więc generalnie wszystko jest dobrze. Dlaczego więc spółka straciła ponad 50% rynkowej wartości? Na pewno jest to w znacznej mierze wina kryzysu i panicznej wyprzedaży, jednak głównym powodem jest właśnie wysokie zadłużenie - kredyt kosztuje dużo pieniędzy, wszystko trzeba oddać z dużym procentem, gdybyśmy PBG nie brało pożyczek, to wszystkie odsetki wędrowałyby na konto spółki i mielibyśmy gwiazdę. w 2010 PBG miała kapitał własny 1 605 151 tysięcy złotych, a jej zobowiązania długoterminowe wyniosły 985 574 tysięcy- to bardzo dużo - spółka jest zadłużona na grubo ponad połowę swojego kapitału, więc dużo zysku operacyjnego pójdzie na spłatę odsetek. Takie właśnie firmy są bardzo zagrożone w okresach kryzysowych. Oczywiście trzeba wiedzieć na co takie pożyczki zostały zaciągnięte - jeśli na rentowne inwestycje, jak w przypadku PBG, to jeszcze możemy sytuację przeżyć, ale jeśli spółka pożycza na opłacenie pracowników, to jest już coś nie tak i od takiej firmy trzeba szybko uciekać. Proszę zauważyć, że najlepsze spółki na GPW z dawnych lat nie miały absolutnie żadnych zobowiązań długoterminowych, lub był to stosunek rzędu kilku procent do kapitału własnego - takie spółki nie są niewolnikami banków i dlatego wzlatują ponad wszelkie przeszkody. Spółka, która systematycznie zmiejsza ten stosunek, kiedyś nie będzie już potrzebować kredytów i wtedy właśnie mając takie akcje będziemy szczęśliwi, bo wysoki zwrot z kapitału własnego będzie osiągnięty bez dźwigni finansowej.

piątek, 9 września 2011

Krąg kompetencji ograniczeniem, czy zabezpieczeniem?

Inwestowanie w wartość wymaga olbrzymiej wiedzy na temat spółek, które kupujemy. Musimy wiedzieć jakie ryzyko ponosimy kupując walor, na co zwrócić uwagę, co jest w branży najważniejsze i jak odnosić się do nowych informacji - czytanie między wierszami może czasami dać ważne wskazówki.

Czy jednak krąg kompetencji nie jest ograniczeniem dla Nas, czy nie przepuszczamy obok nosa znakomitych okazji inwestycyjnych z powodu braku wiedzy, lub braku chęci do analizowania spółek z sektorów, których nie rozumiemy? Cóż - na pewno coś tam Nam ucieknie, sam się przekonałem o tym: spółka miała świetną wartość, jednak profil działalności zniechęcił mnie do inwestycji - jakie było moje rozczarowanie, gdy akcje tej spółki poszły o 30 procent do góry w dwa miesiące. Ale spójrzmy na to z drugiej strony - była to branża, której nie znałem - branża chemiczna, moja wiedza ogranicza się do jej nauki w liceum na poziomie podstawowym, więc nawet gdybym chciał, to nie mógłbym dobrze przeanalizować spółki, nie wspominając o tym, że nie jest to wcale przyjemność. Pewnie po inwestycji uciekałbym teraz podczas bessy, bo nie wiedziałbym, czy spadki są powodem bessy i strachu, czy może jakieś pierwiastki zwróciły się przeciwko mnie:-)

Jeśli znamy branżę, to będziemy czuć się w niej pewnie - to duży plus w czasach takich, jak obecne - wiedza jest bardzo uspokajająca, a w każdej branży znajdziecie jakąś perełkę, którą możecie kupić i trzymać lata. Nawet świeżo upieczony inwestor, który zna się tylko na branży gier komputerowych, znajdzie coś dla siebie i ma szanse zbić takie same pieniądze, jak ten, który zna się na bankowości, ubezpieczeniach, turystyce, paliwach, grach, kopalniach itd. Inwestowanie skoncentrowane nie wymaga od Nas kupowania różnych walorów, więc po co wchodzić w coś, czego nie rozumiemy? Osobiście wolę kupić coś niedowartościowanego 50% z branży, którą rozumiem, niż kupić 70% poniżej wartości coś, co dla mnie jest czarną magią.

Możecie oczywiście poszerzać swoje kręgi kompetencji - to bardzo wskazane, ale brak znajomości wielu branż absolutnie nie przeszkadza w zarabianiu. Skoro zainteresowaliście się giełdą, to na pewno jesteście na tyle ciekawi świata, by znać dobrze chociaż jedną branżę i w niej właśnie działać

środa, 7 września 2011

Czas ważnym czynnikiem na giełdzie

Moja aktywność na blogu spadła z oczywistych przyczyn - Liceum to nie przedszkole. Od samego początku jest dużo nauki, dlatego właśnie nie mam zbyt dużo czasu na pisanie.

Jednak przy okazji możemy się zastanowić nad jedną rzeczą - czasem. Czy pracując na etacie 10 godzin dziennie, ucząc się po 4-5 godzin dziennie, można znaleźć czas na swoje pasje, a oprócz tego na inwestowanie?
Tutaj właśnie przejawia się największa przewaga czasowa inwestowania w wartość nad spekulacją - notowania musisz sprawdzać codziennie, w pracy, w szkole, podczas nauki itd. Nie sprzyja to efektywności naszej pracy, lub nauki. Inwestując w wartość możesz przełożyć analizę na jutro, czy jeszcze inny termin, nie mając przy tym strat. Pośpiech jest zdecydowanie złym doradcą, a ciężka praca sprzyja budowaniu w Nas siły woli i podejmowania dobrych, przemyślanych decyzji - tak ważnych rzeczy w inwestowaniu skoncentrowanym.
Jak więc znaleźć czas na analizy, czytanie, powiększanie kręgu kompetencji? Na pewno macie codziennie chociaż pół godziny czasu - zamiast oglądać kolejne walce z gwiazdami i inne tego typu programy, możemy sięgnąć po raport roczny spółki, którą chcemy kupić - wystarczy 10 stron, by dać Nam do myślenia na cały następny dzień, taka metoda małych kroczków pozwoli Nam dokładnie przemyśleć wszystkie aspekty Naszej inwestycji. Nie trzeba sprawdzać notowań - po co, skoro jeszcze nie wiemy wszystkiego o Naszej spółce?

Nawet mając mnóstwo zajęć, można grać na giełdzie, można także rozwijać inne swoje pasje, wszystko jest kwestią organizacji czasu. Trzeba się tylko zastanowić: czy nie tracę za dużo czasu na oglądanie telewizji, czy nie lepiej zrobić pracę domową na lekcji wychowawczej, czy może nie marnuję godziny czasu na sprawdzanie notowań spółek tylko po to, żeby następnego dnia o nich zapomnieć, na widok nowych notowań itd. Czas jest ograniczony, ale wystarczy kilka drobnych poprawek w Naszym codziennym życiu, by mieć dodatkowy czas na swoją pasję, jakakolwiek by ona nie była:-)

poniedziałek, 5 września 2011

Kryzys - powód do strachu, czy może ogromna szansa?

Trwa kryzys, jaki będzie mieć rozmiar - ciężko powiedzieć, najlepiej po prostu nie próbować, bo skoro wielu ekonomistów stawia błędne analizy, to po co my - zwykli obywatele, uczniowie itd, mamy się nad tym zastanawiać. Dużo lepsze jest spojrzenie na giełdę w kryzysie, jako kopalnię okazji inwestycyjnych.

Zastanówmy się. Czy Nasza budka z hamburgerami zmniejszy wartość wewnętrzną przez kłopoty Grecji, albo USA? Czy Naprawdę spadną Nam zyski przez inflację w Chinach, albo złe odczyty PMI? NIE, ABSOLUTNIE! Jednak rynek z nieznanych przyczyny wycena większość spółek niżej, nawet firmy podobne do Naszej budki z hamburgerami. Dlaczego? Mnie się pytacie?:-)
W sumie nie jest aż tak ważne dlaczego tak ludzie robią - 90 procent z nich traci, po co więc kierować się ich decyzjami. Lepiej spojrzeć na spółki z bardziej odpowiedzialnego punktu widzenia - z punktu widzenia wartości. Jeśli akcje są warte 40 złotych, a rynek wycenia je na 30 złotych, to nie jest błąd w obliczeniach - to błąd rynku, który w strachu zapomina o fundamentach i staje się bezmózgim tłumem. Taki tłum w niewiedzy robi wiele nieracjonalnych rzeczy. Czy jest więc sens sprzedawać akcje poniżej wartości wewnętrznej, bo rynek Nam tak rozkazuje? NIE! Rynek ma Nam pomagać, a nie Nas instruować, jak mawia Buffett - kryzys jest tylko okazją do znalezienia okazji, których w hossie próżno szukać. Jeśli akcje warte 40 złotych kosztują 30, to dlaczego ich nie kupić? Zastanawiacie się pewnie co w sytuacji, kiedy akcje spadną do 20 złotych? Cóż, jeśli jesteście pewni swoich wyliczeń, to chyba lepiej kupić jeszcze więcej akcji, żeby mieć więcej zarobku. Rynek w kryzysie nie jest ŻADNYM wyznacznikiem wartości, jest tylko sumą wszystkich strachów. Kupując więc akcje po 30 złotych musimy być gotowi na to, że mogą spaść do 20 złotych, a nawet do 15... a nawet jeszcze dalej - jeśli zyski nie spadają tak mocno, jak akcje, to macie do czynienia z prawdziwą okazją - jednak jak zawsze trzeba dokładnie analizować spółki - dobra analiza to nieoceniony zapas spokoju, który tak ważny jest w kryzysie. Nie mówię, że wytrwanie nie jest trudne - to najtrudniejsza rzecz w całym inwestowaniu, ale dająca największe korzyści.

Spójrzcie na to z tej właśnie perspektywy i bójcie się spadku zysków, a nie spadku cen akcji. Dlatego nie sprzedam mojej spółki MCI nawet jeśli spadnie do dwóch złotych, bo nadal będę pewny moich wyliczeń

sobota, 3 września 2011

Zysk na akcję sposobem na...oszukiwanie samego siebie

Wielu inwestorów przy inwestowaniu w akcje opiera się na tym, czy zysk na akcję systematycznie rośnie, czy też spada. Znaleźć można i takich, dla których jest to najważniejszy aspekt. Czy na pewno jest to słuszny tok myślenia? A może istnieje bardziej uniwersalny wskaźnik, który pokaże Nam, czy firma się rozwija? Najpierw przykład:
Mamy budkę z hamburgerami, która jest spółką akcyjną(wiem, głupi przykład, ale chcę tylko zobrazować sytuację:-) o liczbie akcji 10 sztuk. Budka ma kapitał 100 złotych. Możemy za to zrobić 25 hamburgerów, które sprzedamy po 6 złotych za sztukę. 25x6złotych = 150 złotych.Zysk na akcję 5 złotych, ROE - 50%. Inna budka ma kapitał początkowy 200 złotych, jednak chce Nas wygryźć i przy tych samych kosztach sprzedaje hamburgery po 5 złotych. Produkuje więc 50 hamburgerów, sprzedaje je po 5 złotych i zarabia na nich na czysto 50 złotych. Zysk na akcję również wynosi 5 złotych, jednak ROE - 25 %. Obie budki mają zysk na akcję równy 5 złotych, jednak Nasza Budka ma większą marże, bo np. ma lepszą lokalizację. Tym samym kiedy Nasza spółka osiągnie kapitał 200 złotych zarobi na czysto 100 złotych, czyli 10 złotych na akcję. Rozumiecie? Mimo, że zysk na akcję był taki sam, firmy były w zupełnie innej sytuacji finansowej. Jednak wskaźnik ROE pokazał, że to Nasza budka jest lepsza, bo więcej zarabia na każdym hamburgerze.
Jaki więc płynie z tego wniosek? Że zysk na akcję jest tylko swego rodzaju zasłoną dymną, która ma zwabić mniej doświadczonych inwestorów. Dlaczego więc jest tak powszechna? Nie mam pojęcia, może dlatego, że łatwo się to liczy, a leniwi inwestorzy nie chcą dużo wiedzieć o swoich spółkach? Jednak w dłuższym okresie tacy inwestorzy zapłacą za swoje lenistwo, bo to Nasza budka przetrwa, kiedy nastanie zima i sprzedaż hamburgerów spadnie.

Niektórzy jednak zauważyli, że Nasza budka stała się mnie konkurencyjna i może tym samym stracić klientów. No właśnie, dlatego ROE również nie może być punktem końcowym analizy - to ma być jej początek, bo jeśli będziemy szukać sposobów cięcia kosztów będziemy mogli produkować hamburgery po 3 złote i sprzedawać je po 5 złotych za sztukę. Dopiero taka spółka jest naprawdę dobra. Tak więc ŻADEN ze wskaźników nie jest uniwersalny i jednoznaczny, są one tylko punktami zaczepnymi do dogłębnej analizy, która pokaże Nam, czy spółkę warto kupić. Jednak tym punktem początkowym nie może być wskaźnik Zysk na akcję.

piątek, 2 września 2011

Wartość wewnętrzna - przykład spółki KGHM

Inwestowanie w wartość to bardzo złożona strategia inwestowania, wymaga zwrócenia uwagi na mnóstwo czynników, jednak bez obliczenia wartości wewnętrznej, nie mamy prawa wchodzić w interesy, gdyż po prostu się to nigdy nie uda. Jak więc wyliczyć wartość wewnętrzną?

Są na to dwa dobre sposoby, z pomocą każdego obliczymy wartość wewnętrzną tych samych akcji. Początkującym inwestorom proponuję nie uciekać, jeśli nie zrozumieją za pierwszym razem. Po małym treningu wszystko stanie się jasne i przejrzyste, więc do dzieła:

  • Sposób z wykorzystaniem ROE.
    Aby obliczyć wartość wewnętrzną KGHM musimy znaleźć na jakimś serwisie giełdowym dane dotyczące ROE za ostatnie kilka lat, najlepiej od momentu, kiedy spółka zaczęła wychodzić na prostą, czyli weszła w główny cykl rozwojowy. ROE możemy też obliczyć sami. ROE dla KGHM w latach 2003-2010 wynosiło kolejno: 19,29%; 24,42%; 33,15%; 41,08%; 41,62%; 25,32%; 22,18% i 32,14%. Średnie ROE z tych lat wynosi 29,92%. Jeśli ROE dla spółki wynosi ponad 20% mamy do czynienia z bardzo dynamiczną spółką, więc tutaj nie mamy się o co martwić.
    Następnie musimy do wzoru podstawić konkretne dane. Wzór wygląda następująco: Wartość wewnętrzna= (Zysk netto*średnie ROE)/stopa dyskontowa2. Co to jest stopa dyskontowa? Jest to stopa, którą uznajemy za wolną od ryzyka, ja dla ułatwienia rachunków stosuje oprocentowanie trzydziestoletnich obligacji USA w zaokrągleniu do 10, więc wzór można prosto przedstawić w postaci: Zyski netto*100*Średnie ROE. Proste, prawda?
    Zyski netto bierzemy z ostatniego roku, ale eksperymentowanie ze średnim zyskiem z ostatnich pięciu lat też jest wskazane, każdy rachunek da Nam lepszy ogląd sytuacji. Więc biorąc pod uwagę zyski netto z ostatniego roku liczymy Wartość Wewnętrzną: 4 708 946 000*100*29,92% = 140891664320 złotych, dzielimy to teraz przez liczbę akcji i mamy wartość równą 704 złote! Teraz bierzemy uśrednione zyski z 7 lat: 2 671 118 750. Podstawiając do poprzedniego wzoru i dzieląc przez liczbę akcji otrzymujemy wartość na akcję...400 złotych. Więc ta metoda pokazuje Nam, że KGHM jest niesamowicie niedowartościowany, jeślibyśmy opierali się na tej metodzie, na pewno byśmy kupili tę firmę od razu. Ale jesteśmy skrupulatnymi analitykami, więc próbujemy innej metody.
  • Ta metoda prawdopodobnie również stosowana przez Warrena Buffetta jest bardziej skomplikowana, jednak wiadomo, że jeśli coś jest bardziej skomplikowane, to daje Nam większe pole do popisu: Potrzebne Nam będą tzw. dochody właściciela w danym roku, i dynamika wzrostu zysków netto z lat 2003-2010. Co to są dochody właściciela? Są to zysk netto powiększony o amortyzację, jednak pomniejszony o wydatki kapitałowe. Wszystkie informacje można znaleźć w raportach rocznych spółki, więc podam je od razu. W 2010 roku dochody właściciela wyniosły w zaokrągleniu 4,3mld złotych. Dochód właściciela dzielimy przez stopę wolną od ryzyka, czyli 0,1. Daje Nam to wartość 215 złotych. Wycena ta nie daje Nam jednak aż tak dużego marginesu bezpieczeństwa od obecnej ceny. Jednak popełniliśmy jeden bardzo ważny błąd - wzięliśmy pod uwagę zyski z roku 2010, a przecież spółka cały czas się rozwija i chyba nikt nie sądzi, że zyski tej firmy już nigdy się nie zwiększą. Tak więc musimy obliczyć wartość wewnętrzną za 10 lat: dlatego właśnie była Nam potrzebna dynamika wzrostu zysków netto, aby w miarę wiarygodnie obliczyć wartość wewnętrzną. Zyski netto weszły na drogę stabilnego wzrostu w 2004 roku, więc od tamtego czasu liczymy dynamikę. Dynamika wzrostu zysków netto od 2004 roku wynosiła 23 procent (liczymy to według wzoru: Zyski netto w 2004(1+dynamika wzrostu/100)do potęgi 6, bo tyle lat wzrostu bierzemy pod uwagę. Wynik przybliżony do zysków w 2010 roku), ale dla dalszych wyliczeń obniżmy dynamikę do 18 procent, dzięki temu otrzymamy bardzo bezpieczną wycenę, co zmniejszy ryzyko inwestycji praktycznie do zera. Musimy jednak pamiętać, że zyski trzeba zdyskontować do wartości obecnej. Zaraz pokażę, jak to zrobić, jednak najpierw obliczmy dochody właściciela na następne 10 lat: jako wartość początkową podstawmy wartość dochodów właściciela z 2010roku, czyli 4,3 mld
    • 1 rok: 4,3+18%= 5,074
    • 2 rok: 5,074*18%= 5,98732
    • Skoro już wiecie o co chodzi podam tylko wyniki. 3 rok:7,065
    • 4 rok: 8,33674
    • 5 rok: 9,837358
    • 6 rok: 11,6080
    • 7 rok: 13,6975
    • 8 rok: 16,1630
    • 9 rok: 19,072
    • 10 rok: tutaj dla większego bezpieczeństwa zakładamy 5 procent wzrostu: 20,02mld.
    Teraz musimy zdyskontować te wartości do obecnej wartości pieniądza. Trzeba to zrobić z zyskami z każdego roku, gdyż będą też one dodane do ostatecznej wartości firmy: jak obliczyć współczynnik dyskontujący? Bardzo łatwo: 1/(1+0,1)n gdzie n to numer roku, dla którego obliczamy wartość, po pomnożeniu danej wartości przez współczynnik dyskontujący otrzymujemy wartość zysków w danych latach:
    • 1 rok:5,074 *0,9090= 4,61222
    • 2 rok:5,98732* 0,82644= 4,9481
    • 3 rok: podam już tylko wyniki:5,3080
    • 4 rok:5,96472
    • 5 rok:6,10822
    • 6 rok:6,55263
    • 7 rok:7,02900
    • 8 rok:7,5401897
    • 9 rok:8,08841
    • 10 rok: 7,7185
    Uff chciałoby się powiedzieć, ale to jeszcze nie koniec: Teraz żeby obliczyć główną wartość firmy musimy podzielić dochody właściciela(UWAGA!!) przez różnicę stopy dyskontowej i założonego zysku w roku dziesiątym, więc dzielimy: 7,7185/0,05= 154,37 mld złotych. Dyskontujemy wartość: 154,37*0,38554= 59,5163mld. Teraz dodajemy to tej wartości wszystkie zdyskontowane dochody właściciela, bo przecież zyski trafiają do spółki, więc ich pominięcie byłoby sporym błędem, pomijamy jednak rok ostatni: Suma głównej wartości i dochodów wynosi więc około: 115,7663 mld złotych. Pozostaje Nam tylko podzielić wynik przez liczbę akcji: wynik to 578,83 złotych. Za dużo? Spróbujcie tak z innymi spółkami, wiele okaże się mocno przewartościowanych. Czyli za dziesięć lat KGHM przy spełnieniu prognoz będzie warty jakieś 250% więcej. Wiem, wydaje się to Wam abstrakcją, ale możecie postawić się w sytuacji analityka w roku 2003 i zobaczyć, czy wzrost 15 procent nie daje wartości dzisiaj około 200 złotych? Bo liczne przykłady odsyłam do książki: "Na sposób Warrena Buffeta"

Zauważyć trzeba, że jeśli firma ma powiększać wartość wewnętrzną, to wzrost jej zysków musi być większy niż inflacja, bo co z tego, że wzrost będzie trzy procent, skoro 4-procentowa inflacja zje Nam cały zysk. Nie warto też brać pod uwagę firm z niskim ROE, bo nie szukamy słabych firm, tylko orłów, a wierzcie mi - lepiej kupić nieco drożej spółkę z ROE powyżej 20, niż za rewelacyjną cenę kupić krasnala z ROE 10. Jest to absolutnie skuteczna metoda liczenia wartości wewnętrznej, jednak aby się spełniła, musice dobrze dokonać analizy całościowej, żeby mieć pewność, że zakładana dynamika wzrostów jest możliwa, jeśli zrobicie to dobrze, to już za 10 lat będziecie trochę bardziej bogaci. No, może nawet więcej, niż trochę:-)

czwartek, 1 września 2011

AT vs AF

Która metoda jest lepsza? Pewnie Was rozczaruje, ale na to pytanie nie ma uniwersalnej odpowiedzi, która sprawdza się zawsze i wszędzie. Dużo zależy od predyspozycji danego inwestora/spekulanta, lub też od czasu i cierpliwości, jaką ma inwestor. Jak więc stosuje się do zależności i zalet obu rozwiązań?
Analiza fundamentalna wymaga o wiele większego nakładu pracy i większej wiedzy, gdyż analizując spółki możesz popełnić masę błędów: porównać marże operacyjne w różnych branżach, być zaślepionym zyskiem netto, kosztem zwrotu z kapitału, możesz także kupić spółkę wysoko zadłużoną, co uniemożliwia dalszy rozwój
Analiza techniczna jest w gruncie rzeczy prostsza, niż analiza fundamentalna, wymaga mniejszego nakładu pracy, więc teoretycznie jest bardziej przyjazna spekulantom, którzy pracują po 10 godzin dziennie i nie mają czasu na wnikliwe analizy. Jednak trend, czy wsparcie może zostać zachwiane przez wiele czynników, o których nie mamy pojęcia: obniżony rating, słabe wyniki netto, panika związana z bessą na całej giełdzie, jeśli nałoży się na to również słaba sytuacja finansowa, to możemy już nie wrócić do poziomów zakupów.
Trzeba też zwrócić na bardzo ważną rzecz: wady analizy fundamentalnej są zawarte w Twoim umyśle, jeśli będziesz wiedzieć o zadłużeniu - nie wejdziesz w spółkę, więc wszystkie jej wady są wyłącznie NASZĄ winą, dziurawa analiza fundamentalna również uniemożliwi powrót do poziomów zakupu. Jednak jeśli analiza jest dobra, a spółka po gruntownej analizie spełniła Twoje oczekiwania - spadki nie robią na Tobie wrażenia, bo po co się stresować, że spółka spada z 30 złotych do 20, skoro jej wartość wewnętrzna wynosi 50złotych?
Analiza techniczna powoduje błędy, których nie rozumiesz i jeśli nie jesteś pracownikiem agencji ratingowej, nie przewidzisz,co się stanie, nikt też nie da Ci gwarancji, że po załamaniu trendu spółka powróci na linię wzrostów. Nawet jeśli uda Ci się zarobić w hossie - wystarczy jedna zła decyzja w bessie i cała Nasza praca idzie na marne! AF Nas przed tym chroni, bo jesteśmy bardziej pewni tego, że kryzys ma tylko chwilowy wpływ na cenę akcji.

Na koniec jeszcze jedna ważna kwestia: Na giełdzie większość ludzi stosuje analizę techniczną, aby zarobić, wszyscy inwestorzy chcą zarobić. Co więc się dzieje, kiedy wszyscy mają jeden cel i jedną metodę na wykiwanie innych? No właśnie - wadą analizy technicznej jest też jej powszechność - znajomość Analizy technicznej daje Ci przewagę nad innymi, ale tylko, gdy nie grasz podobnie jak Ci, których obserwujesz, więc moja rada jest taka: umiej analizować każdą metodą, ale stosuj AF, gdyż Ona Cię nie zawiedzie, w najgorszym przypadku wskaże Ci, co zrobiłeś źle.

Nie chcę nikomu narzucać sposobu inwestowania, może jesteś mistrzem świata w AT, więc po co Twój talent ma się zmarnować. Ja wypróbowałem obie metody i wiem, że AF sprawdza się ZAWSZE

Skup akcji własnych najlepszą rekomendacją - przykład MCI

Instytucje finansowe często wydają rekomendacje, w których radzą co robić z akcjami poszczególnych spółek: kupować, sprzedawać, akumulować itd. Warren Buffett twierdzi, że twórcy takich rekomendacji są tylko po to, żeby na ich tle dobrze wypadali wróżbici. Cóż - nie sposób się z tym nie zgodzić - metody wyceny są dziwne i według mnie po prostu zbyt trudne.

Jak więc szukać odpowiednich rekomendacji?
To bardzo proste - najlepszą rekomendacją dla spółki jest skup akcji własnych. Dlaczego tak jest i co to właściwie jest skup akcji własnych?
Skupowanie akcji własnych polega na kupowaniu akcji spółki przez samą tę spółkę, więc jest to w zasadzie inwestycja, jak każda inna. Z tą różnicą, że o skupie akcji własnych decyduje zarząd, czyli ktoś, kto wie o spółce absolutnie najwięcej w świecie. Na dodatek cel skupu akcji własnych jest identyczny, jak w przypadku inwestorów indywidualnych - zysk. Dlatego właśnie większą rekomendacją jest kupowanie akcji przez samą spółkę, niż rekomendacje analityków, którzy zarabiają na takich rekomendacjach.

Dlatego właśnie 1000 złotych z wirtualnego portfela inwestycyjnego przeznaczamy na razie w całości na walory MCI. Transakcja ta nie opiera się jednak tylko na fakcie skupowania akcji własnych - wartość wewnętrzna waloru wydaje mi się bardzo wysoka, o czym za jakiś czas napiszę. Jedynym czynnikiem niwelującym tę okazję, jest nowa emisja akcji, która miała miejsce jakiś czas temu.