piątek, 30 grudnia 2011

Obietnice czas złożyć - rok 2012

Sylwester już jutro, więc dobrze będzie, jeśli podsumuję rok mijający i napiszę o moich planach na rok następny. Bloga prowadzę już prawie 4 miesiące - co drugi dzień umieszczam nowym post, co jest bardzo dobrym wynikiem - pomysłów mam nadal sporo. Mam dość dużą popularność: Longterm umieścił mnie już w rankingu blogerów niezależnych, Tobiasz Maliński podlinkował mój wpis - niby nic specjalnego, ale mnie to jednak cieszy. Było kilka wpadek: błędy ortograficzne, nielogiczne ankiety, wdawanie się w kłótnie z ignorantami na forach, komentarze uznawane przez system jako spam i parę szczegółów, które na szczęście udawało mi się w porę wykryć:-)

Co w roku 2012? Nie przygotowuję się do końca świata, więc planuję utrzymać częstotliwość jednego wpisu na dwa dni - jest to możliwe i da mi to wiele korzyści - strategia budowana na doświadczeniu i własnych przemyśleniach będzie skuteczna, jeśli będę w niej skrupulatny. Fakt, że czytają tego bloga ludzie zmusza mnie do w miarę profesjonalnego podejścia. Postaram się zgłębić strategie Philipa Fishera i wcielić jej część do własnej. Blog jest już spory, więc zmienię wkrótce układ bloga - trzy kolumny będą bardziej czytelne, niż obecne dwie. Postaram się też mniej patrzeć na notowania, chociaż i tak sprawdzam je już tylko raz na tydzień. O mojej walce z samym sobą napiszę również wkrótce.

A co w moim prywatnym życiu? Niektóre moje plany świadomie chcę Wam pokazać - tak dla większej dyscypliny - świadomość, że czytają to setki ludzi skłoni mnie do wywiązywania się z noworocznych postanowień:-) a więc chcę w 2012:
- Oprócz nauki na bieżąco, rozwiązywać średnio 4 zadania z matematyki dziennie - mniej w tygodniu, więcej w weekendy,
- spróbować z pomocą komercyjnego programu z ulubionego czasopisma nauczyć się czytać trochę szybciej. Próby podejmowałem w tym roku, jednak oczywiście skończyło się na tym, że natłok sprawdzianów wybił mnie z rytmu - 10 minut dziennie,
- przygotować się do matury rozszerzonej z fizyki - średnio 15 minut dziennie oprócz nauki na bieżąco - więcej w weekendy podobnie, jak w przypadku matematyki,
- kontynuować naukę programowania i pisania stron - tutaj już w miarę możliwości, bez większych regulacji - w tym roku opanowałem HTML, CSS, trochę PHP i C++ - chciałbym nauczyć się zwłaszcza c++ i HTML w wersji 5.0;
- w wakacje wziąć się ostro za przygotowania do matury - chcę zdawać: polski - podstawa i rozszerzenie, jednak na drugą opcją jeszcze się waham; matematyka - podstawa i rozszerzenie - będzie trudno, ale to absolutny priorytet zwłaszcza, że ostatnio nie idzie mi rewelacyjnie; angielski - podstawa i rozszerzenie - tutaj problemów będzie mniej, ale to nie oznacza, że nie trzeba się przygotować; fizyka - nie wiem jaki poziom - decyzję podejmę po wakacjach;
- zdać na prawo jazdy - umiem już jeździć, jednak nie oznacza to, że sprawdzę się na drogach publicznych:-)

Plan bardzo ambitny i szczerze mówiąc szczerze wątpię w jego pełną realizację. Za priorytety uważam punkty związane z maturą, więc te właśnie punkty będą bardzo ważne. Reszta planów siedzi w mojej głowie, ale ich ujawnianie akurat mi nie pomoże:-) Mam nadzieję, że Wy - moi czytelnicy, będziecie wywierać na mnie taką presję, żebym przyłożył się do moich planów.

środa, 28 grudnia 2011

Literatura dobrego inwestora część trzecia

Dzisiaj odbiegająca od schematu książka - książka, której jeszcze nie czytałem - nowa książka Tobiasza Malińskiego pt. "Dlaczego Twój makler wolałby, żebyś tego nie wiedział"

Chociaż tytuł może sprawiać wrażenie, że nie jest to książka typowo inwestycyjna, trzeba dokładnie zobaczyć, o czym właściwie jest ta książka. Nie jest to bajka o złych maklerach i zagubionych inwestorach - to książka ukazująca cały obraz sytuacji. Przy okazji udało mi się przeprowadzić z Tobiaszem wywiad na temat jego nowej książki oraz na temat wpływu doradców, na współczesny obraz giełdy

1. Dlaczego Twoim zdaniem ludzie często nie badają tego, co mówią im maklerzy?
Instytucje finansowe oraz ich reprezentanci są podmiotami oraz osobami zaufania publicznego. Ludzie nie weryfikują tego co mówią im maklerzy czy ogólnie – finansiści, bo uważają, że ludzie Ci działają w interesie przeciętnego Kowalskiego. Po drugie, przeciętni ludzie nie byliby po prostu w stanie zweryfikować wypowiedzi ludzi z branży finansowej, bo nie mają wiedzy inwestycyjnej i nie potrafią odróżnić dobrej od złej porady finansowej oraz inwestycyjnej.
2. Czy sądzisz, że na starcie samodzielny inwestor przegrywa z ogromnymi korporacjami?
Wszystko zależy od pola starcia, na którym dochodzi do konfrontacji inwestora indywidualnego z instytucjami. Jeśli inwestor będzie chciał rywalizować z nimi w zakresie krótkoterminowych spekulacji – przegra, ponieważ instytucje finansowe mają w tym zakresie dużą przewagę, choćby informacyjną. Jeżeli jednak inwestor indywidualny wykorzysta swoje atuty jakimi są mobilność, cierpliwość oraz brak presji ze strony konkurentów (z taką presją stykają się instytucje finansowe), może osiągać śmiało lepsze wyniki inwestycyjne. Myślę, że inwestor indywidualny może bez większych przeszkód uzyskiwać dwucyfrowe stopy zwrotu w ujęciu rocznym ze swoich inwestycji.
3. Wiele badań potwierdza, że fundusze akcji często przegrywają z teoretycznie mniej rentownymi funduszami obligacji. Czy uważasz, że na naszych oczach sytuacja się zmienia, czy jest to może wynik nieinteligentnego zarządzania funduszami akcji?
Przyznam szczerze, że nie śledzę rentowności funduszy akcyjnych w porównaniu do funduszy obligacji, jednak jedno jest pewne – potężne kapitały jakimi muszą obracać ogólnie fundusze inwestycyjne powodują konieczność ich lokowania w duże spółki. Inne fundusze inwestycyjne lokują pieniądze w podobne podmioty przez co wyniki funduszy zbliżają się do wyników indeksów giełdowych. Słusznie zauważyłeś, że jeśli zarządzający podchodzą mało inteligentnie do swojej pracy – wyniki przez nich wypracowywane będą kiepskie lub co najwyżej przeciętne. Uważam, że nie ma znaczenia w jakie aktywa inwestuje dany fundusze – jeśli jest zarządzany przez osobę z głową na karku, będzie dawał zarabiać inwestorom.
4. Jaki jest najgorszy błąd, jaki możemy popełnić, jeśli zasięgamy porady maklera? To trudne pytanie, ponieważ nie każdy makler zachowuje się tak samo. W zależności o co pytamy i jakiemu maklerowi zadajemy pytanie, taką uzyskamy odpowiedź. Uważam, że nie powinno się słuchać rad maklerów, którzy nie orientują się w zakresie tematycznym objętym pytaniem. Zawsze należy pytać właściwych osób, o właściwe rzeczy.
5. Kontrola podstawą zaufania - czy również w świecie inwestowania?
Tym bardziej w świecie finansów. Wystarczy spojrzeć na zachowanie banków podczas rozpatrywania wniosku kredytowego – bank ogólnie ufa klientowi, ale i tak musi go sprawdzić w zakresie jego zdolności kredytowej. Niestety świat finansów jest jedyną rzeczywistością, w której występuje tak wielu oszustów, że czasami trudno znaleźć kogoś uczciwego. Kontrola nie jest w zasadzie podstawą zaufania, bo jeśli kontrolujemy to nie mamy zaufania. W branży finansowej jednak czasami lepiej go nie mieć i kontrolować. W końcu w grę wchodzą nasze pieniądze.
6. Jak zdefiniowałbyś pojęcie ryzyka? Co tak naprawdę je stwarza? Brak wiedzy? Czynniki losowe? Niewidzialna ręka rynku?
Powstało mnóstwo prac naukowych na temat ryzyka. Oficjalnie mianem ryzyka określa się niepewność, którą można zmierzyć, czyli policzyć prawdopodobieństwo jej wystąpienia. Ryzyko wynika w zasadzie z dwóch czynników – z niepewności co do wystąpienia zdarzenia oraz niepewności co do skutków, które ono spowoduje. Tyle teoria. Ryzyko jest nieodłącznym elementem naszego życia, bo nie wiemy przecież co przyniesie przyszłość. Człowiek przez swoje zachowanie może albo minimalizować nieodłączne życiu ryzyko lub je dodatkowo powiększać. Można więc powiedzieć, że ryzyko istnieje, ale to jak sobie z nim radzimy zależy od nas. Jeśli mówimy o kimś, że zachowuje się ryzykownie oznacza to, że niepotrzebnie wystawia się na ryzyko lub po prostu swoim zachowaniem je potęguje. Zarządzanie ryzykiem znajduje się więc w mocy człowieka, w przypadku inwestycji giełdowych – inwestora.
7. Gdybyś sam został maklerem giełdowym - czego byś nie lubił w swojej pracy?
Przede wszystkim nie lubiłbym presji na osiąganie krótkoterminowych wyników finansowych. To chyba jedyna rzecz, do której nigdy bym nie przywykł :).

Poprzednia książka Tobiasza jest bardzo popularna i po prostu dobra - jako inwestorzy skoncentrowani, mamy dużą pewność, że poziom nowej książki Tobiasza jest równie wysoki:-)

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Obroty, wykres i popularność, czyli o płynności w inwestowaniu długoterminowym

Dla początkujących inwestorów zaleca się, by inwestowali w spółki płynne, najczęściej te z WIG-u 20, bo ich płynność ograniczy ewentualne straty. Jest to metoda, która jest dobra w krótkim okresie czasu. Nie wiem jak wy, ale ja znów odnoszę wrażenie, że ktoś tu chce z nas zrobić spekulantów. Czy płynność ma wpływ na inwestycje powyżej roku? Spójrzmy na wykres roczny najmniej płynnej, wśród polecanych spółek, czyli PEP:

Widać ewidentnie, że małe obroty nie powodują w długim terminie niespodziewanych skoków cen. Nawet w przypadku PEP, cena nie zmieniała się drastycznie, więc w punktu widzenia "znawców" jest ona w długim terminie bezpieczna.

Kiedy mamy zamiar inwestować długoterminowo, płynność nie powinna mieć dla nas żadnego znaczenia - dobre obeznanie w firmie gwarantuje nam, że niepłynny walor będzie jednak rosnąć, a nie spadać. Niepłynne spółki ułatwiają nam również nasz eksperyment - nie musimy sprawdzać często ich cen. Idealne do takich inwestycji są spółki z NewConnect - nie inwestuję tam, bo są to spółki zwykle bez przeszłości, ale jeśli ktoś zna się na tym rynku, może spokojnie odpuścić sobie kwestie płynności w inwestowaniu długoterminowym.

czwartek, 22 grudnia 2011

Metoda wyceny Grahama

Znów wczytujemy się razem w "Inteligentnego inwestora". Tym razem omówimy metodę wyceny Grahama. Metoda ta dotyczy akcji wzrostowych. Jest bardzo prosta. Oto wzór: Normalne, zdrowe zyski roczne*(8,5 + 2*spodziewana roczna stopa zwrotu) Wskaźnik jest prosty, do póki nie zastanowimy się, jakiej stopy zwrotu oczekujemy. Nie potrafimy dokładnie określić, jakiej stopy zwrotu możemy się spodziewać, możemy podstawić 10 w przypadku CCC, więc 117856tys*(8,5+2*10)/ilość akcji wychodzi nam wartość 87 złotych. Wartość ta zbliżona jest do naszej wyliczanej wcześniej wartości. Jeśli jednak stopa zwrotu wyniesie 9 procent, wycena spada do 81 złotych. Jeden procent pomyłki, powoduje całkiem spory spadek wyliczonej wartości. To nie do przyjęcia.

Ja zdecydowałem więc wykorzystać ten wskaźnik, to obliczenia minimalnej wartości wewnętrznej spółki. Dobra firma zwiększa swoją wartość szybciej, niż jej majątek zjada inflacja, więc jeśli uważamy, że nasza firma wzrośnie szybciej, niż wskaźnik inflacji, możemy obliczyć minimalną wartość CCC: 117856 tys*(8,5+2*4)/38400000 akcji= 50,50 zł Za wartość inflacji przyjąłem okrągły wskaźnik 4 procent. Jest to nieco szaleńcza metoda, jednak w mojej opinii pozwala oszacować minimalną wartość akcji wzrostowych. Jest to metoda eksperymentalna, więc nie będę polegał tylko na niej - pozostałe dwie metody wycen uważam za ważne, podczas obliczania wartości wewnętrznej.

Nadal musimy jednak pamiętać, że samo wyliczenia wartości wewnętrznej, nie gwarantuje sukcesu

Następny wpis pojawi się 26 grudnia. Życzę Wszystkim Wesołych Świąt. Spędźcie je w gronie rodziny - nie zapominajcie, że pieniądze nie dadzą nam szczęścia, jeśli nie będziemy umieć dzielić się tym szczęściem. Te dni niech upłyną Wam pod znakiem zastanawiania się, co jest tak naprawdę dla Was ważne...

wtorek, 20 grudnia 2011

C/Wk czyli jak bardzo zlekceważyłem jeden z ważnych wskaźników

Podczas selekcji spółek na początek sprawdzałem wskaźnik C/Z, jednak odpuszczałem sobie chwilę przemyśleń nad wskaźnikiem C/Wk. Czytając w książce "Na sposób Warrena Buffetta" historię kupna udziałów w Coca-coli, doszedłem do wniosku, że nie ma po co patrzeć na wartość tego wskaźnika, bo niski wskaźnik nie gwarantuje nam, że zarobimy, a wysoki nie przekreśla szans na zysk, jak było w przypadku Coca-coli(wartość C/Wk podczas transakcji Buffetta, wynosiła około 5), w związku z tym po prostu omijałem ten wskaźnik.

Dopiero Benjamin Graham w swojej książce "Inteligentny Inwestor" otworzył mi oczy na ten w gruncie rzeczy ważny wskaźnik. Co on tak dokładnie oznacza? Odpuszczę sobie literacki bełkot, bo pewnie nikogo z Was to nie interesuje. Więc za przykład podamy Naszą budkę z hamburgerami:-) Budka razem z działką jest warta 5 tysięcy złotych, w środku mamy 2 mikrofalówki po 500 złotych, jakiś tam piecyk za tysiąc złotych i lodówkę za tysiąc złotych. Wartość księgowa, to wartość właśnie tych wszystkich rzeczy, czyli Wartość księgowa naszej budki to 8 tysięcy złotych. Jednak kiedy sprzedajemy budkę innym ludziom, uwzględniamy w cenie nasz rynek zbytu, markę, patenty na pyszne hamburgery - te wszystkie rzeczy nie są wartością księgową. Nie da się ich precyzyjnie określić. Wyjątkiem są właśnie patenty, które są bardzo często częścią majątku spółek. Nie wliczają się one do wartości księgowej, chociaż ich wartość jest teoretycznie możliwa do obliczenia. Dlatego nie należy się dziwić, że wartość księgowa firm z branży komputerowej, jest zazwyczaj duża.

Co mamy robić, w przypadku, gdy wartość księgowa wynosi poniżej 1? Przedstawiam Wam wartości wskaźników C/Wk dla polecanych spółek:

MCI 0.48
PBG 0.49
BUDIMEX 2.92
KGHM 1.30
PEP 1.33
CCC 3.97
CD PROJEKT RED 3.86
Jak widać w przypadku MCI i PBG, wartość akcji jest mniejsza, niż ich wartość księgowa - w przypadku zdrowych firm, jest to wspaniała okazja inwestycyjna - gdyby firma była martwa, byłaby warta ponad dwa razy więcej, niż kosztuje na giełdzie. W przypadku MCI sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, bo jest to fundusz, jednak jest to również dobry znak. W długim terminie, spółki o zdrowych finansach muszą wzrosnąć do wartości wskaźnika C/Wk powyżej 1. Takie okazje się zdarzają, chociaż jeśli bankrutująca firma ma wskaźnik 0.3 C/Wk nie znaczy to, że zarobimy na niej. Tylko w przypadku zdrowych firm, jest to możliwe.

Pozostałe firmy mają wyższe wskaźniki C/Wk, więc można wywnioskować, że akcjonariusze traktują je bardzo dobrze - doceniają ich wartość. CCC ze względu na stabilne zyski, nie będzie raczej kosztować dużo mniej, bo akcjonariusze nie chcą oddać wartości niematerialnych za bezcen - rynek zbytu, marka, szacunek - to wszystko jest w cenie. W przypadku Cd Projekt Red mamy również dobry stosunek akcjonariuszy do spółki. Oprócz tego mamy wiele rozpoznawalnych marek: Wiedźmin; gog.com; red engine. To wszystko buduje wartość, więc w przypadku tych spółek wysoki wskaźnik C/Wk jest według mnie uzasadniony.

Bez zwracania uwagi na wskaźnik C/Wk wybrałem te spółki, więc można wywnioskować, że inwestowanie bez tego wskaźnika jest możliwe. Pojawia się jednak pytanie, czy na podstawie innych danych, bylibyśmy w stanie, w każdym przypadku wywnioskować, czy cena jest wysoka, czy nie. Ten wskaźnik na pewno w inwestowaniu pomaga.
Chylę czoło przed Benjaminem Grahamem - był wspaniałym inwestorem i jego rady są naprawdę ponadczasowe.

niedziela, 18 grudnia 2011

Buffett i inwestycje technologiczne

Minęło już trochę czasu od inwestycji Buffetta w IBM. Dopiero teraz omówię tę transakcję ze względu na mniejszy szum, jaki panuje wokół tej spółki.
10mld dolarów przeznaczone na spółkę, która związana jest z nowymi technologiami - prawdziwy gigant branży, ogromne zyski, wspaniała marka no i ta branża... Czy coś tu nie pasuje?

Przecież Buffett mówił, że ma trudności z obsługą kalkulatora, przecież omijał spółki technologiczne podczas hossy, przecież nie używa często komputera, przecież w jego biurze nie ma telewizora. Dlaczego on wydał tyle pieniędzy na spółkę technologiczną?

Już Benjamin Graham w "Inteligentnym Inwestorze" mówił o spółce IBM z szacunkiem, podawał przykład tej spółki w wielu sytuacjach, a Buffett czytał jej raporty przez ponad 50 lat. Tyle czasu potrzebował, żeby poszerzyć swój krąg kompetencji o spółki technologiczne. Chociaż kiedyś bronił się przed nimi, teraz postawił naprawdę dużo...

Nie polecam Wam jednak tej, czy innej spółki technologicznej tylko dlatego, że Buffett ją kupił. Chcę bardziej namówić Was do ciągłego rozwijania się, do poznawania nowych branż, do czytania mnóstwa książek, czasopism, opinii, komentarzy - odpowiednia selekcja i odpowiednie wnioski pozwolą Wam poszerzać swój krąg kompetencji, dzięki czemu będziecie mogli zarobić 15 procent z nowej branży, zamiast 10 procent z branży, którą znacie równie dobrze, ale dłużej.

Życie inwestora to ciągła praca nad samym sobą, ciągłe rozwijanie się - poziom inwestowania ciągle się podnosi, jeżeli będziecie stać w miejscu - wszyscy Was wyprzedzą. Jeśli nie możecie się pogodzić z tą myślą, nie możecie zarabiać!

Trudno jest mi przekonać się do spółek ubezpieczeniowych typu TUEuropa, ale chętnie przeczytałem raporty roczne, coś tam wywnioskowałem - boję się tej branży, ale nie odrzucam jej. Kto wie, może za 10 lat kupię taką spółkę i zbiję na niej majątek? A może kupię coś zupełnie nowego? Może za kilkadziesiąt lat kupię spółkę specjalizującą się w transporcie międzyplanetarnym?

Większość zasad, o których piszę na blogu, jest ponadczasowa. Ponadczasowa jest również zasada, że musicie się rozwijać - tak było, jest i będzie. Jeśli będziecie się rozwijać, Wasz portfel "podąży" za Wami:-)

piątek, 16 grudnia 2011

Haracz od KGHM

Tobiasz Maliński uprzedził mnie i zrobił dokładną analizę podatku od miedzi i srebra. Blog Tobiasza Malińskiego
Jak widać na filmie, około 50 procent zysku będzie odprowadzane do budżetu państwa - jeśli taki podatek zostanie wprowadzony, to inwestowanie w tę spółkę, będzie zupełnie nielogiczne - nie dość, że dywidenda idzie na konto państwa, to jeszcze tak ogromne pieniądze mają iść na podatek?! Mam nadzieję, że jednak Pan Rostowski pójdzie po rozum do głowy i zmieni coś w tym podatku.

Boleśnie przekonałem się, że upolitycznienie spółek jest ogromnym ryzykiem zwłaszcza, kiedy krajem rządzą nieinteligentni ludzie. Popełniłem błąd, którego Philip Fisher nigdy by nie popełnił - zignorowałem zbyt dużą władzę państwa w KGHM. Poczekam ostatecznie na wprowadzenie takiego podatku, jednak przyznam, że bardzo mi się to nie podoba.

Literatura dobrego inwestora część druga

Kolejna obowiązkowa pozycja dla każdego inwestora długoterminowego, to "Inteligentny Inwestor" Benjamina Grahama - najlepszego doradcy finansowego XX wieku.

Dlaczego ta książka jest tak ważna? Jest to pierwsza książka, która tak szeroko przedstawia akcje, oraz obligacje. Benjamin Graham w długiej dość książce pokazuje punkt widzenia tak szeroki, że przytłacza swoim ogromem. Wszystko, co może mieć wpływ na nasze inwestycje, jest w tej książce omówione z niezwykłą dokładnością. Chociaż książka ostatni raz była uzupełniana w roku 1970, to jednak zawiera tyle ponadczasowych prawd, że każdy musi ją przeczytać. Po każdym rozdziale mamy dość obszerny komentarz, który obfituje w wiele przykładów, potwierdzających tezy Grahama.

Benjamin Graham oprócz genialnych rad, pokazuje mi również, jak być prawdziwie obiektywnym autorem - tak szerokiego spojrzenia na inwestycje, nie ma w żadnej innej książce. Na wszystkie pytania, które przyszły mi do głowy podczas lektury, znalazłem odpowiedzi - to jest właśnie najwyższy poziom profesjonalnego dziennikarstwa, do którego mi jeszcze bardzo daleko. Jeśli jeszcze nie przeczytaliście tej książki, to radzę ją zakupić. Kosztuje 69 złotych, jednak jest to prawdopodobnie najlepsza inwestycja, jakiej dokonacie w swojej inwestycyjnej karierze.

środa, 14 grudnia 2011

Samozwańczy inwestor długoterminowy

Inwestuję rok, nazywam siebie inwestorem długoterminowym. Nasuwa się pytanie, którego ze względu na niecenzuralny wydźwięk, nie przytoczę:-)

Dlaczego więc jestem inwestorem długoterminowym, chociaż nie mam na koncie żadnej inwestycji trwającej więcej, niż 16 miesięcy?

Anonymous twierdzą, że nie są grupą, tylko stanem umysłu

Przywołałem tutaj grupę hakerów, żeby pokazać wam, na czym właśnie polega istota sprawy. Inwestor długoterminowy, to niekoniecznie osoba, która trzyma akcje długo. To osoba, która rozważa swoje inwestycje w długiej perspektywie. Giełda płata różne figle i nie zawsze długoterminowa inwestycja, jest nią w wymiarze czasowym. Spekulant, który trzyma akcje dłużej niż rok, w obawie przed realizacją strat, nie staje się inwestorem długoterminowym. Inwestor długoterminowy nie myśli w kategoriach dni, czy miesięcy. Myśli w kategoriach lat i w oparciu o taki czas właśnie układa swoją strategię.

Dlatego właśnie uważam siebie za inwestora długoterminowego - chcę widzieć firmę za kilka lat, a nie następnego dnia. Czas pokaże, czy moje myślenie jest słuszne. Chcę być wolny finansowo, a tego nie zrobi się z dnia na dzień, dlatego mówię o sobie(może niesłusznie), jako o inwestorze długoterminowym.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Bessa - uciekać, czy nie?

Hossa, bessa, hossa, bessa. Chyba większość z was wie, że taka jest właśnie kolejność w cyklu koniunkturalnym. Inwestorzy z większym stażem na pewno mieli już dylemat z tym związany - czy wychodzić z inwestycji, gdy na horyzoncie pojawia się bessa?

Przyjrzyjmy się sytuacji polecanej spółki KGHM:

Widać, że bessa zepchnęła na początku 2008 roku KGHM do ceny około 20 złotych. Przed załamaniem spółka kosztowała ponad 100 złotych. Spadek jest więc znaczący. Długoterminowy inwestor kupujący KGHM na początku 2007 roku musiał czekać aż trzy lata, aby wyjść na zero - wielu pewnie straciło cierpliwość i sprzedało akcje. Tak więc bessa w roku 2008 powodowała znaczne ubytki w pieniądzach, chociaż ostatecznie każdy, kto kupił akcje wcześniej i trzyma je do dzisiaj - zarobił. A co by było, gdyby inwestor sprzedał akcje i czekał do końca bessy?

Nie oszukujmy się - nikt z nas nie jest w stanie kupić idealnie w dołku. W związku z tym wielu inwestorów było na minusie już na początku bessy, więc w obawie przed realizacją strat, czekali na lepsze czasy - ich cierpliwość została wystawiona na próbę. Co ja bym zrobił?

Jestem zwolennikiem kupowania w kryzysie, więc na początku bessy pewnie byłbym z KGHM na plusie - uważam, że wyjście z inwestycji z zyskiem w początkowym stadium bessy jest racjonalnym posunięciem. Sprzedając za około 80 złotych KGHM, mógłbym je odkupić taniej - nawet za 30 złotych - miałbym więc ponad 2 razy więcej akcji. Ale co, jeśli mamy straty? Podobnie, jak w przypadku zmiany waloru trzeba się zastanowić, czy sprzedaż akcji ze stratą pozwoli nam kupić firmę jeszcze taniej i czy ta transakcja zwróci nam obecną stratę - wszystko jest kwestią matematyki - trzeba przyjąć odpowiednie marże bezpieczeństwa, żeby być gotowym na gorszy scenariusz.

Sprzedaż firm jeszcze przed rozpoczęciem bessy może być racjonalnym posunięciem zwłaszcza, jeśli mamy do czynienia z bessą ostrą, która pewnie będzie następną, jaka nawiedzi GPW - warto już teraz się na nią przygotować, bo w warunkach obecnej bessy możemy przewidzieć nasze myśli, gdy rynek zwróci się przeciwko nam. Jeśli jednak jesteśmy gotowi czekać, lub nie jesteśmy w stanie wyliczyć, czy rotacja portfela nam pomoże, lepiej nie robić nic - aktywność wcale nie jest przejawem mądrości.

Postawcie się na miejscu akcjonariuszy spółek, które przechodzą trudne czasy - będziecie wiedzieć, co robić w trudnych czasach.

sobota, 10 grudnia 2011

Kiedy lubimy mieć rację

Z pewnością każdy z was był chociaż raz przekonany w zupełności, że ma rację, chociaż w rzeczywistości było inaczej. Co robimy, kiedy wszystkie sygnały mówią jednoznacznie o naszym błędzie? Odczytujemy je na swój sposób - każdą informację można przecież zrozumieć subiektywnie - obrócić "kota ogonem". Lubicie być nieomylni? Radzę zmienić podejście.

Popełniamy błędy i będziemy je popełniać - mają one nauczyć nas lepszego postępowania, ale co z tego, skoro upieramy się, że jednak mamy rację? Jest tak w przypadku spółki ATREM - chociaż emisje akcji nie mówią jednoznacznie o braku siły w spółce, to ja jestem wciąż przekonany, że spółka nie jest warta inwestycji. A może jestem w błędzie?

W tym właśnie momencie powinniśmy się zatrzymać. A co jeśli nie mamy racji? To proste pytanie pozwoli nam rozwiązać wiele problemów i często uniknąć strat. Ja sam jednak jestem przekonany co do swojej tezy i jeśli się mylę, zrozumiem to dopiero, gdy akcje zwyżkują o kilkaset procent. Tu jest właśnie klucz do lepszych decyzji - musimy zawsze brać pod uwagę scenariusz, w którym zakładana przez nas oczywistość się po prostu nie sprawdza. Zwykle o swoich błędach dowiadujemy się za późno. Warto więc badać, jak możliwe jest prawdopodobieństwo tego błędu. Szansa powtórzenia błędu jest duża, gdy nie wyciągamy odpowiednich wniosków.

czwartek, 8 grudnia 2011

Dywersyfikacja punktów widzenia - blog Tobiasza Malińskiego

Polecam Wam różne blogi o tematyce inwestowania nie po to, żeby sprezentować kolegom dodatkowe wyświetlenia, tylko dla Was, żebyście mogli opracować swój własny punkt widzenia. Chociaż Tobiasz i ja opieramy swoje strategie na radach Warrena Buffetta, to jednak się różnimy pod względem temperamentu - również wasz punkt widzenia będzie niepowtarzalny. Ważne jest, by odpowiadał waszej psychice.

Dlatego polecam Wam kolejny świetny blog o inwestowaniu wartościowym:
Tobiasz Maliński prowadzi blog pod adresem www.tobiaszmalinski.pl, jest też autorem świetnej książki "I Ty zostań Warrenem Buffettem, czyli inwestowanie skoncentrowane na GPW". Blog jest jedynie uzupełnieniem jego książek, jednak z materiałów tam zawartych można napisać następną. Tobiasz ocenia bardzo wiele spółek - na blogu możemy obejrzeć długie filmy omawiające poszczególne spółki - jest to wspaniały sposób wyrabiania w sobie dobrego nawyku dogłębnej analizy.

Tobiasz jest przykładem człowieka, który uwielbia to, co robi - widać to na każdym kroku. Tacy ludzie powinni być inspiracją dla innych inwestorów, którzy jeszcze nie do końca wiedzą, czego chcą. Punkt widzenia Tobiasza uważam za bardzo słuszny - profesjonalne podejście, którego mi nadal brakuje, pozwala mu uczyć innych ludzi naprawdę skutecznie.

wtorek, 6 grudnia 2011

Life and debt, freedom not yet!

W dawnych czasach ludzie z niższych warstw społecznych byli źle traktowani - przymusowo pracowali na majątki swoich panów, nie mogli uciec, bo nie mieli dokąd uciekać, całe życie byli niewolnikami!

Od zniesienia niewolnictwa minęły grubo ponad dwa wieki, jednak nowa definicja niewolnictwa istnieje do dzisiaj - niewolnicy naszych czasów, to ludzie zadłużeni. Jaka jest jednak podstawowa różnica między nami, a naszymi przodkami? Duża część współczesnych niewolników jest w sidłach długu z własnej woli - nasi praojcowie nie mieli takiego wyboru.

Oczywiście życie pisze różne scenariusze: tracimy pracę, mamy kredyt hipoteczny, coś się psuje, po prostu nie możemy znaleźć rozwiązania - takie sytuacje się zdarzają i szczerze współczuję ludziom, którym nie starcza do pierwszego, mimo ich wielkich starań. Ważnym pytaniem jest więc: Czy można zapobiec popadnięciu w długi?

"Nie ważne na co chcesz! Ważne, że Ci się chce!" - krzyczy do nas pewna reklama kredytu. "Kup nowy odtwarzacz blu-ray. Zobacz jutro już dziś" - przekonuje inna reklama.
Czy nie dajecie się czasem skusić na niepotrzebne wakacje, urządzenia, usługi, przekąski? Czy uważacie, że jesteście w pełni odporni na takie reklamy? Odpowiedź jest prosta: Nie jesteście! Każdy jest w jakimś stopniu podatny na reklamę. Tu właśnie tkwi sedno problemu niewolnictwa naszych czasów. Wydajemy więcej, niż zarabiamy, kupujemy nowy telefon, chociaż obecny może nam służyć jeszcze długi czas. To właśnie przez takie pozornie zwykłe decyzje popadamy w długi.

Czy nie byłoby lepiej, gdybyście jednak odpoczęli w domu? Czy naprawdę potrzebny jest wam nowy telewizor, komputer, telefon? Ile byście mieli pieniędzy, gdybyście z tych rzeczy zrezygnowali? Pewnie dużo - zróbcie sobie taki szczery bilans z ostatniego miesiąca. Co kupiliście niepotrzebnie? Sam często popełniam grzech niegospodarności - moich głównym błędem jest kupowanie jedzenia, które nie zaspokoi głodu - wolę kupić drogiego pączka, niż zjeść dużo tańszą, bardziej pożywną i równie smaczną bułkę. Wolę iść do biblioteki tydzień później i zapłacić karę za zwłokę, niż oddać książkę w terminie - co prawda kara nigdy nie wynosi więcej, niż złotówkę, ale przecież tego typu wydatku można bez poświęcenia uniknąć! Na dodatek zdarza mi się zostawić włączony dekoder na noc, chociaż nikt wtedy nie ogląda telewizji. Nie w każdym pomieszczeniu energooszczędna żarówka zastępuje zwykłą.

Przez takie właśnie drobne wydatki pozbywamy się pieniędzy, które moglibyśmy bez ŻADNEGO poświęcenia odłożyć. W skrajnych przypadkach takie zaniedbania mogą uczynić nas niewolnikami - kapitalizm bardzo ułatwia nam poszerzenie grona dłużników. Nie dajcie się zwieść - nowy telefon nie uczyni was lepszymi ludźmi! Dzięki pieniądzom odłożonym w ten sposób możemy stać się ludźmi prawdziwie wolnymi - mamy duże szanse na to, by dłużnicy zazdrościli nam majątku, na który tak ciężko pracowaliśmy.

niedziela, 4 grudnia 2011

Hiperbola ostrzeżeniem przed bańką spekulacyjną

Skąd się biorą bańki spekulacyjne? Z chciwości! Tłum chcący zarobić, robi nieracjonalne zakupy bo widzi, że inni w danym sektorze odnieśli sukcesy. Tacy inwestorzy chcą odnieść sukces i gardzą ryzykiem, które jest niewyobrażalnie wysokie. Uczestnictwo w takim hurraoptymizmie to igranie z ogniem - z dnia na dzień możemy stracić mnóstwo pieniędzy. Jak rozpoznać bańkę? Podobnie jak okazje, trzeba tylko stanąć na głowie:-)

Kiedy wzrost ceny akcji jest niewspółmierny do osiągniętych zysków, kiedy wskaźnik C/Z dochodzi do 60, kiedy firma zamiast wynikami, karmi nas planem na cudowne zyski...STOP! Właśnie w takim momencie powinniście się zatrzymać. Hiperbola na wykresie ceny akcji jasno sugeruje, że albo firma była wcześniej niedoceniana, albo teraz jest wyceniana za wysoko. Wyliczcie wartość wewnętrzną takiej firmy, przy jakim zysku zakup będzie racjonalny? Przy już osiągniętym, czy przy tym, który widać w prognozach samozwańczych analityków? Bardzo łatwo odróżnić bańkę spekulacyjną, od uciekającej okazji. Musicie jednak powstrzymać się przed chęcią dorównania innym. Wzniesiecie się ponad ich umiejętności, kiedy bańka pęknie. Pęka każda - to tylko kwestia czasu.

Warren Buffett spadał w liście najbogatszych ludzi świata, kiedy bańka internetowa była pompowana. Na swoje miejsce wrócił bardzo szybko, bo nie zna się na spółkach technologicznych. Nawet jeśliby znał się na nich, nie kupiłby żadnej z upadających potem firm, bo wiedziałby, że kupno bańki jest ryzykowne i po prostu głupie.

piątek, 2 grudnia 2011

Sytuacja branży, sytuacja spółki

Największą ilość kontrowersji wśród polecanych spółek wzbudził Budimex - szczerze mówiąc bardzo mnie to zdziwiło - sądziłem, że większą burzę wywoła CCC, lub CD RED. W komentarzach obawiacie się perspektyw rozwoju branży budowlanej - podobnie wasze odczucia mają się do PEP i pewnie też zadłużonego PBG. Dlaczego zaryzykowałem kupno aż trzech spółek związanych(mniej, lub bardziej) z budowaniem?

Warren Buffett mówi:

Najlepsze okazje inwestycyjne zdarzają się, gdy wskutek nadzwyczajnych zdarzeń dobre spółki są źle wyceniane.

To najlepszy cytat pokazujący dlaczego inwestuje w tej branży. Wielu inwestorów zauważa, że szum związany z Euro, wydatkami na infrastrukturę, odnawialne źródła energii się skończy, bo nie będzie na to pieniędzy. Trudno odmówić wam racji - za dwa lata nie będziemy mieć budowanych stadionów, nie będzie tak dużo nowych dróg, kolei, boisk, pewnie brak inwestycji dotknie też PEP.
Jeden z czytelników znalazł artykuł, w których prezes Budimexu martwi się o przyszłość sektora, jednak jednocześnie mówi, że najmniej stracą ci, którzy najwcześniej zdywersyfikują swój portfel - Budimex i pozostałem spółki, o których mowa - PEP i PBG, mają dość rozbudowany portfel zamówień. PBG ma na pewno mniejszy, niż Budimex, jednak PBG specjalizuje się w bardzo zaawansowanych projektach, na które rynek jest nawet wtedy, gdy nie ma dofinansowania. Tutaj właśnie przemawia do nas racjonalność zarządu - cecha dobrej firmy, której nie da się zmierzyć żadnymi materialnymi miarami, dlatego tak rzadko bierzemy czynnik zarządczy pod uwagę.

Uważam, że dobry szef we wszystkich trzech firmach potrafi dostosować się do rynku bez względu na jego kondycję. Trzeba jednak pamiętać, że rynek będzie się z nami bardzo mocno kłócił, musimy być gotowi na silne wahania cen, kiedy wielu inwestorów będzie uciekać z tych spółek dlatego, że branża jest nieciekawa. Wszystkie firmy są według mnie jednak źle wyceniane nawet jeśli uwzględnimy zyski tylko z poprzednich lat. Wartość wewnętrzna PBG liczona od zysków w ostatnim roku wynosi około 160 złotych! Tak duża marża bezpieczeństwa pozwala nam inwestować w tym trudnym sektorze.

Osobom mniej odpornym na takie ryzyko polecam jednak inne polecane przeze mnie firmy - myślę, że mój krąg kompetencji jest na tyle duży, że każdy z was może coś powiedzieć o jednej z wybranych przeze mnie spółek. Wiem, że inwestując w budownictwo, igram z ogniem, ale sądzę, że wszystko skończy się ogromnymi zyskami.

środa, 30 listopada 2011

Przeklęte piractwo.

Dowód na to, że ludzie w dużej mierze są złodziejami.Wiedźmin 2 pobrany ponad 4mln razy Jest to chyba największy czynnik ryzyka, w inwestowaniu w spółki z branży komputerowej. Mam nadzieję, że przetwarzanie w chmurze i pomysły takie, jak OnLive, zminimalizują problem piractwa.

Dźwignia sposobem na upadek z wysokości

Każda firma musi się zadłużać: faktury z odroczonym terminem spłaty, kredyty inwestycyjne, banki również zapożyczają się nawzajem. Pożyczka jest naturalnym sposobem pozyskiwania kapitału, ale nie jest to niestety worek bez dna. Firma, która ma zbyt dużą dźwignię finansową, jest skazana na upadek, jeśli pożyczka jest marnotrawiona.

Kryzys w 2008 roku pokazał, jak niebezpieczna może być dźwignia. Upadające banki, między innymi Lehman Brothers miał ogromną dźwignię finansową - kapitał obcy był w pewnym momencie 30 razy większy od kapitału własnego! Jeśli dołożyć do tego kredyty, które nie są regularnie spłacane, mamy istny armagedon. Na dodatek kredyty były rozrzucane na wszystkie strony, nie wymagano praktycznie wkładu własnego, podczas zaciągania kredytu hipotecznego. Kiedy mieszkania potaniały, a kredyty przestały być spłacane, banki mogły już się tylko pukać w czoło, dlaczego nie przewidziały takiego scenariusza. Największy obecnie Bank w USA - Bank of America, dzięki racjonalnemu portfelowi kredytowemu przetrwał. Nie ma się więc co dziwić, że Warren Buffett zdecydował się kupić akcje tego banku za ponad 5mld dolarów.

Zarząd tego banku wiedział, że dźwignia nie jest dobrym rozwiązaniem, dlatego nie korzystał z niej. Nie był na topie przed rokiem 2008, ale teraz już jest, bo w długim terminie wszystkich nierozsądnych zarządców czekają kłopoty.

Zwracajcie uwagę na dźwignię. W każdej branży inna wartość dźwigni jest racjonalna, a jedna dźwignia nie jest równa drugiej - do wszystkiego trzeba podchodzić z dużą wiedzą i dystansem. Jeśli nie weźmiecie tego pod uwagę, mogą czekać Was kłopoty.

poniedziałek, 28 listopada 2011

Omówienie ankiety "GDZIE TRZYMASZ OSZCZĘDNOŚCI?"

W skarpecie 1 głos
Na lokacie 10 głosów
Na koncie oszczędnościowym 6 głosów
W akcjach, obligacjach, walutach itd 18 głosów
Nie mam oszczędności 4 głosy

Nie mam rewolucyjnych wniosków na temat oszczędzania: kto oszczędza, ten ma:-) Jeśli uda nam się odłożyć trochę pieniędzy, mamy zawsze jakieś zabezpieczenie. Czy jednak nasze pieniądze są bezpieczne w domu? Nie chodzi mi tutaj o złodzieja w kominiarce - mam na myśli złodzieja naprawdę doskonałego - inflację. Czy za 5 lat kupisz tyle samo chleba, paliwa, ciastek, czy gazu za to, co masz dzisiaj? Czy nie lepiej byłoby, gdyby inflacja nie zjadała Twoich pieniędzy? Lokata jest takim rozwiązaniem - wystarczy poświęcić około dwóch godzin, by nasze pieniądze nie zostały "skradzione" przez inflację.

Każdy powinien sam decydować o tym, gdzie trzyma pieniądze, więc wybór, między lokatą, kontem, a akcjami zostawiam już moim czytelnikom - akcje są jednak bardziej ryzykowne, niż lokata, dlatego musicie być naprawdę pewni swoich umiejętności, jeśli zamierzacie trzymać oszczędności w akcjach.

Czy będziesz czuł się wolny, jeśli nie będziesz mieć żadnych oszczędności? Co zrobisz, jeśli niespodziewanie stracisz pracę, urodzi Ci się dziecko, albo złamiesz rękę? Czy będziesz mieć za co żyć, zanim wrócisz do pracy?
Rozumiem, że niektórzy nie mogą odłożyć pieniędzy - takie ludzkie dramaty mają miejsce. Jeśli jednak możesz sobie odmówić sobie wspomnianych ciastek, czy nowego telefonu, zrób to! Za 10 lat będziesz dużo bardziej szczęśliwy, jeśli będziesz mieć na koncie dodatkowe 300 złotych - kupiony dzisiaj telefon będzie i tak wtedy leżeć gdzieś na wysypisku śmieci.

Powtarzane jak mantra wpisy o oszczędzaniu nie mają na celu wypełnienia pustki na blogu - chcę Was namówić do oszczędzania, bo kiedy oszczędności będą potrzebne, nie będziecie musieli biegać po rodzinie, czy bankach, żeby opanować swoje kłopoty, które na pewno będziecie mieć.

sobota, 26 listopada 2011

Spadek wartości wewnętrznej, a spadek ceny.

Kryzysowe sytuacje mogą mieć i mają spory wpływ na ceny spółek - gdy prognozy nie zostają spełnione, rozczarowani akcjonariusze sprzedają akcje i ich cena nurkuje. Czy zawsze słusznie?
Warren Buffett:

Wielkie okazje inwestycyjne pojawiają się, gdy wspaniałe spółki są dotknięte przez niespodziewane okoliczności, które powodują przecenę akcji.
Ten cytat nie bez powodu pojawia się po raz kolejny na łamach tego bloga. Słabsze wyniki powodują spadek cen, ale czy jest on adekwatny do rzeczywistej obniżki wartości? Czy słabsze wyniki w danym roku mogą wpływać mocno na wycenę? Znów zobaczmy wyniki KGHM:
2007 3 934 559 złotych
2008 2 766 179 złotych
2009 2 327 993 złotych
Zauważcie, że zysk w tych latach topniał. Nie jest jednak ważne dlaczego, ważne jest to, co widać na pierwszy rzut oka, czyli to, co widzi większość ludzi. Należy nadmienić, że mieliśmy w tamtym czasie ostrą bessę. Spadek zysków wywołany głównie sytuacją gospodarczą przekonał wielu ludzi, że trzeba uciekać od KGHM-u. Jak widać nie interesowało ludzi, że spadek zysków jest chwilowy i relatywnie mały, w porównaniu ze spadkiem ceny akcji. Nawet w trwającej hossie w 2010 roku widać ruch w dół, po publikacji raportu za 2009 rok. Wielu nie pomyślało, że spadki są już zbyt głębokie, by stanowić dalsze ryzyko. Wytworzyła się więc niesowita okazja inwestycyjna, która dała okazję do osiągnięcia zysku rzędu 600 procent w 2 lata!

To tylko najbardziej obrazowy przykład mojej tezy - kiedy dobra firma ma złe wyniki, trzeba szukać tego przyczyny i przewidywać przyszłość. Nie zależy mi na super dokładnych wzorach matematycznych, wszystko trzeba obliczyć "mniej więcej", żeby wiedzieć, w którą stronę będą podążać zyski. W przypadku KGHM-u, jego wolnych środków, inwestycji, jestem przekonany, że lata takie, jak 2007-2009 są tylko przystankiem, przed dalszą ekspansją. Kto to zrozumie, będzie lepszym inwestorem.

czwartek, 24 listopada 2011

Samoulepszanie - eksperyment

Mam nadzieję, że wielu z Was przekonałem do inwestowania skoncentrowanego. Pewnie wielu też uważa się za takich właśnie inwestorów, jednak całkiem możliwe, że nie potraficie oduczyć się codziennego sprawdzania notowań. Ja też tak mam - to moja najgorsza wada w tym zakresie. Kiedy tylko nadarza się okazja, sprawdzam notowania. "Przypadkowo" takie okazje zdarzają mi się niemal codziennie, więc postanowiłem się wziąć za siebie. Cóż takiego wymyśliłem?

Od około miesiąca buduje w sobie siłę woli - powstrzymuje się od codziennego sprawdzania notowań - staram się sprawdzać notowania raz na dwie sesje, nie częściej. Od dzisiaj zaczynam sprawdzać nie co drugą, lecz do trzecią sesję. Teraz już pewnie będzie trudniej trzymać się zasad. Jakie problemy napotkałem w przez ten miesiąc? Na początku szukałem pretekstów, żeby jednak sprawdzić notowania - a to raport się znalazł, albo Grecja się kłóci i "muszę sprawdzić" itd. Zdarzyło mi się trzy razy spojrzeć kątem oka na notowania. Ostatnio jednak jest mi o wiele łatwiej.

Po co ten eksperyment? Chcę przekonać się, czy sprawdzanie notowań polepszy mój pogląd na sytuację, czy rzeczywiście coś tracę, nie sprawdzając notowań: do tej pory nie miałem takiego odczucia, więc sprawdzanie notowań codziennie w mojej ocenie nie ma większego sensu. Pamiętajcie jednak, że przyzwyczajenia zmienia się trudno. Jestem na dalszym etapie, więc będę mógł dawać rady tym, którzy z publikacją tego wpisu przestaną sprawdzać notowania codziennie. Z czasem będę sprawdzał notowania raz na 4, potem 5 dni, aż w końcu stanę się całkowicie wolny od nałogu i będę sprawdzał notowania raz na miesiąc - to mój cel! Nie biorę jednak pod uwagę czytania sprawozdań i oglądania wiadomości. Wyjątek stanowi tutaj program CNBC, w którym możecie jednak spojrzeć na notowania - myślę, że wieczorne wiadomości nie są złamaniem regulaminu. Podobnie jest z czytaniem raportów - dane z raportów nie ulegają przedawnieniu bo dniu, więc nie ma większej różnicy kiedy taki raport przeczytacie.

Metoda ta jest skuteczna tylko dla ludzi, którzy myślą długoterminowo i w ten sposób dokonali już zakupu firmy. Inwestorom, którzy nie mają pewności, polecam naukę inwestowania w wartość.

wtorek, 22 listopada 2011

A może lokata?

Na moim blogu staram się ułatwić wam inwestowanie na wiele sposobów, jednak nie oszukujmy się - to trudna sztuka i nie każdy ma dostateczną ilość czasu i "smykałki" by na tym zarabiać. Zarabiać lubią jednak wszyscy:-) Chciałbym ułatwić życie również tym, którzy nie inwestują - miałem zamiar założyć stronę o bezpiecznym inwestowaniu, jednak trafiłem wtedy na blog pod adresem Zarabiamy na lokatach, który bardzo przybliża tematykę oszczędzania na lokatach - z refleksem sprintera autor omawia nowe oferty lokat bankowych, na blogu jest też dostępny ranking najlepszych lokat - na 30, 60, 120, 180, 270 i 360 dni.

Nie ważne, czy zainwestowane pieniądze będą wam potrzebne w ciągu 30 dni, czy roku - możecie zarabiać na lokatach. Co jest jednak ważne przy oszczędzaniu na lokatach?
- Najważniejsze, aby nasza lokata zarabiała więcej, niż zjada inflacja - wynosi ona mniej więcej 4%, więc lokaty, które dadzą mniejszy zysk, są po prostu bezużyteczne.
- Drugą ważną sprawą jest podatek Belki - 19% od zysków na lokacie. Nie jestem liberałem, jednak uważam ten podatek za całkowicie bezsensowny - ZUS i przywileje emerytalne niszczą cały dochód, ale to już temat na oddzielny wpis. Wracając do tematu, podatek Belki można ominąć - jeśli zakładamy lokatę z jednorazową kapitalizacją, wystarczy założyć lokatę, której kwota nie przekroczy podatku Belki. Można również zaangażować się w lokaty z dzienną kapitalizacją zysków, które całkowicie chronią nas przed niepotrzebnymi stratami. Rząd zapowiedział koniec lokat antybelkowych, jednak póki co, można zakładać lokatę bez podatku. Mam nadzieję, że obecna sytuacja utrzyma się długo:-)

Lokaty są całkowicie bezpieczne i wymagają tylko kilku spacerów do banku. Ludzie bardziej leniwi mogą nawet założyć lokatę przez internet - wiele banków w ten właśnie sposób przyciąga klientów. Najlepsze lokaty dają rocznie 7% zysków - to dużo, biorąc pod uwagę fakt, że niczym nie ryzykujemy i zarabiamy minimalnym nakładem pracy. To bardzo dobry sposób na pieniądze dla tych, którzy nie chcą ryzykować na giełdzie - jeśli pieniądze leżą na półce, w skarpecie, czy w innym dziwnym miejscu, warto jest założyć lokatę - pieniądze na lokacie są bezpieczniejsze, niż w domu.

Moja strategia uwzględnia również zarabianie na lokatach - gdy zbliża się bessa, warto sprzedać część akcji i włożyć je na lokatę, a potem wejść w akcje w najgorszej fazie bessy - to bardzo rozsądna strategia, chociaż nie będę miał okazji jej przetestować przez najbliższe miesiące.

niedziela, 20 listopada 2011

Warren Buffett z innej perspektywy

Kolejny blog, który chciałem wam polecić, to Akcje przy kawie, który podobnie, jak mój, opiera się na strategii Warrena Buffetta, jednak różnica polega na tym, że Bartłomiej Zieliński szuka również firm, które są niedowartościowane, jednak ich perspektywy są niepewne. Ja nigdy nie zgodziłbym się na kupno firmy, która przez dwa lata z rzędu miała straty - Bartłomiej potrafi na takich firmach zarabiać. Ewolucja jednak wyznaczyła nam również drogi, po których zmierzamy obaj - jesteśmy zwolennikami nowych technologii i bez większego strachu inwestujemy w takie właśnie firmy - producentów gier komputerowych, dystrybutorów itd.

Tym, co odróżnia blog Bartłomieja od innych blogów to fakt, że blog ten bardzo często porusza problemy egzystencjalne - często można znaleźć wpis, który pokazuje nam, że nie tylko pieniądze mogą dać nam szczęście. W niemal każdą niedzielę pojawia się wpis z serii "Niedzielna melodia" przy którym możemy zatrzymać się i zastanowić, czy na pewno jesteśmy szczęśliwi, czy zmierzamy tam, gdzie naprawdę chcemy.

Szczerze polecam ten blog - jest doskonałym uzupełnieniem tego, co ja prezentuję tutaj.

sobota, 19 listopada 2011

Raport CD Projekt RED i strategia na lata

Raport wymaga jedynie krótkiego wyjaśnienia - Wiedźmin sprzedaje się bardzo dobrze, zadłużenie znacznie zmalało, a emisja blisko dwóch milionów akcji spowoduje rozwodnienie kapitału o około 3 procent, więc emisja nie jest taka straszna.

Ważniejsze było ogłoszenie strategii na lata 2012-2015. Poniżej filmik z tej prezentacji:

Wiedźmin 2 na xbox360 nie powinien mieć opóźnień. Po trailerze można wywnioskować, że będzie on zawierał dodatkowy bonus, w postaci wątku o ataku Letho na Króla Demawenda - taki sam dodatek zostanie umieszczony w wersji na PC, o ile się nie mylę.
Umowa z Blizzard obiecuje bardzo dobre zyski. Nie chcę tutaj strzelać liczbami, ile sprzeda się u nas gier Diablo 3, jednak wszystkie gry tej firmy bardzo elektryzują polskich graczy, więc sprzedaż każdego tytułu powinna iść w Polsce w dziesiątki tysięcy sztuk. Tajemnicze oznaczenia gier są bardzo zaskakujące: dwie gry AAA+; gry AA, o średnim budżecie; gra A o niskim budżecie. AAA+ to może być nowa marka, która zapewni ciągłość, między Wiedźminami, żeby praca studia nie opierała się tylko na jednej grze. Pomoże to na pewno zbudować jeszcze szybciej renomę studia. Czytając między wierszami, można wywnioskować, że Wiedźmin 3 pojawi się pod koniec roku 2014, lub w połowie roku 2015. Gry AA, to może być wszystko, jednak osobiście sądzę, ze zagraniczne studio będzie pracować, nad czymś innym, niż RPG, ponieważ gra RPG wymaga dużego budżetu - podejrzewam, że będzie to FPS w stylu pierwszego Snipera od City Interactive - budżetowa strzelanina o przyzwoitej jakości. Inne małe gry nie są może jakimiś większymi wydarzeniami, jednak na pewno cieszą. Nie jestem jednak pewny, kiedy CD PROJEKT zamierza wydać Wiedźmina 2 na xbox360. Silnik jest przygotowany do konsoli - nawet grając na PC, można zauważyć kilka specyficznych cech w wykorzystaniu zasobów systemowych, oraz grafice, które sugerują, że silnik od zera był pisany pod wszystkie platformy. Dystrybucja silnika zacznie się dopiero(co nie jest pewne), jeśli na tym silniku powstanie gra na wszystkie trzy platformy, więc Wiedźmin 2 na PS3 może być swego rodzaju beta wersją silnika RED ENGINE. Nie mam pojęcia jednak, kiedy ta wersja miałby zostać wydana.

GOG.com zaskakuje dynamiką wzrostu, co najważniejsze dostępny tam wiedźmin 2 daje 100 procent zysków ze sprzedaży, a perspektywy tego kanału dystrybucji są bardzo obiecujące. Na walkę ze steamem bym jednak nie liczył, gdyż nadal gog.com ma w ofercie gry tanie i stare(z wyjątkiem marki wiedźmin), więc na razie nie ma szans konkurować ze steamem. Liczę jednak, że gog.com wprowadzi do oferty wszystkie segmenty cenowe, jeszcze przed wydaniem Wiedźmina 3, co mogłoby dać niesamowite zyski, bo o wiele więcej egzemplarzy tej gry, mogłoby się sprzedać przez serwis gog.com. Utopia? Nie sądzę. Jest to możliwe i w sumie bardzo dla mnie logiczne.

Co do pozostałych segmentów, nie mam większych nadziei - filmy będą się sprzedawać bez większych rewelacji, więc w wycenie nie brałbym tych danych dokładnie pod uwagę.

Jaki zysk? 231 mln do końca 2015 roku - wydaje mi się, że przy pozytywnym obrocie sprawy z cyfrową dystrybucją, uda się osiągnąć ten wynik. Moim zdaniem ROE, przez ten czas może wynosić średnio około 25-30 procent. Jest to jakieś ułatwienie, przy wycenianiu firmy.

Podsumowując: CD PROJEKT RED to moja czołowa inwestycja, ze względu na bardzo ambitne plany i rozwijający się rynek - nie każda firma zarobi na branży gier, jednak wiedźmin 2 sprawia, że moje przewidywania są jak najbardziej optymistyczne. Podanie strategii na lata jest bardzo odważnym posunięciem.

piątek, 18 listopada 2011

Raport PBG

Pbg opublikowało raport za trzeci kwartał. Firma zaprezentowała zyski netto, na poziomie 78 mln złotych, chcociaż rynek spodziewał się maksymalnie 53 mln. Od razu jednak uspokajam - to nie jest przypadek. PBG sprzedało część udziałów w "Strateg capital", więc 22 mln zysku należy odpisać. Oprócz tego bardzo wyraźnie widać wpływ różnic kursowych na wyniki. Więc generalnie zyski są takie, jak spodziewali się analitycy. Jednak osobiście jestem z raportu bardzo zadowolony. Dlaczego?

Pełny rozmiar pod tym adresem.
Zauważcie, że portfel zamówień w dużym stopniu stanowi budownictwo drogowe, które ma niezbyt dużą rentowność. Można więc dojść do wniosku, że PBG zmierza ku morzu. Jednak w dalszej części raportów można przeczytać, że budownictwo drogowe będzie stanowić coraz mniejszy udział w portfelu. Rosnąć za to będzie segment energetyczny, w który PBG wkroczyło stosunkowo niedawno. I tutaj muszę pokazać wam kolejny wykres:
Pełny rozmiar pod tym adresem.
Marża brutto jest największa w segmencie energetycznym i wynosi niemal 20 procent! Sami widzicie, że jest ogromna przepaść między rentownością segmentu dróg, a energetyką.

PBG zauważyło, że budowa dróg i stadionów kiedyś się skończy, więc opracowało plany, na zwiększanie zysków w następnych latach. Jak widać zrobiono dobry krok. Rentowność w następnych latach może sięgnąć 15 procent. W tym roku rentowność była niska ze względu na duży udział stadionów i dróg, czyli segmentu o niższej rentowności.

Chociaż rynek wycenia niżej akcje PBG, ja jestem przekonany, że sprzedawanie akcji tej firmy jest błędne. Oprócz tego spółka wynegocjowała niższą cenę RAFAKO, oraz kupiła spółkę należącą do elektrimu.
Spółki, które polecałem, dokonują sporych zakupów - to świadczy o ich niebywałej sile. Takie zakupy są dla mnie mocnym argumentem, że PBG oraz BUDIMEX zwiększą swoją wartość nawet w czasach zastoju w branży

czwartek, 17 listopada 2011

Strategia CD PROJEKT

Nadal cierpię na brak czasu - zdążyłem jedynie zrobić bardziej porządne omówienie raportu PBG, które zobaczycie już jutro. Tymczasem możecie poczytać o planach CD PROJEKTU pod tym linkiem. Jestem szczerze zaskoczony, chociaż spodziewałem się konkretnej informacji o drugiej grze, która ma się pojawić jeszcze przed premierą Wiedźmina 2 na Xbox 360.

środa, 16 listopada 2011

Omówienie ankiety "Jak sytuacja gospodarcza wpływa na twoje decyzje inwestycyjne?"

Na początku winien jestem wam przeprosiny za niedokładne opisanie ankiety. Miałem oczywiście na myśli obecną sytuację gospodarczą, czyli problemy w Grecji, kłopoty Włoch itd. Nie wyraziłem się jasno, za co przepraszam. Mam nadzieję, że następnym razem uda mi się uniknąć tak głupiego błędu.

Całkowicie wstrzymuje się z zakupami 3 głosy
W ogóle mnie to nie interesuje 2 głosy
Jest to mniej ważna część analizy, niż analiza spółki 9 głosów
Gospodarka jest dla mnie ważniejsza, niż sytuacja spółki 6 głosów

Można zauważyć, że panuje w tym aspekcie duża rozbieżność - jedni się boją kupować, inni nie. Dla jednych jest to najważniejsza kwestia, a dwóch odważnych ankieterów nie zwraca uwagi na sytuację gospodarczą. Jakie stanowisko powinniśmy przyjąć?

Właściwie każde podejście ma swoje plusy, jak i minusy. Gdy nie patrzymy na gospodarkę, mamy tylko ogląd na kupowaną spółkę, mamy dokładny obraz FIRMY. Jeśli sytuacja firmy nie zależy w dużej mierze od gospodarki, można śmiało odpuścić sobie analizę gospodarki. Firmy takie kupuje Warren Buffett. Wybiera spółki, które mogą generować zyski w każdych warunkach gospodarczych. Nie jest to łatwe, jednak widać, że bardzo zyskowne. Co z firmami, które generują zysk zależnie od gospodarki? Tutaj też zalecałbym dystans. Trzeba sprawdzić, czy firma może działać w warunkach bessy. Jeśli zyski spadają nieznacznie, to nie ma sensu rezygnować z inwestycji - kryzys przecież się skończy, a firma będzie działać dalej. Nie należy tutaj popadać w skrajności. Kryzys długu nie działa na producenta czekolady, którego rynkiem zbytu jest tylko nasz kraj. Czy odmówiliście sobie czekolady, cukierka, czy batona z powodu kryzysu długu?.

Nie zwracanie uwagi na gospodarkę jest bardzo trudne. Sam podczas analizy staram się wyzbyć tych emocji zwłaszcza w przypadku firm takich, jak CCC, które działają głównie na naszym rynku i kryzys długu nie ma raczej większego wpływu na nastroje konsumentów. Polacy lubią kupować i nastroje bardzo szybko wracają do poziomów normalnych. Jednak ciągle coś mnie trapi, że rynek zbytu się załamie, że coś pójdzie nie tak.

wtorek, 15 listopada 2011

Raporty CD PROJEKT i PBG

Nie mam niestety dzisiaj czasu na analizowanie raportów, które jak zdążyłem się dowiedzieć, są dobre. Kilka postów ustawiłem na automatyczne publikowanie, więc będziecie mogli nadal czytać ciekawe rzeczy. Omówię raporty, kiedy tylko będę mieć kawałek wolnego czasu.

poniedziałek, 14 listopada 2011

Emisje akcji - opinie inwestorów długoterminowych

Jestem przeciwnikiem emisji akcji. Nie lubię, gdy firma emituje nowe akcje. Można powiedzieć, że jestem bardzo konserwatywny w tym aspekcie, jednak wielu z was zauważyło, że mogę nie mieć racji. Pozostawienie tego problemu "na potem" byłoby więc przejawem niekompetencji. W związku z tym prezentuję wam wypowiedzi dwóch blogerów, którzy są inwestorami długoterminowymi, na temat emisji akcji. Pytania zadałem w kontekście spółki ATREM, którą wcześniej zganiłem za emisje akcji.

Tobiasz Maliński, autor książki "I Ty możesz zostać Warrenem Buffettem, czyli inwestowanie skoncentrowane na GPW" oraz bloga pod adresem www.tobiaszmalinski.pl:

Z emisjami akcji bywa różnie. Osobiście akceptuję kolejne emisje akcji w spółkach znajdujących się w wczesnych fazach rozwoju, np. w start-upach. Jednak spółka, która jest już w miarę rozwinięta może pozyskiwać kapitał na inne sposoby, np. poprzez emisję obligacji czy kredyt bankowy. Uważam, że emisje akcji, szczególnie duże emisje, w spółkach które mogą się w pewnym stopniu samofinansować i mają dostęp do innych źródeł kapitału są szkodliwe - rozwadniają udział akcjonariuszy i niepotrzebnie rozdrabniają kapitał zakładowy. Zwolennicy emisji akcji mogą powiedzieć, że są prawa poboru - tylko z drugiej strony jak się jest akcjonariuszem to ile w końcu można dokładać do interesu? Kiedyś trzeba zacząć zarabiać na biznesie. Myślę, że przeprowadzanie dużych nowych emisji akcji w spółkach, które powinny mieć inne możliwości pozyskania kapitału jest wyrazem nieudolności prowadzenia działalności biznesowej. Proszę sobie wyobrazić biznes jak wielki worek - jeśli jest on dziurawy to bez względu co do niego wrzucimy i tak to wyleci drugą stroną.

Albert "Longterm" Rokicki, autor bloga pod adresem longterm.bblog.pl mówi natomiast:

Odpowiedź na to pytanie powinno dać samo zachowanie spółki od kilku miesięcy. Nie śledziłem nigdy tej spółki więc ciężko mi się wypowiadać ale z tego co patrzyłem na wykres to spadła w bardzo krótkim czasie o 75% i pomimo sporego odbicia na giełdzie ostatnio wciąż jest ok. 66% na minusie w stosunku do ostatniego szczytu. Tak jak napisałeś nowe emisje nigdy nie są czymś pozytywnym dla akcjonariusza spółki no chyba że jest jakiś super pewny biznes na który pieniądze mają być przeznaczone i akcjonariusze będą z dużym prawdopodobieństwem sowicie wynagrodzeni. Są jednak spółki które za podstawową działalność mają drukowanie akcji i do nich przykładowo należał i wciąż należy słynny Bioton - który spadł z 30 zł na kilkanaście groszy. W tej chwili taką spółką jest między innymi Pertrolinvest, który spadł z 600 zł na 3 złote.

Łatwo można wywnioskować, że moi rozmówcy podchodzą z wielką ostrożnością do emisji akcji. Nie są być może tak konserwatywni, jak ja w wybieraniu spółek, jednak zdają sobie doskonale sprawę z tego, że emisja może szkodzić. Czy zmieniłem nastawienie do takich spółek po rozmowach z bardziej doświadczonymi inwestorami?
Dotarło do mnie, że emisja w jednej spółce, nie jest równa emisji w drugiej. Każdą emisję trzeba rozważać jako konkretny przykład. Oczywiście lepiej jest, jeśli majątek spółki jest dzielony przez milion akcji, niż przez 5 milionów. Jednak majątek może się powiększyć, dzięki emisji akcji. Minie pewnie sporo czasu, zanim lepiej zrozumiem istotę emisji i ich konsekwencje.

Mam nadzieję, że każdemu dałem wybór - nie chciałem w tej kwestii narzucać wam mojego toku myślenia. Nie otrzymałem odpowiedzi od jeszcze jednego blogera. Kiedy tylko raczy odpowiedzieć i zgodzi się na publikację, na pewno napiszę wam, jaki jest czwarty punkt widzenia na emisje akcji.

sobota, 12 listopada 2011

Raport CCC

CCC jest drugą spółką, która rozczarowuje wynikami za trzeci kwartał, spośród spółek, które polecałem. Spadł zysk netto, oraz rentowność kapitału. Po resztę informacji odsyłam do raportu. Generalnie nie jest dobrze - sądziłem, że ROE będzie porównywalne z tym, co mieliśmy w zeszłym roku, jednak tak się nie stało. Spółka opublikowała też wyniki z października, który jest pierwszym miesiącem w najważniejszym okresie roku. Właśnie czwarty kwartał jest tutaj kluczowy. Wyniki z tego miesiąc są już dużo lepsze. Słabe wyniki są głównie wynikiem kapryśnej pogody zarówno w lecie, jak i jesienią.

Mimo rozczarowania raportem, jestem nadal przekonany, że CCC jest dobrą inwestycją, gdyż rynek obniżył cenę akcji niewspółmiernie do spadku zysków. Firma jest niedowartościowana i jak widać po zachowaniu kursu, zły raport nie jest powodem do jeszcze niższych poziomów cenowych. Liczę na poprawę w czwartym kwartale, w końcu już wcześniej widać było, że sprzedaż spada - koniunktura nie sprzyja szaleńczym zakupom, więc buty mogą sobie niektóre osoby odpuścić. Na koniec pozytywny akcent: rozmowa z wiceprezesem spółki, który przekonuje(osobiście mu wierzę), że zysk w przyszłym roku może być o 25 procent wyższy, niż w tym roku. Nawet dynamika 15 % będzie rewelacyjną dla mnie informacją. Mamy więc dużą marże bezpieczeństwa na zyski w roku następnym:-) Wypowiedź wiceprezesa

piątek, 11 listopada 2011

Raport KGHM

Kolejny dobry raport jednej z polecanych spółek. KGHM zarobi prawdopodobnie w tym roku aż 9,6 mld złotych netto. Tak więc osiągnie zysk, który bardzo znacznie odbiega(w sensie pozytywnym) od tego, co sam zakładałem. Nie sądziłem, że uda się w tak niekorzystnej sytuacji gospodarczej i rozchwianych cenach miedzi, osiągnąć w trzecim kwartale wynik wyższy od prognoz analityków. A jednak udało się! KGHM zarobił w trzecim kwartale 3,2 mld złotych. To wspaniały wynik - odsyłam jednak do raportu, znajdziecie w nim wiele ciekawych informacji dotyczących sprzedaży Polkomtela, możecie zobaczyć, jak przychody z zagranicznych rynków wzrosły względem ostatniego roku.

Co mi się nie podoba w raporcie? Głównie mało informacji, ze względu na wyodrębnienie tylko dwóch segmentów działalności: związany z miedzią, oraz segment pozostałej działalności - spółka nie zaspokoiła mojego głodu wiedzy - chciałbym nieco więcej danych z innych segmentów.

Nie zmienia to faktu, że KGHM wyprzedza znacznie moje bardzo śmiałe założenia - w przyszłym roku nie będzie raczej możliwe powtórzenie tegorocznego wyniku, jednak w przyszłym roku zysk netto na poziomie 6,5 mld złotych będzie dla mnie rewelacyjną informacją, gdyż wtedy spółka będzie generować zyski według zakładanej przeze mnie, restrykcyjnej dynamiki.

Nie kopiuję danych z raportów, żebyście sami mogli uczyć się czytania sprawozdań - to najlepsza lektura inwestycyjna, obok kultowych książek.

czwartek, 10 listopada 2011

Raport TUEuropa

Przekonałem się - TUEuropa to dobra firma. Nie jestem w stanie tego jeszcze jednoznacznie określić, jednak dopiero czytając raport za trzy kwartały rozumiem, dlaczego ta firma jest tak dobra. Stosunek wypłaconych odszkodowań do otrzymanych składek jest bardzo korzystny niemal od początku działalności spółki. Bałem się tej spółki, jednak powoli się do niej przekonuję - ROE znów będzie znakomite, poduszka finansowa się zwiększa, więc nawet rok, w którym wypłacone odszkodowania będą większe, nie zrujnuje firmy. ROE na poziomie 22 % przez trzy kwartały daje mi sporo do myślenia, dlatego zastanawiam się nad dodaniem spółki do listy spółek polecanych.

Zanim jednak to zrobię, chcę dokładnie poznać działalność ubezpieczeniową: przeczytam więcej raportów, spojrzę na raporty konkurencji, może znajdę jakąś ciekawą publikację. A może WY, moi czytelnicy macie jakieś ciekawe wskazówki dla mnie? Dopiero po dokładnej analizie spróbuję wycenić spółkę, nie obiecuję, że nastąpi to szybko.

Już jutro omówienie wyników KGHM, a pojutrze CCC.

Raport MCI - gdy dzieje się źle...

Spółka z portfela inwestycyjnego MCI podała wyniki za trzeci kwartał. Nie są one zadowalające. Niemal pewnym jest, że prognoza 170 mln złotych zysku nie zostanie zrealizowana. W dzień publikacji raportu, spółka straciła ponad 4% - jest to jasny sygnał, że rynek źle zniósł tak słaby raport. Czy warto wychodzić z interesu? W chwili obecnej jestem na minusie, więc jakby nie patrzeć, wyjście z inwestycji nie polepszy mojej sytuacji. Czy jechanie dalej w tym pociągu jest racjonalne?

Głównym czynnikiem warunkującym spełnienie prognoz, był odpowiedni poziom indeksu WIG 20 oraz PKB naszego kraju. Pierwszy czynnik prawdopodobnie nie wpłynie dobrze na wyniki spółki w tym roku. Lwią część strat przyniosła portfelowa spółka ABC DATA. Czy jej wycena jest słuszna?

Zyski ABC DATA przez pierwsze trzy kwartały roku jest bardzo zadowalający. Jestem niemal pewny, że prognoza na ten rok zostanie spełniona. Obniżka cen akcji ABC data jest więc mało racjonalna i w efekcie mało racjonalne są też wyniki MCI. Moim zdaniem akcje ABC Daty są warte około 4 złote. Przez jakiś czas rozmyślałem nad umieszczeniem ABC DATA wśród spółek polecanych. Nie zrobiłem tego ze względu na mniejszą marżę bezpieczeństwa. Jednak zbliżające się zakończenie bessy sugeruje, że ABC DATA może zwyżkować i w efekcie uratować wyniki MCI. Nawet jeśli się to nie stanie, jestem spokojny o długoterminowe perspektywy - MCI wyprzedził giełdę o 10%, co jest dobrym wynikiem - dobre zarządzanie przejawia się tutaj bardzo wyraźnie.

Rozumiem Wasz tok rozumowania - obecna koniunktura nie wróży dobrze funduszom inwestycyjnym, jednak ja nie szukałbym tutaj znacznego ryzyka. W momencie kupna MCI spodziewałem się słabego raportu i taki właśnie otrzymałem. Chociaż mam nieco wątpliwości, nadal wierzę w MCI.

wtorek, 8 listopada 2011

Programy partnerskie - dlaczego ich nie używam?

Pewnie zauważyliście, że nie umieściłem na blogu żadnego programu partnerskiego, który pozwoliłby mi zarabiać na moim blogu.
Ogólny zamysł tego bloga był czysto finansowy - zobaczyłem, ile płacą programy partnerskie za reklamy i od razu zaświeciły mi się w oczach pięciozłotówki:-) Uważam jednak, że nie ma sensu zarabiać na ludziach, którzy trafili na mojego bloga przypadkowo - za około pół roku będę miał już stałych czytelników, którzy będę chcieli przeczytać mój nowy wpis, podyskutować, wytknąć błędy. Tacy ludzie będą dla mnie wartościowym źródłem dochodu. Zresztą już jest kilku takich - jeszcze raz dziękuję za wszystkie komentarze. Sądzę, że dobrym momentem na zarabianie, będą moje osiemnaste urodziny - wtedy będę mógł normalnie umieścić program partnerski w kodzie strony i nie będę musiał szukać cioci/wujka, na którego będę rejestrował konto bankowe, czy całą usługę. Pewnie nie przekroczę też kwoty wolnej od podatku, więc nie oddam ani grosza na coraz to nowsze pomysły naszego rządu. Trochę to liberalne podejście, ale cóż - skoro politycy mają wielu z nas w nosie, to dlaczego ja mam nie mieć do tego prawa?

Uważam, że dzielenie się wiedzą daje nam radość, której nie zmierzymy materialną miarą. Bezcenne są też sugestie czytelników. Wiele komentarzy daje sporo do myślenia. Kto wie, być może kiedyś zarobię sporo pieniędzy dzięki kilku zdaniom mojego czytelnika? Skoro mam odrobinę czasu na prowadzenie bloga, to dlaczego miałbym spędzać ten czas na graniu, lub oglądaniu seriali:-)

poniedziałek, 7 listopada 2011

Zmiana portfela - dlaczego warto się dobrze zastanowić?

Nasz portfel jest pełny, mamy na każdej spółce spory zysk, jednak w pewnej chwili patrzymy na inne spółki i... Widzimy nową wspaniałą okazję, świetne zyski, dobre ROE, ciekawa branża, jesteśmy szczęśliwi, bo możemy kupić kolejny świetny biznes. Czy warto się śpieszyć? Czy warto inwestować w nową spółkę?

Odpowiedź na pierwsze pytanie jest prosta - nie ma co po się śpieszyć - lepiej przyjść na imprezę później, niż przyjść na nią nieprzygotowanym. Z odpowiedzią na drugie pytanie nie jest tak łatwo - nigdy nie mamy pewności, że podjęta decyzja polepszy stan naszego portfela. Charlie Munger - inwestor z osady Buffetta mówi, że w zdecydowanej większości przypadków nie warto zmieniać posiadanej spółki, gdyż nie jest ona lepsza od tego, co już posiadamy. Sugeruje on, by porównywać badaną spółkę z najlepszym walorem, jaki mamy.

Nie do końca się z tym zgodzę - jeśli badana spółka nie jest najlepsza, ale jest lepsza niż najgorsza spółka, którą posiadamy, dlaczego mamy rezygnować? Jak porównywać spółki? Do wszystkiego trzeba podchodzić z dystansem - ja sugerowałbym porównanie planowanych stóp zwrotu - jeśli badana spółka może Nam dać 30-50% zwrotu z inwestycji, warto zakupić ją, zamiast spółki, która może przynieść 15-20% zwrotu. Trzeba jednak pamiętać, że możemy być oczarowani nową spółką, dlatego właśnie wspominałem, żeby się nie śpieszyć - takie lenistwo może dać nam bardziej trzeźwe spojrzenie na sytuację.

Co w sytuacji, kiedy posiadany przez Nas walor przyniósł chwilowe straty? Podczas bessy może się zdarzyć, że walor kupiony po 100 złotych, kosztuje 80, chociaż jesteśmy przekonani, że jest warty 200. Tutaj sytuacja jest analogiczna. Czy Nasza sytuacja polepszy się, jeśli sprzedamy obecną firmę ze stratą i kupimy nową? A może przeczekanie chwilowych strat będzie zdrowsze dla Naszego portfela? To bardzo trudna decyzja, dlatego zmiany w portfelu powinny być równie przemyślane, co samo wybieranie firm.

Pamiętajcie, że duża część zmian w portfelu, to zmiany na gorsze - nie sprzyja to zarabianiu pieniędzy. Zwrócić należy uwagę również na prowizje biur maklerskich. Wbrew pozorom sporo może nas kosztować nagła zmiana nastawienia.

Dlatego właśnie nie zmieniam często stanu portfela - kupione spółki są poparte głębokimi analizami i zmienię je tylko w sytuacji, gdy znajdę nową - bardziej opłacalną inwestycję.

sobota, 5 listopada 2011

Najgorsze, co może nas spotkać

Dzisiaj krótko: jeden obrazek, który nie wymaga komentarza - jeśli macie świadomość możliwości takiego obrotu sprawy - myślicie inaczej. Zauważcie, że bessa trwała tylko niecałe trzy lata!

Dług dobry, dług zły

Jeden z czytelników bloga zarzucił mi, że traktuję dług jako coś złego i nie dopuszczam do kupna firmy wysoko zadłużonej. Tymczasem w polecanych spółkach pojawił się wysoce zadłużony PBG. Trafne spostrzeżenie. Śpieszę więc z wyjaśnieniem.

Dług należy podzielić na dwa podstawowe typy: dobry i zły. Co oznaczają poszczególne typy? Wyjaśnię na przykładzie Naszych budek z hamburgerami.
Pierwsza budka wzięła pożyczkę na nowy ruszt, który pozwoli taniej produkować hamburgery, oprocentowanie kredytu wynosi 20%, ale koszty przyrządzenia hamburgera spadają o 23%. Budka ta zyskuje 3%, więc ostatecznie zaciągnięty dług przynosi korzyści - to jest właśnie dług dobry.
Druga budka zaś nie ma funduszy na wypłacenie pensji pracownikowi, jednak ten grozi sprawą w sądzie, więc szef jest zmuszony pożyczyć pieniądze na wypłatę - koszt zaciągnięcia kredytu wynosi 20%. W następnym miesiącu jednak dobry bieg spraw pozwala oddać dług. Tutaj nie mamy zysku w wyniku zaciągnięcia długu, więc jest to ewidentnie dług zły.

Analogiczna sytuacja jest w spółce PBG i w każdej innej firmie - jeśli zaciągnięty dług przyniesie ostatecznie zyski, to nie mamy się czym przejmować - jest to dźwignia, która pozwoli Nam wskoczyć na wyższe poziomy. Jeśli koszt wjazdu na górę wynosi mniej, niż korzyści na górze, to mamy do czynienia z dobrym długiem i dlatego taki dług nie powinien odstraszać nas od inwestycji.

piątek, 4 listopada 2011

Raport PEP

Jest już nowy raport spółki PEP - prognozy dynamiki wzrostu zostają utrzymane i wynoszą około 9 procent, więc spółka idzie do przodu. Raport sporządzony jest bardzo skrupulatnie, więc jest to dobry materiał do nauki analizy sprawozdań finansowych.

W swoich założeniach zakładałem 12 procent dynamiki wzrostów w długim terminie i nadal podtrzymuje tę prognozę, bo przez ostatnie trzy kwartały nałożyło się na siebie wiele niekorzystnych czynników, a mimo to 9 procent dynamiki w tym roku jest możliwe. Cieszę się, że spółka spełnia moje oczekiwania, bo jest to interes, który rozumiem i analizuję całkowicie sam.

Zachęcam do czytania sprawozdań finansowych - można się uczyć języków obcych przez słuchanie muzyki i oglądanie filmów z zagranicy. Można też nauczyć się "obcego" języka sprawozdań finansowych, przez ich czytanie:-)

czwartek, 3 listopada 2011

ATREM - stosunek zarządu do akcjonariuszy

Kolejna analiza oparta na komentarzach czytelników bloga.

Atrem świadczy kompleksowe usługi w dziedzinie automatyki przemysłowej, elektroenergetyki oraz klimatyzacji, zwłaszcza przy projektowaniu, budowaniu nowych, lub modernizowaniu istniejących dużych obiektów oraz ich uruchamianiu.

Wyliczamy wartość wewnętrzną spółki dwiema metodami:
1. ROE od początku działalności spółki wynosi około 21% - to całkiem dobry wynik, więc możemy wyliczyć wartość za pomocą pierwszej metody. W roku 2010 zysk spółki wyniósł 14 818 tysięcy złotych. Używamy stopy dyskontowej 10%.
14818000zysku*0,21roe/0,01stopa_dyskontowa_do_kwadratu/9230079akcji=33,71 złotych na akcję
2. Zysk z 2010 roku dzielimy przez stopę dyskontową i dzielimy przez ilość akcji. Przyszłą dynamikę wzrostów na razie odpuszczamy.
14818000/0,1/9230079= 16,05 złotych na akcję

Obie metody pokazują znaczne niedowartościowanie spółki. Jednak nie zgłębiałem się w raporty spółki z jednego tylko powodu - ciągłych emisji akcji. Nie interesuje mnie, czy te emisje są dobre, czy złe - spółka wciąż drukuje nowe akcje i chyba rynek odpowiednio to wycenia, gdyż nie chce zostać z akcjami, których za jakiś czas pewnie będzie jeszcze więcej.

2005150 tysięcy
2006150 tysięcy
20073013 tysięcy
20089020 tysięcy
20099090 tysięcy
20109160 tysiecy
Jak widać, emisje miały miejsce w niemal każdym roku. Zapytacie więc, dlaczego kupiłem MCI, które miało ostatnio emicje akcji? Tam emisja nie jest znaczna, tutaj od początku istnienia spółki, ilość akcji wzrosła ponad 5 razy! Co z tego, że spółka jest niedowartościowana, skoro ciągłe emisje niszczą jej wartość? Może niektórzy znawcy wiedzą, że jest to dobra spółka, ale ja chcę trzymać się spółek przewidywalnych. Emisje, które miały miejsce w tej spółce nie czynią jej stabilną i przewidywalną. Życzę akcjonariuszom tej spółki wzrostu wartości, jednak ja osobiście podziękuję

Dlatego właśnie tak ważny przy inwestowaniu jest stosunek zarządu do akcjonariuszy. Nawet świetne wyniki mogą zostać zniszczone, przez nieracjonalne zarządzanie.

poniedziałek, 31 października 2011

Nieudolna próba spekulacji

Zawiodłem - nie nadaję się do daytradindgu - nie udała mi się żadna transakcja - Zysk z Getinu nie wystarczy nawet na pokrycie prowizji.

  • Kupno CD PROJEKT RED po 5.57 o godzinie 9.06 - Strata 11 groszy
  • Kupno GETIN BANK po 8.51 o 9.10 - Zysk 6 groszy
  • Kupno KERNEL po 69.00 o 9.16 - Strata 50 groszy
  • Kupno KGHM po 155.60 o 11.27 - Strata 1,20 złotego
Są to jednak tylko straty wirtualne - nie dokonałem w realu żadnej transakcji:-)

W sumie na oglądaniu notowań i CNBC spędziłem około 3 godzin - próbowałem analizować wykresy z pomocą wsparć, chłopskiego rozumu i darmowych tutoriali - to wszystko nie działa - nie potrafię wyjaśnić dlaczego poszło mi tak źle - jestem niewyspany, zły i uważam, że to kompletnie nie dla mnie - bez żalu wracam do inwestowania długoterminowego.

Czego się nauczyłem?
Sądzę, że analiza techniczna może pomagać graczom długoterminowym, w kupowaniu akcji w dobrym momencie - długodystansowiec i tak będzie zadowolony z kupna akcji po niskiej cenie, więc jeśli się coś nie uda - jest on gotowy czekać. Jeśli natomiast AT wskaże dobrą drogę - tym lepiej dla nas:-)

Najpierw jednak zamierzam opanować całkowicie analizę fundamentalną - może zajmie mi to rok, może dziesięć - czuję się z tą strategią zadowolony, bo za każdym razem, gdy patrzę na notowania, uśmiecham się myśląc:"Ale będę miał piękne zyski". Nauczyłem się cierpliwości, dlatego nie stresuje się, gdy moje firmy spadają - nie chcę patrzeć na dzienne fluktuacje - powiem, że niemiło patrzyło się, jak CD PROJEKT spada. Dlatego polecam nadal inwestowanie w wartość.

niedziela, 30 października 2011

Omówienie ankiety "Ile czasu poświęcasz na analizę spółki, którą kupujesz?"

Jestem gotowy w dzień 7 głosów
Maksymalnie 4 dni 8 głosów
Dwa tygodnie mi wystarczają 4 głosy
Miesiąc 2 głosy
Ponad miesiąc 4 głosy

Zdania są bardzo podzielone, więc mamy do czynienia z bardzo zróżnicowaną grupą inwestorów. Zwykle opowiadam się za jedną odpowiedzią, jednak dzisiaj zamiast mojego własnego zdania będzie jeszcze kilka innych pytań:
- Czy to, czego się dowiesz, wystarczy Ci w zupełności?
- Czy jeśli akcje spadną o 20 % w kilka dni bez przyczyny, sprzedaż je?
- Czy przeczytałeś/aś tyle raportów rocznych, by wiedzieć dostatecznie dużo?
- Co Cię urzekło w spółce?
- Czy kupiłbyś tę spółkę, gdybyś nie mógł dokonać żadnej transakcji przez 5 lat?
Różnie podchodzimy do analizy spółek - niektórzy są niedowiarkami, jak ja i muszą przeczytać wszystko, co tylko można znaleźć, a niektórym wystarczy tylko jedno spojrzenie, by wiedzieć, czy chcą inwestować w spółkę. Szczerze podziwiam ludzi, którzy mają takiego nosa do inwestowania. Nie należy jednak oszukiwać siebie - z pustego i Salomon nie naleje

Nasze pieniądze nie są kartami do gry - warto traktować je z szacunkiem - dogłębna analiza spółki jest największym wyrazem szacunku wobec własnych pieniędzy. Wiem, że pokusa myślenia na skróty jest silna, ale pomijając ważne dane, tylko pozwalamy sobie na większe ryzyko.
Jak mówi Buffett:

Ryzyko bierze się z niewiedzy.
Traktujmy więc analizę spółek, jako pracę na naszą przyszłość - uczciwa, rzetelna i inteligentna analiza z pewnością da nam wysokie zyski.

sobota, 29 października 2011

Dlaczego nie warto słuchać doradców

Pełno jest na świecie doradców finansowych, który chętnie zabraliby Ci pieniądze, by Na nich zarobić. Pełno jest funduszy inwestycyjnych, funduszy indeksowych, funduszy akcji, obligacji...Mógłbym wymieniać bez końca

Dlaczego już w tytule stawiam krzyżyk na tego typu instytucjach i ludziach?
Wszystkie fundusze inwestycyjne mają ogromne działy finansowe, działy relacji inwestorskich, działy makroekonomiczne, setki ludzi "dbających" o Nasze pieniądze - kupując jednostkę funduszu płacimy za to wszystko, a przecież kupując dobrą spółkę płacimy tylko Naszą pracą - nikogo nie utrzymujemy.
Po drugie w okresach hossy musimy oddawać prowadzącym Nasz fundusz ludziom zyski. Oczywiście w ten sposób zmniejszamy skalę Naszego sukcesu. Czy naprawdę wierzycie, że Ci ludzie będą skłonni podzielić się z Wami uczciwie stratami, kiedy przyjdzie bessa? Nie sądzę.
Po trzecie w fundusze inwestują również ludzie, którzy się boją - kiedy przychodzi kryzys, ludzie uciekają z funduszy, które z kolei muszą sprzedawać akcje, by móc zwrócić ludziom pieniądze, które chcą odzyskać. Nie sprzyja to dobrym wynikom.
Po czwarte fundusze inwestycyjne muszą ZAWSZE Wam coś polecić, kiedy przychodzicie do nich z pieniędzmi - nawet jeśli rynek jest warty o połowę mniej, oni muszą Wam coś polecić, bo jeśli powiedzą, że nie doradzą Wam, wy odejdziecie do innego funduszu, który sprzeda Wam kota w worku - nie muszę mówić jak się to skończy.
Po piąte fundusze akcji mają niewielkie stopy zwrotu - większość funduszy akcji nie przynosi zwrotu wyższego, niż relatywnie bardziej bezpieczne fundusze obligacji. Ale po co kupować obligacje przez fundusz, skoro sami możemy bez większego ryzyka kupić jakieś papiery dłużne i zarobić na nich? Co prawda potrzeba tutaj również odpowiedniej wiedzy, ale uważam, że i tak zbyt duża część pieniędzy idzie do kieszeni prezesów.

Inwestujcie i myślcie samodzielnie - fundusze to instytucje finansowe, a nie charytatywne. Czy naprawdę chcecie płacić za coś, co możecie mieć za darmo?

piątek, 28 października 2011

A może jednak spekulacja?

Niektórzy czytelnicy zarzucili mi, że odrzucam spekulacje. Przyznaję się - jeśliby spekulanci założyli państwo, to ja pewnie zostałbym rasistą:-) Nie lubię spekulacji i nie znam się na niej.

Ale może tracę szansę życia? Warto chociaż raz spróbować, dlatego w poniedziałek zabawię się w spekulanta - oczywiście będę grał na pieniądzach wirtualnych - zainwestuje w wiele walorów 10 tysięcy złotych i wszystko sprzedam w dzień - zobaczymy ile zarobię. Poniedziałek jest dniem wolnym od szkoły, więc będę mógł poświecić czas na spekulacje.

Od razu ostrzegam, że nie znam się na tym, więc znawcy AT będą widzieć w moim rozumowaniu wiele luk.

Obecnie sytuacja na świecie się uspokaja, więc raczej będziemy wracać do wzrostów - mam nadzieję, że polecane spółki wyprzedzą indeks. Pamiętajmy, że teraz jest lepszy czas na kupowanie akcji, niż w hossie.

czwartek, 27 października 2011

Literatura dobrego inwestora część pierwsza

Od czegoś trzeba zawsze zacząć inwestowanie. Warto, żeby od razu przestawić się na dobrą stronę mocy. Dzisiaj polecam książkę Roberta G. Hagstroma "Na sposób Warrena Buffetta" wydanego przez MT BIZNES.

To absolutnie obowiązkowa pozycja dla każdego, kto chce inwestować według strategii, która działa zawsze i wszędzie. Książka podzielona jest na dwanaście rozdziałów. W czterech z nich podane są jasne kryteria wyboru spółek, które przyniosą Nam dobre wyniki. Wszystko oczywiście poparte konkretnymi przykładami firm, w które inwestował Nasz mistrz. Nie ma tutaj ani trochę techniki - kilka wykresów wartości wewnętrznej, dywidend, wartości rynkowej itp. Wszystko pisane w sposób tak prosty, że każdy człowiek z duszą inwestora od razu zrozumie o co tutaj chodzi. Oprócz samego wyboru spółek mamy rady, jak zarządzać portfelem, co robić, gdy rynek jest przeciwko Nam, oraz sposoby inwestowania w inne instrumenty finansowe - obligacje dłużne.

Książka naprawdę godna uwagi - bez niej nie będziecie w stanie dobrze zrozumieć, jak łatwo zarabiać na inwestowaniu

wtorek, 25 października 2011

Wartość wewnętrzna a cena rynkowa

Przy wyliczaniu wartości wewnętrznej podejmujemy decyzję, czy kupić daną spółkę, szukamy marży bezpieczeństwa, ale i perspektyw. Jednak jak odnosić się do obliczonej wartości wewnętrznej?

Wartość wewnętrzna nie jest obliczeniem precyzyjnym z matematycznego punktu widzenia - przewidujemy przyszłe przepływy pieniężne spółki, więc nie mamy gwarancji, że Nasze prognozy zostaną spełnione - to dlatego właśnie wymagam zawsze minimum 50 % marży bezpieczeństwa. Jak obliczać wartość wewnętrzną, żeby się nie rozczarować? Oczywiście nie ma sensu obliczać jej na podstawie tylko bieżących zysków - inwestujmy w firmy, które mają ambicje na ciągłe zwiększanie zysków i tak też liczmy wartość wewnętrzną. Przewidywalne firmy, w które staram się inwestować mają dynamiki wzrostów grubo ponad 10 procent. Jeśli spółka przez ostatnie 7 lat powiększała swoje zyski netto średnio o 17 procent, to zakładanie dynamiki 14-15 procent jest logicznym rozwiązaniem, oczywiście musimy brać wszystkie inne czynniki pod uwagę. Jeśli dołożymy do tego wysoką marżę bezpieczeństwa, mamy ogromne szanse na dobrą stopę zwrotu.

A co z firmami, w które nie są przewidywalne? Po prostu mamy tutaj większe ryzyko inwestycji. Warto jednak przyjąć kilka wariantów: pesymistyczny, racjonalny z odchyleniem ku czarnemu scenariuszowi, całkowicie logiczny i optymistyczny. Ja zazwyczaj mam trudności z opracowaniem tego najbardziej optymistycznego, dlatego nie biorę go zbyt często pod uwagę. Zazwyczaj zakładam racjonalne założenia i nieco je obniżam. Wolę się miło zaskoczyć, niż rwać włosy z głowy, dlaczego wartość wewnętrzna jest taka, a nie wyższa.

Pamiętajmy jednak, że Nasze akcje mogą nigdy nie osiągnąć wartości wewnętrznej. Jeśli więc Nasza spółka znacząco odbiega od założonego scenariusza, należy się zastanowić, czy warto czekać. Jednak w przypadku firm z długimi historiami dobrych zysków zdarza się to naprawdę bardzo rzadko.

sobota, 22 października 2011

Polecane spółki

Czas na moją pierwszą listę spółek, które moim zdaniem powinny zwiększyć swoją wartość. Oczywiście każdą opatrzę komentarzem. Zaczynamy

  • MCI 4,28
  • Tutaj nie powinno być niespodzianki, gdyż mam tę spółkę w portfelu. Ta spółka finansowa przyciągnęła mnie, ponieważ ma bardzo wysokie ROE i bardzo solidne zyski. Oprócz tego w ostatnim roku zarobiła 156 mln złotych na czysto, a wynik na ten rok wcale nie zapowiada się gorzej. Kapitalizacja wynosi około 250 mln złotych, co wydaje mi się wręcz absurdalne - Tak niskie C/Z zdarza się bardzo rzadko i nie mogę przejść obok niego obojętnie. Podobnie ze wskaźnikiem C/Wk chociaż na ten wskaźnik nie patrzę aż tak dokładnie. Kurs uzależniony jest jednak od posiadanych przez spółkę innych firm, w szczególności ABC DATA. Jest to jednak spółka, która również jest w mojej ocenie niedowartościowana, chociaż nie aż tak bardzo, jak MCI. Ostatnia emisja akcji znacznie zmniejszyła zaufanie inwestorów do spółki, jednak rozwodnienie kapitału nie stało się na tyle duże, żebym chciał rezygnować z inwestycji. Pamiętajmy jednak, że jest to branża finansowa - w warunkach bessy po prostu nie ma prawa rosnąć, więc dopiero po uspokojeniu się sytuacji na świecie, będziemy mieć wzrosty. Na ile wyceniam spółkę? Zyski są rozchwiane, jednak sądzę, że cena 8 złotych za akcję jest bardzo solidnym minimum - same aktywa są warte 10 złotych za akcje - tutaj muszę się przyznać, że moja wycena w niewielkim stopniu podążą za rynkiem, bo sytuacja światowa może nie pozwolić na dojście do wycen metodą DCF.
  • PBG 82,35
  • Tutaj również nie powinno być zaskoczenia. Spółka o niskim C/Z i absurdalnie niskim C/WK. Cena została obniżona w wyniku sporego zadłużenia spółki, a trwająca bessa zepchnęła cenę do bardzo niskich poziomów. ROE nie jest powalające, ale myślę, że cena jest na tyle niska, że 15 % ROE to dla mnie już i tak dużo. Pamiętajmy, że wyniki za 2011 rok będą miały nieco okłamane ROE, gdyż kapitał własny liczony po cenie rynkowej będzie się różnił od tego, który mamy naprawdę. Nie sposób pisać o PBG bez użycia słowa RAFAKO. PBG skusiło się na wrogie przejęcie spółki, co oznacza oczywiście, że dług, który PBG posiada nie jest na tyle parzący, by przejmować się nim aż tak bardzo - oczywiście cena nie jest niebywałą okazją inwestycyjną, jednak tutaj ufam znacznie zarządowi spółki, który przecież wie najlepiej, czy spółka jest w stanie się dalej rozwijać. Stagnacja w branży według mnie nie będzie mieć większego wpływu na wartość spółki. Dlaczego więc rynek tego nie chce wycenić wyżej? Pewnie sądzi, że kredyt to najgorsze, co może spółkę spotkać - to prawda, ale spółka, która ma kłopoty z długami, nie jest w stanie kupować spółki zależnej. Na ile wyceniam tę spółkę? Metoda DCF na podstawie wyników z 2010 roku mówi o około 150 złotych, jednak trzeba zauważyć ze zyski spółki rosną nieprzerwanie od 2003 roku, więc mamy do czynienia ze spółką, która bardzo dobrze poprawia swoją sytuację - ostatecznie wyceniam spółkę na grubo ponad 200 złotych, jednak do póki trwa stagnacja w branży, będziemy tkwić w niskich poziomach - na osiągnięcie pułapu 200 złotych daję spółce około 2 lat.
  • BUDIMEX 73,00
  • O tej spółce również już wspominałem - doskonałe ROE na przestrzeni ostatnich lat, wielkie kontrakty na kolejne 2 lata - stagnacja w branży nie dotyczy tej spółki. Spółka zwiększa bardzo dynamicznie zyski, chociaż po kontraktach widać, że ten wzrost w następnych dwóch latach może nieco spaść - nadal jednak mamy do czynienia ze spółką, która zwiększa zyski bardziej dynamicznie, niż PBG. Dobra marża operacyjna i stosunkowo niewielkie zobowiązania długoterminowe pozwalają sądzić, że mamy do czynienia ze spółką, która znajduje się w najlepszej fazie rozwoju. Ekspansja na rynek niemiecki trwa - umacniające się EURO sprzyja konkurencyjności spółki za granicą, więc sądzę, że udział inwestycji zagranicznych w zyskach już niedługo przekroczy 10 procent. Trzeba pamiętać, że spółka konsekwentnie likwiduje segmenty, które dają niską rentowność. Na ile wyceniam spółkę? Nie mamy tutaj rosnących pod linijkę wzrostów, jednak sądzę, że 156 złotych metodą DCF jest bardzo realnym założeniem - 120 złotych to prawdziwe minimum wartości dla tej spółki. Pamiętajmy, że spółka może też wypłacać spore dywidendy.
  • KGHM 142,50
  • Prawdziwy słoń wśród polecanych spółek. Niesamowite ROE nawet w czasach kryzysu, obiecująca branża, niskie C/Z. C/Wk ze względu na charakterystykę branży jest według mnie złym odnośnikiem wartości. Niskie zadłużenie i ogromne wolne środki pieniężne dają mi pewność, że ta spółka będzie rosnąć jeszcze przez długie lata. Jednak ze względu na swój rozmiar, jest to spółka chwiejna, więc kupując ją musicie być pewni, że nie będziecie skłonni jej sprzedać, jeśli powtarzać się będą sytuacje, jak w roku 2008. Sprzedaż nisko rentownego Polkomtela jest według mnie strzałem w dziesiątkę - KGHM ze względu na profil działalności nie jest w stanie podnosić rentowności czegoś, na czym się nie skupia - jestem pewny, że środki ze sprzedaży polskiego potentata telekomunikacyjnego zostaną dużo lepiej zainwestowane, co niedługo przełoży się na wartość akcji. Sowite dywidendy mogą być dodatkową poduszką bezpieczeństwa, więc wydaje mi się, że w długim okresie KGHM jest najbardziej bezpieczną z typowanych przeze mnie spółek. Na ile wyceniam spółkę? W roku 2010 spółka była warta około 215 złotych, jednak tutaj znów trzeba wziąć OGROMNĄ poprawkę na jej przyszłą dynamikę wzrostów. Zakładając niskie 12 procent dynamiki wyceniam spółkę na około 528 złotych.
  • PEP 23,72
  • Spółka energetyczna o dobrej rentowności, działająca w branży, której perspektywy długoterminowe rysują się w ciepłych barwach. Zielona energia będzie dzięki UE coraz bardziej dostępna. Dynamika wzrostu zysków jest bardzo dobra. Nie powalają wskaźniki C/Z i C/Wk jednak nie uwzględniają one przyszłych perspektyw spółki, więc nie zwracałbym aż tak dużej uwagi na nie. Spółka nisko zadłużona, dbająca o rentowność - w raportach rocznych bardzo dobrze wszystko widać, nie znalazłem żadnych niepokojących sygnałów. Zakładając obecną dynamikę wzrostów wyceniam spółkę na około 48 złotych - sądzę jednak, że wycena może iść z biegiem czasu w górę, gdyż nie jesteśmy teraz w stanie określić, ile spółka zyska na rozwoju zielonej energii. Ponadto nie mamy jeszcze powodów do wypłaty dywidendy, więc można wywnioskować, że firma ma jeszcze przed sobą długą drogę w budowaniu własnej wartości. Jest to typowa spółka na lata - jestem przekonany, że będzie bardzo dobrym rozwiązaniem zwłaszcza, że w czasach bessy trzyma się bardzo dobrze, więc Ci inwestorzy, którzy nie mogą patrzeć na spadającą cenę, powinni rozważyć kupno spółki PEP.
  • CCC 39,80
  • Spółka inaczej nazywana NG2. Sprowadza i sprzedaje tanie buty z zagranicy. Ostatni spadek sprzedaży w sektorze obuwniczym spowodował spadek wartości spółki, co widać zresztą po ostatnich raportach kwartalnych - spółka nie ma właściwie produktu, który by odróżniał ją znacząco od konkurencji, jednak uważam, że wycena jest stosunkowo niska. Kryzys przecież kiedyś się skończy i popyt na buty dobrej jakości w dość ciekawych cenach w końcu wróci, więc długoterminowo nie skazywałbym spółki na upadek. Zwłaszcza, że spółka od lat zwiększa zyski. Wysokie ROE C/wk i C/Z odstraszają od inwestycji w tę spółkę, jednak po wyjściu z bessy możemy liczyć na wzrost wartości rynkowej. Spółka warta według mnie około 75 złotych, więc marża bezpieczeństwa jest dość duża.
  • CD PROJEKT RED 4,44
  • Spółka, która pewnie wywoła wśród inwestorów starej szkoły prawdziwą burzę:-) Warren Buffett nigdy by jej nie kupił. Dlaczego więc zdecydowałem się na rekomendację tej spółki? Tutaj wielką wagę trzeba przywiązać do branży. Gry komputerowe to rynek coraz bardziej rozwijający się, a dzięki przetwarzaniu w chmurze, stanie się jeszcze bardziej dostępny dla ludzi, których nie stać na kupno konsoli, czy super wydajnego PC-ta. Doskonała gra Wiedźmin 2 pokazała, że ta spółka ma produkt, który bardzo odróżnia ją od konkurencji. W tym roku szykuje się niesamowite ROE - może sięgnąć nawet 40% - następne lata będą również dobre, gdyż gra zostanie wydana na XBox 360 i PS3. Pamiętać trzeba, że tutaj cykl rozwojowy nie wynosi 1 rok, więc możemy mieć w przyszłości nieco słabsze lata, co na pewno będzie stwarzać dziwne wyceny - duża część świeżo upieczonych inwestorów będzie uciekać i wskakiwać bezmyślnie, więc jeśli zamierzacie kupić CDP, zalecam duże pokłady cierpliwości. Jednak wiedźmin to nie jedyna marka tej spółki. Drugą perłą jest serwis gog.com który sprzedaje wiedźmina i sporo innych klasycznych gier w postaci cyfrowej. Serwis zwiększa obroty z miesiąca na miesiąc i ostatnio podpisał umowę z wielkimi wydawcami w branży. Ponadto sprzedaż filmów i seriali przynosi też całkiem niezłe zyski. Jednak głównym powodem dla tej spółki jest jej zarząd - jakość gry, to nie wszystko. Trzeba grę sprzedać - CD PROJEKT poradził sobie z tym zadaniem znakomicie i kolejna część wiedźmina, jak i inne gry,które powstaną, odniosą sukcesy. Ciągle wydawane patche, dobra polityka zabezpieczeń, nowe tryby rozgrywki, bonusy, darmowe DLC - to wszystko pomaga w budowaniu marki i jestem przekonany, że te niematerialne inwestycje zwrócą się, kiedy na rynku pojawią się nowe gry studia. Na ile wyceniam spółkę? Nie mam zielonego pojęcia - wiedźmin i obecna działalność pozwalają mi wystawić spółce cenę około 10 złotych za akcję, jednak nie wiem na ile wycenić przyszłe perspektywy spółki. Jestem jednak przekonany, że cierpliwi inwestorzy zostaną wynagrodzeni.

Kolejność przedstawiania spółek jest całkowicie przypadkowa - nie układałem ich według stopnia pewności, żebyście sami mogli zdecydować, która jest warta uwagi. Wszystkie jednak są według mnie prawdziwymi okazjami inwestycyjnymi i od każdej z nich oczekuje minimum 30% procent wzrostu. Oczywiście jeśli nie stanie się w nich nic złego. Będę bardzo wdzięczny, jeśli wypowiecie się na temat tych spółek - w końcu dogłębna analiza polega na szukaniu wszelkich informacji o spółce.

Na podstawie Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz.U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715) nie ponoszę odpowiedzialności za decyzje podjęte na podstawie mojej opinii. Wszelkie sugestie są moimi osobistymi przemyśleniami i są obarczone dużym ryzykiem. Zalecam myśleć samodzielnie

piątek, 21 października 2011

TUEUROPA - ryzyko wynikające z niewiedzy

Buffett twierdzi, że ryzyko jest wynikiem niewiedzy. Zaleca więc, żeby nie inwestować w coś, czego nie rozumiemy.

Ostatnio jeden z czytelników poprosił mnie o analizę spółki ubezpieczeniowej TUEUROPA. Przejrzałem więc raporty roczne, zyski, zwrot z kapitału, wyliczyłem całkiem dobrą wartość wewnętrzną, ale już przy pierwszym raporcie zaświeciła mi się czerwona lampka. Chociaż Buffett zna się dobrze na ubezpieczeniach, ja mam związane ręce, bo nie potrafię określić, czy polisy tej spółki są tanie i czy polityka sprzedaży polis jest racjonalna - Buffett twierdzi, że dobra ubezpieczalnia sprzedaje polisy bez walki o cenę ludziom, którzy mają dobrą historię przedmiotu, który jest ubezpieczany. Ja nie potrafię tego określić ze względu na moją słabą znajomość branży ubezpieczeniowej. Ponadto oprócz TUEUROPA mam tylko do dyspozycji PZU do porównań, więc nie otrzymam dobrego oglądu sytuacji, jeśli przeczytam raporty PZU, więc nawet ich nie pobrałem...

Wyliczenie wartości wewnętrznej i wszystkie dane, które można znaleźć na stronach internetowych przemawiają za spółką, ale co z tego, skoro nie jestem w stanie określić co się stanie, jeśli zdarzy się katastrofa, która przewróci finanse spółki do góry nogami - czy firma przetrwa? Nie mam pojęcia, dlatego moje zdanie, jak i ewentualne kupno tej firmy jest pozbawione sensu. Jeśli znacie się na tej branży, możecie ocenić:
- czy ceny ubezpieczeń są racjonalne?
- czy w przypadku olbrzymiej katastrofy, firma przetrwa?
- czy firma jest zdolna pozyskiwać nowych klientów?
- czy emisja akcji poprawi sytuację spółki?
Jeśli potrafisz precyzyjnie odpowiedzieć na te pytania, możesz śmiało analizować tę spółkę, jednak ja nie dojrzałem jeszcze do tej spółki. Może za kilka lat zdobędę odpowiednią wiedzę i kupię tę spółkę? Zobaczymy...

czwartek, 20 października 2011

Przeszłość wyznacznikiem przyszłości

Sporo firm często przechodzi reorganizację - zmienia swój profil działalności. Inwestorzy w ten sposób stają się często oczarowani przyszłością spółki, która z niewyjaśnionych przyczyn zawsze jest kolorowa:-)

Czy warto inwestować w firmy, które radykalnie zmieniają profil działalności? Optimus przeistoczony ostatnio w CD PROJEKT przechodził właśnie taką reorganizację - spółka zależna produkująca gry stała się flagowym produktem. Dlaczego więc warto kupić spółkę, która nie pozwala nam precyzyjnie określić wartości wewnętrznej?

Znam branżę komputerową i wiem, że Wiedźmin to wspaniała marka, a Pan Kiciński to doskonały zarządca i jestem przekonany, że reorganizacja to tylko duży okres przejściowy, który już zresztą minął i widać tego pierwsze oznaki(mam na myśli tutaj zyski, bo spekulujący gracze jeszcze jakiś czas nie będą chcieli pogodzić się z myślą, że się pomylili). Na innym blogu zarzucono mi, że nie biorę pod uwagę spółki City Interactive, która ma znacznie bardziej multiplatformowe plany. Nie kupię tej spółki, bo jest mocno przewartościowana. Poza tym City nie ma wyrobionej marki - Sniper to wciąż marka niskobudżetowa i jako gracz nie sądzę, aby druga część gry coś w tym temacie zmieniła. Mimo zastosowania jednego z najlepszych silników graficznych, nie ma szans, by ta gra zarobiła tyle, by uzasadniać kupno tej spółki.

Ale co, kiedy przyszłość wydaje się nam mglista? To proste - nie kupować i poczekać na rozwój sytuacji - pewność jest zawsze bardziej wartościowa, niż potencjalne zyski, które możemy mieć, jeśli kupimy spółkę TERAZ.
Nasz wzór do naśladowania mówi, że więcej widzi w lusterku, niż w przedniej szybie - nie ma bardziej racjonalnego wytłumaczenia dla przyszłości, niż przeszłość - dlatego przy inwestowaniu w spółki przechodzące reorganizacje, trzeba zachować szczególną ostrożność

Już w sobotę napiszę o polecanych spółkach kilka słów. A może nawet więcej, niż kilka:-)